Po latach ciszy Marek Kondrat zdobył się na szczere wyznanie o późnym ojcostwie. Tak narodziny córki odmieniły jego życie
Po latach Marek Kondrat wraca do Telewizji Polskiej i po raz pierwszy od dawna tak szczerze mówi o swoim życiu. Opowiada nie tylko o decyzji, by odejść z aktorstwa u szczytu kariery, ale także o późnym ojcostwie, które zmieniło jego spojrzenie na świat.

Przez lata pozostawał jedną z najbardziej tajemniczych postaci polskiego kina. Choć zakończył karierę w momencie, gdy wciąż był u szczytu popularności, jego nazwisko nigdy nie zniknęło z pamięci widzów. Po 16 latach wrócił na plan zdjęciowy. Niedawno było głośno o jego udziale w filmie „Lalka”. Marek Kondrat wraca też do Telewizji Polskiej, by zagrać w spektaklu „Król Maciuś I”. Powrót do Teatru Telewizji stał się również okazją do niezwykle osobistej rozmowy, w której aktor opowiedział nie tylko o swoim rozstaniu z zawodem, ale także o życiu, które zbudował z dala od reflektorów. Szczególne miejsce zajmuje w nim córka Helena, dzięki której – jak sam przyznaje – inaczej patrzy dziś na świat i na przesłanie Janusza Korczaka.
Marek Kondrat wraca do Teatru Telewizji. To jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń sezonu
Są powroty, które wywołują zwykłą ciekawość. I są takie, na które czeka się latami, choć wydawało się, że już nigdy nie nastąpią. Powrót Marka Kondrata do Telewizji Polskiej należy właśnie do tej drugiej kategorii. Aktor, który niemal dwie dekady temu świadomie zamknął za sobą drzwi do świata filmu i teatru, ponownie stanie przed kamerą Teatru Telewizji. We wrześniu widzowie TVP1 zobaczą go w spektaklu „Król Maciuś I”, powstałym na ponadczasowej powieści Janusza Korczaka.
Trudno o bardziej symboliczny moment. Kondrat przez lata pozostawał wierny decyzji, którą podjął u szczytu zawodowej kariery. W 2007 roku zakończył aktorską drogę, pozostawiając po sobie role, które na trwałe zapisały się w historii polskiego kina. Nie uległ pokusie częstych powrotów ani sentymentalnych występów. W 2010 roku pojawił się w filmie „Mała matura 1947” w reżyserii Janusza Majewskiego. Teraz ponownie daje się zaprosić do świata opowieści – wkrótce widzowie zobaczą go także w nowej ekranizacji „Lalki”.
Jednak to właśnie „Król Maciuś I” ma wymiar szczególny. Nie tylko dlatego, że oznacza długo wyczekiwany powrót do Teatru Telewizji. Praca nad spektaklem stała się dla Marka Kondrata pretekstem do jednej z najbardziej osobistych rozmów od wielu lat. To w niej po raz pierwszy od dawna z taką otwartością opowiedział nie tylko o odejściu z zawodu, ale przede wszystkim o życiu, które zbudował poza blaskiem reflektorów – życiu, w którym najważniejszą rolę odgrywa dziś rodzina i późne ojcostwo.

„Nie chciałem doczekać śmierci w kostiumie króla Lira”. Dlaczego odszedł w chwili największych sukcesów?
Przez lata wielu zadawało sobie to samo pytanie: dlaczego Marek Kondrat odszedł z aktorstwa właśnie wtedy, gdy wydawało się, że wciąż ma przed sobą kolejne wielkie role? Sam przez długi czas nie wracał do tej decyzji publicznie. Dopiero teraz, przy okazji powrotu do Teatru Telewizji, opowiedział o niej z niezwykłym spokojem.
Zapytany o to, co dziś daje mu największą satysfakcję, nie mówił o zawodowych osiągnięciach ani o tęsknocie za sceną. Zamiast tego opowiedział o czymś znacznie bardziej osobistym – o poczuciu wolności i możliwości decydowania o własnym czasie. Nie ukrywa przy tym, że aktorstwo było dla niego ważnym rozdziałem życia. Nie odcina się od przeszłości ani od ról, które uczyniły go jednym z najwybitniejszych polskich aktorów. Jak podkreśla, decyzja o zakończeniu kariery nie wynikała z rozczarowania zawodem, lecz z wewnętrznego przekonania, że nadszedł właściwy moment, by zamknąć ten etap.
„Satysfakcję sprawia mi złuda panowania nad czasem, tak bym powiedział. Mówię „złuda”, dlatego że to jest w pewnym sensie złudne, ale mam absolutne poczucie, że robię to, co chcę. Po tych wszystkich przygodach, które traktuję jako ważne w swoim życiu – to nie tak, że przekreślam całą przeszłość – nastąpił jakiś moment przesytu po prostu. […] Za żadne skarby nie chciałem doczekać śmierci w kostiumie króla Lira na scenie czy czegoś podobnego. Te opowieści są daleko od mojego charakteru w ogóle”, opowiadał w programie „Pytanie na śniadanie” w rozmowie z Martą Surnik.

Późne ojcostwo zmieniło jego spojrzenie na życie. Córka Helena stała się nową perspektywą
Przez lata Marek Kondrat niezwykle rzadko wpuszczał opinię publiczną do swojego prywatnego świata. Tym bardziej poruszająco wybrzmiały słowa. Okazało się, że spektakl oparty na powieści Janusza Korczaka stał się dla aktora nie tylko zawodowym wyzwaniem, ale także pretekstem do bardzo osobistych refleksji.
Przyznał, że dziś czyta przesłanie zupełnie inaczej niż przed laty. Wszystko za sprawą doświadczenia, którego – jak można wywnioskować z jego słów – sam się nie spodziewał. Późne ojcostwo sprawiło, że zyskał nową perspektywę i z jeszcze większą uważnością obserwuje świat dziecka. „Wszystko to, do czego namawia i czego uczył Korczak, właściwie dzisiaj jest na porządku dziennym. Dziecko trzeba traktować jako partnera, a nie wykorzystywać swojej przewagi rodzicielskiej, nauczycielskiej czy profesorskiej”, mówił w „Pytaniu na śniadanie”.
W 2018 roku został ojcem Heleny, córki, która jest owocem relacji z Antoniną Turnau. Dziś, mając za sobą doświadczenie wychowania dorosłych już synów, po raz kolejny towarzyszy dziecku w odkrywaniu świata – tym razem z zupełnie innym bagażem doświadczeń. „Trafiło mi się dziecko w późnym wieku. Synów mam bardzo dojrzałych, a teraz mam okazję obserwować rozwój córki. Widzę aktualność tej nauki Korczaka”, opowiadał w „Pytaniu na Śniadanie”.
Czytaj też: Rzadki kadr z życia Kondrata. Żona aktora uchwyciła coś, czego nikt się nie spodziewał!


Źródło: Pytanie na śniadanie