Najpierw był koncert, światła i emocje, które zwykle zostają z artystą jeszcze długo po zejściu ze sceny. Tym razem jednak Adama Sztabę czekało coś znacznie ważniejszego niż zawodowy sukces. Po występie ukochana wręczyła mu niewielkie zawiniątko, a ukryty w środku test ciążowy zmienił ten wieczór w początek zupełnie nowego rozdziału. Miał 40 lat, gdy dowiedział się, że zostanie biologicznym ojcem. Po latach wrócił do tej historii w rozmowie z Dzień Dobry TVN, opowiadając także o tym, jak inaczej przeżywa dziś ojcostwo i jak wiele zmieniło się w nim od czasu, gdy po raz pierwszy został tatą.

WIDEO

player placeholder

Adam Sztaba o życiowych zmianach. Tak mówi o dojrzałym ojcostwie

Adam Sztaba od lat porusza się w świecie muzyki z imponującą swobodą — komponuje, aranżuje, dyryguje, gra na fortepianie i produkuje. Zawodowo nieustannie jest w ruchu, prywatnie jednak najważniejsze role nie mają nic wspólnego ze sceną. Jest mężem i ojcem, choć o tej części swojego życia mówi znacznie rzadziej. Tym razem w rozmowie z Dzień Dobry TVN zrobił wyjątek i wrócił do chwili, która całkowicie zmieniła jego codzienność. W wieku 40 lat został biologicznym tatą. Wspólnie z żoną, Agnieszką Dranikowską, doczekał się syna Leopolda, który przyszedł na świat w 2016 roku. Jak się okazuje, wiadomość o tym, że ich rodzina się powiększy, dotarła do niego w niemal filmowych okolicznościach.

Czytaj też: Monika Mrozowska rzadko pokazuje 16-letnią córkę. Na tym zdjęciu wyglądają niemal jak siostry

Zobacz także:

Po koncercie symfonicznym ukochana wręczyła mu niewielkie zawiniątko przewiązane wstążką. Sztaba początkowo nie miał pojęcia, co właściwie trzyma w dłoni. Dopiero po chwili zrozumiał, że patrzy na test ciążowy — i że właśnie zaczyna się zupełnie nowy rozdział jego życia. Emocje były tak silne, że, jak wspominał, przez wiele kolejnych dni chodził „pięć metrów nad ziemią”. „Jak już zrozumiałem, co mnie spotkało, a miałem lat 40, wyobraźcie sobie. To jest taki moment, kiedy człowiek po pierwsze już trochę nie wierzy w to ojcostwo biologiczne. Biologia nie pomaga, jak wiemy, z wiekiem, chociaż mężczyźni płodzą do późnej starości. Natomiast ja chodziłem potem przez wiele, wiele dni po prostu pięć metrów nad ziemią. To było nieprawdopodobne, niewiarygodne”, mówił w rozmowie z Dzień Dobry TVN.

Z perspektywy czasu przyznaje też, że dobrze, iż Agnieszka przekazała mu tę wiadomość już po występie. Gdyby dowiedział się wcześniej, jak sam zaznaczył, nie byłby w stanie poprowadzić koncertu. To wspomnienie nadal ma w sobie coś niezwykle żywego: wielka scena, muzyka, adrenalina — a chwilę później wiadomość, przy której wszystko inne nagle przestało mieć znaczenie.

Zanim został biologicznym ojcem, był już tatą dla Antka

Ojcostwo nie było jednak dla Adama Sztaby zupełnie nowym doświadczeniem. Na długo przed narodzinami Leopolda przez ponad dekadę był związany z Dorotą Szelągowską i razem z nią wychowywał jej syna z poprzedniego związku, Antoniego. To właśnie wtedy, mając lat 27, po raz pierwszy wszedł w rolę ojca. Antoni od początku mówił do niego „tato”, a dziś Sztaba nie kryje dumy z jego drogi i zawodowych wyborów. „Dużo się mówi o tym, że późne ojcostwo jest takie bardziej świadome. I ja to rzeczywiście widzę. Jak byłem ojcem, mając lat 27, owszem, przybranym, ale Antoni od samego początku do mnie mówił tato. Jestem z niego bardzo dumny, bo przed chwilą ogłosił, że dołączył do zespołu Teatru Powszechnego jako aktor, więc jestem absolutnie dumny po stokroć”, mówił w rozmowie z Dzień Dobry TVN.

Z perspektywy czasu kompozytor dostrzega jednak, jak bardzo wraz z wiekiem zmienił się jego sposób przeżywania ojcostwa. Kiedyś znacznie mocniej zatracał się w pracy i inaczej rozkładał życiowe akcenty. Dziś, choć muzyka nadal potrafi pochłonąć go bez reszty, patrzy na rodzinę z większą uważnością. „To było trochę inne ojcostwo. Nie ma związku oczywiście, czy biologiczne, czy niebiologiczne. Po prostu mężczyzna jest w innym momencie życia, co innego się liczy. Ja trochę inaczej podchodziłem do pracy, zatracałem się dużo bardziej niż dzisiaj. A teraz? Nadal się zatracam, w trochę inny sposób, ale mam wrażenie, że częściej myślę o tak zwanej rekompensacie”, dodawał Adam Sztaba.

Czytaj też: Po rozstaniu nie zniknął. Dla syna gwiazdy TVN wciąż jest najważniejszym mężczyzną

Antoni Sztaba, Adam Sztaba 22 października 2011
Niemiec/AKPA / Antoni Sztaba, Adam Sztaba 22 października 2011

Adam Sztaba, Viva! 5/2016
MARCIN KEMPSKI/I LIKE PHOTO

  Z kolei w archiwalnym wywiadzie VIVY! z 2016 roku w rozmowie z Pitorem Najsztubem, tłumaczył: „Cieszę się, że będę miał szansę być bardziej świadomym ojcem, taką szansę daje późne ojcostwo. Poza tym, że jest się 60-latkiem, gdy dziecko zdaje maturę… Tym bardziej że jeszcze nie tak dawno godziłem się z myślą, że nie będę już biologicznym ojcem. Byłem i jestem oczywiście tatą Antka. […] Dziś jestem przeszczęśliwy. To najlepszy moment mojego życia”.

Dojrzałe ojcostwo oznacza dla Adama Sztaby także umiejętność spojrzenia na siebie bez taryfy ulgowej. Kompozytor dobrze wie, że nie każdą własną cechę chciałby zobaczyć kiedyś u syna. Jak wspominał nam w 2016 roku, najbardziej obawiał się tego, co przez lata sam znał aż za dobrze — bezgranicznego oddania pracy, które potrafi przesłonić wszystko inne. „Nie chciałbym, żeby się aż tak spalał w pracy. Wolałbym, żeby tak bezgranicznie się w nią nie angażował. Miałem taki okres, kiedy totalnie zatapiałem się w pracę i nic nie było ważniejsze. Byłoby dobrze, gdyby nie odziedziczył po mnie kilku nieznośnych dla otoczenia cech, które ujawniają się pod presją czasu i morderczego tempa. Cała reszta jest przyzwoita głównie dlatego, że staram się być przyzwoity”, mówił.

Życzymy wszystkiego, co najpiękniejsze!

Adam Sztaba, Viva! 5/2016
MARCIN KEMPSKI/I LIKE PHOTO