Adam Ferency 5 października świętował 75. urodziny i 50-lecie pracy aktorskiej, ale zamiast oglądać się za siebie, woli mówić o przyszłości. W „Dzień Dobry TVN” z charakterystycznym dystansem opowiedział o wieku, nowych planach i miłości do aktorstwa. W jego życiu był jednak także dramatyczny moment, o czym mówi wprost. 

WIDEO…

player placeholder

Adam Ferency świętuje 75. urodziny i 50-lecie pracy. „Odsuwam od siebie cmentarz”

5 października Adam Ferency świętował 75. urodziny. W tym samym czasie mija 50 lat od jego aktorskiego debiutu. Z okazji podwójnego jubileuszu pojawił się w studiu „Dzień Dobry TVN”, gdzie mówił o swojej karierze, przyszłości i tym, co dziś jest dla niego najważniejsze.

Choć za nim pięć dekad pracy, Ferency nie ma potrzeby wracania do przeszłości. Zdecydowanie bardziej interesuje go to, co jeszcze przed nim. O własnym wieku mówi z dystansem, a plany zawodowe wciąż zajmują ważne miejsce w jego życiu. "Mam nadzieję, że coraz bardziej odsuwam od siebie cmentarz. Nie chcę na razie o tym myśleć, chociaż myślę nieuchronnie. Myślę też o tym, żeby zrobić jakieś nowe przedstawienia. O filmie w ogóle nie myślę, bo tam trzeba rano wstawać", żartował aktor. Pytany o to, czego życzy sobie w dniu urodzin, odpowiedział krótko i przewrotnie: spokojnej śmierci.

Zobacz także:

Aktorstwo wciąż jest jego wielką miłością. „Jestem tej miłości wierny”

Adam Ferency przez lata stworzył wiele ról teatralnych i filmowych. Widzowie pamiętają go zarówno z poważnych kreacji, jak i z roli lokaja w „Niani”. Sam aktor podkreśla jednak przede wszystkim jedno: mimo upływu czasu jego stosunek do zawodu się nie zmienił. "Zakochałem się w aktorstwie wiele lat temu i jestem tej miłości wierny. W dalszym ciągu kocham ten zawód i jestem aktywny. Uważam, że to jest choroba, która rzeczywiście dotyka wielu, wielu ludzi. I oby dotykała jak największej ilości. Bo to jest moim zdaniem jakaś szansa, żebyśmy sobie poradzili z czasami trudnymi, które są przed nami", wyznał Adam Ferency.

CZYTAJ TEŻ: Poszedł własną drogą, rodzice drżeli o jego przyszłość. TYLKO W VIVIE! Mariusz Przybylski wyznaje: "Robię to, co kocham"

Adam Ferency
Adam Burakowski/Dzien Dobry TVN/East News

Jedna rola była dla niego zbyt trudna. Poprosił o zdjęcie spektaklu

Przez dekady Adam Ferency mierzył się także z postaciami, których ciężar trudno było zostawić po zejściu ze sceny. Aktor przyznał, że starał się oddzielać pracę od życia prywatnego, choć nie zawsze było to możliwe. "Miałem takie poczucie, że powinienem zostawiać swoje role w garderobie. To nie zawsze się udawało, ale na ogół tak - nie rzucało się na mnie i nie przegryzało mi gardła. Jak grałem chama w "Końcówce" [spektakl w Teatrze Dramatycznym - przyp. red.], to musiałem poprosić dyrektora, żeby zdjął sztukę, bo nie mogłem sobie z tym poradzić. Wracałem do domu i nie zostawiałem za sobą, na wieszaku, tych strojów i tego wszystkiego, co powinienem", opowiadał.

Adam Ferency przeżył śmierć kliniczną. „Żadnych kolorowych tuneli”

W życiu aktora nie brakowało także znacznie bardziej dramatycznych doświadczeń. W 2016 r. Adam Ferency przeszedł rozległy zawał serca. Sytuacja była na tyle poważna, że doszło do śmierci klinicznej. Problemy zaczęły się wieczorem. Ferency wspominał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że palił wtedy papierosy, a wcześniej wnosił ciężkie zakupy na piąte piętro budynku bez windy. Czuł, że dzieje się coś niepokojącego, ale nie zdecydował się od razu wezwać pomocy. Liczył, że do rana złe samopoczucie minie.

Tak się nie stało. Rozległy zawał doprowadził do śmierci klinicznej. Lekarzom udało się przywrócić aktorowi funkcje życiowe. Po latach Ferency wrócił do tego wydarzenia w podcaście Anny Puśleckiej „Gdy nikt nie patrzy”. Nie opowiadał jednak o świetle, tunelu czy niezwykłych obrazach. "Z tym zawałem to jest zabawne, dlatego że ja byłem na tamtym świecie przez 10 min. Byłem w śmierci klinicznej. Żadnych kolorowych tuneli, nic, zero, nie miałem żadnych wzruszeń. Niczego sobie nie wyobrażałem. Ciemność i cześć", wspominał.

Adam Ferency
Beata Zawrzel/REPORTER

Po odzyskaniu przytomności myślał o próbie. Żona powiedziała: „Nie dzisiaj”

Kiedy Adam Ferency odzyskał przytomność, przy jego łóżku siedziała jego żona, Małgorzata Dziewulska. Aktor początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego, jak poważny był jego stan. Pierwszą myśl skierował w stronę pracy. Pamiętał, że rano ma zaplanowaną próbę teatralną. Wtedy żona odpowiedziała mu krótko: "Nie dzisiaj".

Dopiero wtedy zaczął rozumieć, że znalazł się w szpitalu z poważnego powodu. Zawał stał się również momentem, po którym Ferency musiał przyjrzeć się swojemu stylowi życia. Lekarze zalecili mu przede wszystkim rezygnację z papierosów oraz ograniczenie alkoholu.

Źródło: materiał z programu „Dzień Dobry TVN”, rozmowa Adama Ferencego z „Gazetą Wyborczą”, podcast Anny Puśleckiej „Gdy nikt nie patrzy”.

CZYTAJ TEŻ: TYLKO W VIVIE! Maja Ostaszewska zagrała jedną z najbardziej nieoczywistych kobiet w „Lalce”. Reżyser był pod ogromnym wrażeniem

Adam Ferency
PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Adam Ferency
JACEK DOMINSKI/REPORTER