Paulina Młynarska stanęła w obronie Heleny Englert. Sama przez lata słyszała, że sukces zawdzięcza znanemu ojcu
Helena Englert od początku kariery mierzy się nie tylko z oceną swoich artystycznych wyborów, ale też z pytaniami o znane nazwisko i zarzutami nepotyzmu. Szczególnie głośno zrobiło się, gdy Jan Englert obsadził córkę w swojej inscenizacji „Hamleta” w Teatrze Narodowym. Teraz w jej obronie stanęła Paulina Młynarska. I trudno o osobę, która lepiej rozumiałaby ciężar podobnych komentarzy. Córka Wojciecha Młynarskiego sama przez lata słyszała, że to rodzinne nazwisko stoi za jej zawodową drogą.

Paulina Młynarska dorastała w jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystycznych domów w Polsce. Jest córką Wojciecha Młynarskiego i aktorki Adrianny Godlewskiej, starszą siostrą jest dziennikarka Agata Młynarska, a młodszym bratem muzyk Jan Młynarski. Sama bardzo wcześnie znalazła się przed kamerą, ale później wielokrotnie zmieniała zawodową drogę. Była aktorką, pracowała w radiu i telewizji, została pisarką i publicystką. Jej własna historia pokazuje, że znane nazwisko może być kapitałem, ale nie jest gotowym scenariuszem na życie.
Paulina Młynarska stanęła w obronie Heleny Englert. „Hejt na nepo” zna z własnego życia
Paulina Młynarska przyznała wprost, że obserwując dyskusję wokół Heleny Englert, widzi sytuację, którą sama doskonale pamięta. Nie chodzi wyłącznie o komentarze internautów. Zwróciła uwagę również na pytania zadawane młodej artystce w wywiadach — podobne do tych, z którymi przed laty mierzyła się ona sama.
„Widzę ile emocji wznieca postać Heleny Englert. Pytania, które zadają jej ludzie z mikrofonami zadawano i mnie. A hejt na "nepo" to, że tak powiem z angielska, story of my life. Artystycznie, Helena szuka różnych środków wyrazu i pewnie jeszcze wiele razy zaskoczy. Nie jest jeszcze poetką jak Maria Peszek, ani wybitnym muzykiem jak Jimek, albo wokalistką na miarę Natalii Kukulskiej. Bo jest na początku drogi i ja jej życzę, aby ta droga prowadziła do ciekawych i wartościowych artystycznie miejsc” — zaczęła.
Sama Helena nie próbowała udawać, że kontrowersji nie rozumie. Przyznawała, że decyzja ojca może zostać w taki sposób odczytana, jednocześnie zwracając uwagę, że możliwość wspólnej pracy miała dla niej także osobisty wymiar. Temat jej rodzinnego pochodzenia mimo to pozostał jednym z najczęściej powracających w rozmowach o jej karierze.
W 2026 roku Englert coraz śmielej zaczęła rozwijać również działalność muzyczną. Jej występ podczas Open'er Festival ponownie wzbudził dyskusje o tym, czy młoda artystka otrzymuje szanse dzięki własnemu potencjałowi, czy także dzięki pozycji rodziny i wcześniejszej rozpoznawalności.
Właśnie w takim momencie odezwała się Paulina Młynarska — kobieta, która mechanizm podobnych ocen zna z własnego życia.

„Nie sprowadza się do prostego: tata załatwił”. Paulina Młynarska wróciła do własnej historii
W dalszej części wpisu Młynarska przestaje mówić wyłącznie o Helenie Englert i wraca do własnego dzieciństwa. Nie zaprzecza, że dzieci artystów mogą dzięki rodzicom wcześniej znaleźć się w świecie filmu, teatru czy muzyki. Pokazuje natomiast, że rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana niż wygodne hasło o „załatwionej karierze”.
„Chcę się podzielić myślą, że bycie dzieckiem ludzi sławnych i jakoś ważnych dla kultury nie sprowadza się do prostego "tata załatwił". Chociaż rodzice artyści często, z rozmysłem lub bez, popychają dzieci w swoje ślady. Ja nie zagrałabym u Wajdy jako dziecko, gdyby mama nie posłała mnie na casting. Nigdy nie otrzymałam od dorosłych jasnej odpowiedzi po co mi to właściwie było i co w tym doświadczeniu miało być dobre dla mnie. A nic nie było. Wręcz przeciwnie. Rodzice, którzy są artystami są także ludźmi i popełniają błędy. Jednak cała moja późniejsza obecność w mediach - najpierw jako aktorki, a później dziennikarki i wreszcie pisarki, to już moja praca, odporność i wiedza”.

Paulina Młynarska opisuje sytuację, która powtarza się nawet dziś — po wielu latach samodzielnej działalności pisarskiej i publicystycznej.
„Kiedy ja napiszę wiersz nadający się do publikacji, zawsze czytam w komentarzach, że "talent po ojcu". A ja myślę, że jeśli już, to warsztat podpatrywany od dziecka. To także jest coś, co dostałam. Setki, tysiące godzin uczenia się od mistrza. Nie prosiłam o to. Nie mam ojca talentu ani temperamentu, płodności. Piszę jeden, dwa wiersze rocznie. W komentarzach czytam często: "naprawdę pani to napisała?". No tak. Tata załatwił. Załatwił, że tak się nauczyłam wyrażać siebie”.

