Krzysztof Antkowiak, VIVA! 2015
Fot. Krzysztof Opaliński
Z ŻYCIA GWIAZD

„Czułem, że osiągnąłem dno". Tak w jednej chwili życie Krzysztofa Antkowiaka zamieniło się w koszmar

Artysta opowiedział szczerze o walce z nałogami i planowaniu samobójstwa

Damian Brillowski 4 czerwca 2022 19:41
Krzysztof Antkowiak, VIVA! 2015
Fot. Krzysztof Opaliński

O Krzysztofie Antkowiaku w latach 80. mówiono cudowne dziecko sceny. Jego przebój „Zakazany owoc” nuciła cała Polska. Nastolatki się w nim kochały, a chłopaki zazdrościli. Niestety, zawrotna kariera w tak młodym wieku doprowadziła do wielkiego nieszczęścia w dorosłym życiu. Artysta zmagał się z wieloma uzależnieniami, które w ostateczności doprowadziły go do myśli samobójczych. Przed śmiercią uratował go cud z nieba. Jak potoczyły się jego losy?

Krzysztof Antkowiak: początki kariery 

Kilka miesięcy temu Krzysztof Antkowiak udzielił poruszającego wywiadu. W intymnej rozmowie z Markiem Sekielskim na platformie YouTube opowiedział o demonach swojej przeszłości, o walce z uzależnieniami i wychodzeniu na prostą. Przyznał, że musiał sięgnąć dna, aby móc przejrzeć na oczy. 

Zdobył sławę już jako dziecko. Miał okazję występować w programie telewizyjnym Jacka Cygana pt. „Dyskoteka Pana Jacka”. Później autor tekstów stworzył dla młodego Krzysia piosenkę „Zakazany owoc”, z którą zaprezentował się na festiwalu w Opolu. Publiczność w jednej chwili go pokochała. W 1988 roku za wykonanie tego utworu dostał wyróżnienie i nagrodę publiczności. Już rok później na rynku muzycznym pojawiła się jego debiutancka płyta pod tym samym tytułem. 

Kariera nabierała rozpędu. Antkowiak występował nie tylko w Polsce, lecz także zagranicą. Nauczyciele i uczniowie byli zazdrośni o sukcesy piosenkarza, m.in. o jego wyjazdy do USA w stanie komunistycznym. Dlatego nie miał żadnej taryfy ulgowej w szkole. Po przyjeździe z trasy koncertowej musiał nadrabiać zaległe materiały, a było tego sporo. Nawet 1,5 miesiąca nieobecności. Aby radzić sobie z emocjami i popularnością, uciekał w sport - w piłkę nożną i tenis. W pewnym momencie podjął zaskakującą dla publiczności decyzję o wycofaniu się z występowania na scenie. „Wycofałem się świadomie z grania koncertów, bo bym nie skończył szkoły (…) Chciałem zniknąć, żeby sobie ulżyć, żeby stać się niewidzialnym”, przyznał w wywiadzie. 

Czytaj także: Nie tylko Macaulay Culkin. Tym gwiazdom kariera zniszczyła dzieciństwo...

Krzysztof Antkowiak
Fot. materiały prasowe

Krzysztof Antkowiak, okładka płyty pt. "Zakazany owoc", 1989 rok

1990, Warszawa. Od lewej: Majka Jeżowska, Krzysztof Antkowiak i Anna Jurksztowicz
Fot. Marek Szymański/Forum

1990, Warszawa. Od lewej: Majka Jeżowska, Krzysztof Antkowiak i Anna Jurksztowicz

Krzysztof Antkowiak: uzależnienie od alkoholu

Wokalista szczerze wyznaje, że zaczął pić, gdy miał zaledwie 17 lat. „W wieku 17 lat zacząłem sięgać po alko, żeby się zgłuszać”, przyznał. 

Aby przeżyć w szkole, pił alkohol, najczęściej było to wino. Nie było tego widać po nim, bo umiał dobrze się maskować. Raz na miesiąc, dwa miesiące potrafił się „zgłuszyć”, ale nikt się nie zorientował i nie zauważył, że młody artysta ma jakikolwiek problem. 

Przyznaje, że sięgnął po alkohol z kilku powodów. Pierwszym traumatycznym przeżyciem był zawód miłosny, a drugim sława. Przez niespełnioną miłość podcinał sobie żyły we własnym domu. Również ogromna i niespodziewana popularność oraz cała otoczka z nią związana przytłoczyła młodego artystę. W konsekwencji zaczął pić na umór, co doprowadziło go do uzależnienia od alkoholu.

„Byłem weekendowym alkoholikiem. W tygodniu byłem w miarę spokojny, ale przychodził weekend, a ja musiałem odreagować. Tylko wtedy było już naprawdę grubo, czyli pijesz po to, aby zapomnieć, aby się zgłuszyć, pijesz do momentu, aż będziesz mógł zasnąć. A że miałem dosyć mocną głowę, to te ilości były dość konkretne. Często było tak, że zamykałem imprezę i jeszcze szedłem po flachę, żeby się dowalić”, wyznał.

Czytaj także: Alkohol, narkotyki, myśli samobójcze... Jak dziś wygląda życie Krzysztofa Antkowiaka? 

Krzysztof Antkowiak, VIVA! 2015
Fot. Krzysztof Opaliński

Krzysztof Antkowiak, sesja dla magazynu „VIVA!”, 2015 rok

Krzysztof Antkowiak: uzależnienie od hazardu

Hazard w życiu Antkowiaka pojawił się zupełnie przypadkowo. W wieku 30 lat spędzał Sylwestra w USA. I to właśnie tam zasmakował go po raz pierwszy. A wszystko przez opóźniony lot... Taksówkarz zawiózł go do Atlantic City, zwanego Las Vegas Wschodu. Co ciekawe, kierowca sam był hazardzistą, ale nie wspomniał mu o tym przy pierwszym spotkaniu. Wziął ze sobą 200 dolarów i z początku zaczął wygrywać, passa trwała w najlepsze. „Mieliśmy być 2h, spędziliśmy tam dobę, wszystko jest zasłonięte, wpuszczają tam tlen i nie czujesz zmęczenia”, wspomniał. Ostatecznie wszystko przegrał, zostało mu jedynie 25 centów. Gdy wyszedł, usłyszał szum oceanu i wtedy pomyślał: „ty idioto! Przecież miałeś w pewnym momencie więcej pieniędzy niż zarobiłbyś przez cały Sylwester. Mogłeś wiele rzeczy za to kupić”, opowiadał podczas wywiadu. 

Muzyk nie spodziewał się, że drzemie w nim tak duża fascynacja do grania za pieniądze. W szpony hazardu wpadł aż na 10 lat. „Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że mam tak dużą potrzebę i żyłkę hazardzisty, że jest we mnie potencjał na gracza, na bycie hazardzistą. Tak to się zaczęło i potem jak przyjechałem do Polski, trwało to 10 lat”, wspomina artysta początki uzależnienia. 

„U każdego jest podobanie, zawsze za pierwszym razem wygrywasz. To wygląda tak, jak on chciałby Cię wciągnąć”. Według wokalisty większość ludzi i tak wraca do kasyna, bo czuje adrenalinę, która pojawia się przy grze. Gdy pierwszy raz poszedł do polskiego kasyna to również wygrał. „Z perspektywy czasu wiem, że nie chodziło o pieniądze, które są wirtualne. Chodziło o to, że się odcinasz od rzeczywistości, że jesteś w matrixie. I że adrenalina jest tam dużo większa niż kiedy grasz sobie w grę w domu”, stwierdził. 

Do kasyna potrafił jechać nawet o 4 nad ranem. Jednak po wyjściu z kasyna często nachodziły go refleksje, że źle postąpił, decydując się na ponowną grę. „Ja potrafiłem jechać o czwartej, piątej rano, bo ktoś mi dał cynka, że jest jakaś maszyna napakowana. Ja potrafiłem o czwartej w nocy jechać do kasyna i spędzić tam 3 godziny i wracać z takim poczuciem, że jestem totalnym debilem, kretynem i idiotą”, powiedział. 

Krzysztof Antkowiak podczas rozmowy wskazał też różnicę pomiędzy uzależnieniem od alkoholu a hazardu. Według piosenkarza łatwiej jest wygrać z piciem niż z graniem. „Wódka jest namacalna, można odstawić kieliszek. Hazard jest chorobą duszy, nie da się go tak łatwo odstawić, bo jest nienamacalny”, stwierdził. Co do narkotyków to brał je okazjonalnie, zazwyczaj na imprezach. Nie miał z tym problemu, nie wciągnęło go to. 

Czytaj także: Joanna Chmielewska kochała papierosy, alkohol i hazard. I oczywiście pisanie

Krzysztof Antkowiak, VIVA! 2015
Fot. Krzysztof Opaliński

Krzysztof Antkowiak, VIVA!, 2015 rok

Krzysztof Antkowiak planował samobójstwo 

Uzależnienie od hazardu doprowadziło go na skraj wytrzymałości, w konsekwencji dopadły go myśli samobójcze. Zaczął czytać o różnych formach śmierci i planować własne odejście. „Czułem, że osiągnąłem dno i nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Pomyślałem sobie, jesteś nic niewart. Jesteś kompletnym zerem. (...) Zacząłem czytać, jak to zrobić. Miałem wszystko zaplanowane”, zdradził podczas rozmowy z Markiem Sekielskim.

Wybawieniem dla Antkowiaka okazała się modlitwa. Podczas pewnego Sylwestra, zachęcony przez ówczesną dziewczynę, zaczął się z nią modlić. „Pomodliłem się. W tej modlitwie było wszystko: krzyk, pretensja, błaganie. Tam było tyle emocji we mnie. I było coś takiego: Panie Boże, jeżeli jesteś, to mi pomóż, (…) daj mi jakiś znak”, wspomina artysta.

Kolejnego dnia obudził się z zupełnie nowym nastawieniem. Nie chciał już widzieć ani słyszeć o kasynie. Następnym krokiem okazała się terapia. Po latach przyznaje, że to właśnie modlitwa i wiara w Boga uratowała mu życie, a przynajmniej wyrwała z nałogu hazardowego, do którego już nigdy nie wrócił.

Na początku bieżącego roku Krzysztof Antkowiak musiał zmierzyć się z kolejną tragedią. Otóż zmarł jego ojciec, Witold Antkowiak współtwórca „Duetu Egzotycznego”. 

„Z ogromnym smutkiem i żalem chciałbym was powiadomić, że dziś zmarł mój ukochany tato, Witold Antkowiak. Proszę, miejcie go w swojej pamięci”, napisał wokalista na swoim profilu na Facebooku, publikując przy tym jedną z piosenek sławnego niegdyś ojca. 

Czytaj także: Nie żyje Witold Antkowiak, współtwórca Duetu Egzotycznego i ojciec piosenkarza Krzysztofa Antkowiaka

Co dziś robi Krzysztof Antkowiak?

Mimo że los go nie oszczędzał, Krzysztof Antkowiak nie porzucił muzyki i wciąż występuje. W 2020 roku zaśpiewał podczas 57. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Miał też okazję zagrać bezdomnego narkomana w serialu „Barwy szczęścia” oraz zgodził się na występ w muzycznym show Polsatu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” (jesień 2017 rok), w którym zajął zaszczytne drugie miejsce, zdobywając nagrodę srebrnej twarzy. 

W zeszłym roku artysta otrzymał platynową płytę za sprzedaż co najmniej 30 tys. egzemplarzy swojego albumu. „Cześć Kochani!! Chcę Wam pokazać, co razem zrobiliśmy. Platynowa płyta to uczczenie relacji pomiędzy artystą i słuchaczami. Dziękuję Wam z całego serca, że jesteście i słuchacie. Mam nadzieję, że już niedługo będzie mi dane znowu Was spotykać na koncertach”, napisał wokalista na Facebooku.

Niedawno Krzysztof Antkowiak skończył 49 lat. Media nie są dziś miejscem, w którym artysta chce wyraźnie zaznaczać swoją obecność. Życzymy wiele spokoju i sukcesów.  

Czytaj także: Krzysztof Antkowiak po 32. latach znów wystąpił na Festiwalu w Opolu! Jak dziś wygląda?

57. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, Krzysztof Antkowiak
Fot. Tadeusz Wypych/REPORTER

Krzysztof Antkowiak, 57. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej, Opole 2020 

Krzysztof Antkowiak, Opole 2020
Fot. AKPA

Krzysztof Antkowiak, 57. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej, Opole 2020

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KAROLINA PISAREK i ROGER SALLA: tuż przed ślubną ceremonią modelka opowiada o niespodziewanych oświadczynach, swoim związku i przygotowaniach do ślubu. MICHAŁ WIŚNIEWSKI: po co mu ten ślub?! Wyznania mężczyzny, który pięć razy mówił „tak”. AGATA TUSZYŃSKA często przedkładała wszystko nad kolejne książki. Czy to był dobry wybór? Czy nie żałuje? I czy w ogóle umie żyć inaczej? Do refleksji. ŚLUBY WSZECH CZASÓW: Kelly i książę Rainier, Beaulieu i Presley, Yoko Ono i Lennon, Diana i książę Karol… Ich śluby zawładnęły zbiorową wyobraźnią.