ze świata filmu

Film Lion. Droga do domu, czyli historia, która wydarzyła się naprawdę

Ten obraz porusza najgłębsze zakamarki duszy

Sabina Zięba 4 grudnia 2021 12:02

Co jakiś czas dramat Lion. Droga do domu pojawia się w telewizji. Dlaczego warto go wówczas obejrzeć? To właśnie o tym filmie było naprawdę głośno w 2017 roku. Zdobył wiele prestiżowych nagród, m. in. dwie statuetki BAFTA, a także sześć nominacji do Oscara. Opowieść o małym Saroo poruszyła miliony ludzi na całym świecie. Nie wszyscy wiedzą, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

Fabuła „Lion. Droga do domu”

Obraz Gartha Davisa ma swój początek w 1986 roku. Wówczas 5-letni Saroo mieszka w małej wsi w środkowych Indiach z matką oraz dwójką rodzeństwa. Pewnego dnia on ze starszym bratem jadą pociągiem do oddalonej o 70 kilometrów miejscowości. Na skutek zmęczenia rozdzielają się i Saroo zasypia w wagonie składu, jadącego tysiąc pięćset kilometrów od domu.

Musi odnaleźć się w nowej, brutalnej rzeczywistości. Mieszka na ulicy i jest zdany na siebie w 10-milionowej metropolii. W końcu trafia do ośrodka dla zagubionych dzieci, lecz nie może znaleźć najbliższych, ponieważ nie zna swojego nazwiska ani nazwy miejscowości, z której pochodzi. Gdy zostaje adoptowany przez parę Australijczyków, zaczyna życie w kręgach wyższej klasy średniej. Udaje mu się mieć szczęśliwe dzieciństwo, a nawet skończyć studia. Wówczas podejmuje decyzję o odszukaniu swoich korzeni.

Zobacz też: Bao, czyli polski  „cudowny chłopak”. Historia małego Karola niczym z filmu!

Prawdziwa historia w „Lion. Droga do domu”

Owa historia została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami - Saroo Brierley istniał naprawdę. W 1986 roku oddalił się od swej wioski, trafił do Kalkuty, a stamtąd został wysłany do australijskiej rodziny, która go adoptowała. Po latach znalazł rodzinne miasto za pośrednictwem... Google Earth. Jego opowieść wzbudziła wówczas duże zainteresowanie w mediach, głównie australijskich oraz indyjskich. Kilka lat później postanowił opisać te wydarzenia w powieści autobiograficznej A Long Way Home.

Producenci filmu w jednym z wywiadów mówili: „To jedna z tych opowieści, które nikogo nie pozostawiają obojętnym. Dotyczy potrzeby odszukania swych korzeni, dowiedzenia się, kim jesteś i skąd się wywodzisz. (...) Czytaliśmy jedną z pierwszych wersji wspomnień Saroo i zakończenie było doprawdy niezwykłe, nie sposób było uniknąć wzruszenia”. 

Ponadto wiadomo, że na planie częstymi gośćmi byli prawdziwi członkowie rodziny głównego bohatera. Dlaczego? Reżyser Garth Davis wyznał: „Chciałem podążyć śladami Saroo w takim stopniu, jak to tylko było możliwe. Spacerowałem po wiosce, gdzie mieszkał, siedziałem na ławce na stacji Burhanpur, gdzie mały Saroo obudził się samotny i zagubiony, błądziłem po ogromnej stacji w Kalkucie. Wyobraziłem sobie, że to mój dzieciak w wieku pięciu lat budzi się w zupełnie obcym miejscu sam, nie znając języka. To pomogło mi zrozumieć emocje Saroo”. 

A jak wygląda jego dzisiejsze życie? Otóż Saroo Brierley oraz jego adopcyjni rodzice Sue i John nadal mieszkają w Hobart, w Tasmanii. 40-letni już dziś mężczyzna pracuje w rodzinnym biznesie. Równocześnie wspiera działalność pani Sood - kobiety, która doprowadziła do jego adopcji i która kieruje sierocińcami w Kalkucie. Regularnie ją odwiedza. Składa wizyty również swej matce Kamli i reszcie rodziny.  

Kadr z filmu „Lion. Droga do domu”

„Lion. Droga do domu’’
Fot. Materiały Prasowe

Wideo

Polska nie mogła wygrać Eurowizji Junior trzeci raz? Sara James odpowiada na słowa Jacka Kurskiego

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

IRENA SANTOR mówi: „Cóż jest piękniejszego, niż żyć, istnieć? Interesuje mnie jutro, odkąd zachorowałam na raka...”. MAGDA i JASIEK MELA – Był najmłodszym zdobywcą bieguna, pomimo utraty ręki i nogi. Co dziś najbardziej w nim ceni jego żona Magda? ANNE APPLEBAUM, słynna dziennikarka, laureatka Pulitzera, o odwadze Polaków, domu w Chobielinie i wolności. PIOTR JACOŃ o córce Wiktorii i tym, jak to jest być rodzicem dziecka transpłciowego oraz budowaniu rodzinnych relacji na nowo.