WSPOMNIENIE

„Przyśniło mi się, że Kora chodzi po domu i mówi: Jestem wolna, jestem szczęśliwa”

Bliscy wspominają, co działo się w noc, gdy odeszła…

VIVA! 12 sierpnia 2018 19:51
Kora, VIVA! styczeń 201
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Mimo że od lat zmagała się z chorobą, śmierć Kory dla wielu była ogromnym ciosem. Jej ostatnie tygodnie życia były niezwykle trudne, jednak artystka zdecydowała, że woli spędzić je w ukochanym domu na Roztoczu w otoczeniu rodziny i bliskich. Przyznają oni, że noc, kiedy odeszła ich ukochana Kora był niezwykła. Miało wtedy miejsce zaćmienie księżyca i nie tylko… jak wyglądały te chwile?

Jak wyglądały ostatnie chwile Kory?

U boku Kory była wtedy między innymi jej przyjaciółka, Magdalena Środa, w rozmowie z Newsweekiem wzruszająco opowiedziała o tym, co działo się wtedy na Roztoczu: „Odchodziła w noc, w którą wszyscy na świecie gapili się w niebo, na księżyc. Symbol kobiecych mocy. Długo się chował, znikał, a potem spektakularnie odsłaniał. Rozpaliliśmy szamańskie ognisko, postawiliśmy na łące lunetę, choć i tak gołym okiem było lepiej widzieć tę przemianę. Opowiadaliśmy jej o niej, trzymając za rękę, głaszcząc, szepcząc. Nie było już kontaktu, ale musiała nas słyszeć. Boginie słyszą wszystko. I nie umierają”, czytamy.

Wielką pomocą dla Kory była przede wszystkim jej opiekunka Magdalena Florek. Ona także czuła, że ostatnie dni i chwile Kory były niezwykłe: „Kiedy zaczęłam się nią zajmować, Kora jeszcze chodziła. Ale z dnia na dzień było coraz gorzej. W końcu pierwszy raz powiedziałam bliskim: Słuchajcie, usiądźmy przy niej, bo jest źle. Chwyciliśmy się za ręce, zaczęła niemiarowo oddychać. Wtedy siostra mówi do niej: Korunia, proszę, nie zostawiaj mnie. I w tym momencie ona nagle się jakby otrząsnęła. Żyła jeszcze pięć dni”, wyznała w Wysokich Obcasach. „Wyszłyśmy potem z „Hanią” na zewnątrz. Powiedziałam jej: Proszę cię, nie rób więcej takich rzeczy. Ja wiem, że bardzo ją kochasz i chciałabyś ją zachować, ale nie można człowiekowi przerywać śmierci. Bo jak tak mówisz, ona się miota pomiędzy. Jest po prostu rozbita”, dodała Magdalena Florek.

Już po śmierci Kory jej przeżyła niezwykłe doświadczenie: „Kiedy zmarła, położyłam się chyba około północy i obudziłam się o godz. 3:33. Trzy trójki, a więc dziewiątka, a dziewiątka to koniec, zwieńczenie. A wiesz, dlaczego się obudziłam? Ponieważ przyśniło mi się, że Kora chodzi po domu i mówi: Jestem wolna, jestem szczęśliwa”, czytamy w Wysokich Obcasach.

Chwile tuż po śmierci Kory opisała Małgorzata I. Niemczyńska, która poznała relację najbliższych Kory: „Wybrali jej trzy zestawy. W domu było kilkoro najbliższych. Przez godzinę jej nie ruszali. Usiedli w ciszy. Zbierali myśli. Potem zrobili rundkę po pokojach, by skompletować ubrania. Przez lata jej styl się zmieniał. Wygrał zestaw najbardziej współczesny. Dopasowane czarne spodnie, do tego czarny golf, na wierzch kolorowy żakiet i turban na głowę. Chyba nikt z nich nie pomyślał, że przecież jest upał. O tym golfie kilkanaście dni wcześniej mówiła, aby pamiętali: to jej ulubiony. Nic więcej. Ostatnio pokochała chińską czerwień. Włożyli jej na palec pierścień w tym kolorze. Prezent od przyjaciela z dalekiej podróży. Z ogrodu syn przyniósł lilię”, czytamy w Wysokich Obcasach.

Co działo się później? „Zapalili świece, zaczęli czuwanie. Do domu przyszło kilku zaprzyjaźnionych z Korą i Kamilem sąsiadów z Roztocza. Wszyscy poczuli się nagle poza czasem. A oni tutaj, na odludziu, trwali przy królowej. Rodzina, przyjaciele, zwierzęta. Wreszcie przyjechali ją zabrać z firmy pogrzebowej. Ktoś przypadkiem coś nacisnął. Włączył pieśni tybetańskich mnichów. Nawet ci faceci chyba się wzruszyli”, pisze Małgorzata I. Niemczyńska.

Kora i Kamil Sipowicz, VIVA! nr. 15 , 2016
Fot. Bartek Wieczorek

Kora, Olga Jackowska
Fot. andrzej swietlik/forum

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Krystyna Janda opowiada o tym, jak nie poddać się losowi i robić to, co się kocha