Modą interesuje się od dziecka. Pierwsze olśnienie? Książka „Historia kostiumologii” po niemiecku. Dostała ją jako trzylatka. Nie była w stanie jej przeczytać, ale zafascynowana studiowała obrazki. Ilustracje stanowiły malarskie reprodukcje. Przez lata poznała każdy detal: rodzaj kryzy, gatunek koronki, formę żabotu czy kształt rękawa. Gdy dorośnie, skończy historię sztuki na UJ. Na egzaminach będzie mistrzynią datowania obrazów po… szczegółach ubioru. Nie myśli o butach, marzy, żeby projektować kostiumy filmowe.
WIDEO…
Dominika Nowak w swojej krakowskiej pracowni, fot. Łukasz Bartyzel
Estetka. Do dziś pamięta hafty na sukienkach, które nosiła jako czterolatka. Smak, wyczucie piękna i harmonii zawdzięcza przyszywanej babci Wandzie, przedwojennej krakowskiej elegantce. Odziedziczyła po niej magiczny kufer pełen guzików, naparstków, haftów, broszek, spinek, koronek i taśm jedwabnych o egzotycznych wzorach. „Bawiłam się tym jako dziecko”, wspomina. „W domu miałam drewniane klocki i szkaradne lalki, którym robiłam domki z pudełek po homogenizowanych serkach. Na tym tle »skarby« babci Wandy iskrzyły niczym »Baśnie tysiąca i jednej nocy«: kolorowe, złote, srebrne, haftowane, inkrustowane”.
Drugim źródłem inspiracji była mama. Szykowna i elegancka. „W zgrzebnych realiach Polski lat 80., gdy w sklepach nie było nic godnego uwagi, ten brak wyzwalał kreatywność. Mama sama szyła swoje piękne kreacje. Zrobiła doktorat w Stanach, jeździła do Szwecji, z obu krajów przywoziła ubrania jak z innej planety, między innymi oryginalne, amerykańskie Levis’y”. Swoje skarby trzymała w wiklinowym koszu. „Wbrew jej woli nurkowałam i buszowałam w tym raju, przebierając się w jej ciuchy”, śmieje się Dominika. Do dziś córka nosi niektóre rzeczy mamy, na przykład czarną tunikę.
Dla Dominiki styl jest przedłużeniem jej oryginalnej osobowości. A ubiór elementem świadomej kreacji, gry ze światem. Na zdjęciu widać kilkuletnią, uśmiechniętą dziewczynkę, która na głowie triumfalnie nosi „czapkę” zrobioną z kilku par kolorowych rajtek. Z doczepionymi, koronkowymi kokardami wygląda jak welon. To pierwsza udokumentowana, autorska stylizacja Dominiki. Wodze wyobraźni – i odwagi – puści w liceum. „To był czas, kiedy odkryłam różne subkultury, alternatywną modę i możliwości, jakie daje ubranie jako forma ekspresji”, wspomina. Moda stała się dla niej sposobem eksperymentowania z własnym wizerunkiem. Potrafiła przyjść na lekcje w zielonym boa z piór, makijażem w stylu „zielone oko pandy” i butach na ogromnych platformach. Po kolejnej „stylizacji” dostała zaproszenie na dywanik do dyrektora. W efekcie do regulaminu szacownej krakowskiej „Piątki” zostały wprowadzone zmiany dotyczące szkolnego ubioru. „Nie dziwię się”, śmieje się dzisiaj. „Gdy zaczęłam na poważnie puszczać wodze fantazji, niekoniecznie tworzyłam grzeczne i szykowne stylizacje. Raczej eksperymenty coraz zuchwalej przekraczające granice dobrego smaku”.
Dominika Nowak w swojej krakowskiej pracowni, fot. Łukasz Bartyzel via Viva! Moda 2/2026
Dziewczyna i kolos
Przełomem okazał się wyjazd w 2006 roku do Paryża i nauka w Studio Berçot, słynnej szkole projektowania. To był szok kulturowy. I zderzenie z rzeczywistością. W Krakowie dorastała w eleganckim domu, w Paryżu zamieszkała na ostatnim piętrze, w ponurym chambre de bonne. Pięć metrów kwadratowych po podłodze, ze skosem. „Tam stał manekin, maszyna do szycia, komputer, drukarka, łóżko, stolik i krzesło”. Szkoła była trudna, nauczyciele wymagający i nieszczędzący krytyki. „Nikt tam na nas, studentów z Europy Wschodniej, nie czekał z otwartymi ramionami. Wszyscy chcieli nam pokazać, że nasza kreatywność i praca są nic niewarte. Trzeba było udowodnić, że naprawdę mamy coś do powiedzenia i pokazania. Czułam się jak Kopciuszek, który zderzył się z gigantyczną machiną mody”.
Dziewczyna i kolos. Pękła po kilku miesiącach. Dostała wtedy w teamie z koleżanką skomplikowany projekt do zrobienia, z którym sobie nie radziła. Stwierdziła, że nie da rady przetrwać w tej szkole. Zamknęła się w chambre de bonne, zasłoniła okno, zaczęła płakać. Postanowiła, że wraca do Krakowa. Na szczęście koleżanka się uparła. Ciągle wydzwaniała, w końcu umówiły się w bibliotece Centre Pompidou. „Zaczęłyśmy zbierać materiały do tej kolekcji. Zanurkowałam w książkach, albumach i po raz pierwszy zrozumiałam »system«, według którego powinnam pracować: jak prowadzić dokumentację, szukać odniesień i przekładać inspirację na projekt. Odkryłam twórczość Madame Grès słynącej z pracy z plisami. Znalazłam swoją ścieżkę. Wcześniej zawsze coś było źle. Zresztą nasi nauczyciele uważali, że my z Europy Wschodniej nie mamy stylu, nie mamy gustu. Kolory były największym problemem. Grzmieli: »Nie rozróżniacie kolorów. Nie wiecie, jak je zestawiać, jak z nimi pracować. Nie macie wyczucia«. I mieli rację. Emocjonalnie potrafimy dużo oddać w sztuce i designie. Ale nie czujemy wibracji kolorów. Myślę, że to jest związane ze światłem. Światło we Francji czy Włoszech jest kompletnie inne niż w Polsce”.
Dominika Nowak w swojej krakowskiej pracowni, fot. Łukasz Bartyzel via Viva! Moda 2/2026
Dior vs styl alternatywny
Coco Chanel mawiała: „Najlepszy kolor na świecie to taki, który dobrze na tobie wygląda”. Paryż zmienił jej styl. Kiedy przyleciała po kilku miesiącach odwiedzić rodzinę w Krakowie, wyglądała inaczej. „Miałam nową fryzurę, wyciętą mikrogrzywkę, na oczach nowe kreski, no i oczywiście nowe ubrania! W ówczesnym Witkacu były dwie firmy: Dsquared i Diesel, szczyt możliwości krakowskiej mody. W Paryżu poznałam dużo osób, które pracowały w domach haute couture, zapraszali mnie na wyprzedaże. Przyjeżdżałam do Polski ubrana w Diora, Yves Saint Laurenta, Lanvin czy Alexandra McQueena”. Jednocześnie zawsze fascynowała ją moda alternatywna, poza mainstreamem: Rick Owens, Maison Margiela, szkoła antwerpska, japońscy projektanci: Miyake, Yamamoto. Lubi łączyć elementy alternatywne z historyzującymi. Męskie z żeńskim. W Paryżu nosi męski frak, męski kapelusz, a do tego szalone, drapowane spodnie od Ricka Owensa. Zawsze bawi się na krawędzi. Yves Saint Laurent mówił: „Przez lata nauczyłem się, co w sukience jest najważniejsze. Kobieta, która ją nosi”. W sukience albo we fraku! Dominika uważa, że kobieta nie jest jednowymiarowa. Nasza psychika jest zbudowana na zasadzie dualizmu i antagonizmu. Opiera się na współistnieniu oraz walce sprzecznych cech, potrzeb i ról. Kobieca i delikatna versus męska i twarda. Niezależna versus przywiązana. Wrażliwa versus obojętna. Oczekiwania społeczne versus własne „ja”. W każdej kobiecie te pierwiastki się przeplatają. Dominika lubi się nimi bawić.
Buty Vanda Novak pojektu Dominiki Nowak, fot. Łukasz Bartyzel via Viva! Moda 2/2026
-
Cały tekst Beaty Nowickiej ze zdjęciami Łukasza Bartyzela pod opieką kreatywną Dominiki Dec znajdziecie w najnowszym wydaniu magazynu Viva! Moda.
Viva! Moda 2/2026, fot. Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab.