Zaczynała 17 lat temu od zdjęć stylizacji publikowanych w internecie, kiedy blogi modowe dopiero przecierały szlaki. Dziś Maffashion jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich twarzy mody, współpracowała z największymi światowymi markami, a jej nazwisko – a właściwie pseudonim – stało się osobną marką. Po drodze były tysiące zdjęć, eksperymenty z wizerunkiem, kampanie z udziałem światowych gwiazd, skok ze spadochronem, a nawet ogolenie głowy na łyso w geście solidarności z osobami chorującymi na raka.

WIDEO…

player placeholder

Choć przez lata zmieniło się niemal wszystko – od sposobu, w jaki konsumujemy modę, po siłę i znaczenie mediów społecznościowych – jej podejście pozostało zaskakująco niezmienne. Nadal najważniejsze są dla niej kreatywność, estetyka, pomysł i przyjemność płynąca z tworzenia. Maffashion opowiada o tym, jak z internetowego hobby powstała międzynarodowa kariera, dlaczego nigdy nie chciała budować popularności na kontrowersjach i co sprawiło, że właśnie jej udało się utrzymać na powierzchni przez tak wiele lat.

Rozmawia Katarzyna Piątkowska

Zobacz także:

Jak bardzo jesteś w stanie poświęcić się dla mody?
Myślę, że bardzo. Od robienia zdjęć w letnich stylizacjach w śniegu czy na wysokościach po eksperymenty z włosami, makijażem czy stylizacjami.

Po to, żeby się wyróżnić spośród innych ludzi zajmujących się modą?
Absolutnie nie. Po prostu lubię zabawę modą, kreacje, proces od pomysłu do efektu.  Zaczynałam 17 lat temu pokazywać w sieci swoje pierwsze inspiracje i wariacje na temat mody. Przez te wszystkie lata sporo się zmieniło, szczególnie w kwestii sprawczości samych blogów modowych. Social media je wyparły. Teraz robią to miliony ludzi, na Instagramie. 

Jak się utrzymać na powierzchni?
Dziś łatwo jest zaistnieć, ale o wiele trudniej utrzymać zainteresowanie. Wydaje mi się, że z tego powodu wiele osób decyduje się na kontrowersje, skandale, element szoku. Trochę na zasadzie „nieważne, co mówią, byle nazwiska nie pomylili”. I raczej jest to działanie z premedytacją. W wielu przypadkach na rzecz zasięgów, klików i ogólnej atencji niektórzy przekraczają pewne granice. Osobiście nie mogłabym spać spokojnie, idąc taką drogą. Nie chcę być, i raczej nie jestem, osobą kontrowersyjną.

Ale potrafisz zaskoczyć. Tak jak wtedy, gdy wspierając akcję Łatwoganga, kiedy zbierał na fundację Cancer Fighters, na wizji ogoliłaś głowę na łyso.  Zrobiłam to w geście solidarności z osobami chorującymi na raka, podobnie jak wiele innych osób. Wiedziałam, że bezpośrednio życia nikomu tym nie uratuję, ale sprawię, że o akcji będzie jeszcze głośniej, a dzięki zbiórce więcej osób będzie miało szansę walczyć o zdrowie. Miałam świadomość, że moja decyzja będzie komentowana, wiedziałam od początku, że chcę to zrobić.

Niektórzy ludzie uważają, że ścięcie włosów odbiera kobiecość.
Jeśli pytasz mnie, czym dla mnie osobiście były moje dłuższe włosy, to odpowiem, że chyba niczym tak ważnym, jak całe życie myślałam. Lubię siebie. Z wiekiem jeszcze bardziej. I bez dwóch  zdań bardziej niż wygląd cenię w sobie to, co mam w środku, i to, jak myślą o mnie bliscy mi ludzie. Na końcu mało kto będzie pamiętał, jak wyglądałam, tylko będzie pamiętał, jak się czuł w mojej obecności i jakim byłam człowiekiem.

Maffa
Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab
Maffa
Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab

Często słyszałaś, że to, czym się zajmujesz, czyli moda, to niepoważna sprawa?
Chyba jak większość osób pracujących w tej branży. Szczególnie na początku kariery. Wydaje mi się, że dla wielu ludzi moda to zbędny dodatek. Gdy zaczynałam wiele lat temu, uważano, że robienie sobie zdjęć we własnych stylizacjach i pokazywanie ich w internecie jest niepoważne. Kiedyś przeczytałam, że pewnie jestem zakochana w sobie, bo kto to widział strzelać sobie foty. Od tego czasu, jak dobrze wiemy, sporo się zmieniło. 

Na zdjęciach miałaś pochyloną głowę, co stało się Twoim znakiem rozpoznawczym. Nie chciałaś być rozpoznawalna?
Na początku, kiedy zaczęłam publikować pierwsze zdjęcia w sieci, ukrywałam to przed znajomymi, a nawet rodziną. W moim najbliższym otoczeniu nikt nie miał podobnych zainteresowań, a ja nie czułam potrzeby opowiadania o swoim hobby. Osoby z całego świata z podobnymi zainteresowaniami znalazłam właśnie w inter- necie. Miałam poczucie wspólnoty i swój mały hermetyczny świat, w którym czułam się jak ryba w wodzie. A pochylona głowa nie była z powodu jakiegoś zawstydzenia. Uważałam, że najważniej- sza jest stylizacja i kadr, a nie to, kto te stylizacje prezentuje. Nie chciałam, by komentowano mnie, tylko look i samo zdjęcie. To się dla mnie liczyło.

Estetyka…
Zawsze była dla mnie niezwykle istotna. Filmy, gazety, sesje, teledyski – oglądałam je całymi dniami. Właśnie po to, by nasycić się kadrami, które mnie zachwycają. Bo w tym wszystkim chodzi o dzieło jako całość. Pomysł, wizja, klimat, sceneria, stylizacja. Wszystko tworzy finalny obraz. Chcemy bądź nie, moda, ubrania mają wpływ na naszą codzienność, na to, co pomyślą o nas inni, zanim jeszcze nas usłyszą. I nieważne, jaki mamy do tej mody stosunek. Każda część garderoby ma swoją historię.

Maffashion
Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab

Ty zaczynałaś od zbierania zdjęć modelek?
Tak, zapisywałam je sobie na komputerze, a potem zamieszczałam na blogu jako inspirację dla innych osób. Dopiero później przeszłam na kolejny etap, czyli pokazywania swoich zdjęć. Wcześniej zbierałam magazyny i wycinałam z nich zdjęcia ulubionych gwiazd, muzyki, kina i wklejałam je do segregatora. Wiesz, że kiedyś odkryłam, że to samo robiła moja babcia? Pewnego dnia pokazała mi „Ekrany”, czyli takie stare książki, z czarno-białymi zdjęciami gwiazd Hollywood. Miała tego mnóstwo. Kolekcjonowała je.

Zobacz, jak przez te lata daleko zaszłaś. Zastanawiasz się czasem, dlaczego spośród tylu osób, które zaczynały z modowymi blogami w tym samym czasie co Ty, udało się akurat Tobie?
Wiele dziewczyn dalej realizuje się w przestrzeni social mediów i nie tylko. W swoim przypadku oczywiście widzę i pamiętam o tym, od czego się zaczęło, a jak wygląda moje życie obecnie. Często jestem o to pytana, ale nie znam na nie dokładnej odpowiedzi. Mogę natomiast powiedzieć, że zawsze kierowała i dalej kieruje mną ogromna pasja, cieszy mnie to, co robię, jestem systematyczna, pracowita, raczej nigdy kontrowersyjna. Lata temu poszłam za głosem serca i to była dobra decyzja oraz dobry moment. Zdjęcia, treści, które dodawałam, znalazły swoją grupę odbiorców, którzy chcieli ich więcej. Często zaglądali do mnie, gdy nie mieli pomysłu na swoje stylizacje, inspirowali się, może też czerpali z tego rozrywkę. 

Od początku mogłaś utrzymać się dzięki temu, co robiłaś? 
Żadna blogerka modowa przez pierwsze lata nie zarabiała na blogu. I wręcz mam 100 procent pewności, że w tamtym czasie ani jednej z nas nie przyszłoby do głowy, że do takiej sytuacji dojdzie. Pierwsza współpraca modowej blogerki z dużą firmą polegała na tym, że dostała aparat fotograficzny w zamian za wzmiankę o marce sprzętu, jakiego używa, z dokładnym podaniem modelu i tak dalej. Później pojawiły się pierwsze bartery ubraniowe, a wraz ze zmianami na rynku także  pierwsze współprace czy kampanie. 

Zarabiałaś gdzie indziej?
Tak. Skończyłam studia o profilu związanym z grafiką projektową. Wybrałam je, bo już wtedy interesowała mnie ta dziedzina. Rok wcześniej zaczęłam pracować jako grafik w agencji reklamowej. Byłam samoukiem, więc chciałam się rozwijać oraz mieć tak zwany papier. Ta praca po pewnym czasie zaczęła być powtarzalna. Opierała się głównie na składzie gazet, projektowaniu zaproszeń, wizytówek, ulotek. Stała się mało kreatywna. Nie mogłam się wyżyć artystycznie. W Złotowie, moim rodzinnym mieście, miałam zresztą możliwość robienia rzeczy tylko do pewnego stopnia. Jak chciałam się uczyć tańczyć w miejscowym domu kultury, mogłam to robić tylko do pewnego stopnia. Podobnie było z malowaniem, chórem czy każdą inną aktywnością. W pewnym momencie koniecznością był wyjazd do większego miasta.

Maffashion
Mateusz Stankiewicz/Feed Me Lab


A Ty potrzebujesz zmian?
Lubię je. Czuję, że żyję, robiąc i doświadczając nowych rzeczy. To jest rozwojowe. Chętnie odnajduję się w wyzwaniach i tematach, w których wychodzę poza schemat. Kiedyś nie miałam tej świadomości. O tym, że różnorodność mnie napędza, przekonałam się wraz z przeprowadzką do Warszawy.  

Kiedy zrozumiałaś, że stałaś się popularna, i pojawiły się duże kampanie?
Pamiętam, że będąc jeszcze w rodzinnym mieście, zorientowałam się, że mój fanpage na Facebooku obserwują 22 tysiące osób. A to było dokładnie tyle, ilu mieszkańców liczy Złotów. Z miesiąca na miesiąc wszystko nabierało rozpędu i toczyło się niczym kula śnieżna. Od pierwszych barterowych reklam w postaci wystylizowania butów na sesji aż po współpracę z największymi modowymi markami. Pamiętam moment, kiedy w 2017 roku ogłaszaliśmy moje ambasadorstwo z Adidas Originals. To była głośna sprawa, rozeszła się szeroko. Adidas ma różne linie, a mi przypadła ta streetwearowa, najbardziej modowa. Byłam z siebie bardzo dumna. To jest ogromny sukces. Od 10 lat jestem twarzą największych znanych na całym świecie marek bieliźnianych. Wyjątkowo też traktuję współpracę z Diorem, czy YSL. W przypadku Diora, w oficjalnej kampanii skoczyłam ze spadochronem. To tak à propos poświęcania się dla mody i rzeczy, w które wierzę (śmiech). Międzynarodowa kampania z udziałem takich gwiazd, jak między innymi: Natalie Portman, Charlize Theron, Jennifer Lawrence, Bella Hadid, Johnny Depp czy Robert Pattinson, polegała na tym, że każda osoba miała powiedzieć, co zrobi dla miłości. I ja wymyśliłam symboliczny „skok w przepaść”, czyli skok ze spadochronem. Początkowo ludzie w centrali we Francji nie wierzyli, że to poważna propozycja. 

Jak się dostaje propozycję współpracy z marką znaną na całym świecie, to co się myśli?
Najpierw jest wielka radość, a potem włącza się, przynajmniej u mnie, syndrom oszusta i zaczyna rozkminka, czy na pewno na to zasłużyłam. Wiesz, ja się nie spodziewałam, że z bloga ze zdjęciami, które mają inspirować innych, powstanie osobista marka.

Której nazwa pochodzi od marchewki (śmiech). 
Cóż… Gdy ją wymyślałam, nie sądziłam, że będzie mnie prześladowała przez tyle lat. I że jako dorosła kobieta będę nazywana Maffashion. 

Prześladowała?
Ona faktycznie powstała od połączenia mojej ksywki związanej z umiłowaniem soków marchewkowych, przez co znajomi mówili na mnie Maffefka, ze słowem „fashion”. Gdy wymyślałam nazwę, uznałam, że do skrótu „maff” dodam „fashion” i będzie modowo. Po latach przestałam być Julią Kuczyńską, a zaczęłam funkcjonować jako Maffashion. Długo się przed tym broniłam, ale w pewnym momencie odpuściłam. Dobrze, że nazwa jest łatwa do wymówienia, zwłaszcza za granicą. 

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu VIVA! Moda 2/2026

Okłądka VIVA! Moda 2/2026