Gdy podczas tegorocznego Paris Fashion Week Robert Wun zaprezentował kolekcję Childsplay, krytycy byli zachwyceni. Za to widzowie zastanawiali się, kto będzie nosił kreacje pochodzącego z Hongkongu projektanta. Szczególnie tę stworzoną z kilkuset białych balonów. Szybko okazało się, że znalazła się osoba, która powiedziała: „Tylko ta!”. To była Björk.

WIDEO…

player placeholder

Björk w 700 balonach. Moda, która staje się spektaklem

Stylistka islandzkiej artystki Edda Gudmundsdottir mówi: „Björk z rozmysłem łączy muzykę, modę i elementy wizualne, tworząc wszechświat, który jest różnorodny, a jednocześnie harmonijny. Każdy występ musi nawiązywać do historii, którą opowiada muzycznie”. 
O czym opowiadała ubrana w 700 napełnionych helem balonów? 12 sierpnia 2026 roku był wyjątkowy. Na ten dzień zapowiedziano całkowite zaćmienie słońca. Na Islandii miało być widoczne po raz pierwszy od 1954 roku. Björk, która strojami podkreśla kamienie milowe w swoim życiu i w muzyce, postanowiła zorganizować rave, całonocną imprezę taneczną z muzyką elektroniczną, a tymczasowość zaćmienia podkreślić tymczasowością kreacji. Mówiła: „Nawet jeśli niektóre balony popękają, będzie to element spektaklu”. Na stronie vogue.com tak podsumowano to wydarzenie: „Gdy Björk podskakiwała na scenie niczym hautecouture’owa oda do palącej wodną fajkę gąsienicy z »Alicji w Krainie Czarów« Lewisa Carrolla, figlarność i radość jej zespołu wprawiła tłum w szał. Dla Wuna absurdalność wyniesienia skromnego balonu imprezowego do rangi haute couture była właśnie tym, o co mu chodziło”.

Wśród gości zgromadzonych w parku rzeźb w Rejkiawiku i słuchających psychodelicznych setów, obejmujących zdekonstruowaną muzykę klubową, latynoskie rytmy z dodatkiem baroku i eksperymentalnej elektroniki, byli: Seán McGirr, dyrektor kreatywny Alexandra McQueena, Jack McCollough, współprojektant Loewe, jubiler Marco Panconesi i dziennikarz Ronan Farrow. Pisano: „Moda, muzyka, sztuka i technologia rywalizowały o uwagę pod szybko zachodzącym słońcem”. Wyjątkowo, bo jeśli chodzi o Björk, moda nigdy nie konkurowała z muzyką, a zawsze ją uzupełniała. Mieszkający na Islandii James Merry, brytyjski artysta tworzący maski dla wokalistki, twierdzi, że Björk wyróżnia wyrazista wizja artystyczna – do każdego albumu buduje unikalny świat wizualny i kreuje nowe postacie, a każdy z nich to nowy eksperyment zarówno muzyczny, jak i modowy.

Zobacz także:
Bjork

Zwykła islandzka dziewczyna z niezwykłym głosem

Zanim stała się ikoną, była zwykłą islandzką dziewczyną. Urodziła się 21 listopada 1965 roku w Rejkiawiku. Jej matka Hildur Rúna Hauksdóttir była hipiską specjalizującą się w medycynie alternatywnej i homeopatii. Ojciec Guðmundur Gunnarsson był elektrykiem i liderem islandzkiego związku zawodowego elektryków. Ludzie z dwóch tak zupełnie różnych światów nie wytrzymali ze sobą długo. Gdy Björk miała rok, rozstali się, a matka razem z córką zamieszkały w hipisowskiej komunie. Nie trzeba dodawać, że to właśnie Hildur była osobą, która najbardziej wspierała Björk w jej twórczych działaniach. Dołączył do niej później Sævar Árnason. Ojczym artystki, bluesowy muzyk i gitarzysta zespołu Popa, zachęcał ją do śpiewania, wprowadzał w tajniki rocka i wspierał we wszystkich muzycznych działaniach. Nie tylko jednak on dostrzegł talent Björk. Nauczyciele ze szkoły muzycznej, w której uczyła się gry na fortepianie, wysłali nagranie z jej wykonaniem utworu „I Love To Love” Tiny Charles do radia RÚV. Słuchacze nie mogli się nadziwić, kto tak pięknie śpiewa. Niedługo później wytwórnia płytowa wyraziła chęć wydania płyty Björk. Nie miało dla nich znaczenia, że ma tylko 11 lat. Album zatytułowany po prostu „Björk”, z islandzkimi dziecięcymi piosenkami i przebojem The Beatles „The Fool on the Hill” w autorskiej wersji Björk i jej ojczyma (na płycie akompaniował pasierbicy), szybko zyskał popularność, a dziewczyna utwierdziła się w przekonaniu, że muzyka to jest to, co ją naprawdę kręci. 

Muzyka i moda. Każdy album to nowa era


Ludzie myślą, że jest ekstrawagancka, a ona mówi o sobie, że jest dużo bardziej konserwatywna, niż się wydaje. Patrząc na nią i słuchając jej utworów, „konserwatyzm” jest ostatnim słowem, jakie może przyjść do głowy. Raczej myślimy o niej jak o artystce awangardowej, eksperymentującej prowokatorce, która w sztuce nie boi się niczego. 
Nagrała 10 płyt, a każda jest kamieniem milowym w jej karierze i życiu. Każda też zapowiada inną erę stylistyczną. Lata 1993–1995 to początek kariery artystki i płyty „Debut” i „Post”. Jak wtedy wygląda? Mieszkała w Londynie, a jej wizerunek nie odbiegał od tego, jaki mieli fani i członkowie klubowej sceny tamtych lat. Nosiła więc moherowe oversize’owe swetry, lateks, na głowie miała warkoczyki przypominające rogi, a na nogach buty na platformach. Pojawiła się wtedy na kilka sekund w filmie Roberta Altmana „Prêt-à-porter” jako modelka w pokazie „Le Grand Voyage” Jeana Paula Gaultiera i już wtedy czuła, że jej muzyczne fantazje będą wymagały odpowiedniej oprawy wizualnej, bo – jak twierdzi – ludzie bardziej mają rozwinięty zmysł wzroku niż słuchu. Dwa lata później nadchodzi era płyty „Homogenic” i cybergejszy, futurystycznej wojowniczki z szyją wydłużoną obręczami i monumentalną fryzurą. Kolejna płyta „Vespertine” jest zwrotem ku delikatności, bieli, piórom i przezroczystościom. A potem następuje fascynacja kosmiczną naturą i płyta „Biophilia”. W tym okresie Björk nosi wielkie miedziane, neonowe peruki, a jej ubrania strukturalnie przypominają minerały i koralowce. Czas głębokiej transformacji przypada na lata 2015–2017 i płyty „Vulnicura” (nagrana po rozpadzie związku z amerykańskim artystą wideo Matthew Barneyem, ojcem jej córki Ísadóry) i „Utopia”. Wtedy zaczyna nosić awangardowe maski oraz organiczne struktury przypominające orchidee czy owady. Na stronie muzykaislandzka.pl czytam: „Björk Guðmundsdóttir to nie tylko artystka – to żywy eksperyment, który trwa od 1993 roku. Dziesięć albumów studyjnych, każdy inny, każdy będący odpowiedzią na konkretny moment w jej życiu”. Jej przyjaciel i współpracownik, projektant Alexander McQueen uważał podobnie: „Björk przekracza wszelkie normy. Ubrania mają dla niej znaczenie, ponieważ są świadectwem jej emocjonalnego miejsca w danym czasie”. 

Łabędzia suknia, jajka i skandal na Oscarach

„Nie ma dla mnie znaczenia, czy ludzie tworzą ubrania, rzeźbią, wychowują dzieci czy prowadzą biura. Interesuje mnie jedynie, czy robią to z pasją”, mówi Björk. To dlatego uwielbia otaczać się osobami kreatywnymi, a ciuchy często kupuje u awangardowych, mniej znanych projektantów. Suknię na oscarową galę w 2001 roku, kiedy nominowano ją do nagrody za muzykę do filmu Larsa von Triera „Tańcząc w ciemnościach”, zamówiła u macedońskiego projektanta Marjana Pejoskiego. Na czerwonym dywanie wyglądała, jakby była ubrana w… łabędzia. Co kilka kroków zatrzymywała się i znosiła jajko. „Owszem, niosłam ze sobą jajka, sześć jajek, które upuszczałam na dywan. To chyba oczywiste, że cały strój był wymyślony dla żartu, prawda? Byłam zaskoczona, że tylu ludzi potraktowało go poważnie. Zresztą było to dosyć zabawne, bo ochroniarze zbierali te jajka i biegali za mną, wołając: »Przepraszam, ale coś pani zgubiła!«”. Łabędzia suknia, uznawana dzisiaj za arcydzieło kampu i mody awangardowej, wtedy wywołała szok i niedowierzanie w skostniałym Hollywood. Wybór groteskowego stroju był formą artystycznej manifestacji wolności i sprzeciwem wobec nudnej mody wieczorowej. Gdzie indziej mogłaby się tak pokazać? Tylko w Hollywood.

Bjork w łabędziu
S. FELIPE/Getty Images

Nie rozumiały tego gwiazdy zgromadzone w Shrine Auditorium w Los Angeles i widzowie zgromadzeni przed telewizorami. Ale zrozumiał Alexander McQueen. Poznali się dzięki zdjęciu Nicka Knighta przedstawiającemu modelkę Devon Aoki w mrocznej awangardowej stylizacji Alexandra McQueena, opublikowanemu w magazynie „Visionaire” (przy tym akurat numerze pracowała japońska projektantka Rei Kawakubo, twórczyni marki Comme des Garçons). Fotograficzny kadr idealnie wpisywał się w wizję, jaką Björk miała na swoją nową płytę. Gdy piosenkarka chwyciła za telefon i zadzwoniła do projektanta, wywołała lawinę – tak zaczęła się ich wieloletnia przyjaźń oraz jedna z najsłynniejszych współprac na styku muzyki i mody. McQueen stał się jej artystycznym bratem bliźniakiem. Oboje zafascynowani byli mrokiem, naturą i technologią. Artystyczny duet stworzył mieszankę wybuchową. Razem łamali zasady, przesuwali granice i wytyczali nowe estetyczne ścieżki. Ich różne dziedziny sztuki splatały się w jedno wspólne arcydzieło. To dzięki McQueenowi możemy do dzisiaj podziwiać okładkę albumu „Homogenic” i Björk jako cybergejszę, oglądać teledysk do utworu „Alarm Call”, na którym Björk leży w rzece pełnej aligatorów, ubrana w jaskrawą hipnotyzującą suknię. Rozdzieliła ich dopiero samobójcza śmierć McQueena w 2010 roku. Podczas pogrzebu zrozpaczona Björk, ubrana oczywiście w jego kreację – spódnicę ze strusich piór i drewniany gorset przekształcający się w anielskie skrzydła, zaśpiewała „Gloomy Sunday”, utwór uznawany za balladę samobójców. 

Bjork

Resztę tekstu przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu VIVA! Moda 2/2026

Okłądka VIVA! Moda 2/2026