Wszyscy byli przekonani, że od dawna są małżeństwem. Dopiero po latach powiedzieli sobie "tak". Gwiazdor "Kogla-mogla" i jego żona są razem od pięciu dekad. Ich historia porusza
Nie lubią opowiadać o swoim życiu prywatnym, wspólnych wywiadów udzielają niezwykle rzadko, a od medialnego zgiełku od lat trzymają się z daleka. Tym razem Zdzisław Wardejn i Małgorzata Pritulak zrobili wyjątek. Opowiedzieli o miłości, która dojrzewała bez pośpiechu, ślubie w Nowym Jorku i decyzjach, których nigdy nie podejmowali pod presją.

Przez wiele lat uchodzili za małżeństwo, choć formalnie nim nie byli. Zdzisław Wardejn i Małgorzata Pritulak stworzyli związek, który nie potrzebował urzędowego potwierdzenia, by przetrwać próbę czasu. Dopiero po 18 latach wspólnego życia zdecydowali się na ślub. Dziś z równie dużą otwartością opowiadają o powodach tej decyzji, kameralnej ceremonii w Nowym Jorku oraz o życiu, które od lat toczy się z dala od medialnego zgiełku.
Zdzisław Wardejn i Małgorzata Pritulak – historia miłości
Ich historia mogłaby posłużyć za scenariusz filmu o miłości, która od początku wymykała się utartym schematom. Zdzisław Wardejn i Małgorzata Pritulak przez lata tworzyli zgrany duet zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Dla przyjaciół, znajomych i wielu osób z ich otoczenia byli po prostu małżeństwem. Łączyło ich wspólne życie, rodzina i codzienność budowana krok po kroku, dlatego nikt nie przypuszczał, że formalnie wciąż nie powiedzieli sobie sakramentalnego „tak”.
Dopiero po latach aktorzy zdecydowali się opowiedzieć, dlaczego ślub nie pojawił się na początku ich wspólnej drogi. Jak wyznał Zdzisław Wardejn w programie „Pytanie na śniadanie”, decyzja o ponownym ożenku dojrzewała w nim bardzo długo. Po doświadczeniach związanych z pierwszym małżeństwem nie chciał podejmować kolejnych życiowych zobowiązań zbyt szybko. Był przekonany, że na tak ważny krok musi przyjść właściwy moment. Z byłą żoną doczekał się syna, Wojciecha.
Czytaj też: Melania Trump i królowa Letizia zadały szyku na finale Mundialu. Która z nich wygrała „stylowy pojedynek”?
Początek lat 70. był dla Zdzisława Wardejna czasem nowego otwarcia. To właśnie wtedy otrzymał rolę w spektaklu Teatru Telewizji „Ameryka”. Nie przypuszczał jeszcze, że ten projekt okaże się przełomowy nie tylko dla jego kariery, lecz także dla życia prywatnego. Na planie poznał Małgorzatę Pritulak – młodszą od niego o siedem lat aktorkę. Ich pierwsze spotkanie trudno byłoby jednak nazwać romantycznym. Wręcz przeciwnie. Jak po latach wspominał Wardejn, wszystko zaczęło się od... spóźnienia. „Pamiętam, że spóźniła się na próbę... Ochrzaniłem ją, a ona się obraziła i, jak mi później powiedziała, postanowiła dać mi do wiwatu. A kto się czubi, ten się lubi... Z czasem zaczęliśmy się spotykać”, opowiadał w jednym z wywiadów [cytat za Plejada.pl].
To, co początkowo zapowiadało się na pełne iskier starcie dwóch silnych osobowości, z czasem przerodziło się w uczucie. Między aktorami narodziła się relacja, która z biegiem lat okazała się znacznie trwalsza niż niejeden filmowy scenariusz. Małgorzata Pritulak w pamięci widzów zapisała się przede wszystkim rolą Mirelli w kultowej komedii „Jak rozpętałem II wojnę światową”, a w kolejnych latach pojawiała się również w rolach drugoplanowych. Zakochani stworzyli kochającą rodzinę, a ich wspólne życie dopełniły narodziny dwóch synów – Przemysława i Franciszka.
Od początku konsekwentnie chronili swoją prywatność. W przeciwieństwie do wielu znanych par rzadko opowiadali publicznie o swoim związku, unikali wspólnych wywiadów, a na branżowych wydarzeniach pojawiali się razem jedynie sporadycznie. Zamiast medialnego rozgłosu wybierali życie z dala od blasku fleszy, pozwalając, by o ich relacji mówiły przede wszystkim kolejne wspólnie przeżyte lata.

Dlaczego Zdzisław Wardejn i Małgorzata Pritulak czekali 18 lat ze ślubem?
Tym razem postanowili jednak zrobić wyjątek. Podczas wizyty w programie „Pytanie na śniadanie” otworzyli drzwi do swojej prywatności i opowiedzieli o decyzjach, które przez lata pozostawały wyłącznie ich sprawą. Wśród wspomnień wrócili także do tematu ślubu, ujawniając, że za wieloletnim odkładaniem ceremonii stał nie tylko wcześniejszy życiowy bagaż Zdzisława Wardejna. Aktor wyznał, że był jeszcze jeden, niezwykle ważny powód.
Zależało mu, aby ich dzieci mogły uczestniczyć w tej wyjątkowej chwili i być świadkami momentu, w którym on i Małgorzata Pritulak oficjalnie powiedzą sobie „tak”. To właśnie dlatego para świadomie zdecydowała się poczekać z zawarciem małżeństwa.
„Powiedziałem, że dopiero, jak dzieci będą świadkami, to weźmiemy ślub. Musieliśmy czekać 18 lat na tego najmłodszego, żeby ślub wziąć, a już wszyscy myśleli, że jesteśmy małżeństwem. Myśmy tak żyli przez tyle lat”, opowiadał gwiazdor „Kogel-Mogel” w rozmowie z „Pytaniem na śniadanie”.

Ślub w Nowym Jorku zamiast wielkiego wesela
Kiedy zapadła decyzja o ślubie, Małgorzata Pritulak i Zdzisław Wardejn postawili na rozwiązanie dalekie od tradycyjnych rodzinnych uroczystości. Nie planowali wystawnego wesela ani długiej listy gości. Wybrali Nowy Jork, gdzie chcieli zawrzeć małżeństwo w kameralnych okolicznościach. Na miejscu okazało się jednak, że po złożeniu dokumentów nie mogą od razu stanąć przed urzędnikiem. Jak wspominał Zdzisław Wardejn, w urzędzie stanu cywilnego usłyszeli, że obowiązuje 24-godzinny okres oczekiwania, który daje przyszłym małżonkom czas na ewentualną zmianę decyzji. „Jak poszliśmy do urzędu stanu cywilnego, złożyliśmy papiery, to [urzędniczka] nam powiedziała, że mamy 24 godziny na zastanowienie się”, opowiadał żartując Zdzisław Wardejn.
To właśnie ten epizod dziś wspominają z uśmiechem jako jedną z najbardziej charakterystycznych historii związanych z ich ślubem. Małgorzata Pritulak zdradziła również, że do ceremonii przygotowała się po swojemu. Wybrała krótką sukienkę, trampki oraz efektowną fryzurę. Jak wspominała, tego dnia czuła się wyjątkowo, a jej wygląd zwracał uwagę przechodniów na ulicach Nowego Jorku. „Byłam najpiękniejsza, najcudniejsza”, wspomina Pani Małgorzata.
Czytaj też: Gdy drugi mąż zostawił Annę Dymną z małym dzieckiem, zwątpiła w miłość. On ocalił ją przed samotnością

Od aktorstwa do malarstwa. Małgorzata Pritulak wybrała inną drogę
Przez lata Małgorzata Pritulak była obecna na ekranie, jednak z czasem jej zawodowe priorytety zaczęły się zmieniać. Podczas rozmowy przyznała wprost, że dziś nie odczuwa już takiej potrzeby grania jak kiedyś. „Już nie mam takiej chęci grać”, zwierzała się artystka. Coraz ważniejsze miejsce w jej życiu zajmuje malarstwo, któremu poświęca swój czas i uwagę. Na początku aktorskiej drogi mogła liczyć również na wsparcie męża. Zdzisław Wardejn opowiedział o jednej z rad, której udzielił jej przed laty.
Jak wspominał, zachęcał żonę, aby nie uczyła się tekstów mechanicznie, lecz mówiła jedynie to, co rzeczywiście zapamięta. W jego ocenie właśnie taka metoda pozwalała zachować naturalność przed kamerą. Małżonkowie zdradzili również, że mimo wieloletnich doświadczeń zawodowych nie należą do osób, które z przyjemnością oglądają siebie na ekranie.
