W „Azji Express” Małgorzata Socha wróciła do relacji swoich rodziców i opowiedziała o miłości oraz wzajemnej trosce, którą obserwowała między nimi przez lata. Jej najnowsze słowa przypominają wcześniejsze, bardzo osobiste rozmowy aktorki o rodzinnym domu, zasadach, które w nim obowiązywały, młodzieńczym buncie i drodze do zawodu, którego początkowo wcale nie planowała wykonywać.
WIDEO…
Spotkanie w „Azji Express” przypomniało jej o ojcu
Wspomnienia pojawiły się podczas rozmowy z młodym chłopakiem spotkanym na trasie programu. Kiedy powiedział Małgorzacie Sosze, że planuje zostać pilotem, aktorka natychmiast pomyślała o swoim ojcu.
– „Mój tata był pilotem, ale był pilotem wojskowym” – powiedziała.
Zawód Jerzego Sochy miał wpływ także na sposób, w jaki wychowywał dzieci. Wojskowa dyscyplina nie kończyła się po wyjściu z pracy.
– „Przez to, że był pilotem wojskowym, to był bardzo wymagający, też dla nas. Mój tato zawsze powtarzał: jak wstajesz, to łóżko ma być tak pościelone, że jak rzucisz monetę, to ona musi się od niego odbić” – wspominała aktorka.
Po latach jeden z takich domowych zwyczajów nadal jej towarzyszy.
– „I mnie to zostało. Jak wstaję rano, to ja zawsze muszę pościelić łóżko, bo inaczej mam takie poczucie, że inaczej nie zacznę tego dnia” – przyznała.
Rozmowa o lataniu przywołała również jedno niespełnione pragnienie.
– „Jedyne, czego żałuję, to tego, że nigdy nie miałam okazji lecieć z tatą” – powiedziała Socha.
„Zawsze była jego królową, jego Bożeneczką”
W trzecim odcinku „Azji Express” aktorka opowiedziała nie tylko o ojcu, ale również o związku swoich rodziców. Z perspektywy dorosłej córki szczególnie mocno zapamiętała ich wzajemną troskę.
– „Patrząc na moich rodziców, to są ludzie, którzy bardzo się kochają. I później, jak już byłam dorosła i rodzice razem spędzali czas, widać było, jak się sobą nawzajem opiekują” – mówiła.
Wspomniała też o tym, jak jej tata odnosił się do żony.
– „To było widać, wszystko to, co ona miała szansę mu oddać. To, jak się tato kiedyś troszczył o mamę” – wyznała.
Jerzy Socha miał dla żony szczególne określenie.
– „Zawsze była jego królową, jego Bożeneczką” – powiedziała aktorka.
Na koniec ze łzami w oczach i dużym wzruszeniem podsumowała, jak wielki wpływ obserwowanie rodziców miało na jej własne spojrzenie na bliskie relacje.
– „Wszystkiego dobrego, czego mogłam się nauczyć o relacji, nauczyłam się od nich” – przyznała.
W domu obowiązywały zasady. „Rodzice trzymali mnie krótko”
O wojskowym charakterze ojca i wymagającym wychowaniu Socha mówiła również wcześniej. W rozmowie z VIVĄ! przyznała wprost, że rodzice nie pozostawiali jej pełnej swobody.
– „Miałam szczęście, że jestem drugim dzieckiem. I jeszcze dziewczynką. Więc topiłam twarde żołnierskie serce. Ale nie zaprzeczę, że rodzice trzymali mnie krótko. Wtedy się buntowałam, ale dzisiaj myślę, że wyszło mi to wszystko na dobre” – opowiadała.
Jej mama również miała mocny charakter. Aktorka przyznawała, że potrafiła być wobec niej krytyczna.
– „Moja mama jest osobą bardzo krytyczną względem mnie” – mówiła.
Nie traktowała tego jednak wyłącznie jako czegoś negatywnego.
– „Doceniam to, bo to bywa bardzo motywujące i mobilizujące. Dzięki niej nauczyłam się nie bać krytyki” – dodawała.
Socha podkreślała też, że ona i mama są do siebie bardzo podobne.
– „My się bardzo kochamy, ale jesteśmy do siebie bardzo podobne i wiemy, że nie wytrzymałybyśmy ze sobą zbyt długo” – żartowała.
I tłumaczyła: „Moja mama nie dałaby się usunąć w cień, bo dobrze wie, czego chce, a ja mam to po niej. Jak dwie takie osoby się spotkają, to nie ma siły, musi iskrzyć”.

Tata Małgorzaty Sochy
Małgorzata Socha wcale nie chciała zostać aktorką
Choć dziś jej nazwisko jest kojarzone przede wszystkim z aktorstwem, wybór tej drogi nie był czymś oczywistym.
Gdy miała zdawać do liceum, wybrała na Ochocie klasę o profilu kulturalno-aktorskim. Rodzice nie zgadzali się z jej decyzją, ale postawiła na swoim.
Jeszcze jako nastolatka trafiła na casting do spektaklu telewizji. Wybrał ją Radosław Piwowarski. Po latach Socha sama z niedowierzaniem wspominała ten moment.
– „Nie byłam genialnym dzieckiem. Nie powinnam wygrać. Wydaje mi się, że masa dziewcząt była dużo ciekawsza” – mówiła VIVIE!.
Pierwsze zawodowe doświadczenia nie sprawiły jednak, że natychmiast zapragnęła związać całe życie ze sceną i kamerą.
– „Wcale nie chciałam zostać aktorką” – przyznała.
W tamtym środowisku początkowo nie czuła się swobodnie.
– „Byłam jak Rita. Czułam się obco w tym świecie” – wspominała.
Z czasem pojawiły się kolejne role, między innymi w „Złotopolskich”. Po maturze Socha zdecydowała się podejść do egzaminów do Akademii Teatralnej. Sama przedstawiała tę decyzję bardzo pragmatycznie.
– „Jestem osobą praktyczną. Pomyślałam, że nic nie stracę, jak podejdę do egzaminów. Jeśli zdam, mam cztery miesiące wakacji” – opowiadała.
Dostała się. Po latach przyznała, że sukces zaskoczył nie tylko rodziców.
– „Ani ona, ani tata, ani nawet ja nie wierzyliśmy, że mi się to uda” – mówiła o przyjęciu do Akademii Teatralnej.

Małgorzata Socha z rodzicami i bratem
Rodzice czekali na nią pod Akademią Teatralną
Mimo że Socha weszła już w dorosłość i zaczęła studia, rodzice nadal uważnie pilnowali córki. Przyjeżdżali po nią wieczorami pod Akademię Teatralną na Miodowej.
Młoda studentka nie zawsze była z tego zadowolona. Chciała zostawać z kolegami, rozmawiać i żyć studenckim życiem. Mama i tata czekali jednak przed szkołą.
Jedno ze wspomnień z tego okresu zostało w rodzinie na długo. Mama Sochy weszła kiedyś do gmachu Akademii, szukając córki. Zobaczyła ją leżącą na podłodze podczas zajęć, kiedy profesor pracował nad jej głosem.
– „Nigdy w życiu nie widziałam tak spłoszonej mamy” – wspominała aktorka.
Później musiała wszystko rodzicom wyjaśnić.
– „To był profesor Górka od impostacji głosu. Próbowaliśmy uruchomić rezonatory” – tłumaczyła.
Sama przyznawała, że im więcej pojawiało się zakazów i wątpliwości, tym mocniejsza stawała się jej przekora.
– „Ja zawsze szłam swoją drogą, a im bardziej mi czegoś zakazywano, tym bardziej chciałam to zrobić. Tak przekorna natura! Gdy ktoś mi mówi, że nie dam rady, to ja właśnie udowodnię, że dam” – mówiła.

Małgorzata Socha z rodzicami
Choroba ojca zmieniła życie całej rodziny
Po latach rodzina stanęła przed zupełnie innym wyzwaniem. Jerzy Socha chorował na Alzheimera. Aktorka otwarcie mówiła o tym, jak zmieniał się człowiek, którego wcześniej znała jako aktywnego i silnego mężczyznę.
Największy ciężar codziennej opieki wzięła na siebie jej mama.
– „Kontakt z tatą nie jest łatwy. Rzeczywistość czasami do niego dociera, czasami nie. Widzę, jak przez lata mama przechodziła różne etapy, od braku zgody, po możliwie jak najlepsze zorganizowanie życia własnego i taty” – mówiła Socha.
W innym wywiadzie wprost opisywała, co choroba zrobiła z jej ojcem.
– „Tata dobrze się czuje, tylko jego głowa gdzieś uleciała, zostały oczy – wielkie, bezbronne jak u dziecka” – wyznała.
Najbardziej bolało ją również to, że jej dzieci nie będą miały okazji poznać dziadka takim, jakim ona go pamiętała.
– „Szkoda mi bardzo, że moje dzieci nie będą znały tego wysportowanego, mądrego dziadka z fiołem na punkcie historii, który świetnie grał w szachy i siatkówkę. I który zawsze był otwarty na świat” – mówiła.
Jerzy Socha zmarł w wieku 85 lat. Po jego śmierci aktorka pożegnała go osobistym wpisem.
– „Kochany Tato, dałeś nam skrzydła i nauczyłeś, jak realizować swoje wielkie i te całkiem przyziemne marzenia. Dziękuje, że byłeś moim Tatą. Kocham Cię” – napisała.
„Wszystkiego dobrego nauczyłam się od nich”
W najnowszej rozmowie w „Azji Express” do tych wspomnień dopisał się kolejny obraz: wojskowy pilot wymagający idealnie pościelonego łóżka, ojciec nazywający swoją żonę „królową” i „Bożeneczką” oraz córka, która po latach nadal zaczyna dzień od nawyku wyniesionego z rodzinnego domu.
Socha nieraz mówiła o buncie, zakazach i silnych charakterach pod jednym dachem. Nie ukrywała też, że na początku wcale nie marzyła o aktorstwie i długo szukała własnej drogi.
Kiedy jednak w „Azji Express” mówiła o tym, czego nauczyła się od rodziców, wróciła przede wszystkim do ich wzajemnej troski.
– „Wszystkiego dobrego, czego mogłam się nauczyć o relacji, nauczyłam się od nich”.



























