Życie Jerzego Treli
Fot. Jan GRACZYNSKI/East News
WSPOMNIENIE

Los nie szczędził ciosów Jerzemu Treli. Tragiczna śmierć ojca, strata ukochanej żony i choroba

Aktor zmarł wczoraj w wieku 80 lat

Olga Figaszewska 16 maja 2022 14:41
Życie Jerzego Treli
Fot. Jan GRACZYNSKI/East News

Skromny i wyrazisty, obdarzony wyjątkowym głosem. O jego wielkości świadczył artystyczny dorobek. Jerzy Trela stworzył szereg wybitnych ról filmowych i teatralnych. To aktor z misją. Niestety zmarł wczoraj w wieku 80 lat. W życiu prywatnym przyjął wiele ciosów. Tragiczna śmierć ojca, strata ukochanej żony, z którą przez wiele lat tworzył szczęśliwe małżeństwo i choroba to tylko początek...

Jerzy Trela – dzieciństwo, początki kariery

Scena od zawsze była jego powołaniem. „Być człowiekiem teatru - to było moje marzenie od pierwszych kroków, jakie postawiłem na scenie”, mówił po latach. Ale zanim związał się z aktorstwem, miał iść w ślady ojca i kontynuować kolejową tradycję. Jednak on miał zupełnie inne plany na życie. Jerzy Trela urodził się 14 marca 1942 roku w Leńczach. Jego mama prowadziła sklepik, a tata był kolejarzem. Aktor dorastał w szczęśliwej rodzinie. Niczego im nie brakowało. Wszystko zmieniło się wraz z dramatycznym wypadkiem... 

CZYTAJ TEŻ: Jerzy Stuhr wspomina ostatnią rozmowę z Jerzym Trelą: „Jeszcze tydzień temu mówił radośnie, że walczy” 

Rodzina przeżyła potworną tragedię. Ojciec Jerzego Treli zginął podczas jednego z kursów. „Jeździł lokomotywą, którą Niemcy puszczali przed pociągami przewożącymi broń. Jakby trafił na ładunek wybuchowy, toby wyleciał w powietrze”, opowiadał w rozmowie z Gazetą Wyborczą. I niestety, wydarzyło się nieszczęście... 

Aktor miał wówczas zaledwie 9 lat i to wtedy postanowił, że nigdy nie będzie kontynuował rodzinnej tradycji kolejowej. „Tata zginął, prowadząc pociąg. To było latem, ja byłem na wakacjach u wujka. O jego śmierci dowiedziałem się godzinę przed pogrzebem i był to dla mnie szok. Przeżyłem wtedy tak nieprawdopodobną traumę, że w podświadomości podjąłem decyzję. Mózg 9-latka zadecydował, że nigdy nie będę kolejarzem”, mówił w jednym z wywiadów. Jerzy Trela nie chciał ryzykować swojego życia.

Przeczytaj: Oskarżenia o współpracę z nazistami zniszczyły jego karierę. Smutne życie Andrzeja Szalawskiego

Jerzy Trela, 1976, kadr z filmu Spokój
Fot. INPLUS/East News

Jerzy Trela, 1976, kadr z filmu Spokój

Po śmierci ojca rodzinie nie wiodło się najlepiej. Zostali bez środków do życia. Jerzy Trela trafił pod opiekę wujka, ale nie czuł się najlepiej w nowym miejscu. Koledzy ze szkoły i nauczyciele go wyśmiewali przez jego akcent. 

„Potem matce zabrali interes, zaczęła się proza życia. Gdy miałem 13 lat, wujek zabrał mnie do Wrocławia, ale źle się tam czułem, bo wszyscy zaciągali z lwowska, a ja miałem mocny bronowicko-góralsko-krakowski akcent i każdy trochę się z niego naśmiewał. Uciekłem do liceum plastycznego w Krakowie”, opowiadał w rozmowie Jackiem Tomczukiem dla Newsweeka w 2017 roku.

Okazało się, ze przyszły aktor posiada talent artystyczny, który postanowił rozwijać. Jerzy Trela uczęszczał do liceum plastycznego w Krakowie. Ale matka aktora nie była zachwycona wyborem i próbowała namówić do zmiany decyzji. Jej ojciec, brat i mąż kontynuowali pracę kolejarza. W pewnym momencie Jerzy Trela uległ jej namowom i spróbował podjeść do egzaminu do technikum kolejowego. „To był jedyny egzamin w życiu, którego nie zdałem. Specjalnie, z pełną świadomością. Bo była we mnie trauma, ale było już też zainteresowanie czym innym”, zwierzał się w rozmowie z Twoim Stylem. Jerzy Trela wybrał teatr, swoją największą miłość. 

Na początku zajmował się scenografią, ale po pewnym czasie odkrył swoją pasję sceniczną. Gdy zatrudnił się w Teatrze Groteska, postanowił spróbować swoich sił jako aktor i zdawał do krakowskiej PWST. Na egzaminie poszło mu fenomenalnie. Przyjęto go od razu, chociaż on sam nie wierzył, że się dostanie. 

„Na egzaminy przygotowałem cztery teksty, wymaganych było osiem, bo nie byłem do końca zdecydowany, chciałem też zdawać na ASP. Staję przed komisją, mówię pierwszy tekst, drugi, trzeci, kończę czwarty, ''Sokrates tańczący'' Tuwima, nic więcej nie mam. I słyszę tubalny głos: ''A dajcie wy mu już święty spokój!'', zwierzał się na łamach Wyborczej. Chociaż spełniał się na scenie i przed kamerą matka wciąż ma do niego żal o podjęte decyzje. Dopiero po jej śmierci odkrył, jak bardzo była z niego dumna.

Czytaj także: Alkoholizm, depresja, pobyt w domu dziecka. Złamane życie Elżbiety Czyżewskiej

Jerzy Trela, 2009 rok
Fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Jerzy Trela w 2009 roku

„Długo miała niechęć, chociaż sama występowała w teatrzyku amatorskim. Uważała, że aktorstwo to zabawa, a mi potrzebny jest konkretny zawód. Po jej śmierci znaleźliśmy kasetkę, w której był stary, przedwojenny portfel. A w nim powycinane wszystkie recenzje z moich spektakli. Trzymała to w tajemnicy, ale dbała o syna”, zwierzał się w Radiowej Trójce.

Jerzy Trela: kariera aktorska 

Aktor stworzył szereg charakterystycznych kreacji filmowych i teatralnych. Szybko zauważono jego talent i... pokorę. Tworzy postacie wiarygodne, charakterystyczne, a swoją grą przekazuje niesamowite emocje widzom. Na swoim koncie Jerzy Trela ma wiele nagród i wyróżnień. Zachwycał w Dziadach i Wyzwoleniu. Występował w takich produkcjach, jak: Ida, Zakochany Anioł, Pan Tadeusz, Quo vadisCzłowiek z żelaza, Znachor, Ubu Król. Pojawiał się na scenie Teatru Starego, deskach Teatru Narodowego czy Teatrze Telewizji. Był także rektorem krakowskiej PWST. Następnie oddał się pracy ze studentami.

Pasja, występowanie na scenie zawsze było dla Jerzego Treli bardzo ważne. W jednym z wywiadów nie ukrywał, że żył przez 50 lat w świecie fikcyjnym, iluzji. O tym, że istnieją inne rzeczy poza nim, dowiadywał się podczas urlopu. „Całe życie praca była sensem istnienia. Nie potrafię inaczej żyć. Kiedy mam dzień, w którym nie gram albo nie próbuję, to nie wiem, co mam robić. Chodzę jak ogłupiały, mam poczucie uciekającego czasu”, mówił w jednym z wywiadów.

Teatr był dla niego świętem i misją. Jerzy Trela uważał, że jeśli ktoś podejmuje się aktorstwa, to robi to w jakimś celu. „Żeby coś przekazać widzowi czy słuchaczowi, czymś ludzi poruszyć, do czegoś nakłonić. Żeby podnosić na duchu, w jakiś sposób uszlachetniać. Takie jest moje myślenie o teatrze. Uważam, że to moje zobowiązanie wobec widza”, wyjaśniał w Trójce.

Zobacz też: Barbara Krafftówna pochowała dwóch mężów i straciła jedyne dziecko. Los nie był dla niej łaskawy

Jerzy i Georgeta Trela: historia miłości, życie prywatne

To była prawdziwa miłość… Miłość, o którą się walczy, troszczy i trwa w niej do końca. Aktor poznał swoją żonę, Georgetę jeszcze w szkole. Ukochana artysty otrzymała imię po babci, która posiadała francuskie korzenie. Oboje uczęszczali do liceum plastycznego. Wszystko zaczęło się od przyjaźni. Od słowa do słowa okazało się, że wiele ich łączy. Uczucie pojawiło się z czasem. Jerzy Trela i jego ukochana byli nierozłączni. Ufali sobie bezgranicznie, powierzali najskrytsze sekrety, marzyli o tym samym, by stworzyć szczęśliwa przyszłość. Para pobrała się w 1965 roku, a uroczystość zaślubin odbyła się w kościele Świętego Mikołaja w Krakowie.

Wspólnie doczekali się dwójki pociech: Piotra i Moniki. Żona Jerzego Treli była pielęgniarką. Była niezwykłą kobietą, otwartą dla innych i życzliwą. „Każda śmierć pacjenta, a zwłaszcza dziecka, pogrążała mnie w rozpaczy. Trzeba było zrezygnować z tej pracy”, mówiła [cytat za pomponik.pl]. Jerzego Trelę i jego żonę rozdzieliła śmierć. Georgeta odeszła w 2015 roku. 

Jerzy Trela z żoną

Jerzy i Georgeta Trela: historia miłości
Fot. Michal Jankowski / Forum

Sam aktor ponad 20 lat temu mierzył się z nowotworem. Zawsze strzegł swojego życia prywatnego  i nie porusza tego tematu w rozmowie z mediami. O zdrowiu i samopoczuciu tak mówił w jednym z wywiadów.  „Tu boli, tam łupie, ale aktor nie może się skarżyć. Aktor ma być zdrowy i wychodzić na scenę, niezależnie, czy ma zapalenie płuc, czy jąder. Widza nie obchodzi, co mu dolega”, mówił 5 lat temu w rozmowie z Newsweekiem.

Ale właśnie teraz, kiedy jestem na finalnym etapie życia zawodowego, jak wchodzę na scenę, odżywam. Jest coś takiego, że adrenalina, napięcie zakodowały się w ciele, przecież niczego innego w życiu nie robiłem tak długo. Dzisiaj granie jest dla mnie lekarstwem na proces starzenia się. Jak już zacznę, to mnie niesie. Odczuwam radość, że płynę – z widzem; że jestem z nim, ciągnę go”, dodawał.

Jakiś czas temu media podawały, że Jerzy Trela po latach znów musiał stawić czoła chorobie. „Jurek dostaje interesujące propozycje. Musi odmawiać na prośbę lekarzy, którzy kazali mu się oszczędzać. We wrześniu miał przejść kolejną operację, od jej wyniku wiele zależy”, donosił w 2017 roku Dobry Tydzień.

On sam nigdy nie zamierza się poddawać. Pasja i teatr były jego siłą napędową. W 2016 roku Jerzy Trela otrzymał Tytuł Człowieka Teatru, który ma dla niego szczególne znaczenie. ,,Nie wiem, czy zasłużyłem na tę nagrodę, ale być człowiekiem teatru - to było moje marzenie od pierwszych kroków, jakie postawiłem na scenie", mówił. W 2019 roku aktor pojawił się w produkcji Ciemno, prawie noc, a rok później w Żywiołach Saszy.  

Niestety gwiazdorowi nie starczyło już sił, by dalej mierzyć się z przeciwnościami losu. Zmarł wczoraj w wieku 80 lat. Informację tę potwierdził Gazecie Wyborczej syn Piotr. 

Źródło: Super Express, Na Żywo, Pomponik, Film Wp.pl, Pomponik, Newsweek


Jerzy Trela
Fot. Michal Lichtanski/East News

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Czy czas zabliźnia rany, zaciera pamięć? Co sądzą o filmie „Ania”? BLISCY ANNY PRZYBYLSKIEJ w poruszającej, intymnej rozmowie. BARBARA ROMANOWICZ-TORZEWSKA I MAREK TORZEWSKI: słynny polski tenor i aktorka. Od 40 lat razem. Na dobre i na złe. Niezmiennie w sobie zakochani. Ich wyznania brzmią jak piękna miłosna aria. DOROTA GARDIAS: wydawałoby się, że ma wszystko: urodę, talent, popularność, miłość widzów i udaną córeczkę Hanię. A jednak los jej nie rozpieszcza… RADOSŁAW ŚMIGULSKI zarządza Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Czy sam jest… fanem kina? KRÓLOWA ELŻBIETA II i jej wielkie miłości…