Robert Makłowicz od lat udowadnia, że jego zainteresowania wykraczają daleko poza kulinaria. Z równą pasją opowiada o historii, podróżach, sztuce i kulturze, nie stroniąc przy tym od wyrazistych opinii. Tak było również podczas jego wizyty w podcaście „WojewódzkiWojewódzki”. Gdy prowadzący przywołał wyniki badania, według którego 63 proc. Polaków z przyjemnością słucha disco polo, rozmowa szybko nabrała rumieńców. Co ciekawe, Makłowicz wcale nie zamierzał krytykować słuchaczy tego gatunku. Miał jednak sporo zastrzeżeń do samej twórczości, a zwłaszcza do jej warstwy tekstowej i wizualnej.
WIDEO…
Robert Makłowicz bez ogródek o disco polo. Szczególnie jedno nie daje mu spokoju
Robert Makłowicz nie ukrywa, że disco polo nie należy do jego ulubionych gatunków muzycznych. Nie oznacza to jednak, że uważa popularną, łatwo wpadającą w ucho muzykę za coś niewłaściwego. Podczas rozmowy z Kubą Wojewódzkim podkreślił, że doskonale rozumie potrzebę słuchania nieskomplikowanych melodii, przy których można się odprężyć i dobrze bawić. Jego zdaniem nie każdy utwór musi wymagać od odbiorcy szczególnego przygotowania czy znajomości muzyki klasycznej. Istnieje jednak granica między prostotą a prostactwem, na którą zwrócił szczególną uwagę.
„Ja nie jestem przeciwnikiem tej muzyki. To nie chodzi o to, żeby tym ludziom, którzy łakną czegoś prostego, zrozumiałego, wpadającego w ucho, żeby im od razu Mahlera albo Wittgensteina aplikować. To nie o to chodzi. Zobacz, ta muzyka nie musi być prostacka” – mówił.
W dalszej części rozmowy Makłowicz znacznie zaostrzył ton. Okazało się bowiem, że szczególnie przeszkadzają mu teksty piosenek oraz sposób przedstawiania kobiet w teledyskach disco polo.
„Widziałeś te panie półnagie, które się tam wiją? Na to nie da się patrzeć po prostu. Słowa, jakie są straszne” – stwierdził.
Mocne słowa Makłowicza nie były jednak wymierzone w osoby, które lubią disco polo. Aby pokazać, co dokładnie ma na myśli, przywołał przykłady muzyki tanecznej, która przed laty zdobywała popularność w Europie. To porównanie stało się punktem wyjścia do znacznie szerszej refleksji.
Robert Makłowicz wskazał, dlaczego disco polo podbiło Polskę. Wrócił wspomnieniami do czasów PRL-u
Szukając przykładów muzyki, która potrafi być jednocześnie przystępna i dopracowana, Robert Makłowicz zwrócił uwagę na włoskie przeboje lat 80. Wspomniał między innymi o Giorgio Moroderze oraz duecie Al Bano i Romina Power. To właśnie tego rodzaju twórczość posłużyła mu za punkt odniesienia w rozmowie o disco polo. Choć oba nurty mogą kojarzyć się z lekką rozrywką i tanecznymi rytmami, podróżnik dostrzega między nimi zasadniczą różnicę. „Zobacz kategorię, która jest dość podobna, a jednak jakże inna” – zauważył.
Na tym jednak nie poprzestał. Rozmowa o muzycznych gustach skłoniła Makłowicza do wspomnień związanych z wydarzeniem „Karpaty na Widelcu” w Rzeszowie. Podczas imprezy wystąpili muzycy wykonujący tradycyjne utwory ludowe, a zgromadzona na rynku publiczność spontanicznie ruszyła do tańca.
„Pół rynku w Rzeszowie tańczyło przy tym. Tych słów nie pisał Norwid. [...] Zupełnie inna estetyka. Problem polega na tym, że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy. Chodzi o to, że w Polsce prawdziwa muzyka ludowa została zamordowana w PRL-u” – powiedział.
Makłowicz zwrócił również uwagę na tradycyjne nagrania wiejskich muzykantów, szczególnie skrzypków z okolic Radomia, których żywiołowe oberki porównał do twórczości Jimiego Hendrixa. Wspomniał także o Rumunii i Węgrzech, gdzie, jak zauważył, muzyka zakorzeniona w lokalnej tradycji nadal towarzyszy spotkaniom i zabawom. Jego zdaniem w Polsce zabrakło podobnej ciągłości, a powstałą w ten sposób przestrzeń z czasem wypełnił nowy gatunek.
„Chodzi mi o to, że u nas się pojawiła pustka. A ponieważ życie nie znosi próżni, w to miejsce weszło disco polo” – tłumaczył. „Ona zapełniła pustkę po prawdziwej muzyce ludowej. Wolę muzykę ludową niż disco polo”.