Takiego show Opole jeszcze nie widziało! O tym występie Justyny Steczkowskiej widzowie długo nie zapomną. Perfekcja to mało powiedziane
Od kilku tygodni zapowiadała, że jej recital z okazji 30-lecia pracy artystycznej będzie niezapomnianym widowiskiem i dotrzymała słowa. Występ Justyny Steczkowskiej w Opolu rzucił publiczność na kolana. Widzowie zobaczyli show, jakiego nie powstydziłyby się największe światowe gwiazdy muzyki. Były nowe aranżacje największych przebojów artystki, ewolucje na trapezie, latanie nad sceną i przepiękne kostiumy. Nie zabrakło też wzruszających słów, które zapamiętamy na długo.

Za nami drugi dzień 63. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. I choć to dopiero półmetek, śmiało można powiedzieć, że najbardziej spektakularnym koncertem tegorocznej edycji był jubileuszowy występ Justyny Steczkowskiej. Gwiazda nie zawiodła swoich fanów, a tym, którzy ją krytykowali, pokazała, jak powinno wyglądać show na najwyższym światowym poziomie.
"To był cudowny wieczór dla mnie". Justyna Steczkowska zachwyciła i wzruszyła opolską publiczność
"Wszystko zaczęło się w Opolu i zatoczyło krąg po trzydziestu latach" - powiedziała przed swoim koncertem Justyna Steczkowska i podkreśliła, że to dla niej niezwykle ważny występ. A gdy pojawiła się na scenie, a właściwie nad sceną, natychmiast pokazała, że zrobiła wszystko, żeby ten wieczór był niezapomniany. Koncert zaczęła od spektakularnych ewolucji na zawieszonym kilka metrów nad sceną trapezie. A gdy po chwili stanęła między towarzyszącymi jej tancerzami i zaczęła śpiewać, publiczność zamarła.
Utwory "Oko za oko" i "Stu policjantów" zostały zaaranżowane w nowoczesny sposób, a wokalistka wykonała je tak, jakby były zupełnie nowymi piosenkami. Podobnie było z kolejnymi jej hitami. Każdy zabrzmiał inaczej niż dobrze znane wersje. Justyna dotrzymała słowa, bo na długo przed jubileuszowym koncertem zapowiadała, że nie będzie powielać znanych rozwiązań, kopiować wcześniejszych jubileuszy, tylko zaprezentuje nowe pomysły. I tak zrobiła.

Loty nad sceną i owacje na stojąco dla piosenkarki
Steczkowska nie ukrywała, że bała się tego występu. Bali się też jej fani. Gdy dzień przed rozpoczęciem festiwalu gwiazda pokazała na Instagramie nagranie z próby, pod filmikiem pojawiły się komentarze pełne zachwytu, ale też niepokoju. „Uważaj na siebie”, pisali fani, wskazując na karkołomne ewolucje na wysokości. Sama wokalistka też się obawiała tych arcytrudnych fragmentów występu. W rozmowie z "Faktem" przyznała, że ewolucje na trapezie to dla niej ogromny wysiłek i że dopiero po 14 godzinach ćwiczeń przestała odczuwać mdłości.
Obawy gwiazdy i jej fanów okazały się nieuzasadnione. Steczkowska wszystkie ewolucje wykonała perfekcyjnie i jeśli nawet był to dla niej wysiłek, to widzowie tego nie zauważyli. Przeciwnie, wszystkie elementy choreografii gwiazda wykonała z ogromną lekkością i swobodą. Po jednej z piosenek pozwoliła sobie na żart ze swojego wieku. Wyznała, że musi napić się odrobinę wody, bo ma 53 lata i męczy się szybciej niż kiedyś.
Steczkowska zaczęła swój występ spektakularnie i spektakularnie go skończyła. Po pierwszej części, w której wystąpiła w czerwonej kreacji wyszywanej cekinami, zniknęła na chwilę za kulisami. A gdy wróciła, miała na sobie czarny kombinezon, który widzowie kojarzą z jej ubiegłorocznego występu na Eurowizji! W tym momencie stało się jasne, że na finał artystka zaśpiewa "Gaję". Zaśpiewała. I tak jak na Eurowizji wzniosła się nad scenę. A publiczność w amfiteatrze wstała z miejsc i nagrodziła ją owacją na stojąco. Na koniec gwiazda odebrała z rąk dyrygenta Zygmunta Kukli nagrodę specjalną TVP za 30 lat pracy artystycznej. "Dziękuję bardzo moim fanom, którzy wspierają mnie od 30 lat. To nie jest tylko mój sukces. To sukces całej mojej ekipy. Jestem wam bardzo wdzięczna. To był cudowny wieczór dla mnie - powiedziała na koniec wzruszona artystka.



