Piotr Skrzynecki jamnik
Fot. fot. MAREK WACHOWICZ/BE&W
NIEZWYKŁE HISTORIE

Piotr Skrzynecki – o tajemnicach jego życia nie wiedzieli nawet przyjaciele

Mija dziś 25 lat od śmierci jednej z najsłynniejszych krakowskich postaci, współtwórcy „Piwnicy pod Baranami”

Agnieszka Dajbor 27 kwietnia 2022 12:42
Piotr Skrzynecki jamnik
Fot. fot. MAREK WACHOWICZ/BE&W

Przejście kilkudziesięciu metrów na krakowski rynek zajmowało mu godziny. Wszyscy go zaczepiali – kwiaciarki, preclarze, taksówkarze, profesorowie uniwersytetu. Każdy chciał pogadać. Piotr Skrzynecki był jedną z najbardziej charakterystycznych krakowskich postaci, chodził w kapeluszu z piórkiem, w czarnej pelerynie, z dzwonkiem w ręku. W „Piwnicy pod Baranami” ogłaszał nim kolejne atrakcje wieczoru. Mówił w charakterystyczny sposób: „Witamy, witamy! Prosimy o oklaski dla tych, którzy za swoje marne dwadzieścia pięć złotych siedzą, i tych, którzy za swoje jeszcze marniejsze dwadzieścia pięć złotych stoją”. Nazywano go magiem, czarodziejem, czarującym demonem. Artysta zmarł 25 lat temu. 

Kim był Piotr Skrzynecki?

Był wolnym duchem, nie przywiązywał wagi do pieniędzy, niczego nie „posiadał”, a był jedną z najbardziej wpływowych postaci Krakowa. Nie miał mieszkania, przyjaciele kupowali mu w prezencie drogie ubrania, które przepalał papierosami, perfumy. Mówił: „nie nadaję się do niczego. W  takim razie może do wszystkiego?”.  Stworzył legendarny kabaret „Piwnica pod Baranami”, w którym występowali tacy artyści, jak Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Wiesław Dymny, Grzegorz Turnau, Zbigniew Preisner, Anna Szałapak. „Piwnica” nie znoszona przez władze PRL-u ukształtowała artystyczny gust wielu pokoleń. „Jeśli się sami nie zabawimy, to nikt nas nie zabawi”, powtarzał Piotr Skrzynecki za swoim ulubionym myślicielem Michelem Montaignem. Na czym polegał fenomen Skrzyneckiego, dlaczego choć wszyscy go znali, nikt nie wiedział, jak wygląda jego życie osobiste?

Zobacz też: Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

skrzynecki demarczyk
Fot. Piotr Skrzynecki z największą gwiazdą „Piwnicy pod Baranami" Ewą Demarczyk, 1971 rok. fot. TADEUSZ ROLKE/AGENCJA GAZETA

Piotr Skrzynecki: pochodzenie, dzieciństwo, życie prywatne

Piotr Skrzynecki urodził się 12 września 1930 roku w Warszawie. Gdyby żył, obchodziłby dzisiaj 91 rocznicę urodzin. Na chrzcie nadano mu imiona Piotr Cezary. Jego ojciec Marian Skrzynecki był wojskowym, odznaczonym orderem Virtuti Militari za udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Był adiutantem marszałka Józefa Piłsudskiego, potem pracował w kancelarii Prezydenta II RP. Mama Adela Endelman pochodziła z zasymilowanej rodziny żydowskiej. Trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale Marian Skrzynecki - jako wysoki rangą wojskowy, musiał mieć pozwolenie na takie małżeństwo. Adela zaś musiała przyjąć chrzest – przybrała na nim imię Magdalena i zmienić wyznanie, by wziąć dla męża katolicki ślub.

Było to bolesne, bo rodzina zerwała z nią relacje, za to że wyparła się swoich korzeni i tradycji. Pomijając te przeżycia można powiedzieć, że Piotr Skrzynecki  pochodził z dobrze sytuowanej i tzw. porządnej rodziny.   Spokojne dzieciństwo zabrała wojna. Ojciec zginął w początku października 1939 roku. Magdalena Skrzynecka została sama z dwójką synów. Wiedziała, co grozi jej i całej rodzinie. Postanowiła więc rozdzielić dzieci, oddając Piotra na wychowanie do ciotki, nauczycielki w Makowie Podhalańskim. Mały Piotr był wrażliwym, łagodnym dzieckiem, źle znosił rozłąkę, martwił się o to, co dzieje się z mamą i bratem, tęsknił.

Czuł się w rodzinie kimś „dodatkowym"

Po wojnie miał pojechać do mamy do Łodzi, ale termin tego spotkania był stale odwlekany. Piotr tego nie rozumiał i nie akceptował. Do tego jego mama i brat nie przyjechali – mimo obietnicy - na Boże Narodzenie 1945 roku. Jak pisze Monika Wąs w książce „Skrzynecki. Demiurg i wizjoner” „kontakty rodzine stawały się coraz chłodniejsze, a Piotr z grzecznego chłopca przemienił się w niesfornego młodzieńca, który zaczął sprawiać ciotce problemy wychowawcze, do czego pewnie doszły typowe zachowania dojrzewającego nastolatka”.

Gdy w końcu pojechał do Łodzi do mamy i brata, czuł się tam kimś „dodatkowym”, niekoniecznym. Być może z tego doświadczenia utraty domu, rozłączenia z rodziną brała się jego późniejsza samotność. Bo „żył tak, żeby do niczego się nie przywiązywać i niczego nie stracić”. W jednym z wywiadów mówił: „nie mam odwagi, żeby posiadać cokolwiek”. Z rodziną utrzymywał kontakty, ale sporadyczne. Jan Nowicki, przyjaciel Piotra Skrzyneckiego, znał jego mamę i opowiadał, że do końca była piękną kobietą.

Zobacz też: Halina Wyrodek-Dziędziel była gwiazdą kabaretu „Piwnica pod Baranami”. Prywatnie zmagała się z chorobą alkoholową

skrzynecki piwnica 1
Fot. Występ „Piwnicy pod Baranami", Piotr Skrzynecki oferuje publiczności materiały budowlane do budowy „lepszej przyszłości", 1970 rok. Fot. JAN MOREK/FORUM

Piotr Skrzynecki: "Piwnica pod Baranami"

Jako młody chłopak chciał studiować ekonomię, ale szybko zrezygnował. Mama poradziła mu, by poszedł do Szkoły Instruktorów Teatrów Ochotniczych, co potem bardzo mu się przydało. Podobno w Nowej Hucie prowadził nawet ochotniczy teatr zakładów kanalizacyjnych, ale nie wiadomo czy to prawda, czy jedna z wielu anegdot Skrzyneckiego o sobie samym. W początku lat 50. przyjechał do Krakowa studiować historię sztuki pod okiem słynnego profesora Karola Estreichera. Był dobry, znał się na sztuce, przez wiele lat pisał recenzję wystaw w „Echu Krakowa”, oprowadzał ludzi po wystawach. Podobno bardzo ciekawie. Estreicher chciał go zatrzymać na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale Skrzynecki odszedł, nie zrobił nawet dyplomu. W 1956 roku stworzył z przyjaciółmi klub artystyczny w pałacu „Pod Baranami”, na Rynku w Krakowie. 

Na początku „Piwnica” to była totalna improwizacja: każdy śpiewał i wykonywał, co umiał. Skrzynecki przez przypadek zaczął prowadzić któryś z wieczorów i od razu zachwycił publiczność. Bawił, miał charyzmę, smak do literatury i sztuki, oryginalny gust. Gdy pojawiła się Ewa Demarczyk, „piwnica” stała się najsłynniejszą sceną kabaretową w Polsce. „Jesteśmy wysepką w morzu: bestialstwa, szarzyzny, głupoty, łajdactwa, cynizmu i nietolerancji”, mówił Skrzynecki.

Zobacz też: Wiesław Gołas: „Wilk” torturowany przez gestapo. Teatr był dla niego jak powietrze

skrzynecki dymna
Fot. Piotr Skrzynecki składa życzenia Annie Dymnej z okazji jej ślubu, z fizjoterapeutą Zbigniewem Szotą, 1982 rok. Fot. MACIEJ SOCHOR/PAP

Piwniczne żarty: dekret o stanie wojennym jako piosenka

„Piwnica pod Baranami” nigdy nie była publicystyczna i dosłowna. Ale w latach 80. wykonywali m.in. dekret o stanie wojennym, który wyśpiewywany na scenie brzmiał surrealistycznie. „Zakazane zostało/zakazane zostało/zwoływanie i odbywanie/wszelkiego rodzaju spotkań….” Warto to obejrzeć na YouTubie. W czasie jednej z piwnicznych imprez w Niepołomicach odsłonięto pomnik Barana, z napisem „Baranowi naród", co było aluzją do oddanego wcześniej w Nowej Hucie monumentu Lenina.

Słynne „Dezyderata” to było wielkie piwniczne przesłanie: „przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech/I pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy/O ile to możliwe/bez wyrzekania się siebie/Bądź na dobrej stopie ze wszystkimi….” Krystyna Zachwatowicz, wspaniała scenografka, żona Andrzeja Wajdy śpiewała przezabawną piosenkę. „Bo taka głupia to ja już nie jestem/może głupia, ale taka to już nie”.

Hanna Wyrodek mówiła afektowany monolog o obrazie „Szał” Podkowińskiego. A Wiesław Dymny słynny tekst „Na przykład Majewski”, który i dzisiaj byłby świetną parodią partyjnych przemówień. Tych hitów było bez liku. Nie starczyłoby miejsca, by wymienić wspaniałe piosenki Leszka Długosza, Grzegorza Turnaua, Anny Szałapak i Zbigniewa Preisnera m.in. w piosence o „Mrówce i słoniu”. A wszystko to spajał i animował Piotr Skrzynecki.

Czytaj także: Szłam przy nim jak promień słońca – historia miłości Anny Dymnej i Wiesława Dymnego

Piotr Skrzynecki i Janina Garycka: przyjaźń czy kochanie

Wielki scenograf Kazimierz Wiśniak opowiadał, że Skrzynecki jako młody chłopak bardzo podobał się dziewczynom. Był brunetem z kręconymi włosami, wysokim, szczupłym, miał ujmujący uśmiech. Nigdy jednak nie łączono go wprost z żadną kobietą. Gdy miał pieniądze, kupował naręcza kwiatów na rynku i rozdawał różnym znajomym i nieznajomym damom. Kim byli dla siebie z Janiną Garycką? Na pewno parą przyjaciół, choć Garycka podobno kochała Piotra absolutnie. Przez wiele lat mieszkał z nią i jej dwoma ciotkami w słynnym mieszkaniu Na Groblach 12. Słynnym, bo po występie schodziła się tam cała „Piwnica” i jej przyjaciele. Wsród nich był także… Karol Wojtyła, przyjaciel Janiny Garyckiej z Wydziału Polonistyki, w latach 60.  metropolita krakowski. Skrzynecki mówił o ciotkach Janiny Garyckiej „moje lokatorki” , choć to one były właścicielkami mieszkania. 

Groble to legenda. Jedyny w swoim rodzaju krakowski salon. W dymie papierosów, przy wódce, toczyły się tam długie rozmowy, rodziły niezwykłe pomysły. Wchodziło się tam przez okno. Zabawy były huczne. Janina Garycka wspominała: „Nocny szał od 11 do szóstej. Tłumy znane i nieznane, jemy sery, kiełbasę wiejską, filety śledziowe, ciastka, pijemy herbatę – wszystkiego w sumie zbyt mało – morze wódki! Jeden facet śpi na krześle, dwaj leżą w poprzek łóżka. Edzio Wrona erotyzuje, ja politykuję z Zygmuntem i Warchałem” (cytuję za Onet.pl).

Kim była ona sama? Kierownikiem literackim Piwnicy, scenografem, „Piotrem w spódnicy”, jak mówił Jan Nowicki. Jak opowiadał artysta piwnicy, Mirosław Obłoński: „najprościej byłoby powiedzieć, że ze strony Janiny to była miłość. To nie takie proste. Ona dużo wcześniej niż my wszyscy dostrzegła, że Piotr jest człowiekiem niezwykłym. I tę niezwykłość postanowiła chronić. To była służba w najlepszym tego słowa znaczeniu”. Nigdy nie ożenił się z Janiną Garycką, choć błagała go o to matka. Ale przez wiele lat był niezbywalnym elementem tej dziwnej rodziny, wyprowadził się dopiero w połowie lat 80., gdy miasto przyznało mu kawalerkę przy ulicy Worcella.

Czytaj także: Anita Dymszówna: aktorka wyklęta. Jedna decyzja zniszczyła jej karierę

skrzynecki film
Fot. Zdjęcie z filmu Tomasza Zygadło o Piotrze Skrzyneckim pt. „Przewodnik", 1984 rok. Fot. EAST NEWS/INPLUS

Piotr Skrzynecki: miłość to jest zły sen

O miłości mówił w jednej z rozmów „raz się zakochałem i to było nieprzyjemne. Miłość to jest zły sen, który spotyka się tylko w bajkach, dopóki czar nie pryśnie. To męcząca choroba psychiczna, więc nie bardzo mi odpowiada, żeby chorować, zazdrościć, tęsknić”. Nawet przyjaciele nie wiedzieli, czy jest człowiekiem rozwiedzionym czy kawalerem. Pojawiały się opowieści o jakiejś kobiecie, która kiedyś była dla niego ważna. Jest taka opowieść, jak po przedstawieniu „Biesów” w Londynie do Jana Nowickiego i Zygmunta Koniecznego podeszła kobieta z podwójnymi oczami - miała swoje i parę doklejonych. Ekscentryczka, Polka, ale i Hiszpanka. Zapytała: „Czy Panowie są z z Krakowa?”. „Tak”, powiedział Nowicki, zdziwiony, dlaczego pyta. „Bo ja tam mam męża. Zna Pan może mojego męża, nazywa się Piotr Skrzynecki”. Potem mówiła, że teraz jest żoną innego mężczyzny i razem hodują żaby.

Po przyjeździe Jan Nowicki poleciał od razu do Skrzyneckiego, zaniósł mu w prezencie od byłej żony orchideę i zagadnął: „nic mi pan nie powiedział, pan mój przyjaciel, że przecież miał pan żonę”. Na co Skrzynecki żachnął się: „a tak, tak. Chodzi jakaś wariatka po Europie i tak opowiada. Niech jej Pan nie słucha”. Z kolei Zygmuntowi Koniecznemu wyjaśnił: „a nie, to Alina, to mitomanka jest. Janinka (Garycka) też ją znała” (cytuję za książką „Piotr Skrzynecki. Demiurg i wizjoner”). Niejasna jest też sprawa syna Piotra Skrzyneckiego, który jakoby ma mieszkać w Kanadzie, ale Józef Skrzynecki, brat Piotra, nigdy o nim nie słyszał.

Czytaj także: Oskarżenia o współpracę z nazistami zniszczyły jego karierę. Smutne życie Andrzeja Szalawskiego

skryznecki piwnica
Fot. Był outsiderem zaprzyjaźnionym z dziesiatkami ludzi. Fot. JAN MOREK/FORUM

Piotr Skrzynecki: choroba, ostatnie lata

W latach 90. Skrzynecki zachorował na raka wątroby, pomagał mu wtedy, kto mógł. Nikt sobie nie wyobrażał pejzażu Krakowa bez Piotra. W jednej z rozmów mówił: „ja wolę nie myśleć, co będzie potem. Takie rozmyślania to bardzo niebezpieczna namiętność. No bo co tam jest? Obym tylko nie polazł do piekła. Piekło najbardziej mnie martwi, ale… tak się przecież staram. Czy jednak wyjdę z tego cało? Co tam w ogóle może być? Wolę marzyć o życiu tutaj. Nasze życie składa się głównie z marzeń”. Nie był łatwym pacjentem. Trzeba go było pilnować, żeby brał leki, jadł. Opiekowali się nim najbliżej Agnieszka Chrzanowska, Piotr Ferster i Jan Trybulski, który w „piwnicy” czuwał nad dźwiękiem i światłem.

Kiedy choroba zaczęłą na dobre postępować, coraz więcej czasu spędzał w klinice, ale lekarze wozili go z duszą na ramieniu na sobotnie spektakle kabaretu, wiedząc, że to dla niego najlepsza terapia. Mówił: „jakie ja mogę mieć życiowe przesłanie? Nie mieć mieszkania, nie mieć dzieci, nie mieć samochodu, nie mieć pieniędzy – wtedy człowiek czuje się zupełnie wyswobodzony, bierze torebeczkę i idzie, gdzie chce”. Zmarł w kwietniu 1997 roku, kilka miesięcy po nim zmarła Janina Garycka.

Był człowiekiem nie do podrobienia, stworzonym w jednym egzemplarzu. Wybór wolności, życie bez zobowiązań rodzinnych, bez własności, pieniędzy na pewno miało swoją cenę. Samotność także ją miała.  Skrzynecki był outsiderem zaprzyjaźnionym z tłumem ludzi. Podobno wszyscy znajomi mają o nim swoją opowieść. „Piotr był i znikał, i każdy miał wrażenie, że akurat jemu poświęcił dużo czasu i uwagi. To był błyskotliwy erudyta, który mógł zostać, kim chciał, a został Piotrem Skrzyneckim”, mówił o nim Grzegorz Turnau. Po jego śmierci w „Piwnicy pod Baranami” śpiewano:

Dziś, Piotr, gdy Ciebie nie ma,
Pieśń tę wznosimy do nieba,
Trwaj tam i czuwaj nad nami,
Noc w noc, usłaną gwiazdami…  

Pisząc tekst korzystałam z książki Moniki Wąs „Skrzynecki. Demiurg i wizjoner”, wyd. WAM, 2018

Czytaj także: Alkoholizm, depresja, pobyt w domu dziecka. Złamane życie Elżbiety Czyżewskiej

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KAROLINA PISAREK i ROGER SALLA: tuż przed ślubną ceremonią modelka opowiada o niespodziewanych oświadczynach, swoim związku i przygotowaniach do ślubu. MICHAŁ WIŚNIEWSKI: po co mu ten ślub?! Wyznania mężczyzny, który pięć razy mówił „tak”. AGATA TUSZYŃSKA często przedkładała wszystko nad kolejne książki. Czy to był dobry wybór? Czy nie żałuje? I czy w ogóle umie żyć inaczej? Do refleksji. ŚLUBY WSZECH CZASÓW: Kelly i książę Rainier, Beaulieu i Presley, Yoko Ono i Lennon, Diana i książę Karol… Ich śluby zawładnęły zbiorową wyobraźnią.