ksiądz Jan Kaczkowski, "Viva!" grudzień 2015
Fot. Damian Kramski
PORUSZAJĄCA ROZMOWA

Ksiądz Kaczkowski o raku i targowaniu się z Panem Bogiem. "W czterostopniowej skali wylosowałem ten czwarty. Najgorszy"

28 marca 2016 15:32
ksiądz Jan Kaczkowski, "Viva!" grudzień 2015
Fot. Damian Kramski

Zmarł ksiądz Jan Kaczkowski. Duchowny, który od lat walczył z nowotworem, miał 38 lat. Zmarł w drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Na początku roku pojawiły się w mediach informacje o tym, że ksiądz ma nawrót choroby i trafił do szpitala. Ludzie modlili się za księdza i wszyscy mieli nadzieję, że skoro razy umknął chorobie, to teraz też mu się to uda. Niestety dziś dotarła do nas bardzo smutna informacja o jego śmierci. Przypomnijmy sobie poruszający wywiad z księdzem dla magazynu VIVA!.

Ksiądz Kaczkowski o glejaku i targowaniu się z Panem Bogiem

Kiedy usłyszał, że dotknął go glejak, to był wyrok. Sześć miesięcy życia, a każdy kolejny miał być cudem. Nie targuje się z Panem Bogiem, żeby je wydłużyć. Nie ma o nic pretensji, może tylko o to, że stworzył człowieka jako biologię, a nie jako anioła. Ale gdyby dobry Bóg pozwolił… To miałby dla kogo żyć – dla rodziny, hospicjum, które założył. Ksiądz Jan Kaczkowski w niezwykle poruszającej rozmowie z dziennikarką VIVY!, Elżbietą Pawełek (cały wywiad był opublikowany w świątecznym numerze VIVY! z grudnia 2015).

– Czy Ksiądz wie, jak o nim mówią?
Ksiądz Kaczkowski: Prawdopodobnie onkocelebryta albo skaner, jak w czasach seminarium, ponieważ cierpię na poważną wadę wzroku i czytam z bliska. Z tego powodu mogłem nie zostać wyświęcony na księdza. Narada wśród księży była burzliwa. Nie wiedzieli, czy zły wzrok pozwoli mi odprawiać msze. I któryś zapytał: „A pieniądze widzi?”. Odpowiedź chórem: „Widzi!”. I gromki śmiech: „To święcić”. Tak dopuszczono mnie do kapłaństwa. Pewnie mówią też o mnie, że jestem palantem lansującym się na własnej chorobie…


– I „Dodą Pendolino”.
Ksiądz Kaczkowski: To akurat sam wymyśliłem. Jeżdżąc często Pendolino, przemykałem się do Warsu, rzecz jasna na piwo, i kiedyś usłyszałem szepty: „O, to ten chory ksiądz z telewizji”. Czyli jestem co najmniej tak znany jak Doda.


– Ma Ksiądz duże poczucie humoru, do tego ostry język. Burzy wizerunek duchownego z różańcem w ręku.
Ksiądz Kaczkowski: Protestuję! (tu ksiądz Kaczkowski wyciąga różaniec). Nie możemy przeciwstawiać księdza luzaka prawdziwej pobożności. W środku odczuwam siebie jako głęboko wierzącego.


– Widzę uśmiech na twarzy. Skąd ta pogoda ducha?
Ksiądz Kaczkowski: A miałbym się położyć i płakać? Powiedzieć, że wszystko skończone? Lubię obśmiewać rzeczywistość, czasem też siebie i dziwię się, że ludzie mają do siebie tak mało dystansu. Zwłaszcza lekarze, profesorowie medycyny, nadęci dziennikarze, nadęci duchowni…


(…)
– Mogę zrozumieć niechęć do lekarzy. Przeczuwał Ksiądz swoją chorobę?
Ksiądz Kaczkowski: Obserwując nowotwory, zastanawiałem się, kiedy jakiś mnie trafi. Jednak sposób poinformowania mnie o tym urągał wszelkim standardom. Dostałem tę wiadomość w kopercie na korytarzu, bez wyjaśnienia czegokolwiek. A później dowiedziałem się, że osoba, która mnie tak potraktowała, przeżyła depresję. Z szacunku do niej zamknijmy tę sprawę.

 

ksiądz Jan Kaczkowski,
Fot. Damian Kramski


– W tamtym momencie poczuł Ksiądz, że ziemia usuwa Mu się spod nóg?
Ksiądz Kaczkowski: To byłoby pół biedy. Poczułem, jak oblewa mnie zimny pot. Przecież pracując od lat w hospicjum, wiedziałem, czym jest glejak. Pokutuje w Polsce stereotyp mężczyzny, który nie płacze, ale kiedy wsiadłem do samochodu, to się popłakałem. A jak coś robię, to zawsze porządnie. W czterostopniowej skali wylosowałem ten czwarty. Najgorszy. Glioblastoma multiforme – glejak wielopostaciowy. Rokowanie oczywiste, krótkie i śmiertelne.


– Ile Księdzu dali przy pierwszej diagnozie?
Ksiądz Kaczkowski: Sześć miesięcy, każdy następny miał być cudem.


– A minęło już dwa i pół roku. Jest Ksiądz najdłużej żyjącym Polakiem z tak agresywną postacią raka mózgu.
Ksiądz Kaczkowski: To, co się dzieje w mojej głowie, nazywam cudem pełzającym. A skoro tyle miesięcy pełznę z glejakiem, to chyba pomaga mi w tym Pan Bóg. W Europie odnotowano przypadki pięcioletniego przeżycia z glejakiem, a w świecie – pojedyncze przypadki dożycia 10 lat.


– Może więc Bóg wyciągnie z tego Księdza Kaczkowskiego?
Ksiądz Kaczkowski: To już jego wola. Całkowicie z nią się zgadzam: „Błagam Cię tylko, nie odrzucaj mnie na Sądzie Ostatecznym za wszystkie moje małości, grzechy i to wszystko, co zawaliłem”. Medycyna jeszcze nie odnotowała przypadku całkowitego wyleczenia z glejaka.

 

ksiądz Jan Kaczkowski,
Fot. Damian Kramski

 

– Boi się Ksiądz śmierci?
Ksiądz Kaczkowski: Dzisiaj nie. Ale nie wiem, jak się zachowam, kiedy znajdę się na samej granicy. Cały czas proszę, żeby to przeszło w łagodny sposób. Ufam mojemu zespołowi z hospicjum, że tak przeprowadzi mnie przez ten moment, że to nie będzie straszne ani dla mnie, ani dla nich, ani dla moich najbliższych. Na początku odliczałem dni, leżąc w łóżku, chwytał mnie za gardło zwierzęcy strach. Potem pomyślałem, że warto o tym opowiedzieć w książce „Szału nie ma, jest rak”.


– Od razu stała się bestsellerem. Ale nawet chorobę obraca Ksiądz w żart. Aż trudno powstrzymać się od śmiechu, patrząc na gościa z okładki, który po operacji siedzi w czarnym T-shircie z napisem: „Jestem odważny i dziki”.
Ksiądz Kaczkowski: Tę koszulkę przywiózł mi mój ukochany brat właśnie na operację. A czy zawsze jestem odważny? Nie wiem. Ale dziki na pewno, bo kocham łamać konwenanse.

 

Polecamy: Ksiądz Jan Kaczkowski: "Czasem nazywam się też coachem dobrej śmierci".

 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.