ksiądz Jan Kaczkowski, "Viva!" grudzień 2015
Fot. DAWID KRYMSKI
NIEZWYKŁE HISTORIE

Ksiądz Jan Kaczkowski żył na pełnej petardzie. Dziś mija pięć lat od jego śmierci...

Od lat walczył z nowotworem. Zmarł w wieku 38 lat

28 marca 2021 09:41
ksiądz Jan Kaczkowski, "Viva!" grudzień 2015
Fot. DAWID KRYMSKI

Ksiądz Jan Kaczkowski żył na pełnej petardzie. Duchowny, który od lat walczył z nowotworem, miał 38 lat. Zmarł w drugi dzień Świąt Wielkanocnych w 2016 roku Ludzie modlili się za księdza i wszyscy mieli nadzieję, że skoro tyle razy umknął chorobie, to teraz też mu się to uda. Niestety chwilę później poinformowano o jego śmierci. O swoje życie nie targował się jednak z Panem Bogiem. Dano mu sześć miesięcy życia, a on każdy dzień traktował jakby był cudem... 

Ksiądz Kaczkowski o glejaku i targowaniu się z Panem Bogiem

Kiedy usłyszał, że dotknął go glejak, to był wyrok. Sześć miesięcy życia, a każdy kolejny miał być cudem. Nie targował się z Panem Bogiem, żeby je wydłużyć. Nie miał o nic pretensji, może tylko o to, że stworzył człowieka jako biologię, a nie jako anioła. Ale gdyby dobry Bóg pozwolił… To miałby dla kogo żyć – dla rodziny, hospicjum, które założył. Cierpiał na poważną wadę wzroku, czytał z bliska i jak sam przyznał wiedział, że doczekał się przezwisk „onkocelebryta”, „skaner”, jak mówili na niego w czasach seminarium: „ Z tego powodu mogłem nie zostać wyświęcony na księdza. Narada wśród księży była burzliwa. Nie wiedzieli, czy zły wzrok pozwoli mi odprawiać msze. I któryś zapytał: „A pieniądze widzi?”. Odpowiedź chórem: „Widzi!”. I gromki śmiech: „To święcić”. Tak dopuszczono mnie do kapłaństwa. Pewnie mówią też o mnie, że jestem palantem lansującym się na własnej chorobie…”, wyznał w rozmowie z Elżbietą Pawełek dla magazynu ViVA!. 

Sam wymyślił na siebie własne określenie i... był z niego wyjątkowo dumny. „Doda Pendolino” - dlaczego właśnie tak? „Jeżdżąc często Pendolino, przemykałem się do Warsu, rzecz jasna na piwo, i kiedyś usłyszałem szepty: „O, to ten chory ksiądz z telewizji”. Czyli jestem co najmniej tak znany jak Doda”, wyjawił. Miał ogromne poczucie humoru, ale charakteryzował go też ostry język. To mocno burzyło wizerunek duchownego z różańcem w ręku, ale jemu kompletnie to nie przeszkadzało. „Nie możemy przeciwstawiać księdza luzaka prawdziwej pobożności. W środku odczuwam siebie jako głęboko wierzącego”, mawiał.

Zobacz: Hanna Lis we wzruszającym wpisie wspomina księdza Jana Kaczkowskiego i jego walkę z chorobą

Ostatnie miesiące życia księdza Kaczkowskiego 

Nawet w najtrudniejszych chwilach, nie tracił pogody ducha. Na jego twarzy ciągle gościł uśmiech i biła od niego radość: „Miałbym się położyć i płakać? Powiedzieć, że wszystko skończone? Lubię obśmiewać rzeczywistość, czasem też siebie i dziwię się, że ludzie mają do siebie tak mało dystansu. Zwłaszcza lekarze, profesorowie medycyny, nadęci dziennikarze, nadęci duchowni…”, mówił Elżbiecie Pawełek. Jak przyznał, wielokrotnie obserwując, jak ludzie zmagają się z nowotworami zastanawiał się, czy jego również to spotka. Nie spodziewał się jednak, że tak bardzo zaskoczy go ta informacja: „Sposób poinformowania mnie o tym urągał wszelkim standardom. Dostałem tę wiadomość w kopercie na korytarzu, bez wyjaśnienia czegokolwiek. A później dowiedziałem się, że osoba, która mnie tak potraktowała, przeżyła depresję. Z szacunku do niej zamknijmy tę sprawę”, wyznał VIVIE!.

„Poczułem, jak oblewa mnie zimny pot. Przecież pracując od lat w hospicjum, wiedziałem, czym jest glejak. Pokutuje w Polsce stereotyp mężczyzny, który nie płacze, ale kiedy wsiadłem do samochodu, to się popłakałem. A jak coś robię, to zawsze porządnie. W czterostopniowej skali wylosowałem ten czwarty. Najgorszy. Glioblastoma multiforme – glejak wielopostaciowy. Rokowanie oczywiste, krótkie i śmiertelne”, przyznał. Przy pierwszej diagnozie ksiądz Jan Kaczkowski usłyszał, że czeka go sześć miesięcy życia. Każdy kolejny miał być cudem, a minęło dwa i pół roku. Pisano o nim wprost: „najdłużej żyjący Polak z tak agresywną postacią raka mózgu”

„To, co się dzieje w mojej głowie, nazywam cudem pełzającym. A skoro tyle miesięcy pełznę z glejakiem, to chyba pomaga mi w tym Pan Bóg. W Europie odnotowano przypadki pięcioletniego przeżycia z glejakiem, a w świecie – pojedyncze przypadki dożycia 10 lat”, mówił i wszystko zostawiał w ręce Boga. Miał świadomość tego, że medycyna jeszcze nie odnotowała przypadku całkowitego wyleczenia z glejaka, ale nie tracił nadziei. 

ksiądz Jan Kaczkowski,
Fot. Damian Kramski

Ksiądz Jan Kaczkowski otwarcie mówił, że nie boi się śmierci: „Ale nie wiem, jak się zachowam, kiedy znajdę się na samej granicy. Cały czas proszę, żeby to przeszło w łagodny sposób. Ufam mojemu zespołowi z hospicjum, że tak przeprowadzi mnie przez ten moment, że to nie będzie straszne ani dla mnie, ani dla nich, ani dla moich najbliższych. Na początku odliczałem dni, leżąc w łóżku, chwytał mnie za gardło zwierzęcy strach. Potem pomyślałem, że warto o tym opowiedzieć w książce „Szału nie ma, jest rak”, opowiadał Elżbiecie Pawełek. 

Polecamy: Ksiądz Jan Kaczkowski: "Czasem nazywam się też coachem dobrej śmierci".

Jego książka od razu stała się bestsellerem. Czy to dlatego, że wszystko, nawet chorobę obracał w żart? Mówiono o nim „odważny”, co komentował krótko: „Czy zawsze jestem odważny? Nie wiem. Ale dziki na pewno, bo kocham łamać konwenanse”. Czas, który mu pozostał wykorzystał tak intensywnie, jak tylko można było. Miał dla kogo żyć i działać - dla rodziny, hospicjum i swoich uczniów, o których mówi z miłością „moje dzieci”.  Uwielbiany duchowny zmarł w poniedziałek wielkanocny 28 marca 2016, w domu, otoczony rodziną i bliskimi.  

Wideo

Polska nie mogła wygrać Eurowizji Junior trzeci raz? Sara James odpowiada na słowa Jacka Kurskiego

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

PAULINA KRUPIŃSKA-KARPIEL – Ma urodę, udane dzieci, kochającego męża, wymarzoną pracę. Kobieta idealna? KATARZYNA GRONIEC w wieku 20 lat była gwiazdą legendarnego „Metra”. Jak teraz wygląda jej życie? NIKODEM SKOTARCZAK – Nikoś, najsłynniejszy gangster PRL, został legendą już za życia... Pasjonująca rozmowa Z MICHAŁEM RUSINKIEM o języku polskim, który zmienia się wraz z nami. Jak? W cyklu EXTRA: Rewia, jej miłość! Witamy w Teatrze Sabat Małgorzaty Potockiej.