WSPOMNIENIE

Choć sam chorował, zawsze pomagał innym. Ksiądz Jan Kaczkowski do końca zachowywał pogodę ducha...

„Umrzeć bez klasy to umierać bez godności", mówił

Rafał Kowalski 26 września 2022 18:40

Zwykł mówić, że żyje na pełnej petardzie. Ale przede wszystkim słowa przekładał na rzeczywistość. Bo choć życie księdza Jana Kaczkowskiego trwało prawie 39 lat i choć diagnoza spadła niespodziewanie, to duchowny nigdy się nie poddawał. Z każdego dnia czerpał garściami. Co osiągnął i jaki był prywatnie? Wspominamy dyrektora Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio. Niedawno do kin trafił film poświęcony jego osobie. Johnny to przejmująca opowieść o miłości do drugiego człowieka oraz otaczającego nas świata. W głównego bohatera wcielił się Dawid Ogrodnik.

Ksiądz Jan Kaczkowski – wspomnienie

Bioetyk, dyrektor hospicjum, doktor nauk teologicznych, ale dla ludzi, którzy uwielbiali go słuchać to po prostu ksiądz Jan Kaczkowski. Sam o sobie mówił, że jest celebrytą od śmierci, bo gdy w 2012 roku dowiedział się o swojej nieuleczalnej chorobie, zaczął się temu tematowi przyglądać bliżej. „Umrzeć bez klasy to umierać bez godności albo z nadszarpniętą godnością”, mówił w książce Żyć aż do końca. Tłumaczył, dlaczego często opowiada o końcu ostatecznym. „Może to moje mówienie o umieraniu z klasą jest wynikiem obawy przed zaufaniem innym, że mogą mnie akceptować także wtedy, kiedy będę mówił od rzeczy i będę całkowicie bezbronny. Jeszcze nie wyrobiłem w sobie zgody na pełne ogołocenie - wymioty, załatwianie się w pieluchę, całą tę przykrą fizjologię, nad którą mogę przestać panować, a inni będą musieli mnie w takim stanie pielęgnować. Jest we mnie lęk, że drugi człowiek się mną zbrzydzi”.

I choć zmagał się z glejakiem czwartego stopnia oraz nowotworem nerki to niemal do końca ksiądz Kaczkowski organizował warsztaty dla studentów medycyny, nauczał, angażował się w pomoc hospicjom dla młodzieży oraz opiekował swoim hospicjum w Pucku. W 2012 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Niestety 15 lutego 2016 roku duchowny trafił do szpitala, a choroba uderzyła znów z podwójną siłą. Jan Kaczkowski powtarzał, że jest pogodzony ze śmiercią. „Gdzieś tli się we mnie nadzieja związana z Maryją. Skoro przez całe życie mówię do Niej: Módl się za mną grzesznym, teraz i w godzinie śmierci, to Ona wyjdzie, nie zostawi i nie zlekceważy tej prośby..”, mówił w wywiadzie dla Opoka.pl.

I choć fizycznie nie ma go już z nami, to ślad po tym, jak wiele zrobił na długo nie zniknie z naszej pamięci… 

ksiądz Jan Kaczkowski,
Fot. Damian Kramski

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA w rozmowie o rzeczach fundamentalnych: rodzinie, miłości, szczerości, odwadze, dobroci, wyrozumiałości i wolności wyboru. JACEK ROZENEK: jak podniósł się po udarze, dlaczego mówi, że żyje „na potrójnym haju”, i dlaczego nie wierzy już w miłość? ANNA WYSZKONI po pięciu latach przerwy wraca z nową płytą. Nam opowiada, co się z nią wtedy działo. WOJCIECH MANN mówi: „Nie uważam, żebym był nietuzinkowy. Po prostu mi się trochę udało, że trafiłem do radia…”.