Katarzyna Grochola marzyła o weselu, ale plan nie doszedł do skutku. "Wesela nie było, bo mąż się opiera"
Między nimi nie brakuje czułości, poczucia humoru i słownych przekomarzanek. Katarzyna Grochola i Stanisław Bartosik po raz kolejny pokazali, że nawet o małżeńskich sporach można mówić z uśmiechem. Pisarka zdradziła, dlaczego do dziś nie odbyło się planowane wesele, a odpowiedź jej męża tylko rozkręciła tę pełną żartów rozmowę.

Katarzyna Grochola od lat udowadnia, że potrafi z lekkością opowiadać nie tylko o bohaterach swoich książek, ale także o własnym życiu. Tym razem uchyliła rąbka tajemnicy na temat relacji ze Stanisławem Bartosikiem. Rozmowa o niezorganizowanym weselu szybko przerodziła się w pełną humoru wymianę zdań, która pokazała, jak wygląda ich codzienność i dlaczego mimo różnic charakterów wciąż tworzą szczęśliwy związek.
"Wesela nie było, bo mąż się opiera"
Temat wesela wrócił podczas rozmowy przy okazji urodzin Katarzyny Grocholi. Pisarka już wcześniej wspominała, że marzy o zorganizowaniu takiej uroczystości, jednak plany wciąż nie doczekały się realizacji.
– „Wesela nie było, bo mąż się opiera” – rzuciła z uśmiechem.
Na odpowiedź Stanisława Bartosika nie trzeba było długo czekać.
– „Pierwsze słyszę. Wcale się nie opieram. Kasia o wszystkim decyduje. Ja jako dobry mąż się nie wtrącam” – odparł.
Grochola natychmiast weszła z nim w polemikę.
– „Nie, nie, nie. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Mój mąż decyduje o wszystkim, a udaje pantofelka” – zażartowała.
"Pantoflarz w transformacji" i małżeńskie przekomarzanki
Wymiana zdań szybko zamieniła się w pełen humoru dialog, który pokazał, z jakim dystansem oboje podchodzą do swojego związku.
Pisarka przypomniała nawet jedną z rozmów z mężem.
– „Jak go zapytałam, dlaczego jest pantoflarzem, to on mi powiedział, że jest pantoflarzem w transformacji” – śmiała się.
Kiedy padło pytanie, czy temat wesela jest wciąż aktualny, odpowiedziała równie żartobliwie:
– „Nie wiem, czy dożyjemy w tej sytuacji.”
Bartosik nie pozostawał dłużny.
– „Pantofelek to jestem taki, że nie mogę patrzeć na siebie. We wszystkim muszę ustąpić. To jest podstawa” – mówił z przymrużeniem oka.
Na co Grochola szybko zareagowała:
– „Stasiu, możesz patrzeć i w lustro, i na mnie. I nie ze wszystkim musisz ustąpić, bo jak ty się na coś uprzesz, to choćbym stawała na głowie...”

"Ja Włoszka, a mój mąż to raczej Norweg"
Choć ich rozmowa pełna była żartów, nie zabrakło również szczerych refleksji o różnicach charakterów.
Kiedy padło stwierdzenie, że tworzą "włoskie, ogniste małżeństwo", Grochola odparła z uśmiechem:
– „Znaczy ja Włoszka, a mój mąż to raczej taki Norweg.”
To krótkie porównanie doskonale oddaje ich dynamikę. Ona sama przyznaje, że jest bardziej temperamentna, podczas gdy jej mąż zachowuje znacznie więcej spokoju. Różnice nie przeszkadzają im jednak budować relacji opartej na wzajemnym szacunku i poczuciu humoru.
Recepta na szczęśliwe małżeństwo? "Nie przeszkadzać sobie"
Zapytani o sekret udanego związku, nie szukali górnolotnych odpowiedzi.
– „Nie przeszkadzać drugiej osobie i polubić się” – powiedziała Katarzyna Grochola.
Stanisław Bartosik uzupełnił tę myśl jednym zdaniem:
– „Polubić te rzeczy, które irytują.”
Pisarka zdradziła również zasady, których starają się trzymać każdego dnia.
– „Nie przeszkadzamy sobie, nie śledzimy się. Nie robimy nic, co by szkodziło partnerowi” – podkreśliła.
Na koniec rozmowy odniosła się także do powiedzenia, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jej odpowiedź nie pozostawiała wątpliwości, jak patrzy na miłość i drugie szanse.
– „Ależ oczywiście, że można. Jeżeli chłodno, a woda czysta, to dlaczego nie?”
Wszystko wskazuje więc na to, że choć wesele wciąż pozostaje w sferze planów, w ich małżeństwie nie brakuje tego, co najważniejsze – wzajemnego dystansu, życzliwości i umiejętności śmiania się razem z codziennych różnic.

