Jerzy Bińczycki
Fot. INPLUS/East News
WSPOMNIENIE

Jerzy Bińczycki na ekranie zachwycał i poruszał... Jak wyglądało jego życie?

Pod koniec życia zmagał się z ciężką chorobą. Słynny aktor odszedł 22 lata temu

Olga Figaszewska 27 września 2020 19:21
Jerzy Bińczycki
Fot. INPLUS/East News

Niezapomniany Bogumił Niechcic w ,,Nocach i dniach”, a także zachwycający Rafał Wilczur w ,,Znachorze”. Jerzy Bińczycki na stałe zapisał się w historii polskiego kina. Wybitny aktor i wspaniały człowiek. Na ekranie wzruszał i wzbudzał ogromną sympatię. Do końca największym uczuciem darzył teatr. Niestety odszedł zbyt wcześnie. 2 października od śmierci aktora miną 22 lata. Jerzy Bińczycki pod koniec życia ciężko chorował. Jaki był prywatnie? Jak wyglądało jego życie? 

Kariera Jerzego Bińczyckiego

Jerzy Bińczycki urodził się 6 września 1937 roku w Witkowicach. Swoją przyszłość związał z aktorstwem, chociaż zupełnie tego nie planował. Z natury był nieśmiały i nie widział siebie na scenie czy przed kamerą. Pasjonował się za to architekturą. Traf chciał, że Jerzy Bińczycki postanowił wesprzeć swojego przyjaciela w czasie egzaminów wstępnych do Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego... Ostatecznie także do nich przystąpił i został przyjęty! 

„Binio na zewnątrz wydawał się spokojny, ale wewnątrz szalał. Miewał dziwne pomysły. Rozrabiali razem z moim byłym mężem Markiem Walczewskim. Takie dwa wariaty”, wspominała potem w Dobrym Tygodniu Anna Polony.

Po otrzymaniu dyplomu rozpoczął swoją współpracę z Teatrem Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Współpracował także z Starym Teatrem w Krakowie. Na deskach tego teatru stworzył swoje największe kreacje i sam podejmował się reżyserii sztuk.

Po raz pierwszy na ekranie pojawił się w 1962 roku w „Drugim brzegu”. Jerzy Bińczycki grywał głównie czarne charaktery. Wszystko zmieniło się po 1975 roku. Doceniono jego talent. 

Jerzy Bińczycki
Fot. INPLUS/East News

Otrzymał angaż w adaptacji „Nocy i dni”. Jerzy Antczak uparł się, żeby Bińczycki wcielił się w jedną z postaci. Sam aktor nie był do tego przekonany. Uważał, że kamera go nie lubi i podobno chciał zwracać pieniądze za zużytą taśmę filmową. Najlepiej czuł się na scenie, a teatr był jego największą miłością. Jego kreacja zachwyciła nie tylko krytyków, a przede wszystkim widzów.

„(...) zrealizował w 'Nocach i dniach' pewien ideał aktorski. Grając dla wielomilionowej widowni, nawiązał kontakt z 'pojedynczym widzem'. Jego oszczędne, kameralne aktorstwo stworzyło zniewalający nastrój intymności, w którym zwłaszcza małżeńskie upokorzenia Bogumiła znalazły niebanalny wyraz. Subtelnie ukazał skryty dramat miłosnego niespełnienia Niechcica, który chciał i potrafił kochać namiętnie, lecz przez długie lata skazany był na lekceważenie ze strony Barbary, wspominającej swój młodzieńczy ideał”, pisał Krzysztof Demidowicz.

Rola Bogumiła Niechcica przyniosła mu nagrody i wyróżnienia. Film był nominowany do Oscara. Bińczycki pojawiał się w kolejnych produkcjach, współpracował z największymi reżyserami.

„Bińczycki to był przede wszystkim wspaniały, zaskakująco życzliwy człowiek. Uosobienie dobra.

Ale za jedną z najważniejszych ról, tą najwybitniejszą w jego karierze, uważa się kreację Rafała Wilczura w filmie „Znachor” w reżyserii Jerzego Hoffmana. Wszyscy zachwycali się jego niezwykłą umiejętnością nawiązywania z widzem kontaktu. Może właśnie dlatego postacie, w które się wciela potrafią poruszać do głębi.

Kadr z filmu Znachor

Jerzy Bińczycki
Fot. INPLUS/East News

A jakim człowiekiem był w życiu prywatnym? Każdy z jego przyjaciół i znajomych podkreśla, że był niezwykle dowcipnym, dobrym, wrażliwym i inteligentnym człowiekiem.

„Bińczycki to był przede wszystkim wspaniały, zaskakująco życzliwy człowiek. Uosobienie dobra. A że lubił robić psikusy? To był zawsze z jego strony dowcip ciepły, a jeśli złośliwy, to po to tylko, aby kogoś pouczyć. Poza tym potrafił śmiać się również z siebie", wspominał Jerzy Trela.  

Życie prywatne Jerzego Bińczyckiego

Pierwszą żoną aktora w latach była aktorka Elżbieta Willówna. Jego wybranka także występowała na deskach katowickiego teatru.. Wspólnie doczekali się córki, Magdaleny. Nie udało im się przetrwać i para podjęła decyzję o rozwodzie. „Nie wierzę w aktorskie małżeństwa, tego typu związki mają małe szanse na przetrwanie”, wspominał, kiedy próbowano go podpytywać o powód rozstania.

,,To układanie wspólnego życia było dla mnie czasem wielkiego renesansu"

Bińczycki długo nie potrafił otworzyć się na nowe uczucie. W latach 80-tych trafiła go strzała amora. Poślubił teatrolog (później także polityk) Elżbietę z domu Godorowską. Kobieta była młodsza od aktorka o 17 lat. Poznali się, gdy Elżbieta umówiła się z nim, by przeprowadzić wywiad.

„Tak nawiązaliśmy poważny kontakt. Z czasem przerodził się w znajomość, potem w sympatię, w konsekwencji w małżeństwo. Takiej kobiety szukałem. Zarówno mnie jak i jej zależało na tym, żeby mieć prawdziwy dom, rodzinę. Tego nam brakowało. Mimo różnych temperamentów i rytmów wewnętrznych nasze marzenia i wyobrażenia o domu gdzieś się spotkały. To układanie wspólnego życia było dla mnie czasem wielkiego renesansu. Zaczęło się coś na nowo w mojej biografii, co zmieniło sens mojego życia”, cytuje jego wypowiedź Na Żywo.

Małżeństwo prowadziło szczęśliwe życie. Wspólnie doczekali się syna. Na świecie pojawił się Jan.

„Zobaczyłam męża pierwszy raz po porodzie. Ten duży mężczyzna w długim czarnym płaszczu stał i po prostu płakał”, wspominała Elżbieta Bińczycka.

Dla Jerzego Bińczyckiego rodzina była najważniejsza. Poświęcał się także nowej pasji – ogrodnictwu. „W komponowaniu ogrodu widać było jego poczucie estetyki, tak samo w domu nad morzem, który sam wymyślił i dużo rzeczy sam zrobił. Tam też był ogród, z warzywnikiem skomponowanym kolorystycznie. W Krakowie były kwiaty wiosenne i jesienne, a letnie – nad morzem", mówiła w jednym z wywiadów dla Gazety Wyborczej Elżbieta Bińczycka.

„Mówił, że w teatrze się pracuje, a kocha się żonę - ale widać było, że do teatru podchodził bardzo emocjonalnie ”, mówiła o mężu.  Przed śmiercią Jerzy Bińczycki przez cztery miesiące pełnił funkcję dyrektora Starego Teatru.

Ostatni raz wystąpił publicznie we wrześniu 1998 roku podczas obchodów z okazji dziesięciolecia pierwszej w Krakowie transplantacji serca. Wyrecytował wtedy utwór Wisławy Szymborskiej - Do serca w niedzielę: ,,Dziękuję ci, serce moje, że nie marudzisz, że się uwijasz, bez pochlebstw, bez nagrody, z wrodzonej pilności".

Pod koniec życia Jerzy Bińczycki ciężko chorował na serce. Aktor zmarł na zawal serca 2 października 1998 roku w szpitalu im. Gabriela Narutowicza w Krakowie. Jerzy Bińczycki spoczął w Alei Zasłużonych Cmentarza Rakowickiego w Krakowie.

  

Źródło informacji i cytatów: Dobry Tydzień, rzeczpospolita.pl,  Gazeta Wyborcza, Gazeta Krakowska, Na Żywo, , „Film”( 1998, nr 6), culture.pl

Jerzy Bińczycki, 04.1996 Tarnow Garderoba teatru
Fot. MAREK SZYMANSKI/REPORTER

Jerzy Bińczycki
Fot. INPLUS/East News

TAGI #film

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARTYNA WOJCIECHOWSKA z odważnym przesłaniem dla kobiet: „Jestem wystarczająca!”. Marzyciel pragmatyk - CEZARY PAZURA w obiektywie żony Edyty. RENATA GABRYJELSKA supermodelka lat 90 o ucieczce z show-biznesu i nowym życiu. Odkrywamy sekrety mistrzyni, czyli jaka naprawdę jest IGA ŚWIĄTEK i kto stoi za jej sukcesem oraz sprawdzamy, dlaczego WIRUS to największy wróg ludzkości.