3 / 6
Copyright @East News

– Michalina Wisłocka, autorka „Sztuki kochania”, nie miała temperamentu erotycznego?
Krystyna Bielewicz: Miała temperament jak cholera i seks uwielbiała, tylko że ten temperament pozostawał w uśpieniu aż do rozwodu z moim ojcem. Była w nim bez pamięci zakochana, choć nie dawał jej seksualnej przyjemności. Nie była więc zazdrosna o jego zdrady fizyczne, bo do seksu nie przywiązywała wagi.


– Zgodziła się na trójkąt z miłości?
Krystyna Bielewicz: Nie upraszczajmy, zgodziła się na ten układ nie dlatego, żeby Stasio był zaspokojony seksualnie. On był bardzo egocentryczny i zaborczy. To był facet, który nie pozwalał żonie mieć przyjaciółek, znajomych. Nie pozwalał jej iść na żadne imieniny, nigdy z nią nie poszedł do kina i do teatru. Jego interesowała tylko praca i łóżko. A dla mamy była ważna miłość i więź psychiczna, on zaś ciągle jej tłumaczył, że tamto wszystko jest nieważne, że ona jest jedyną kobietą, która się liczy. Wierzyła w to.


– A może i była tą jedyną?
Krystyna Bielewicz: Możliwe, bo mając potem kolejne żony, ojciec ciągle ją odwiedzał, pomagała rozwiązywać jego problemy. Była przyjaciółką, a nie żoną.


– Nie mieszkaliście jednak na bezludnej wyspie. Sąsiedzi, Pani nauczyciele musieli się orientować w tej gorszącej dla nich sytuacji.
Krystyna Bielewicz: Nie, nic o tym nie wiedzieli, były zachowywane pozory. Nawet kiedy mama i Wanda zaszły w ciążę w tym samym czasie. Po moich i Krzysia narodzinach mama wymyśliła historyjkę, że to jej dzieci, bliźniaki – ten sam rocznik, miesiąc, później jedna klasa w tej samej szkole. My, dzieci, wierzyłyśmy w tę bajeczkę.


– Kiedy poznaliście prawdę?
Krystyna Bielewicz: Kiedy Wanda spotkała swojego przyszłego męża Janka, zamieszkała razem z nim gdzie indziej. Wówczas zaczęła walczyć o Krzysia. Zabrała go do siebie, chociaż on się przed tym bardzo bronił. „Czemu mam mieszkać z Wandą, a nie z mamą i Krysią?”. Podczas kolejnej awantury Wanda wyznała prawdę, a moja mama to potwierdziła. Mieliśmy po 16 lat. Chcąc nie chcąc, musiał przyjąć ten fakt do wiadomości, a ja zrozumiałam, dlaczego ciocia mnie odrzucała, czemu przytulała tylko Krzysia i być może nawet zrobiło mi się z tym lżej na duszy. Bo błąd leżał nie we mnie, tylko w tym całym pochrzanionym naszym życiu. Myślę jednak, że oboje za niego zapłaciliśmy wysoką cenę. Krzyś już nigdy się z tej traumy nie podniósł. A ja przypłaciłam to depresją.


– Brakowało Pani miłości, bliskości, troski. To dramat dla nastolatki. Myśli się wtedy nawet o samobójstwie?
Krystyna Bielewicz: Za bardzo kochałam żyć, żeby zrezygnować. Lecz zamykałam się w sobie coraz bardziej, byłam na pewno dzieckiem smutnym i samotnym. Kiedy miałam już 17 lat i wróciłam po dwóch latach z sanatorium, gdzie leczyłam się na gruźlicę, opowiadałam mamie o różnych przygodach, jakie się tam zdarzyły. Była przy tym pielęgniarka Wacia, która razem z mamą pracowała w klinice i została przy niej aż do śmierci. Popatrzyła na mnie i powiedziała: „Tyle lat Krysię znam, a pierwszy raz widzę, żeby się śmiała”. Krzyś, kiedy dowiedział się o tym, kto jest jego prawdziwą matką, przyjechał do mnie, do sanatorium, po pomoc. „Tylko na tobie mogę polegać”, rozpłakał się. „Tylko ty mnie nigdy nie zawiodłaś”. Pełnia lata, słońce, żniwa, a tu taki płacz, łzy i ogromny smutek. Miesiąc ukrywał się w stogu słomy, a ja donosiłam mu jedzenie. Ciężko nam było obojgu unieść to wszystko i zaakceptować. Moja mama nie dopuszczała do siebie myśli, że to również ona była odpowiedzialna za nasz dramat. Poza tym nie umiała się mną zajmować. I chyba nie bardzo chciała. W tym sanatorium odwiedziła mnie tylko raz. Nic dziwnego, że chciałam jak najszybciej założyć własną rodzinę i wyszłam za pierwszego chłopaka, w którym się zakochałam. Byłam wtedy zaledwie po maturze. Mogłam jeszcze poczekać, ale miałam już dosyć, chciałam wracać do domu, w którym ktoś by na mnie czekał. Chciałam mieć z kim zjeść obiad, rozmawiać, obejmować go i być obejmowaną. Byłam więc mężatką i studentką, bo dostałam się na medycynę, a potem samodzielnie prowadziłam laboratorium analityczne w szpitalu przy Inflanckiej. Andrzej natomiast skończył technikum chemiczne, podjął studia, które rzucił, i zaczął pracować jako szef zaopatrzenia w aparaturę naukową. Urodziły nam się dzieci, są już dorosłe, mamy wnuki. Za miesiąc Ania – nasza córka – urodzi czwarte dziecko.

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANJA RUBIK przed czterdziestką robi podsumowanie. Jakie ma marzenia, co jeszcze pragnie osiągnąć? Czy chce założyć rodzinę? Muzyk BARTEK KRÓLIK zdradza, jak przetrwał trudne momenty i odnalazł szczęście. MANUELA GRETKOWSKA w wyjątkowej rozmowie o AGNIESZCE OSIECKIEJ. Specjalnie na lato: sztuka gotowania blogerki DARII ŁADOCHY, w czym tkwi magia ZAKOPANEGO oraz aktorka KATARZYNA ZAWADZKA w kreacjach od ZIENIA w sesji nad polskim morzem.