Dirty Blonde to nowa odsłona naturalnego blondu, która doskonale wpisuje się w estetykę dyskretnego luksusu. Choć jego nazwa wskazuje inaczej, nie ma nic wspólnego z zaniedbanym wyglądem.

WIDEO…

player placeholder

Określenie nawiązuje do charakterystycznej mieszanki jaśniejszych i ciemniejszych tonów, dzięki którym kolor jest niejednolity, ale niezwykle szlachetny. W tym sezonie najbardziej pożądane kolory włosów nie zdradzają godzin spędzonych w fotelu fryzjerskim. Ich sekret tkwi w subtelnych różnicach odcieni, miękkich przejściach i świetle, które wydobywa naturalną głębię pasm.

ZOBACZ TAKŻE: Wygląda jak milion dolarów. Jesienny manicure Dakoty Johnson to kwintesencja dyskretnego luksusu

Zobacz także:

Blond, który gra światłem

Dirty Blonde łączy beżowe, piaskowe i chłodniejsze odcienie blondu z nieco ciemniejszą bazą. Nie ma tu miejsca na wyraźne pasemka ani ostre kontrasty. Kolor zmienia się wraz ze światłem, a włosy sprawiają wrażenie gęstszych i pełnych życia.

Sekret tkwi w niuansach

Najważniejsza jest gra światła. Pasma wokół twarzy pozostają nieco jaśniejsze, podobnie jak końcówki, natomiast środkowe partie włosów zachowują głębszy odcień. Dzięki temu fryzura nabiera lekkości bez efektu sztucznego rozjaśnienia.

CZYTAJ TEŻ: Matowe usta wracają do trendów, ale w zupełnie nowej wersji. Emma Stone zachwyciła tym makijażem w Paryżu

Koloryzacja przywodzi na myśl styl Gigi Hadid, Sienny Miller i Jennifer Aniston. Ten rodzaj blondu od lat pozostaje częścią ich charakterystycznego wizerunku.

 

 

Luksus, który pięknie dojrzewa

Największą zaletą tej koloryzacji jest sposób, w jaki współgra z naturalnym odrostem. Zamiast regularnie rozjaśniać włosy na całej długości, wystarczy umiejętnie podkreślić wybrane pasma.

W salonie warto poprosić o delikatne rozświetlenie okolic twarzy, jaśniejsze końcówki i płynne przejścia między tonami. Ostateczny odcień powinien harmonizować z karnacją i naturalnym kolorem włosów.