Patricia Kazadi, Viva! 24/2022
Fot. Katarzyna Dziurska
tylko w VIVIE!

Patricia Kazadi: „Przez lata zmagań z chorobą moje ciało się zmieniało i ciągle było oceniane”

„Nie ma już mojej zgody na to, aby czyjaś opinia wpływała na moje poczucie wartości”

Katarzyna Piątkowska 21 grudnia 2022 14:17
Patricia Kazadi, Viva! 24/2022
Fot. Katarzyna Dziurska

Patricia Kazadi doświadczyła wielu trudnych chwil. Walczyła o zdrowie i szczęście. Choroba wiele jej zabrała, ale jeszcze więcej dała. „Przez lata zmagań z chorobą moje ciało się zmieniało i ciągle było oceniane. […] Dorastanie na oczach ludzi i ciągły hejt wykańczały mnie”, wyznała Katarzynie Piątkowskiej prowadząca „Perfect Picture”. Patricia Kazadi nie chce pozwolić na to, by oceny obcych osób wpływały na jej poczucie wartości. Zdecydowała się działać i pomagać młodzieży, która również doświadcza hejtu  i body shamingu. Tak powstał Kazadi Talks Positive, platforma na Instagramie. „Przede mną dużo pracy, kolejne programy, gram w teatrze, nagrywam muzykę i zaangażowałam się w pracę z młodzieżą. […] Dzieci i młodzież w wieku dojrzewania często czują się odrzucone. Chcę, żeby wiedzieli, że nie są sami, w tym jest moja rola, ale też chcę, żeby umieli zakomunikować ten problem rodzicom. Dlatego na takie spotkania będę jeździć z psychologami, którzy w profesjonalny sposób o tym opowiedzą”, dodaje.  

Patrcia Kazadi o akceptacji ciała i hejcie

Endometrioza, którą po latach u Ciebie zdiagnozowano, jest chorobą autoimmunologiczną. Może to wszystko, co się działo w Twoim życiu, do tego się przyczyniło?

Są dwie teorie. Jedna, że choroba, o której wtedy nie wiedziałam, wywołała depresję. A druga, że chroniczny stres, zbyt duża ilość pracy i brak higienicznego trybu życia sprowokowały chorobę. Endo i depresja idą w parze. 

Chorujesz już 15 lat, ale dopiero trzy lata świadomie. Ta choroba przecież daje objawy.

Byłam w takim wirze obowiązków zawodowych, w ciągłym biegu, że bagatelizowałam sygnały wysyłane mi przez ciało. Sytuacja zmieniła się dopiero w 2016 roku, kiedy miewałam straszne bóle brzucha i zaczęłam podupadać psychicznie i zdrowotnie. Bardzo przyczyniło się do tego moje życie prywatne. Wtedy zrobiłam USG, tomografię, ale w badaniach nie wyszło nic, co by mnie bardzo zaniepokoiło. Olałam temat, mimo że czułam, że coś jest nie tak. Udawało mi się z tym jakoś funkcjonować. Do czasu. Dwa lata później wzięłam udział w programie „Dance Dance Dance”. Przy tak intensywnych treningach, jakie sobie zafundowałam, moje ciało zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa. Nieświadomie rozrywałam sobie zrosty. Ale nawet to mnie nie skłoniło do szukania pomocy. Po zakończeniu programu wyjechałam do Nowego Jorku. Miałam tam pracować nad materiałem na płytę. Tu zaczęły się prawdziwe schody, bo ból był już codzienny, promieniujący do lędźwi, czasami do klatki piersiowej, do ramienia, a z czasem uniemożliwiał mi chodzenie. Mama kazała mi wrócić do Polski, dałam się jej namówić. Wróciłam i zaczęłam gruntowne badania. 

[...]

Jak się teraz czujesz?

Stabilnie. Moje życie się zmieniło. Endometrioza to choroba, z którą będę już do końca życia. Uczymy się ze sobą żyć w symbiozie. To proces. Raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej. Ale nareszcie stanęłam na nogi, mogłam się usamodzielnić. Po roku mieszkania u mamy wróciłam do swojego mieszkania i do dawnego życia. 

Miałaś pretensje do losu, Boga, świata, że Ciebie to wszystko spotkało?

Bardziej do swojego ciała. Byłam na nie zła, że mnie nie słucha. A im bardziej byłam zła, tym gorzej się czułam. Teraz traktuję je jak najlepszą przyjaciółkę. Nabrałam do niego ogromnego szacunku, patrzyłam, jak pięknie się regeneruje i ile dla mnie robi. 

To dlatego pokazałaś w swoich mediach społecznościowych zdjęcie w bikini?

To było dla mnie swego rodzaju katharsis, odcięcie się od przeszłości, od dążenia do nierealnych standardów i wiecznego spełniania oczekiwań innych ludzi. Kiedyś chciałam, żeby mnie wszyscy lubili, chciałam być idealna. Ale tak się nie da żyć. Nikt nie jest idealny. Przez lata zmagań z chorobą moje ciało się zmieniało i ciągle było oceniane. Pisano: „Kazadi przytyła”, „Kazadi jest w ciąży”, „Szykuje się do roli hipopotama”, „Odezwały się afrykańskie geny”. I tak bez przerwy przez cztery lata. Dorastanie na oczach ludzi i ciągły hejt wykańczały mnie. Już wcześniej nie byłam na to przygotowana i odporna, a gdy chorowałam, te słowa bolały mnie cztery razy bardziej. To mnie dołowało, bo mimo chęci nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Dlaczego moja wartość jako człowieka czy artysty jest oceniana przez pryzmat mojej wagi? Było to coś, co musiałam przepracować, i pomogła mi w tym moja choroba. Z szacunku do siebie i do swojego ciała uznałam, że nie ma już mojej zgody na to, aby czyjaś opinia wpływała na moje poczucie wartości. Nie będę się już ukrywać, chodzić w kocach. Mam prawo być szczęśliwa, normalnie żyć. Nie chcę już trząść się ze strachu na myśl o tym, co pomyślą czy powiedzą o mnie inni. To zdjęcie w bikini dało mi tę wolność. Okazało się, że wywołało poruszenie. Prawda jest taka, że tylko tym, że w tym bikini nie była kobieta w rozmiarze XS – takich zdjęć, dużo bardziej odważnych, na Instagramie jest mnóstwo, ale wiadomo – „idealna” sylwetka nie kole w oczy. Na to też nie było już mojej zgody, dlatego zbuntowałam się i nagrałam swoją historię. Po raz pierwszy otworzyłam się przed ludźmi.


Czytaj też: Patricia Kazadi: „Choroba pozwoliła mi właściwie poustawiać priorytety. Na pierwszym miejscu jest moje zdrowie”

Patricia Kazadi, Viva! 24/2022
Fot. Katarzyna Dziurska

Nie bałaś się, że ludzie zareagują negatywnie?

Bałam się, ale wiedziałam, że robię coś ważnego dla siebie, a być może dla innych. Dodałam to wideo i nie wchodziłam do netu przez trzy dni. Odcięłam się. 

I co zobaczyłaś po tych trzech dniach?

Post z moim buntem dotarł do dziewięciu milionów ludzi! Nie mogłam w to uwierzyć. Pisały o tym wszystkie media, gwiazdy repostowały go u siebie. Byłam tym totalnie zaskoczona. Nawet dzisiaj, jak o tym mówię, mam łzy w oczach. Wtedy poczułam, jakby ciepło zalewało mnie od środka. Takie fizyczne odczucie. Ryczałam kilka godzin, czytając dziesiątki tysięcy wiadomości od ludzi, którzy przesyłali mi słowa wsparcia. Zdarzyło się nawet, że kiedy szłam ulicą, podszedł do mnie obcy mężczyzna, żeby mi powiedzieć: „Pani Patricio, zdrówka, siły, kochamy panią”. Albo w restauracji… menedżerka płakała, opowiadając mi swoją historię i dziękując za moją. To było aż onieśmielające. Latami bałam się, że jeśli się otworzę, pokażę swoje uczucia, ludzie wykorzystają to przeciwko mnie. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Poczucie, że taka, jaka jestem, naprawdę jestem wystarczająca, jest najlepsze na świecie. Dopiero dziś, w wieku 34 lat to czuję. Wiem, że wiele osób przechodzi przez to samo. Dostałam mnóstwo listów od ludzi, którzy zmagają się z depresją, myślami samobójczymi. Czytałam naprawdę straszne  historie. Zrozumiałam, że takie rozmowy są bardzo potrzebne, bo często nie zdajemy sobie sprawy, że my albo ktoś nam bliski może potrzebować pomocy. Nie wiemy też, gdzie jej szukać. Tak zrodził się Kazadi Talks Positive, moja platforma na Instagramie. Zapraszałam do rozmów osoby publiczne, ale również moich obserwatorów oraz placówki pomagające potrzebującym. Chciałam, żeby dzięki moim zasięgom dotarli do jak największej liczby osób. Chcę rozmawiać ze specjalistami o zdrowiu, zdrowiu psychicznym, body shamingu, mom shamingu, o tym, czym jest hejt i jakie ma konsekwencje. Jestem bardzo zmotywowana i dopiero się rozkręcam. To bardzo miłe, że ten projekt dostrzegło i doceniło tak wiele osób. Kilka dni temu został marką roku. To niesamowite, że coś, co zrodziło się jako nieśmiały pomysł w mojej głowie, w sercu, tak się rozrosło. To pierwsze kroki KTP, kolejne niebawem. Moja działalność prospołeczna w tej chwili jest dla mnie priorytetem, a fakt, że rezonuje to z innymi ludźmi, napędza mnie jeszcze bardziej. Widzę, ile jeszcze jest do zrobienia. Poniekąd czuję, że ta choroba więcej mi dała, niż zabrała. 

[...]

Gdy chorowałaś, dużo ludzi się od Ciebie odsunęło?

Albo się odsunęli, albo zostali odsunięci. Zostali prawdziwi przyjaciele. Odeszli ci, którzy nie dźwignęli mojej choroby, albo ci, dla których przestałam być „cool”. Pojawiły się też nowe osoby, które są dziś moją podporą. Wierzę, że nie wszyscy ludzie są nam dani na zawsze. Każdy pojawia się na naszej drodze w jakimś celu i niekoniecznie na czas wieczny czy określony. I to jest OK. Nie trzymam się już niczego i nikogo kurczowo. Jestem i daję być. Do każdej przyjaźni – obecnej i przeszłej – mam szacunek i miłość, tak jak do wszystkich moich związków. 

[...]

Teraz jesteś wolna, coraz lepiej się czujesz, postanowiłaś przyjąć propozycję poprowadzenia programu „Perfect Picture” w TVN7.

Ta propozycja przyszła w dobrym momencie. Po pierwsze, znałam ludzi, z którymi miałam to robić, bo z firmą producencką Golden Media Polska pracowałam przez wiele lat przy „You Can Dance”. Po drugie, miałam już siłę fizyczną oraz psychiczną na nowe wyzwania. Wcześniej otrzymywałam propozycje zawodowe, ale dopiero teraz to był właściwy czas. Przede mną dużo pracy, kolejne programy, gram w teatrze, nagrywam muzykę i zaangażowałam się w pracę z młodzieżą. 

Co chcesz im opowiedzieć?

Czy wiesz, że co druga dziewczynka w Polsce nie akceptuje swojego ciała? W ciągu ostatnich pięciu lat liczba dzieci i młodzieży leczonych z powodu depresji wzrosła o ponad sto procent?! Najmłodsza dziewczynka, która popełniła samobójstwo z powodu body shamingu i hejtu, miała dziewięć lat. Widzę, co się dzieje, i nie chcę stać obok bezczynnie. Uważam, że dzieci nie są odpowiednio przygotowywane do tego, co czyha na nie w internecie. Lekcja wychowawcza zamiast do odrabiania lekcji na inny przedmiot powinna być od rozmów na ważne tematy – o zachodzących zmianach w ciele, mózgu, o zdrowiu psychicznym i o tym, czym jest hejt, a czym opinia. Dzieci i młodzież w wieku dojrzewania często czują się odrzucone. Chcę, żeby wiedzieli, że nie są sami, w tym jest moja rola, ale też chcę, żeby umieli zakomunikować ten problem rodzicom. Dlatego na takie spotkania będę jeździć z psychologami, którzy w profesjonalny sposób o tym opowiedzą. Miałam już kilka takich spotkań, opowiedziałam o nich – to, jaką ilość zgłoszeń  otrzymałam, świadczy o zapotrzebowaniu. Musimy ze sobą rozmawiać, nie chować się za ekranem naszych telefonów czy komputerów. Więcej empatii, więcej ciepła, życzliwości – to mój cel.

Zdumiewające, że po takich doświadczeniach mówisz, że choroba więcej Ci dała, niż zabrała.

Ale ja naprawdę dzisiaj tak myślę. Czuję się silniejsza niż kiedykolwiek.

Lubię zadawać to pytanie moim rozmówcom. Jesteś szczęśliwa?

Zdecydowanie. Chłonę życie. Nie chcę przegapić już ani chwili więcej. 

Cały wywiad w nowym numerze VIVY! 24/2022  

Czytaj też: Patricia Kazadi: ''Kiedy dowiedziałam się, że mam tylko pięć procent szans na zostanie mamą, bardzo to przeżyłam”

Patricia Kazadi, Viva! 24/2022 okładka
Fot. Katarzyna Dziurska

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zamieszkali razem. Teraz czeka ich wielka zmiana!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ o poczuciu zawodowego niedocenienia, związkach – tych „gorszych, lepszych, bardziej udanych” i swoim azylu. KAROLINA GILON I MATEUSZ ŚWIERCZYŃSKI: ona pojechała do pracy na planie telewizyjnego show, on miał przeżyć przygodę życia jako uczestnik programu… MAREK TORZEWSKI mówi: „W miłości, która niejedno ma imię, są dwa kolory. Albo biel, albo czerń. A ja mam tę biel, a to wielkie szczęście…”.