Weronika Kostyra 21 lipca 2017 12:30
1/4
Anna Wyszkoni, Viva! lipiec 2009
Copyright @Błażej Żuławski/ GOOD IDEA
1/4

Królowa Polski B? Poznaliśmy ją jaką wokalistkę zespołu „Łzy”. Niedawno zwyciężyła w walce z groźna chorobą, a dziś powraca z długo oczekiwanym, trzecim solowym albumem pt. „Jestem tu nowa” i świętuje 20-lecie pracy na scenie. Anna Wyszkoni nie przejmuje się tym, co sądzą inni i mówi, że gra dla tych, którzy chcą jej słuchać. Na jej koncerty przychodzą tłumy. Nie ma jej na okładkach kolorowych magazynów? „Wokaliści, jak komety, szybko w mediach wybuchają i równie szybko gasną”. Nie chciałaby tak skończyć.

 

Dzisiaj artystka, Anna Wyszkoni kończy 37 lat. Obecnie robi solową karierę, a my przypominamy dwa wywiady, których udzieliła VIVIE! z 2003 i 2009 roku, kiedy jeszcze grała razem z zespołem „Łzy”:

 

– Lu­bisz sie­bie?
Anna Wyszkoni:
Lu­bię. Co­raz bar­dziej.

 

– W cało­ści?
Anna Wyszkoni:
Nie mam kom­plek­sów.

 

– Da się na­pra­wić sie­bie?
Anna Wyszkoni:
Ze­wnętrz­nie tak. We­wnętrz­nie – też.

 

– Ro­bi­łaś ope­ra­cję pla­stycz­ną?
Anna Wyszkoni:
Skąd­że. Ni­gdy nie pod­da­ła­bym się ope­ra­cji pla­stycz­nej.

 

– Si­li­ko­no­wy biust?
Anna Wyszkoni:
Och, też nie. Lu­bię sie­bie. Nie lu­bię tyl­ko „Agniesz­ki”.

 

– Nie lu­bisz swo­je­go prze­bo­ju „Agniesz­ka już tu nie miesz­ka”?
Anna Wyszkoni:
Lu­bię tę pio­sen­kę. Nie zno­szę tyl­ko, gdy lu­dzie mó­wią do mnie: „O, Agniesz­ka”. Na­wet gdy pro­szą o au­to­graf i bie­gną za mną, wo­ła­jąc, że są mo­imi fa­na­mi, na­zy­wa­ją mnie Agniesz­ka. A ja na imię mam Ania i nie je­stem dziew­czy­ną, o któ­rej śpie­wam.

 

Polecamy: „Chcę zbliżyć się do ideału miłości”. Katarzyna Nosowska opowiada, jak zmieniał się jej związek i jak zmienił ją

2/4
Anna Wyszkoni, Viva! lipiec 2009
Copyright @Błażej Żuławski/ GOOD IDEA
2/4

Anna Wyszkoni: Kiedy staję na scenie przed tysiącami ludzi, czuję, że to, co robię, ma sens. Nie dlatego że chcę być gwiazdą, ale dlatego że jako artystka daję siebie tym, którzy chcą mnie słuchać. Niestety, niektórzy rozumieją to zbyt dosłownie i po koncercie, kiedy rozdaję autografy, oczekują ode mnie rzeczy, których nie mogę im dać. Być może za dużo wypili, a być może myślą, że osoba, która stoi w świetle fleszy na scenie, jest ich własnością i dlatego mogą jej dotknąć, przytulić, pocałować w policzek. Z uśmiechem, bo nie jestem agresywna, staram się dać im do zrozumienia, że nie chcę przekraczać tej granicy.

 

– Słyszałaś, że mówią o Tobie: królowa Polski B?

Anna Wyszkoni: Fajnie, że jestem dla kogoś królową (śmiech). Polska B? OK, tylko po co tak ludzi dzielić? Gram dla tych, którzy chcą mnie słuchać. Na koncerty plenerowe przychodzą tłumy. Znają słowa wszystkich moich piosenek, śpiewają razem ze mną.

 

Polecamy: Halina Mlynkova: „Na starość widzę siebie w dużym, kolonialnym domu”

3/4
Anna Wyszkoni, Viva! lipiec 2009
Copyright @Błażej Żuławski/ GOOD IDEA
3/4

– Łzy wielokrotnie nazwano ki­czem w sta­nie czy­stym. Co ty na to?
Anna Wyszkoni:
Je­śli ktoś nas nie tra­wi, nie mu­si nas słu­chać ani chwa­lić. Kie­dy więc prze­czy­ta­łam to okre­śle­nie w ga­ze­cie, na­wet mnie nie za­kłu­ło. Trud­no, dla ko­goś je­stem ki­czem, a dla na­szych fa­nów gwiazdą.

 

– Czu­jesz się gwiaz­dą?
Anna Wyszkoni:
Nie. My­ślę, że suk­ces mnie nie zmie­nił. Nie od­bi­ło mi. Zo­sta­łam, ja­ka by­łam.

 

– Ja­ka?
Anna Wyszkoni:
Nie­śmia­ła. Ma­ło­mów­na. Trud­no mi opo­wia­dać o so­bie. Mo­że suk­ces zmie­nił mnie o ty­le, że na­wią­zu­ję ła­twiej kon­takt z ludźmi. Wcze­śniej mia­łam z tym pro­ble­my. Ra­czej ob­ser­wo­wa­łam, niż zabiera­łam głos. To mo­gło de­ner­wo­wać. Pa­mię­tam, jak kiedyś jed­na pa­ni z te­le­wi­zji mó­wi­ła do mnie i mówi­ła, a ja jej się przy­glą­da­łam bez sło­wa. Wy­zna­ła, że strasz­nie ją to zbi­ło z tro­pu. Dzi­wi­ła się, że na scenie tak bardzo się zmie­niam, mam ty­le ener­gii. Sta­ję się in­nym czło­wie­kiem. Teraz je­ste­śmy zaprzyjaźnio­ne. Tam­to pierw­sze wra­że­nie zo­sta­ło za­tar­te.

 

– Kto to był?
Anna Wyszkoni:
Pa­ni Ela Za­pendow­ska.

 

– Co so­bie wte­dy my­śla­łaś?
Anna Wyszkoni:
Nie po­wiem. Zresz­tą nie pa­mię­tam. Nic złe­go. Chcia­łam zo­rien­to­wać się, co to za oso­ba. Je­stem w grun­cie rze­czy do­syć nie­uf­na.

 

Polecamy: "Pani Czarny Humor". Jak Elżbieta Zapendowska na sesji dla "Vivy!" rozbawiła wszystkich

4/4
Anna Wyszkoni, Viva! lipiec 2009
Copyright @Błażej Żuławski/ GOOD IDEA
4/4

Anna Wyszkoni: Z wokalistami jest tak, często szybko w mediach wybuchają i równie szybko gasną. Patrzę na takie kariery jak błysk komety na niebie i nie chciałabym tak skończyć. Powoli i konsekwentnie dążyłam do celu i cały czas chcę się rozwijać. Ale skupiona jestem na tworzeniu piosenek, a nie na kreowaniu nieistniejącej rzeczywistości. Chcę być znana z przebojów, a nie z kolejnych skandali.

 

– Bo nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś zejść ze sceny? Powiedzmy, zostać księgową. Byłaś nią chyba przez chwilę?

Anna Wyszkoni: Ukończyłam Studium Finansów, ale nic już z tego nie pamiętam. Zrobiłam to bardziej dla mojej mamy niż dla siebie. Ona zawsze chciała, żebym miała coś w zanadrzu. Ale to do muzyki ciągnęło mnie zawsze. W liceum śpiewałam w zespole wokalnym. Potrafiłam wypić siedem surowych jajek, żeby tylko lepiej brzmieć. Ohyda, co? Miałam 17 lat, kiedy wysłałam swoje demo na festiwal Gama w Radomiu. Wtedy się nie zakwalifikowałam. Rok później piosenką „Dziwny jest ten świat” Niemena wygrałam Grand Prix. Byłam zdeterminowana. Kiedy zaczęłam śpiewać w rockowym zespole, rodzice byli chyba odrobinę wystraszeni. Wychowywałam się w Tworkowie, małej wiosce. Trzy tysiące mieszkańców, wszyscy się znali. A zespół to było coś nieznanego. Chłopcy z Łez nie wyglądali na grzecznych. Zaczęliśmy chodzić razem już nie na zwyczajne dyskoteki, a na rockoteki. A muzyka rockowa, wiadomo, jak się kojarzy: chuligani, alkohol, narkotyki, rozwalanie hoteli w trasie.

 

Polecamy: „Chcę zbliżyć się do ideału miłości”. Katarzyna Nosowska opowiada, jak zmieniał się jej związek i jak zmienił ją

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.