Reklama

Z niewypowiedzianym żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Jana Frycza, jednego z najwybitniejszych polskich aktorów, związanego z Teatrem Narodowym w latach 1982–1983 i ponownie od 2006 r. Artysta zmarł 15 sierpnia w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych”. Taki brzmiał komunikat, który poruszył fanów kina i teatru. Pracownicy Teatru Narodowego w Warszawie, którzy są autorami tych słów, nie ujawnili żadnych szczegółów na temat przyczyn śmierci. Wiadomo jednak, że aktor od dawna chorował. Wiedzieli o tym jednak tylko nieliczni, bo aktor nie chciał, by dawano mu taryfę ulgową czy się nad nim litowano.

Do końca oddany teatrowi

W pracy był jeszcze w miniony czwartek. To wtedy odbyła się próba do spektaklu „Oresteja”, którego premiera była zaplanowana na 10 października. Jan Frycz miał w nim grać jedną z głównych ról. Stan zdrowia nie pozwolił mu już przyjechać do teatru, ale połączył się z twórcami zdalnie. To nie był jedyny jego projekt. Aktor miał też w przyszły weekend pojawić na planie nowej części „Nigdy w życiu, 20 lat później”. Po informacji o jego śmierci zaplanowane zdjęcia odwołano. Frycz nie zamierzał rezygnować z pracy, ani w teatrze, ani na planie filmowym, choć od dawna zmagał się z chorobą.

Jan Frycz
Jan Frycz Fot. AKPA

Poważniejsze problemy ze zdrowiem Jana Frycza zaczęły w czerwcu, kiedy był zmuszony odwołać swój udział w nagradzanym spektaklu Teatru Narodowego „Termopile polskie” w reż. Jana Klaty, gdzie grał Króla, na zmianę z Jerzym Radziwiłłowiczem. Jan Frycz otrzymał za tę rolę nagrodę aktorską na 66. Kaliskich Spotkaniach Teatralnych. Spektakle „Termopili” nadal widnieją na stronie Teatru, z terminami wrześniowymi. Jan Frycz zdumiewał swoim profesjonalizmem i podejściem do zawodu aktora. Nawet wiele miesięcy po premierze spektaklu, potrafił zadzwonić do reżysera i opowiedzieć mu o nowych przemyśleniach i nowych interpretacjach na temat swojej roli. Pozostał wielkim aktorem do końca.

Czytaj również: Gwiazdy żegnają Jana Frycza. Z ich osobistych wspomnień wyłania się portret wyjątkowego człowieka

Przez wiele lat zmagał się z silnymi bólami

Na stan zdrowia aktora miał wpływ poważny wypadek samochodowy, do którego doszło niemal dokładnie 11 lat temu, 19 sierpnia 2015 roku. Na drodze krajowej nr 8 koło Łagiewnik na Dolnym Śląsku samochód Frycza zjechał z pasa do rowu i dachował. Mówiono wtedy, że aktor zasłabł albo zasnął za kierownicą. Mimo przebytych zabiegów i długiej rehabilitacji Jan Frycz cierpiał od tego czasu na silne, powracające bóle, które utrudniały mu codzienne funkcjonowanie. Wrócił jednak do pełnej aktywności zawodowej. W grudniu 2021 przeszedł operację. Wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Ale po roku jego stan fizyczny ponownie się pogorszył. Aktor znów zmagał się z silnym bólem, miał problemy z poruszaniem się. Nie mógł wziąć udziału w promocji książki swojej córki, Marii Frycz-Żółtek.

O ile o konsekwencjach wypadku mówił otwarcie, o tyle nigdy publicznie nie przyznał, że zmaga się z inną, bardzo poważną chorobą. Wiedzieli o tym tylko jego bliscy i współpracownicy. On sam konsekwentnie milczał. Jedyna choroba, o której mówił otwarcie przed laty, to uzależnienie od alkoholu, z którym się uporał. "Mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu. To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię", powiedział w jednej z rozmów. Te problemy miał za sobą, nigdy zresztą nie zaważyły na jego dorobku, a ten był wspaniały.

Artyści żegnają geniusza

„Jan Frycz był niezwykle ważnym członkiem naszego Zespołu – nie tylko wielkim artystą, ale i przyjacielem, a dla wielu z nas również mentorem. Będzie nam bardzo brakować jego charyzmy na próbach, jego śmiechu w kuluarach, długich rozmów i analiz. Przede wszystkim jednak będzie nam go brakować jako pięknego człowieka. Mieliśmy wielkie szczęście, mogąc spotykać się na co dzień” , napisał zespól Teatru Narodowego.

Z kolei Jan Englert w rozmowie z Plejadą tak wspominał swojego kolegę: "Odszedł ktoś, o kim, myślę, że będą mówione komplementy, że jest niezastąpionym, wspaniałym, wielkim aktorem, choć nigdy o to nie walczył. Na tym polegała również jego siła. Był wielkim aktorem. Był wielką osobowością. Był kimś, kto miał wpływ również na moje życie. Takim go będę wspominał."

Jan Frycz i Łukasz Maciejewski
Jan Frycz i Łukasz Maciejewski Fot. archiwum prywatne

Osobistym wspomnieniem podzielił się też Łukasz Maciejewski, krytyk filmowy i wieloletni przyjaciel Frycza. O ich relacji z Fryczem napisał w poście na Facebooku. Jak wspomniał, aktor nie był łatwym człowiekiem. "Potrafił być dotkliwy, nie zawsze go rozumiałem, nie zawsze potrafiłem sprostać jego gwałtowności, walczył ze słabościami, i nie tylko tę długą chorobę mam na myśli, ale myślę, że dzięki temu właśnie był tak bardzo ludzki. Człowiek. Człowiek i artysta". Dodał też, że ostatnio Frycz trafił do szpitala. "Po spektaklu „Snu nocy letniej” dowiedziałem się, że nie uczestniczy w próbach „Orestei” Percevala. Szpital. Domyśliłem się, czym to się może skończyć. Dzwoniłem ze Świnoujścia, nie odbierał. Czułem niepokój. Nie tylko intuicja".

Zobacz także: Nie żyje Jan Frycz. Legendarny aktor miał 72 lata

Maciejewski przypomniał też w tym poście swoją ostatnią rozmowę z aktorem. "Po moich urodzinach, w marcu, urodzinach z Janka udziałem, zadzwonił do mnie i powiedział coś, co właśnie sobie przypomniałem: „Łukaszu, ja się zmieniłem. Ja już wiem, że trzeba być wdzięcznym. I jestem wdzięczny za wszystko, za każdy dzień. Że było tak różnie w moim życiu, ale w końcu odnalazłem spokój. Jestem spokojny. Wiem, że trwa wielkie odliczanie. Ale czuję spokój, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałem".

Jan Frycz przed śmiercią skończył pracę na planie filmu biograficznego o Wandzie Rutkiewicz. Produkcja ma trafić do kin w lutym 2027 roku. To będzie jedna z ostatnich ról, w jakich można go będzie zobaczyć.

Jan Frycz, Polska 2001
Jan Frycz, Polska 2001 fot. Prończyk/AKPA
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...