W sobotę, 10 października, na PGE Narodowym w Warszawie odbyła się jubileuszowa, dziesiąta edycja Roztańczonego Narodowego. Na scenie pojawili się m.in. Cleo, Maryla Rodowicz, Roksana Węgiel, Skolim i Zenon Martyniuk. Koncert transmitowany przez Polsat przyciągnął uwagę widzów, jednak nie wszystkie komentarze dotyczyły muzycznych występów. W mediach społecznościowych szybko zaczęły pojawiać się uwagi dotyczące jakości dźwięku i nagłośnienia. Niedługo później do tych wydarzeń odniosły się same artystki, ujawniając, jak trudne okazały się dla nich niektóre momenty sobotniego wieczoru.
WIDEO…
Problemy techniczne na Roztańczonym Narodowym. Widzowie nie kryli rozczarowania
Tegoroczna edycja Roztańczonego PGE Narodowego została przygotowana z wyjątkowym rozmachem. Z okazji dziesięciolecia wydarzenia organizatorzy postawili na nową formułę sceny 360 stopni, ustawionej na środku stadionu. Publiczność mogła oglądać występy z każdej strony, a na scenie spotkali się przedstawiciele różnych pokoleń i gatunków muzycznych. Niestety, widowiskowej oprawie nie zawsze towarzyszyły równie dobre warunki dźwiękowe.
Już podczas transmisji w mediach społecznościowych pojawiły się krytyczne komentarze widzów, którzy zwracali uwagę na pogłos, problemy z nagłośnieniem i jakość odbieranego dźwięku. Część internautów nie kryła rozczarowania, podkreślając, że trudności techniczne utrudniały im cieszenie się występami ulubionych wykonawców. Nie brakowało również głosów wskazujących, że artyści znaleźli się w niekomfortowej sytuacji, mimo przygotowań do wydarzenia.
Szczególną uwagę zwrócił występ Cleo. Widzowie zauważyli, że piosenkarka sygnalizowała ekipie technicznej problemy z odsłuchem. Jak później sama wyjaśniła, podczas śpiewania z orkiestrą na ogromnym stadionie przestała słyszeć własny głos. Trudności nie ominęły również Maryli Rodowicz, której wykonanie spotkało się z mieszanymi reakcjami internautów. W jej przypadku przyczyny scenicznej pomyłki okazały się jednak inne, niż mogłoby się początkowo wydawać.
Obie wokalistki zdecydowały się odnieść do wydarzeń z sobotniego wieczoru w mediach społecznościowych. Nie próbowały ukrywać rozczarowania, ale przede wszystkim chciały wyjaśnić fanom, co wydarzyło się podczas koncertu i dlaczego ich występy nie przebiegły zgodnie z oczekiwaniami.
- ZOBACZ TEŻ: Jan Borysewicz długo nie mógł zmierzyć się z filmem „Mniej obcy”. Słowa żony okazały się przełomowe
Maryla Rodowicz przeprasza fanów po Roztańczonym Narodowym. „Miałam problem techniczny i się posypałam”
Maryla Rodowicz postanowiła szczegółowo opowiedzieć o okolicznościach swojego występu. W opublikowanym wpisie przyznała, że trudności rozpoczęły się jeszcze przed sobotnim koncertem. W czwartek, zaledwie dwa dni przed wydarzeniem, otrzymała informację, że jej wyjście na scenę nie może przekroczyć siedmiu minut. Tymczasem trzy przygotowane przez nią utwory trwały łącznie dwanaście minut. Konieczne stało się więc wprowadzenie zmian do zaplanowanego repertuaru.
Wokalistka skontaktowała się z kierownikiem muzycznym Marcinem, aby wspólnie znaleźć rozwiązanie. Początkowo pojawiła się propozycja usunięcia z programu „Sekretarki”, jednak Rodowicz nie chciała rezygnować z tego utworu. Zależało jej na zachowaniu piosenki ze względu na jej charakter i energię. Ostatecznie zdecydowano się na skrócenie aranżacji. Kierownik muzyczny przygotował nowe wersje utworów, usuwając część wstępów, zakończeń i solówek, dzięki czemu całe wyjście skrócono o cztery minuty.
Choć podczas próby wszystko przebiegało zgodnie z planem, sytuacja zmieniła się na scenie. Artystka przyznała, że w trakcie koncertu, wśród emocji i przed ogromną publicznością, pogubiła się w nowym układzie jednego z utworów.
„Na próbie było ok, ale na koncercie doszedł stres, scena wielka jak latający spodek, morze ludzi, emocje i wpadka” – wyznała Maryla Rodowicz.
Wokalistka opisała moment, w którym oczekiwała rozpoczęcia zwrotki, tymczasem usłyszała chórki śpiewające już refren. Jak podkreśliła, przez dziesięciolecia przyzwyczaiła się do konkretnej aranżacji piosenki, dlatego tak nagła zmiana okazała się szczególnie trudna.
„No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat. Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem” – podkreśliła.
Rodowicz nie ukrywała, że zamiast w pełni skupić się na wykonaniu, przez znaczną część występu próbowała odnaleźć się w zmienionej strukturze utworu. Przyznała również, że nawet wieloletnie doświadczenie sceniczne nie daje gwarancji poradzenia sobie w każdej nieprzewidzianej sytuacji. Zwróciła uwagę na znaczenie wsparcia zespołu i odpowiedniego przygotowania, szczególnie gdy koncert odbywa się na tak dużą skalę.
„Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie” – napisała.
W swoim wpisie artystka przypomniała także o innych trudnościach, z którymi mierzą się wokaliści podczas występów na żywo. Wspomniała o koncertach w bardzo niskich temperaturach, wypadających z uszu słuchawkach oraz niewłaściwych proporcjach dźwięku w odsłuchu. Chciała w ten sposób pokazać, jak wiele nieprzewidzianych okoliczności może wpłynąć na występ, nawet jeśli wykonawca ma za sobą dziesiątki lat kariery.
Maryla Rodowicz zaznaczyła, że jej wyjaśnienia nie mają być jedynie usprawiedliwieniem. Przede wszystkim zależało jej na przeproszeniu słuchaczy. Na zakończenie zwróciła się do fanów z osobistą deklaracją: „Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód”.
Cleo również zabrała głos po koncercie. „Nagle nie słyszę własnego głosu”
O trudnych chwilach podczas Roztańczonego Narodowego opowiedziała także Cleo. W przeciwieństwie do Maryli Rodowicz wokalistka wskazała na problemy z odsłuchem, które bezpośrednio utrudniały jej śpiewanie. W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie przyznała, że podczas występu na ogromnej stadionowej scenie nagle przestała słyszeć własny głos. Nie ukrywała przy tym, jak bardzo przeżyła całą sytuację.
„Wyobraźcie sobie… Stadion Narodowy, tysiące ludzi, orkiestra, a ja nagle nie słyszę własnego głosu” – rozpoczęła swoją relację.
Artystka wyjaśniła, że śpiewanie na żywo z orkiestrą w tak dużym obiekcie samo w sobie wymaga ogromnego skupienia. Akustyka stadionu stanowi dodatkowe wyzwanie, a kiedy dochodzą do tego problemy techniczne, wykonanie przygotowanego repertuaru staje się jeszcze trudniejsze. Właśnie z takimi warunkami musiała zmierzyć się podczas sobotniego koncertu.
Cleo przyznała, że wraz z zespołem włożyła wiele pracy w przygotowanie występu. Tym bardziej rozczarowujący był dla niej fakt, że zamiast cieszyć się obecnością na scenie i kontaktem z publicznością, musiała koncentrować się na trudnościach, na które – jak zaznaczyła – nie miała wpływu.
„Nie ukrywam, że było mi strasznie przykro. Włożyliśmy ogrom pracy i serca w ten występ” – wyznała.
Mimo niekomfortowej sytuacji piosenkarka nie zamierzała przerywać występu. Podkreśliła, że zależało jej przede wszystkim na publiczności, dlatego postanowiła śpiewać dalej i zrobić wszystko, by przekazać słuchaczom emocje, z którymi wyszła na scenę.
„Ale nie chciałam Was zawieść! Zacisnęłam zęby, śpiewałam dalej i dałam z siebie wszystko, co mogłam w tych warunkach” – napisała.
Wokalistka wyraziła również nadzieję, że mimo technicznych komplikacji publiczność dobrze odebrała jej występ. Nie zabrakło podziękowań dla fanów, którzy po koncercie skierowali do niej słowa wsparcia i otuchy. Jak przyznała, miały one dla niej ogromne znaczenie, szczególnie po wieczorze, który nie przebiegł tak, jak sobie wyobrażała.
- SPRAWDŹ TEŻ: Agata Kulesza ma 55 lat i nie ukrywa, co widzi w lustrze. Tak mówi do siebie, gdy patrzy na zdjęcia sprzed lat