Pełny Narodowy i skrajne emocje. Po koncercie Bad Bunny'ego zawrzało
To miał być jeden z największych koncertów tego lata i rzeczywiście emocji nie brakowało. Bad Bunny po raz pierwszy wystąpił w Polsce, wypełniając PGE Narodowy tysiącami fanów. Jedni byli zachwyceni rozmachem show, inni nie zostawili suchej nitki na nagłośnieniu i cenach biletów. W sieci natychmiast zawrzało.

Jeszcze przed koncertem było wiadomo, że to będzie jedno z największych muzycznych wydarzeń roku. Bad Bunny, jedna z najpopularniejszych gwiazd światowej sceny, po raz pierwszy przyjechał do Polski i wypełnił PGE Narodowy po brzegi. Sam występ wywołał jednak znacznie więcej emocji niż tylko zachwyt nad widowiskiem. O ile część fanów mówi o jednym z najlepszych koncertów, jakie odbyły się na warszawskim stadionie, o tyle w mediach społecznościowych błyskawicznie pojawiły się również głosy krytyki. Internauci narzekali przede wszystkim na nagłośnienie, wysokie ceny biletów i zwracali uwagę na międzynarodowy charakter publiczności.
Bad Bunny po raz pierwszy wystąpił w Polsce
14 lipca PGE Narodowy w Warszawie zamienił się w centrum latynoskiej muzyki. Bad Bunny pojawił się w Polsce w ramach trasy Debí Tirar Más Fotos World Tour i od pierwszych minut wywołał ogromne emocje.
Był to jego pierwszy koncert w naszym kraju. Trybuny i płyta stadionu wypełniły się tysiącami fanów, a relacje publikowane w mediach społecznościowych pokazywały tłum, który żywiołowo reagował na kolejne utwory.
Na widowni nie zabrakło także znanych twarzy. Wśród gości pojawili się Maciej Kurzajewski, Maffashion, Anna Lewandowska, Ciocia Liestyle, Magdalena Tarnowska i Hanna Turnau.
Jeden gest wystarczył, by pod stadionem wybuchła euforia
Najwięcej emocji wzbudził moment, w którym Bad Bunny podszedł bardzo blisko fanów stojących przy barierkach. Artysta zaczął podpisywać przyniesione przez nich płyty, a w pierwszych rzędach natychmiast zapanowała euforia.
Bezpośredni kontakt z gwiazdorem był dla wielu uczestników jednym z najmocniejszych punktów całego wieczoru. Bad Bunny nie ograniczył się wyłącznie do odśpiewania swoich największych hitów. Znalazł chwilę, by podejść do publiczności i odpowiedzieć na jej entuzjazm.
Dawid Rakowski napisał później na TikToku, że Bad Bunny „wypełnił Narodowy po brzegi i zagrał tu jeden z najlepszych koncertów”. Pod nagraniami pojawiały się też pełne zachwytu reakcje: „Love it”, „Wooow”, „Coool” oraz komentarze sugerujące, że uczestnicy przeżywają jeden z najlepszych koncertów w swoim życiu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Nic nie słychać”. W sieci ruszyła fala krytyki
Nie wszyscy jednak podzielali ten zachwyt. W komentarzach na TikToku szybko pojawiły się ostre uwagi dotyczące nagłośnienia.
„Nic nie słychać XD” – napisał jeden z użytkowników. Inny komentujący dodał: „samo darcie słychać publiki dramat”. Pojawiła się również krótka, ale wymowna opinia: „Okropne nagłośnienie”.
Część internautów przekonywała, że problem nie leży w samym PGE Narodowym, lecz w sposobie przygotowania konkretnego wydarzenia. Jeden z użytkowników porównał koncert Bad Bunny’ego z występem Dawida Podsiadły.
„Da się dobre zrobić nagłośnienie na Narodowym, tylko trzeba umieć xd. Na Podsiadło było git, tutaj widzę porażka, a ceny biletów były z kosmosu” – napisał.
Ten komentarz uruchomił kolejną dyskusję. Jedni zgadzali się, że na stadionie da się osiągnąć dobrą jakość dźwięku, inni przekonywali, że Narodowy od dawna ma problemy z nagłośnieniem podczas koncertów.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby TikTok i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Drogie bilety i hiszpański ze sceny
Nie tylko dźwięk wywołał emocje. Internauci zwracali uwagę również na ceny wejściówek. W komentarzach pojawiło się określenie, że były one „z kosmosu”, co jeszcze bardziej podgrzało spór o to, czy koncert spełnił oczekiwania widzów.
Dyskusję wywołał też język, w którym Bad Bunny zwracał się do publiczności. Portorykański artysta mówił ze sceny po hiszpańsku, a nie wszyscy zgromadzeni rozumieli jego wypowiedzi.
W jednym z komentarzy ktoś ironicznie zauważył, że część polskiej publiczności nie rozumiała hiszpańskiego. Na stadionie pojawiło się jednak wielu widzów z krajów hiszpańskojęzycznych, a ich reakcje pomagały pozostałym uczestnikom wyczuć momenty, w których należy klaskać i wiwatować.
Dodatkowe emocje wzbudziła informacja, że tylko 28% zakupionych biletów miało trafić do Polaków. To tłumaczyłoby, dlaczego na trybunach tak wyraźnie słyszalne były reakcje hiszpańskojęzycznej części widowni.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby TikTok i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Skąd wziął się pseudonim Bad Bunny?
Bad Bunny naprawdę nazywa się Benito Antonio Martínez Ocasio. Urodził się w 1994 roku, a swoją karierę rozpoczynał od publikowania utworów w serwisie SoundCloud. Zanim zdobył międzynarodową popularność, pracował w supermarkecie.
Przełom nastąpił w 2016 roku, kiedy wydał singiel „Diles”. Od tamtej pory jego kariera nabrała ogromnego tempa, a dziś artysta nazywany jest „królem latynoskiego trapu”.
Jego pseudonim ma zaskakująco niewinne źródło. Pochodzi ze zdjęcia z dzieciństwa, na którym przyszły gwiazdor pozował przebrany za króliczka i miał bardzo niezadowoloną minę. Uznał później, że „Bad Bunny”, czyli „Zły króliczek”, dobrze zapada w pamięć i świetnie sprawdzi się na scenie.
Warszawski koncert pokazał, jak skrajne emocje potrafi wzbudzić największa gwiazda. Dla jednych był to spektakularny wieczór i jedno z najlepszych widowisk na Narodowym. Dla innych – rozczarowanie dźwiękiem, wysokimi cenami i atmosferą, której nie wszyscy potrafili się poddać. Jedno jest pewne: po tym koncercie o Bad Bunnym długo jeszcze będzie głośno.

Źródła: Dziennik.pl, Fakt.pl, TikTok