Janusz Głowacki i Zuza Głowacka
Fot. VIVA
WSPOMNIENIE

„W domu liczyły się tylko dystans i ironia”. Wywiad VIVY! z Januszem Głowackim i jego córką

Damian Duda 19 sierpnia 2017 18:30
Janusz Głowacki i Zuza Głowacka
Fot. VIVA

W sobotę 19 sierpnia odszedł Janusz Głowacki, wybitny prozaik, dramaturg, scenarzysta, felietonista i eseista. Był jednym z nielicznych polskich artystów, którzy odnoszą sukcesy również poza granicami naszego kraju. Od 1983 roku mieszkał w Nowym Jorku. Po upadku komunizmu dramaturg podzielił swoje życie pomiędzy Stany a Polskę.

Zobacz także: Janusz Głowacki nie żyje. Wybitny prozaik miał 79 lat

Janusz Głowacki z córka w wywiadzie dla „VIVY!’’

Przypominamy fragment wywiadu dramaturga, którego udzielił VIVIE! razem z jedyną córką, Zuzą Głowacką:

– Ależ jesteście do siebie podobni! Aż mnie zatkało!
Zuza Głowacka: Wiem, często nas mylą na ulicy (śmiech). Jest też pewne podobieństwo charakteru.

– Janusz, Twoje dziecko pisze…
Janusz Głowacki:
Są większe nieszczęścia. Zuzia ma olbrzymi słuch językowy, a bez tego pisać się nie da. Pisać bez słuchu to tak, jak tańczyć bez nogi. To robił z sukcesem tylko jeden rosyjski pilot w filmie „Opowieść o prawdziwym człowieku”. Zuzia w tym, co pisze, ma dystans i poczucie autoironii.


– Zauważyłam to w Twoich felietonach. Ciekawe, skąd się wzięła ta ironia?
Z.G.:
Z domu. W domu liczyły się tylko dystans i ironia. Jak chciałam coś powiedzieć poważnie, to natychmiast mi przerywano. Ironia i dystans pomagały nam wszystkim przetrwać na początku emigracji. Wyjechałam do Nowego Jorku jako trzyipółlatka. Przerażona, nagle znalazłam się w świecie, w którym ogłuchłam. Nie znałam angielskiego. Ale byłam raczej silna…
J.G.: Fizycznie i psychicznie.
Z.G.: Pierwszego dnia w przedszkolu nie rozumiałam, co się dookoła mówi i dzieje. Ale zobaczyłam, że jakieś dzieci siedzą na wózku, i zaczęłam je ciągnąć. Ucieszyły się i zaakceptowały mnie. Niestety, tak dobrze ciągnęłam, że zostałam w przedszkolu obsadzona na stałe w tej roli, nawet kiedy już nauczyłam się mówić po angielsku. Od tamtego czasu ciągle czuję, że coś albo kogoś ciągnę – często bez sensu i bez powodu.


 – Wcześnie zetknęłaś się ze słynną amerykańską multikulturowością?
Z.G.: Od przedszkola żydowskiego w latynoskiej dzielnicy.
J.G.: To było jedyne przedszkole, gdzie mówiono i uczono po angielsku.
Z.G.: Nie jesteśmy religijną rodziną, więc rodzice nic mi nie wytłumaczyli. A dzieci się na mnie obraziły, jak usłyszały, że mam choinkę. Spytały: „To ty nie jesteś żydówką?”. Spytałam mamę, a ona na to: „Trochę jesteś, a trochę katoliczką, trochę jeszcze kimś tam”… Na szczęście koleżanka Japonka też trochę była tym, a trochę tamtym. I parę innych dzieciaków też.

Zobacz też: „Naj­bar­dziej kręciło ją pi­sa­nie i fa­ce­ci". 19 lat temu odeszła Agnieszka Osiecka, „cesarzowa polskiej piosenki”

Wideo

Urszula Dudziak ma 78 lat i mnóstwo pięknych planów: „Rozkwitłam na nowo po menopauzie”

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Co powie tata? JAROSŁAW I OLIWIA BIENIUK we wzruszającej rozmowie o wchodzeniu córki w dorosłość, układaniu życia na nowo, sile wspomnień i ojcowskiej miłości. ALEKSANDRA KURZAK: „lubię być diwą”. O błyskotliwej karierze, zaręczynach po 10 dniach znajomości i intymności. DOROTA I CZESŁAW MOZILOWIE razem pracują, podróżują, oglądają seriale, tańczą... Co jest receptą ich udanego związku? WOJCIECH MECWALDOWSKI to artysta, aktor i... introwertyk. Co oznacza dla niego „życie pełną gębą”? Ikar polskiego dziennikarstwa... Jaki był prywatnie? Wzloty i upadki KAMILA DURCZOKA.