Ewa Błaszczyk w najnowszym wywiadzie opowiedziała o aktualnym stanie zdrowia jej córki. W niezwykle poruszającej rozmowie podkreśliła, że zauważyła, że jej obecność wpływa na tętno Aleksandry. Na tym jednak nie koniec.
WIDEO…
[Ostatnia publikacja na VUŻ i VIVA! Historie: 20.01.2025 r.]
Ewa Błaszczyk o córce
Córka Ewy Błaszczyk w 2000 roku zapadła w śpiączkę. „Ola się zakrztusiła tabletką, po czym chciała ją jakoś popchnąć, poradzić sobie. Popiła ją dość łapczywie dużą ilością ice tea. To wszystko leciało prosto w płuca. I to jest cała historia”, mówiła w podkaście Świata Gwiazd. „To stało się na moich oczach. Potem wyskoczyłam na ulicę i zatrzymałam samochód, bo wiedziałam, że już nie uruchomię swojego. To też zajęłoby zbyt wiele czasu. Pan miał do wyboru albo mnie przejechać, albo się zatrzymać. Pojechaliśmy z Olą do Szpitala Bielańskiego. Wiozłam ją na rękach, naciskałam kierowcy cały czas klakson, by przejechać trasę jak najszybciej. Gdy dojechaliśmy, darłam się, biegnąc korytarzem, żeby już Izba Przyjęć wiedziała, że ktoś nadchodzi. Cała droga zajęła nam 4 minuty – potem to sprawdzałam. To są magiczne 4 minuty, bo po nich już następują w organizmie nieodwracalne zmiany”, dodała.
Od tamtego czasu jej mama cierpliwie czeka na światełko w tunelu. Przypomnijmy, że aktorka założyła również fundację „Akogo?" oraz klinikę „Budzik". Dzięki temu wspiera pacjentów w śpiączce oraz ich rodziny.
CZYTAJ TEŻ: Ewa Błaszczyk o stanie zdrowia córki. Wspomina o niekorzystnym wpływie czasu

Córka Ewy Błaszczyk, Ola Janczarska, zapadła w śpiączkę 11 maja 2000 roku po tym, jak zakrztusiła się tabletką.
Wszystkie prezentowane zdjęcia zostały wykonane przez księdza Wojciecha Drozdowicza, przyjaciela Ewy Błaszczyk, z którym w 2002 roku założyła fundację „A kogo?” i zostały opublikowane w magazynie VIVA! w sierpniu 2016 roku.
Ewa Błaszczyk o kontakcie z córką w śpiączce
Niedawno artystka była gościnią podkastu „Rozmowy w dresie", gdzie opowiedziała o kulisach opieki nad córką. Mimo że Aleksandra nie reaguje na polecenia, to stworzyła z mamą emocjonalną więź. Mają codzienne rytuały, takie jak przywitanie się codziennie rano oraz pożegnanie się wieczorem. To są niezwykle ważne elementy, zwłaszcza dla Ewy Błaszczyk, która chce zapewnić Oli poczucie miłości oraz obecności.
„Nie spełnia poleceń, czyli takiego kontaktu nie ma, żeby był na to dowód, natomiast na pewno jest kontakt emocjonalny. Na pewno jest reakcja na światło, na dźwięk, ból, głos. Rozpoznaje moje kroki, jak wracam ze spektaklu, zmienia się jej tętno", wyznała. „Wieczorem Ola zawsze czeka, żeby jej powiedzieć "dobranoc", żeby ją przytulić. To jest taki rytuał. Trzeba się rano przywitać, wieczorem pożegnać. Staram się, na, ile mogę, żeby ona miały cały czas świadomość, że jestem", wyjaśnia ulubienica publiczności.
Na koniec aktorka podkreśliła, że praca na scenie jest dla niej najlepszą formą ucieczki od problemów i otaczającego ją świata. „To jest taki kanał ratunkowy, odskocznia. [...] Szukam harmonii, żeby mnie to wszystko nie przygniotło", podsumowała.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ewa Błaszczyk o stanie zdrowia córki: „Były 3 momenty, w których mogła się z nami pożegnać”

– Japończycy przeprowadzili około 300 takich operacji. Zdarzyło się, że ktoś powrócił ze śpiączki w pełni do normalnego życia?
Ewa Błaszczyk: Zdarzyło się tak i bez wszczepiania stymulatorów… U ludzi rzekomo będących w stanie wegetatywnym, nierehabilitowanych, pozbawionych szczególnej troski. Ich mózgi w tym czasie dziko walczyły i po iluś latach powiedziały: „Hallo, jesteśmy tu”… Są takie przypadki na świecie.
– Nazywamy to cudem.
Ewa Błaszczyk:A może to była wcześniej źle postawiona diagnoza? Tak mało jeszcze wiemy o ludzkim mózgu. Ciągle jest tajemnicą. Przez wiele lat nauka uważała, że mózg się nie regeneruje, a teraz wiemy, że to nieprawda. Ostatnio profesor Benedikt Berninger z Niemiec za pomocą komórek macierzystych odtworzył korę mózgową myszy w przeciągu 24 godzin.
– Odtworzył korę mózgową, która już nie pracowała?
Ewa Błaszczyk: Dokładnie tak. Jego wykład na ten temat jest na stronie internetowej naszej fundacji. To jest niesamowite, co się teraz dzieje w nauce światowej. Ale pytałaś o pacjentów profesora Mority. U 70 procent chorych stymulator daje efekty. Część z nich wybudziła się w pełni, inni częściowo. Zawsze jest to długi proces. To nie hollywoodzki film, w którym ktoś długo spał i nagle otwiera oczy i jest taki sam jak przed urazem. Chociaż bywa i tak… Profesor Morita opowiadał mi, że jeden z jego pacjentów zaraz po wybudzeniu powiedział: „Dzień dobry”. Każdy człowiek ma kompletnie indywidualny zapis losu. Niczym się nie sugeruję. Ola ma swój zapis. A jaki? To wie tylko Bóg. Będzie, co ma być.
– Od 16 lat poruszasz niebo i ziemię, żeby Oli pomóc. Byłam z Wami w Moskwie, kiedy robiłyśmy film dokumentalny, na podaniu Oli komórek macierzystych. Teraz stymulator – pierwsza taka operacja w Europie. Zawsze będziesz szukać?
Ewa Błaszczyk:Myślę, że to jest jakiś wyższy plan… Nazywam go niebieskim scenariuszem… Nawet jeżeli Oli nie pomogę, to inni na tym skorzystają. Zawsze będę szukać na całym świecie. Tylko to nadaje jakiś sens cierpieniu Oli. A to też dużo. Robię wszystko dla Oli, a Ola robi to moimi rękami dla innych. Gdyby nie Ola, nie byłoby fundacji, „Budzika”, nie przyjechałby do Polski japoński profesor. A ja pewnie pisałabym książki albo jeszcze skończyła reżyserię.
Polecamy: Willa w Milanówku, basen i... deszcz. Jak powstawała sesja Ewy Błaszczyk do nowej Urody Życia?



























