VIVA! RECENZJE

Antologia duchów miasta to metaforyczna opowieść o umierającym świecie

Przeczytaj naszą recenzję!

Łukasz Kaliński 2 sierpnia 2019 07:21
Film Antologia duchów miasta plakat
Fot. Mat. prasowe

Warto rozpocząć od wyjaśnienia podstawowej sprawy. Choć w kontekście kanadyjskiego filmu Antologia duchów miasta przewija się często określenie „horror”, to miłośnicy kina grozy nie będą zadowoleni z dzieła Denisa Côté. Najbardziej stylistycznie film zbliżony jest bowiem do niedawnego Ghost Story. Pozostawia po sobie niepokojące wrażenie, głównie za sprawą taśmy 16-miliometrowej, na której został nakręcony, ale jest jak najbardziej odległy od taniego straszenia. Antologia duchów miasta w kinach od 16 sierpnia.

„Antologia duchów miasta”. Opis fabuły

Niewielkie miasteczko Irénée-les-Neiges położone w odludnej części Quebecu to miejsce tragedii, jaka rozgrywa się niedługo przed sylwestrem. Nastolatek Simon Dubé ginie w wypadku samochodowym. Jego okoliczności nie są do końca jasne. Nagłe zboczenie z drogi i uderzenie w betonową przeszkodę można traktować również jako samobójstwo. Dla mieszkańców tego liczącego 215 mieszkańców miasteczka śmierć chłopaka to szok, o którym nie chcą zbyt wiele mówić. Nie potrafią otworzyć się przed psycholog, która przyjeżdża tu z większego miasta. Niechęć do niej manifestuje głównie mer Irénée-les-Neiges (Diane Lavallée), która uważa, że wszyscy miejscowi przepracują traumę we własnym zakresie. Przed wielką próbą stają głównie najbliżsi Simona. Brat próbuje odnaleźć odpowiedzi na wiszące w powietrzu pytania, podczas gdy ojciec pakuje samochód i wyjeżdża w nieznanym kierunku. Wkrótce większość mieszkańców Irénée-les-Neiges zaczyna odczuwać niepokojące wrażenie obecności w pobliżu czegoś jeszcze.

Recenzja filmu „Antologia duchów miasta”

Miłośnicy niejednoznacznych, bardzo klimatycznych filmów sprawiających wrażenie, że ciągną się w nieskończoność – powinni być wniebowzięci. Metafizyczna Antologia duchów miasta to film skrojony pod ich gusta. Sprawnie poruszający się na granicy filmowego dramatu i kina grozy, pozostawia po sobie niepokojące wrażenie. Podsycane nie tylko budzącymi dreszcze obrazami postaci w tajemniczych maskach czy rozszarpanego zwierzęcego truchła, ale przede wszystkim ziarnem taśmy 16-milimetrowej. Szarości kanadyjskiego odludzia nabierają dzięki niej atmosfery, która przenika zimnem do wnętrza. Zamiecie szalejące na opustoszałych, zaśnieżonych drogach, wiatr świszczący wieczorami wśród drzew – takimi migawkami przeplatana jest Antologia duchów miasta dość często. Stanowią one również umowne przejścia pomiędzy kolejnymi opowiadanymi tu historiami. Choć warto pamiętać, że nie jest to klasyczna antologia, a kolejne historie przeplatają się ze sobą nie tylko za sprawą łączącego je wypadku samochodowego.

Patrząc na Antologię duchów miasta przez mniej metaforyczny pryzmat, film Denisa Côté kojarzyć się może z serialowymi Powracającymi. To dość popularny w ostatnich latach motyw powtarzający się w kilku serialach, którego punktem wyjścia są zmarli powracający do życia i odciskający piętno na tych, których pozostawili. Opowieść rozpoczętą w ten sposób można rozegrać na dwa sposoby. Tak przecież rozpoczynają się krwawe horrory o zombie, jak również niepokojące, mroczne thrillery traktujący taką fabułę jako punkt wyjścia do poważniejszych rozważań na temat tego, co by było, gdyby. Kanadyjski reżyser podszedł do tematu inaczej, serwując bardzo metaforyczną i atmosferyczną historię, której sedno tkwi jeszcze gdzie indziej.

Zwiastun filmu „Antologia duchów miasta”

Antologia duchów miasta to próba spojrzenia bardzo chłodnym okiem na prowincjonalne życie na tych „surowych, lecz spokojnych ziemiach”, by zacytować filmową mer. To ona wyrasta tu na typową lokalną patriotkę, która zrobi wszystko, by tylko scementować społeczność miasteczka i dać kłam pojawiającym się plotkom o wyludnianiu się prowincji. Sennych miejscowości, które po kolei zamieniają się w wioski-widma. To jednak tylko słowa. Rosnący marazm wśród miejscowych być może wkrótce potwierdzi to, co dla pani mer jest bzdurą. Jedyni pozostali młodzi chcą stąd wyjechać, starsi nie wiedzą, co ze sobą począć. Niepokojące zdarzenia, jakich są świadkiem zmuszają do refleksji.

Kanadyjski reżyser stawia odważny znak równości pomiędzy zjawami zmarłych, a tymi, którzy pozostali przy życiu. Snuje metaforyczną opowieść o umierającym świecie, który ostatkiem sił broni się przed tym, co wydaje się nieuniknione. Robi to w niespieszny sposób, który nie każdemu przypadnie do gustu. Jest to jednak przemyślane kino z wyraźnym piętnem odciśniętym przez świadomego twórcę, który odważnie prezentuje swoją wizję kina. Nawet jeśli miałaby się ona spotkać z nieprzychylnym odbiorem ze strony widzów przyzwyczajonych do zupełnie innego traktowania wyjściowego pomysłu na film. 6/10.

Antologia duchów miasta w kinach od 16 sierpnia.

Plakat filmu Antologia duchów miasta:

plakat filmu Antologia duchów miasta
Fot. Aurora Films/materiały prasowe

zdjęcie z filmu Antologia duchów miasta
Fot. Aurora Films/materiały prasowe

TAGI #film #kino #Recenzja

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Joanna Krupa w oczekiwaniu na córeczkę zdradza tajemnice nowego życia we troje. Anna Puślecka mówi wprost, że nie podda się chorobie, a Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel opowiadają nam o pokonywaniu trudności, 14 wspólnych latach i nowych wyzwaniach