PODRÓŻE

Himalaje i Karakorum – świątynia piękna i grobowiec śmiałków

Na samym Mount Evereście spoczywa około 300 ciał wspinaczy...

Dariusz Raczko 27 lutego 2018 21:00

Co myśli człowiek, śpiąc w namiocie na wysokości 7000 m n.p.m.? Żeby rano wyszło słońce. Nawet tam da ono odrobinę ciepła. Da siłę na ostateczne zmierzenie się z górą. Ale jeśli słońca nie ma, i tak idzie dalej. Krok za krokiem. Aż w końcu zobaczy świat u stóp. Dla niektórych jest to, niestety, widok ostatni.

Ilu ludzi zginęło w najwyższych górach świata? Nie wiadomo. Nawet na samym Mount Evereście spoczywa około 300 ciał wspinaczy. Niektórzy są już słynni, jak hinduski himalaista, którego zamarznięte zwłoki leżą na wysokości około 8500 metrów od maja 1996 roku. Dziesięć lat później obok tego miejsca zmarł inny wspinacz, David Sharp. Jego śmierć wstrząsnęła światem, bo gdy umierał z wyczerpania, przeszło obok niego 40 osób. Nikt nie pomógł.

Nawet na samym Mount Evereście spoczywa około 300 ciał wspinaczy.

Dlatego właśnie takie gesty, jak ostatnia akcja Polaków na Nanga Parbat, przechodzą do historii. Adam Bielecki i Denis Urubko w rekordowym czasie, w morderczych warunkach, nocą ruszyli w górę, by ratować Élisabeth Revol i Tomka Mackiewicza, którzy po zdobyciu szczytu nie mieli już sił, by z niego zejść. Élisabeth przeżyła. Do Tomka, który został ponad kilometr wyżej, nie udało im się już dotrzeć.

Mackiewicz został na górze, którą pokochał i za zdobycie której zapłacił najwyższą cenę. Dołączył do grona wybitnych himalaistów, dla których góry znaczyły wszystko – i miłość, i śmierć. Ciał wielu wspinaczy nigdy nie odnaleziono. Na stokach Kanczendzongi na zawsze została najwybitniejsza polska himalaistka Wanda Rutkiewicz. Nigdy nie odnaleziono ciała Jerzego Kukuczki, Macieja Berbeki i wielu innych. Polacy to wśród himalaistów elita elit. Mało jest takich sfer życia, gdzie naszych rodaków traktuje się z takim szacunkiem. W górach wysokich właśnie Polacy wyznaczają granice niemożliwego. I często je przekraczają, budząc podziw całej wspinaczkowej społeczności.

Nigdy nie odnaleziono ciała Jerzego Kukuczki, Macieja Berbeki i wielu innych.

W sercu Azji

Najwyższe góry skupiają się w jednym rejonie świata – Himalajach i sąsiednim paśmie Karakorum. Większość ośmiotysięczników leży w Himalajach Wysokich, wzdłuż granicy nepalsko-tybetańskiej. Tam znajduje się między innymi najwyższy – Mount Everest (8848 m). Najdalej od tej grupy wznosi się Nanga Parbat (8126 m) w kaszmirskich Himalajach na terenie Pakistanu, blisko styku najpotężniejszych łańcuchów górskich na Ziemi, czyli Himalajów, Karakorum i Hindukuszu. Szczyty Hindukuszu nie przekraczają magicznej wysokości 8000 m n.p.m, ale są równie chętnie stawiane przez wspinaczy jako cele wypraw. Leżące nieco na północny-zachód Karakorum to macierz osławionego K2 – drugiego co do wysokości szczytu na Ziemi, ale też Broad Peaku i Gaszerbrumów. W rejonie tym panuje niestabilna sytuacja polityczna, ponieważ pasmo leży na granicy Pakistanu i Chin, a do tego Indie roszczą sobie prawa do całości Kaszmiru, w tym również rejonu ośmiotysięczników. Tutaj też panują najtrudniejsze warunki do zimowej wspinaczki – temperatury sięgają minus 50°C i wieją wiatry o prędkości 150–200 kilometrów na godzinę.

Strefa śmierci

Powyżej 8000 m n.p.m. zaczyna się „strefa śmierci”. Brakuje tlenu, ciśnienie jest ekstremalnie niskie. Organizm źle przyswaja pożywienie. Do tego dochodzi zimno, wychłodzenie. Człowiek jest w stanie przeżyć w takich warunkach zaledwie kilka dni. Choroba wysokościowa, która u „normalnych” ludzi występuje już na wysokości 3000–3500 m n.p.m., objawia się bólem głowy, osłabieniem, dusznością, bezsennością, zaburzeniami równowagi, problemami trawiennymi.

Kto nigdy nie znalazł się w takich warunkach, lepiej, żeby zamilkł…

Innym aspektem jest działanie wysokości na ludzką psychikę – popadanie w skrajne stany – od euforii po załamanie nerwowe, ograniczenie zdolności oceny sytuacji, drażliwość. To, o czym czytamy i słyszymy w doniesieniach z wypraw, w ogóle nie powinno być oceniane przez ludzi z pozycji wygodnego fotela. Kto nigdy nie znalazł się w takich warunkach, lepiej, żeby zamilkł…

O ile wspinaczkę skałkową można z powodzeniem zaliczyć do sportów ekstremalnych, himalaizm jest drogą życia. Żaden himalaista nie idzie w ukochane góry po śmierć, a nawet chęć podejmowania ryzyka nie jest motorem, który pcha go w niedostępną krainę lodu i skał. Żaden himalaista nie poprzestaje na zdobyciu Mount Everestu. A góry są bezwzględne – obnażają każdą słabość, tylko to, co prawdziwe, przejdzie pozytywną weryfikację. Każda próba zafałszowania rzeczywistości, próby oszukania własnego organizmu, brak determinacji kończą się klęską.

Nie dla dzieci

Himalaiści nie są jednak jedynymi, którzy mierzą się z wyzwaniami wysokogórskiej wspinaczki. Od pierwszej połowy lat 90. na Everest zaczęły wchodzić tak zwane wyprawy komercyjne. Przestano realizować cele sportowe, zaczęto spełniać marzenia ludzi, którzy chcieli choć raz w życiu stanąć na szczycie ośmiotysięcznika. W takiej wyprawie może wziąć udział prawie każdy. Trzeba tylko wykazać się znajomością zasad wspinaczki, żelazną kondycją i zasobnym portfelem. Coraz więcej jest też regulacji prawnych związanych z wyprawami w Himalaje. Na przykład wyprawy muszą odbywać się w obecności lokalnych przewodników – certyfikowanych Szerpów. Nowe regulacje zakazują również wspinaczki na Mount Everest między innymi osobom niewidomym, z amputowanymi dwoma kończynami czy też medycznie niezdolnymi do zdobywania góry. Pozwolenia na wejście na Everest nie otrzymają też dzieci poniżej 16. roku życia.

Dla rządu Nepalu himalaizm i turystyka górska są gigantycznym biznesem, praktycznie jedyną możliwością poprawy sytuacji ekonomicznej Szerpów. Jednak tylko nieliczni porywają się na próbę komercyjnego wejścia na ośmiotysięcznik. Jeszcze bardziej popularne są zorganizowane trekkingi do miejsc będących ikonami Himalajów, jak dotarcie do bazy pod Everestem czy wędrówka wokół Annapurny. Takie wyprawy ma obecnie w ofercie większość biur podróży specjalizujących się w egzotycznych wyprawach, również z Polski. Kosztują około kilkunastu tysięcy złotych.

Lodowi wojownicy

Tylko jeden ośmiotysięcznik pozostał jeszcze niezdobyty zimą – groźny, majestatyczny, trudny latem, śmiertelnie trudny zimą K2. A to właśnie Polacy słyną z zimowych wspinaczek, nazywani są lodowymi wojownikami. Przed laty determinacja Andrzeja Zawady doprowadziła do otwarcia nowej epoki w himalaizmie. Pomysł, by góry zdobywać zimą, wydawał się szalony. I może właśnie dlatego się udał. 17 lutego 1980 roku Leszek Cichy z Krzysztofem Wielickim wykrzyczeli do radiotelefonu, że są na szczycie Mount Everestu. Cztery lata później Polacy postawili stopy zimą na Manaslu, potem na Dhaulagiri, Czo Oju, Kanczendzondze, Annapurnie i Lhotse.

Polacy słyną z zimowych wspinaczek, nazywani są lodowymi wojownikami.

Do 2016 roku Polacy zdobyli jako pierwsi zimą 10 z 14 ośmiotysięczników. Po trzy zimowe wejścia na ośmiotysięczniki mają na koncie Krzysztof Wielicki i Jerzy Kukuczka (zginął na Lhotse). Maciej Berbeka również zdobył trzy ośmiotysięczniki zimą. Ostatnim z nich był Broad Peak, na którym zginął w 2013 roku wraz z młodszym kolegą Tomaszem Kowalskim. W ekipie, która obecnie mierzy się z K2, jest Adam Bielecki i Artur Małek, pozostali uczestnicy tamtej tragicznej wyprawy. Wracają w góry, pokonując traumy, strach, własne ograniczenia. Bo jak śpiewał Włodzimierz Wysocki: „Lepsze od gór mogą być tylko te góry, na których jeszcze nie byłeś. Na których nie było jeszcze nikogo”.

Tekst: Dariusz Raczko ZOBACZ ZDJĘCIA

„Człowiek w zielonych butach” pod wierzchołkiem Mount Everestu. Nikt nie jest w stanie znieść szczątków ze „strefy śmierci”.

Himalaje i Karakorum są wielkim grobowcem dla tych, którzy nie wrócili do bazy. W tych warunkach transport zwłok jest zwykle niemożliwy. Ciało George’a Mallory’ego zostało odnalezione dopiero po 75 latach od jego zaginięcia na stokach Mount Everestu.

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Dziesięć pięknych, spełnionych i inspirujących kobiet...czyli nasz nowy numer #VIVA!power. A w nim...