VIVA! Tylko u nas

Nasz wywiad: Joanna Fabicka i jej nowa książka o kobietach i dla kobiet!

O czym jest książka „Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach”

Agata Zych 12 października 2018 09:36
Materiał partnera
Joanna Fabicka
Fot. Zuzanna Szamocka

Na spotkanie z Joanną Fabicką autorką książki „Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach” umówiłam się w kinowej kawiarni. W końcu to kobieta, która swoją karierę rozpoczynała od kina, zanim zaczęła pisać książki pracowała w łódzkiej Filmówce, a montowany przez nią film „Męska sprawa” w reżyserii Sławomira Fabickiego, otrzymał nominację do Oscara. Poranną kawę wypiłam zatem z kobietą, która w Hollywood stąpała po czerwonym dywanie i gościła na oscarowej gali razem z  największymi gwiazdami kina. Okazała się osobą pełną pozytywnej energii, optymizmu i życiowej mądrości. Jej zaraźliwy optymizm podkreślał piękny żółty płaszcz i szczery uśmiech. Czy we wszystkim się zgadzałyśmy? Zdecydowanie nie! Ja nie polubiłam głównej bohaterki jej książki - Grażyny, a raczej nie byłam dla niej wyrozumiała. Za to Joanna stworzyła ją po to, żeby powiedzieć wszystkim kobietom: „uwielbiam was, wszystkie jesteście wspaniałe”. Co jeszcze wyniknęło z naszego spotkania i dlaczego warto przeczytać najnowszą książkę Joanny Fabickiej?

O co chodzi z tą Grażyną? Dlaczego główna bohaterka nosi takie imię?

Bo napisałam tę książkę dla wszystkich Grażyn świata. Jestem trochę przekorna, a to jest mój protest song przeciwko  nieeleganckiemu epitetowaniu tego imienia. Uważam, że to nie jest w porządku, znam mnóstwo fantastycznych Grażyn, zresztą w książce jest zabawny dialog głównych bohaterów na temat tego imienia i kobiet, które je noszą. Uwielbiam wszystkie Grażyny (śmiech).

Ale Grażyna kojarzy mi się z kobietą, której „znowu w życiu nie wyszło” i nie ma na siebie pomysłu

No, to jest dość przerażający znak naszych czasów, że wszystkim nam musi w życiu wyjść, nie sądzisz? Trochę się przeciw temu buntuję, przeciw temu wszechogarniającemu przymusowi sukcesu. Wracając do mojej bohaterki: chciałam wreszcie napisać książkę o kobietach wchodzących w smugę cienia, ale bez tej charakterystycznej cierpiętniczej nuty tylko na wesoło, z dużą dawką humoru i autoironii. Chciałam to zrobić dla kobiet, których los rozpięty jest pomiędzy przymusem obowiązków w nieco już dogorywającym małżeństwie, a wciąż jeszcze silną potrzebę życiowego szaleństwa, choć jak mówi teściowa Grażyny: „życie nie jest po to, żeby było miło”. Czyli z jednej strony jest oczekiwanie, że jeszcze wszystko co dobre przed nami, że jeszcze czeka nas fantastyczne rozdanie kart, a z drugiej - rodzina dusi jak gadzina, spódnica znowu zrobiła się za ciasna, dzieci wchodzą w okres upiornego dojrzewania, a mąż traktuje nas jak wygodne ale nieco znoszone kapcie. Chcemy coś zmienić, ale zwyczajnie ciężko nam wykonać jakikolwiek krok, podjąć ryzyko i postawić na siebie. Kiedy poznajemy Grażynę, na pierwszy rzut oka jej życie jest jak z katalogu: u boku ma atrakcyjnego, robiącego karierę męża Norberta. Mieszkają w domu pod Warszawą, mają dwoje urodziwych, świetnie rokujących dzieci, a Grażyna ma swoje spokojne pół etatu w domu kultury. Sielsko i anielsko! Mnóstwo kobiet w Polsce prowadzi takie życie, które teoretycznie jest udane, ale jak zeskrobiemy z wierzchu ten cały lukier, to okazuje się, że dom jest na kredyt, dziecko ma depresję, a szef nazywa się Trutka i jest najbardziej toksycznym z szefów. To życie pod wulkanem, w którym nie ma miejsca na marzenia i syreni ogon. I o tym jest właśnie ta książka: jak my, syreny tracimy piękny ogon i po kilkunastu latach w małżeństwie zostaje nam tylko łysy kikut. Ale, o dziwo, z nim także można być szczęśliwym na swoich warunkach. 

Dla mnie Grażyna jest totalnie pogubiona 

Grażyna jest w procesie, który w psychologii określa się dezintegracją pozytywną. To dosyć trudny moment, kiedy nasze struktury poznawcze się rozpadają i towarzyszy temu ogromny wewnętrzny niepokój oraz trudny do opanowania chaos myśli. Dotychczasowe życie zaczyna nas uwierać, a nasze poglądy i wypracowany przez lata sposób funkcjonowania przestają być spójne. Przestają pasować jak ta za ciasna spódnica. Grażyna zaczyna zadawac sobie niewygodne pytania o to, czy jest szczęśliwa i czy jej życie wyglada tak, jak chciała, by wygladało.  Wydaje jej się, że przysnęła tylko na chwilę, a obudziła się o 20 lat starsza, 20 kg grubsza, w dodatku z rodziną u boku, która najchętniej założyłaby jej kaganiec za każdym razem, gdy tylko próbuje się o siebie upomnieć. Na szczęście potrafi spojrzeć na to wszystko z dużym autoironicznym dystansem. Jej zabawne dialogi ze swoim alter ego, które nazywa kołowrotkiem w głowie bawią czytelniczki do łez. Grażyna jest ekspresyjna, inteligentna i dowcipna. Tylko poczucie humoru utrzymuje ją jeszcze na powierzchni.

Tylko to jej poczucie humoru to trochę śmiech przez łzy..

Owszem, w końcu nieprzypadkowo moim ulubionym gatunkiem jest komediodramat. Celowo rysuję swoich bohaterów grubą kreską, ale nie po to, by przedstawić ich w karykaturalny sposób. Ja po prostu lubię soczyste postacie. Dla mnie im człowiek jest mniej idealny tym ciekawszy. Przeczytałam kiedyś bardzo trafną opinię na temat moich bohaterów – że są jak znoszone ubrania, trochę pognieceni, utytłani, jakby ich wszystkich wyciągnięto z second handu. Coś w tym jest, bo mnie człowiek interesuje głównie jako źródło sprzeczności ze wszystkimi swoimi słabościami. Idealni bohaterowie są nudni i w życiu, i w literaturze. 

Ale czy współczesne kobiety chcą czytać o takich trochę „poprutych” ludziach? Nie lepiej pisać o tych, którzy pięknie wyglądają i wszystko im się udaje?

Kiedy byłam na gali oscarowej widziałam takich pięknych z bliska: Julię Roberts, Nicole Kidman, Penelope Cruz. Zaręczam, że nawet one nie są idealne, mają tylko perfekcyjnych specjalistów od PR -u. Media starają się obecnie pokazywać kobietę idącą przez świat z hasłem na ustach „mogę wszystko”. Uważam, że to jest krzywdzące  ponieważ zwyczajnie mija się z prawdą. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, są poza zasięgiem naszych możliwości. Prawdziwa mądrość człowieka polega na tym, żeby w pewnym momencie zdać sobie z tego sprawę i pogodzić się z tym czego zmienić nie możemy, jednocześnie zmieniając to, na co rzeczywiście mamy realny wpływ. Jest mnóstwo kobiet takich jak Grażyna, ja sama też nią w jakimś stopniu jestem, wiecznie rozdarta między potrzebami rodziny a swoimi własnymi. Nieustannie zadaję sobie prozaiczne pytanie: zrobić najpierw pranie, obiad, czy może jednak w spokoju popracować nad nową książką? Jeżdżę na spotkania autorskie w całej Polsce, spotykam się z kobietami z różnych środowisk i wiem jedno -  łączy nas to samo uwikłanie, to samo pokoleniowe doświadczenie. To nie jest książka o przegranych kobietach, tylko o drodze do odzyskania własnej podmiotowości. Chciałam, by kobiety w doświadczeniach Grażyny odnalazły swoje własne, by książka była dla nich inspirująca, zabawna, zachęcająca do walki o swoją osobistą plażę nawet, gdyby miała się ona mieścić tylko w słoiku po kiszonych ogórkach.

Czy to znaczy, że marzenia każdej z nas mają swój koniec kiedy stajemy się matkami i zakładamy rodzinę?

To dosyć radykalna opinia. Same musimy sobie odpowiedzieć na pytanie,  czy posiadanie rodziny nas ogranicza. A jeśli tak, to dlaczego? Pozostawiam to pytanie otwartym. Myślę, że każdy z nas powinien sam zastanowić się nad relacjami, w jakie wchodzi i nad tym, czy one dają mu szczęście. To nie musi dotyczyć tylko naszego partnera, ale wszystkich naszych bliskich: przyjaciół, rodziców, naszych dzieci. Małżeństwo nie musi być wyrokiem dożywocia, trzeba jednak przyznać, że rodzina to dla kobiety rewolucja. Kiedy pojawia się dziecko, w życiu mężczyzny niewiele się zmienia, w życiu kobiety niemal wszystko, począwszy od zmian w ciele, poprzez życie zawodowe, towarzyskie i miłosne. Przestajemy być właścicielkami samych siebie. Właśnie z tego wspólnotowego,  pokoleniowego doświadczenia kobiet zrodził się pomysł na tę książkę.. W każdej sytuacji jest zalążek szansy na zmianę, w każdym wieku warto otworzyć się na nowe. I nie trzeba wcale czekać na mężczyznę, można wziąć sprawy w swoje ręce.

Porozmawiajmy zatem o mężczyznach. Sporo tutaj męskich bohaterów, również pełnych defektów, ale jakże ważnych dla Grażyny…

Na pewno najważniejszym mężczyzną w jej życiu jest Norbert - mąż. Mężczyzna symbolicznie wykastrowany przez narcystyczną matkę, który będąc z Grażyną nie potrafi dać jej ani czułości, ani uwagi. Tak ukształtowało go dzieciństwo i relacje rodzinne. Z jednej strony ucieka od emocji, z drugiej strony kocha rodzinę i stara się być dobrym mężem oraz ojcem. Kobiecość kojarzy mu się z emocjami, które go zalewają, w związku z czym, zamyka się na nie i wycofuje do świata, w którym czuje się bezpiecznie.  Trudno mu się zresztą dziwić, w końcu jest synem Wandy – mistrzyni manipulacji i emocjonalnej woltyżerki. Jednak  związek Grażyny i Norberta zrodził się z prawdziwej miłości i fascynacji. Wystartowali we wspólne życie z tych samych pozycji trzymając się za ręce. Tylko, że już na pierwszym zakręcie Norbert zaczął kantować i zostawił Grażynę daleko w tyle. Jego kariera i jego potrzeby stały się dla tego tandemu priorytetem. Grażynie zaś przypadła rola wielofunkcyjnego robota domowego, którego bliscy dostrzegają tylko wtedy, gdy nie ma na czas obiadu. 

A co z resztą facetów w tej książce, no i dlaczego nie ma w niej seksu?

Jak twierdzi Woody Allen seks jest przereklamowany (śmiech). Natomiast Andy, druga kluczowa dla Grażyny postać męska jest mimowolnym katalizatorem zmian w jej życiu. Na pewno nie jest rycerzem na białym koniu, do którego przyzwyczaiły nas komedie romantyczne. Ten młody muzyk rockowy z kryminalną przeszłością jest raczej zagubionym rycerzykiem, który zamiast rumaka ma na nodze obrożę elektronicznego dozoru i zjawia sie w życiu Grażyny niczym sirocco, tajfun i tsunami w jednym. Połączy ich nienawiść od pierwszego wejrzenia ale i miłośc do muzyki. To duet, w którym najpierw jest walka, a potem nieoczekiwana przyjaźń, która powoduje, że Grażyna podejmuje szaloną  życiową decyzję.  Zrywa się rodzinie ze smyczy i dopiero wtedy wszyscy zaczynają w niej widzieć człowieka. 

Czy kobieta jest w stanie odnieść w życiu sukces na miarę mężczyzny?

Oczywiście! Kobiety są mądre, zdolne i twórcze. W dodatku posiadają coś, co jest niezwykle ważną umiejętnością i będzie cenną walutą w nadchodzących czasach: intuicję i inteligencję emocjonalną - powinnyśmy tylko bardziej im ufać. Dla mnie największym sukcesem Grażyny jest to,  że postawiła na siebie i zawalczyła o marzenia. Bądźmy jak Grażyna. Grażyny wszystkich krajów łączmy się!

Dziękuję za rozmowę

Szukaj w księgarniach!

Joanna Fabicka
Fot. mat.prasowe

Materiał powstał we współpracy ze Światem Książki

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Narodziny gwiazdy, czyli Julia Wieniawa o trudnych wyborach i drodze do sukcesu. Plus Wielki Horoskop na 2019 rok!