Choć na co dzień zaraża pozytywną energią, zarówno na scenie jak i poza nią, Alicja Majewska przeszła w życiu wiele trudnych chwile. Przez długi czas milczała na temat tego, co działo się w jej małżeństwie. W końcu jednak wyjawiła prawdę o zdradzie, emocjach i bólu, a także spokoju, jakiego doświadczyła po... wybaczeniu.
WIDEO…
[Ostatnia publikacja na Viva Historie i VUŻ 24.02.2025 r.]
Alicja Majewska została zdradzona
Mężem Majewskiej był Janusz Budzyński. Wokalistka dopiero po latach przyznała, że nie był on jej wierny, a informacja o zdradzie odcisnęła ogromne piętno na jej zdrowiu psychicznym. Musiała skorzystać z pomocy psychiatry. Mężczyzna zostawił ją po 12 latach dla innej kobiety.
"Już sam fakt, że musiałam o bolączkach opowiadać obcej osobie, był straszny. Przepisane antydepresanty jeszcze bardziej mnie rozwaliły, chodziłam z nosem przy podłodze" mówiła dla Twojego Stylu.
Kiedy odstawiła leki, zaczęła wracać do formy, a codzienne małe rzeczy sprawiały jej powoli radość. Czuła, że zdrowieje.
ZOBACZ TEŻ: Ciągle biorą ich za małżeństwo, Majewska już nie gryzie się w język. Wprost mówi o relacji z Korczem

Kiedy umawiałyśmy się na wywiad, powiedziała mi Pani, że nigdy nie myślała, że tyle będzie pracy na emeryturze.
Nawet w najśmielszych przypuszczeniach! Zawsze byłam osobą z małą wiarą w siebie. Pamiętam, że w szkole średniej starałam się o przyjęcie do zespołu wokalnego w domu kultury w Pruszkowie. Poszłam, ale nie miałam odwagi wyjść na scenę. Cały czas jestem zdumiona, zadziwiona i wdzięczna losowi, że tak się to moje zawodowe życie potoczyło. Że tyle się w nim działo. Przypomniała mi się teraz taka historia z lat 80. Miałyśmy koncert z Halinką Frąckowiak i Włodkiem Korczem. Włodek nas zapowiadał – o Halince powiedział, że jeszcze może nas wieloma rzeczami zaskoczyć, a o mnie, że wszystko, co najlepsze w tym zawodzie, jest ciągle przede mną. Nieprawdopodobna intuicja. Ja wtedy byłam już po moim wielkim przeboju „Jeszcze się tam żagiel bieli”, po płycie z muzyką Włodka i słowami piosenek Wojtka Młynarskiego. Ale… zawsze miałam mnóstwo wątpliwości, obaw.
– A dzisiaj?
Nadal trwam w zadziwieniu. Teraz jest nieprawdopodobny natłok propozycji koncertów. Mam niemal każdy dzień zajęty. Jeździmy z Włodkiem Korczem po całej Polsce, spędzamy milion godzin w samochodzie, dużo rozmawiamy i oboje nie możemy uwierzyć, że w naszym wieku mamy tyle pracy, tyle spotkań z ludźmi.
– Ludzie przychodzą do Pani po koncertach? Chcą porozmawiać, opowiedzieć o swoim życiu, poradzić się?
Bardzo często. Nie tak dawno, po jednym z koncertów, starsza pani mi powiedziała, że w latach 80. nagrała sobie całą kasetę z moją piosenką „Jeszcze się tam żagiel bieli”. I że słuchanie bardzo jej pomagało przetrwać rozłąkę z mężem, który wyjechał gdzieś na Zachód do pracy. Po pani wywiadzie ze mną, w którym mówiłam o mojej mamie, o latach opieki nad nią, kiedy była już po wylewie, nie chodziła, nie mówiła, dużo kobiet chce o tym ze mną rozmawiać. Czasem ciężko jest powiedzieć kilka pokrzepiających zdań…
– Wiem, że lubi Pani pomagać. Po jednym z koncertów podeszła do Pani para młodych ludzi – Monika i Wojtek. Ona niewidoma psycholog, on informatyk z porażeniem mózgowym. Pomogła im Pani w zbiórce pieniędzy na operację Wojtka, zorganizowała wielki charytatywny koncert…
To piękna historia, piękna para. Pobrali się, operacja się udała, Wojtek lepiej mówi, jego ruchy są bardziej skoordynowane, znalazł stałą pracę. Kilka miesięcy temu urodziła im się córeczka Ula. Anioł stróż nad nimi czuwa. Jeżeli tylko mogę, staram się pomagać. Za to siebie lubię. Ale nie lubię o tym opowiadać. To po prostu normalne ludzkie odruchy.
– Tacy byli też Pani rodzice?
Kilka lat temu, jeszcze żyła mama, miałam koncert w Klimontowie, niedaleko Sandomierza. Bardzo byłam wtedy wzruszona, kiedy przychodzili tam do mnie ludzie i opowiadali piękne rzeczy o moich rodzicach. Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała o nich: „Nadzwyczajni w swojej normalności”. Rodzice byli niezwykle dyskretni, nigdy o nic nie dopytywali. Kiedy w 84 roku rozwodziłam się z mężem, mama stała w pobliżu sądu, gdzieś zza węgła obserwowała. Chciała być blisko, ale tak bardzo delikatnie.
Wybaczyła mu na łożu śmierci
Choć do męża miała ogromny żal, a jej serce zostało złamane, gdy umierał, była przy nim do końca. Mężczyzna chorował na raka, a Majewska nie odwróciła się od niego. Co więcej, na łożu śmierci mu przebaczyła i poczuła ogromny spokój. Nigdy potem nie zdecydowała się na kolejny związek. Najwyraźniej było to dla niej zbyt bolesne doświadczenie.
CZYTAJ TEŻ: Majewska i Herbut rzucili Sopot na kolana, trudno powstrzymać łzy. Ależ szyk i klasa
Źródło: Twój Styl, Fakt




























