Gdy odchodził pod koniec stycznia zeszłego roku na swojej górze przeznaczenia, Nanga Parbat, czuła, że już nigdy go nie zobaczy. Wierzyła jednak, że czuwa nad nią i ich córką Zoją. Anna Solska-Mackiewicz w poruszającej i bardzo osobistej rozmowie z Krystyną Pytlakowską opowiedziała o ich trudnym związku, samotności oraz pewności, że miłość nigdy nie przemija...

WIDEO

player placeholder

Krystyna Pytlakowska: Opętany górami i niebezpieczeństwem, które ciągle musiał pokonywać. A może pewnego razu nie wróci? Zadawałaś sobie to pytanie?

Anna Solska-Mackiewicz: Kiedyś o tym rozmawialiśmy i powiedział, że w górach nie zginie i że to mi obiecuje. Byłam więc spokojna. Chciałam wierzyć nawet wbrew rozsądkowi. Wiedziałam też, jaki jest silny i jak się nie poddaje. Bywał impulsywny, szalony, czasami emocje tak nad nim panowały, że przestawał myśleć racjonalnie. Zwłaszcza gdy czuł się zraniony, skrzywdzony. Ale w górach był wcieleniem opanowania i rozsądku.

Przecież nigdy go w górach nie widziałaś, bo Ty się nie wspinasz.

Widywałam, gdy biega po pagórkach i ściankach. Zachowywał się jak cudotwórca, nagle wchodził w jakąś szczelinę i w sekundę wychodził z drugiej strony. Widziałam jego sprawność i spokój. Opowiadał mi, że w górach skupia się na każdym ruchu i że to jest jak taniec. Widziałam też, jak wspina się na maszty, bo to była jego praca. On je serwisował. Krytykowano go, bo wspinał się bez asekuracji.

Zobacz także:

Tłumaczył, że przepinając linę, się rozprasza, a to sprawia, że ryzyko błędu jest większe. Ja to rozumiałam. Wiedział, że to co robi, jest bardzo ryzykowne, ale wszystko miał przemyślane. Komuś, kto nie rozumie takiej pasji, nigdy nie polecałabym związku z takim człowiekiem. Ale związek z kimś to wybór. Miłość natomiast nie jest wyborem, bo ona człowieka zagarnia.

Dlaczego wybrał właśnie Ciebie?

O to jego trzeba byłoby zapytać. Tomku, powiedz coś, wszyscy czekają na twoje słowa, a ja za ciebie muszę je wypowiadać (Ania patrzy w górę). I brać na siebie odpowiedzialność za twoje myśli.

Pamiętasz jednak, dlaczego Cię kochał. Mówił ci to wiele razy w e-mailach i SMS-ach.

Mówił, że jestem jego aniołem, że w ogóle jestem aniołem. A dla mnie to on był aniołem. I tak się wzajemnie anieliliśmy. Byliśmy do siebie podobni w naszej wrażliwości na świat i ludzi.

Wierzę, że dla Tomka byłaś aniołem, bo mu się zburzyło poprzednie życie, rozstał się z poprzednią żoną, Joanną, została z nią dwójka jego dzieci, bo Xavery – jeden z bliźniąt – umarł, zanim się urodził, a on siebie o to obwiniał. Czy on w ogóle chciał ponownego związku?

Chyba każdy chce, nawet gdy mówi, że nie. Tomek na pewno szukał akceptacji, bo przez całe życie doświadczał odrzucenia, wynikającego z jego inności. Myślę, że oboje znaleźliśmy w byciu razem pewną bezwarunkowość. Ja byłam trochę inna, dziwna i zamknięta. Żyłam w swoim świecie, uparcie robiąc to, co sobie wymyśliłam. Mieliśmy podobne problemy.

Też cierpiałaś z powodu odrzucenia?

Podejrzewam, że doświadczyłam odrzucenia w mniejszym stopniu niż Tomek. Ale oboje nosiliśmy takie dziecięce cierpienie wynikające z nadwrażliwości. I Tomek u mnie znalazł całkowitą akceptację tego, jaki jest.

Jaki?

Trudny, nie do wytrzymania. Czasami nieznośny, ryzykant, bardzo emocjonalny, czasami impulsywny. Często konfrontujący ludzi z samymi sobą. Można by wymieniać jego cechy w nieskończoność.

Najważniejsza jest chyba lojalność i dotrzymywanie słowa.

A ja bym powiedziała, że po prostu uczciwość. I Tomek, wbrew temu, co się o nim mówi, był bardzo odpowiedzialny. Czasami się zapędził w swoje szalone pomysły, ale przez całe życie miał wielkie poczucie odpowiedzialności, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to znaczy, że go po prostu nie znał.

Pełny wywiad z Anną Solską-Mackiewicz, żoną tragicznie zmarłego Tomasza Mackiewicza, przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu VIVA!, dostępnym na rynku od czwartku 21 lutego

img2v5tv6-025f120
Marlena Bielinska/Move
imgsVFK2v-e816d9c
Facebook @tomaszmackiewicz