TYLKO U NAS!

Żona Tomasza Mackiewicza: „Wiedziałam, że umrze. Nasza córka ciągle go wspomina”

Wzruszający wywiad VIVY! z Anną Solską

Gabriela Czernecka 16 marca 2019 17:02

Żona Tomasza Mackiewicza w wywiadzie dla VIVY! „Często z nim rozmawiam: »Tomek, Tomek«. I nie przeszkadza mi, że nie odpowiada. A jego kombinezon… ciągle nim pachnie”, mówi żona tragicznie zmarłego podczas wyprawy na Nanga Parbat himalaisty, Tomka Mackiewicza. Co dało jej siłę, by wytrwać w trudnej miłości, o strachu przed utratą i życiu bez Tomka Anna Solska-Mackiewicz opowiada Krystynie Pytlakowskiej.

Nie prosiłaś go: „Nie idź”?

Nie, bo to by nic nie dało. Raczej nakłaniałam do zastanowienia się, czy na pewno w tym roku i czy jest pewien swoich decyzji i tego, co ta góra do niego mówi. 

Wiedziałaś, że związek Twój i Tomka będzie bardzo trudny?

Wiedziałam, że będzie wyzwaniem dla nas obojga. Ja tylko pozornie jestem poukładana i spokojna. Jednocześnie tkwiło we mnie pragnienie innego niż poukładane życia.

 Szukałaś tego w życiu?

Nie poszukiwałam nigdy czegoś ekstremalnego. To moje wewnętrzne życie jest ekstremalne i moja wyobraźnia. Nie zaskoczyło mnie więc, że się z Tomkiem związałam. On zresztą miał taką siłę przyciągania, taki magnetyzm, że nie sposób było mu się oprzeć. Był po prostu olśniewający. 

I wiedzieliście, o czym mówisz też w znakomitej książce Dominika Szczepańskiego o Tomku pod tytułem „Czapkins”, że musieliście się spotkać. 

Tak, oboje mieliśmy takie poczucie.

Zobaczyłaś go pierwszy raz podczas ogniska – impreza, alkohol i nagle… olśnienie?

Zobaczyłam piękne, śmiejące się oczy i radość, która emanowała z tego człowieka. On cały był pełen wewnętrznego światła. Wiele osób mówi, że gdy poznały Tomka, to te oczy ich zelektryzowały. Ich niesamowita głębia i jednocześnie przewiercanie człowieka na wylot. Tak jakby on wiedział o mnie to, czego nawet ja nie wiem. To było piękne uczucie. I kurze łapki. Charakterystyczne dla osób, które dużo się śmieją. Pomyślałam: I z czego on się tak cieszy? Prowadził włóczęgowski tryb życia. Miał twarz marynarza, zmęczoną zimnym wiatrem, wysmaganą deszczem i te jego włosy szalone. Każdy w inną stronę. I broda. Z tym wyglądem dzikusa miał niesamowity urok, ale przede wszystkim wyczuwało się w nim nieprawdopodobne dobro. Ciepło, przy którym człowiek cały czas chce się grzać. 

I szliście do siebie przez łąkę, patrząc na siebie, i wiedzieliście, że nie ma odwrotu. 

Zgubiłam drogę i Tomek wyjechał po mnie samochodem. I pamiętam jego uśmiechniętą twarz, tak pasującą do dzikiej przyrody, w której to wszystko się działo. Bo on tylko tam się odnajdował. Musiał mieć trawę, ziemię, ogień i dzikość. Zamknięte przestrzenie były dla niego więzieniem. Ja nie szukałam wtedy miłości ani żadnego romansu – przechodziłam życiowy kryzys, miałam syna, Antka. Ale już zanim się poznaliśmy, byłam Tomkiem zainteresowana i nie pamiętam, które z nas na Facebooku napisało pierwsze. 

Byłaś wtedy w rozsypce.

Byłam, ale nie chciałam żadnego rycerza na białym koniu. W Tomku zafascynował mnie niezwykły człowiek ze swoim pięknem. Ale bez powierzchownego sentymentalizmu czy dążenia do nowego związku. Ja nie otwieram się tak łatwo. A jednak przy Tomku zapomniałam o swoim zamknięciu. Byłam nim zainteresowana także dlatego, że nie pasował do Warszawy. Skąd się wziął w tym wielkim mieście, mającym o sobie mniemanie, że jest lepsze od reszty Polski? Chłopak ze wsi, który po górach chodzi? Bardzo mi nie pasował nawet do kręgu naszych znajomych, przez których go poznałam. I tym mnie też zafascynował. Był po prostu bardzo ciekawym człowiekiem.

Opętany górami i niebezpieczeństwem, które ciągle musiał pokonywać. A może pewnego razu nie wróci? Zadawałaś sobie to pytanie? 

Kiedyś powiedział, że w górach nie zginie i że to mi obiecuje. Byłam więc spokojna. Chciałam wierzyć nawet wbrew rozsądkowi. Wiedziałam też, jaki jest silny i jak się nie poddaje. Bywał impulsywny, szalony, czasami emocje tak nad nim panowały, że przestawał myśleć racjonalnie. Zwłaszcza gdy czuł się zraniony. Ale w górach był wcieleniem opanowania i rozsądku.

Przecież nigdy go w górach nie widziałaś, bo Ty się nie wspinasz. 

Widywałam, gdy biegał po pagórkach i ściankach. Zachowywał się jak cudotwórca, nagle wchodził w jakąś szczelinę i w sekundę wychodził z drugiej strony. Widziałam jego sprawność i spokój. Opowiadał mi, że w górach skupia się na każdym ruchu. Widziałam też, jak wspina się na maszty, bo to była jego praca. On je serwisował. Krytykowano go, bo wspinał się bez asekuracji. Tłumaczył, że przepinając linę, się rozprasza, a to sprawia, że ryzyko błędu jest większe. Ja to rozumiałam. Wiedział, że to, co robi, jest bardzo ryzykowne. Komuś, kto nie rozumie takiej pasji, nie polecałabym związku z takim człowiekiem. Ale związek z kimś to wybór. Miłość natomiast nie jest wyborem, bo ona człowieka zagarnia. 

Dlaczego wybrał właśnie Ciebie?

O to jego trzeba byłoby zapytać. Tomku, powiedz coś, wszyscy czekają na twoje słowa, a ja za ciebie muszę je wypowiadać (Ania patrzy w górę). I brać na siebie odpowiedzialność za twoje myśli.  

– Pamiętasz, dlaczego Cię kochał. Mówił Ci to wiele razy w mailach i SMS-ach.

Mówił, że jestem jego aniołem, że w ogóle jestem aniołem. A dla mnie to on był aniołem. I tak się wzajemnie anieliliśmy. Byliśmy do siebie podobni w naszej wrażliwości na świat. 

Wierzę, że dla Tomka byłaś aniołem, bo mu się zburzyło poprzednie życie, rozstał się z poprzednią żoną, Joanną, została z nią dwójka jego dzieci, bo Xavery – jedno z bliźniąt – umarł, zanim się urodził, a on siebie o to obwiniał. Czy on w ogóle chciał ponownego związku?

Chyba każdy chce, nawet gdy mówi, że nie. Tomek szukał akceptacji, bo przez całe życie doświadczał odrzucenia wynikającego z jego inności. Myślę, że oboje znaleźliśmy w byciu razem pewną bezwarunkowość. Ja byłam trochę inna, dziwna i zamknięta. Żyłam w swoim świecie, uparcie robiąc to, co sobie wymyśliłam. Mieliśmy podobne problemy. 

Też cierpiałaś z powodu odrzucenia? 

Podejrzewam, że doświadczyłam odrzucenia w mniejszym stopniu niż Tomek. Ale oboje nosiliśmy takie dziecięce cierpienie wynikające z nadwrażliwości. I Tomek u mnie znalazł akceptację tego, jaki jest.

– Jaki?

Trudny, nie do wytrzymania. Czasami nieznośny, ryzykant, emocjonalny, impulsywny. Konfrontujący ludzi z samymi sobą. 

– Najważniejsza jest chyba lojalność i dotrzymywanie słowa.

A ja bym powiedziała, że po prostu uczciwość. I Tomek, wbrew temu, co się o nim mówi, był bardzo odpowiedzialny. Czasami się zapędził w szalone pomysły, ale przez całe życie miał wielkie poczucie odpowiedzialności. 

– Co to znaczy odpowiedzialność? Gdy powiedział, że wróci o szóstej, to był za pięć szósta?

Spróbuję wyjaśnić. Słuchał Ryśka Riedla, którego uwielbiał. Byli do siebie podobni. Żona Ryśka śmiała się, że gdy odprowadzał kumpla po weselu, trwało to dwa tygodnie. Tomek był taki sam. Mnie to złościło: „Rób, co chcesz, nie pytam, gdzie chodzisz, ale muszę wiedzieć, co robisz, bo się boję o ciebie. Chcę tylko, żebyś mi powiedział, że jesteś”. Tomkowi przydarzały się różne sploty okoliczności, na przykład wyładował mu się telefon i zapodział gdzieś ładowarkę. Ciągle mi się gubił. Nie dlatego, że chciał mnie zranić, tylko że zasnął na lotnisku za kioskiem. A ja go szukałam. Takie sytuacje doprowadzały mnie do furii, ale szybko mu wybaczałam. Jego siostra mówiła, że na Tomka nie można się długo gniewać, strasznie go kochała.  

– Pomyślałaś na początku, czy dasz radę być z takim mężczyzną i że wspinaczka jest bardzo ryzykowna?

Oczywiście, że pytałam sama siebie, czy dam radę, tylko że bardzo go kochałam. Życie bez niego przerastało moją wyobraźnię. Zastanawiałam się, czy mam siłę być z Tomkiem, a z drugiej strony musiałam tę siłę mieć i wierzyć, że wszystko będzie dobrze. I Tomek też wierzył. Nawet gdy bardzo cierpiał, był zmęczony życiem, chorował na depresję i miał różne problemy, nie chciał umierać. Nie szukał wiecznego spokoju, chciał żyć chociażby dla dzieci, czuł się za nie bardzo odpowiedzialny. 

– Dobijał Was brak pieniędzy. Wasze życie to była nieustanna szarpanina.

To prawda. Ale nawet ciężko pracując, nie mogliśmy sobie tego minimum zapewnić. To bardzo bolało. Czasem obwiniałam siebie: Co jest we mnie nie tak, że nie mogę swoim dzieciom dać bezpieczeństwa i że jestem beznadziejna. Na szczęście wyrosłam z takiego myślenia.

– Skończyłaś germanistykę, mogłaś zostać tłumaczką, nauczycielem. Wydawałaś książki.

Próbowałam, tylko nie potrafiłam się odnaleźć w środowisku, zawsze komuś coś we mnie przeszkadzało. Tomek pewnie myślał podobnie: Co we mnie jest takiego, że ludziom się nie podoba. Ja dzisiaj nazwałabym to innością. Ale nie czuję się ofiarą świata. I Tomek też nią nie był. Po prostu ten świat nie był wymyślony dla niego, tak jak dla van Gogha. Byli za piękni dla takiego świata. Obaj bardzo wrażliwi, niedostosowani i bardzo szaleni. Nawet ich podobieństwo
fizyczne jest uderzające. Obaj rudoblond i z ostrym nosem. Podczas akcji ratunkowej zamknęłam się w pokoju i patrzyłam na jego zdjęcie. Tomek zmrużył jedno oko, a drugie patrzyło w obiektyw. Gdy spojrzałam w to jego oko, czułam, jakby przenikał mnie na wskroś. 

– I bałaś się, co w Tobie zobaczy?

Nie, nie bałam się. Bałam się tylko, że te oczy już nigdy na mnie nie spojrzą. Strasznie się rozpłakałam, bo dotarło do mnie, że go tracę.

– Kiedy byliście razem, budził Cię rano? 

Często go od rana nie było, ale jak był, to rozmawiał ze mną całym sobą. Istniałam dla niego tylko ja. 

– Nie prowadził żadnych gier…

Nawet nie wiedział, jak to się robi. Uważał, że jest nieciekawy, nieatrakcyjny: „I co ty we mnie widzisz?”. Doprowadzało mnie to do rozpaczy. Cały czas mu opowiadałam, jaki jest piękny. A on nadal w to nie wierzył. Był nieśmiały i nie miał poczucia własnej wartości. A ja dziś myślę, że mogłam mu dać chociaż tyle i że przeżyliśmy ze sobą najpiękniejsze osiem lat, burzliwych i trudnych. A ja jeszcze żyję i żyć będę, ale jego miejsca nie da się nikim zastąpić. 

– Zabrała Ci go ta góra, Nanga Parbat. Jesteś na nią wściekła?

Zabrała. Mogę zrozumieć, że tak samo go pokochała jak ja i tak samo go chciała jak ja. I że po prostu przegrałam. Tomek mówił, że ta góra chce, żeby pokazał, jak można pięknie wejść na szczyt. A jak wszedł, to już chciała go zatrzymać.

– A wtedy akurat już się Wam układało.

Tak, zaczęliśmy już żyć spokojniej. Byliśmy na tyle daleko, że mogliśmy nasz świat budować na własną odpowiedzialność. I popatrz, nawet nie zdążyliśmy się nacieszyć tym wspólnym czasem, tą codziennością, za którą zawsze tęskniliśmy. 

– Tomek długo by takiej codzienności nie wytrzymał.

Oczywiście, ale dzięki temu nawet te krótkie „normalne” momenty były fajne. Wiadomo, że zaraz gdzieś pojedzie, coś będzie budował, montował, ale te chwile codzienności były dzięki temu jeszcze piękniejsze.

– Twoja mama próbowała Tomka odwieść od pomysłu szóstej wyprawy.

Ale miała świadomość, że próżne są jej wysiłki. Bardzo Tomka lubiła. Ale złościło ją to, co wyprawiał, martwiła się o mnie i o niego. Przede wszystkim jednak nie chciała, tak jak my wszyscy, go stracić.

– Doświadczyłaś bezwarunkowej miłości, jaka zdarza się niewielu ludziom.

Oboje mieliśmy tego świadomość, a ja nigdy nie wyobrażałam sobie nawet, że bycie z drugim człowiekiem może być łatwe. To było cały czas określanie granic. 

– W książce wspomniałaś o Grażynie Jagielskiej, która opisała takie życie jak Wasze, tylko że ona się buntowała. 

Też się buntowałam, nie byłam cichą żoną, która siedzi i czeka. Mówiłam: „Tomek, ja już się gubię, nie wiem, czego chcesz. I czy naprawdę musisz uciekać?”. A on nie dawał mi odpowiedzi. Tylko że wyjeżdżając, zaczynał tęsknić i wątpić w to, co robi. 

– Mówił, że jak jest z Tobą, to tęskni do gór, a w górach tęskni za domem.

Cały czas toczył ze sobą walkę, a ja wiedziałam, że mój bunt niewiele zmieni, skupiałam się więc na tym, by zadbać o siebie, o dzieci i nie myśleć, czy on wyjeżdża, czy ucieka. 

– Trzy razy chciał się z Tobą rozstawać.

Może nawet więcej, odbywaliśmy bardzo emocjonalne rozmowy. Mnie to okropnie bolało, że ciągle mu wysyłam sygnał akceptacji, a on wyskakuje z jakimś rozstaniem. Jak mógł? Ale potem już się przyzwyczaiłam, że u niego tak wygląda przeżywanie emocji. Potwornie się bał, że to ja nie wytrzymam, a jednocześnie bał się naszej bliskości, wolał mnie jednak uprzedzić, że w razie czego odejdzie pierwszy. Może dlatego, żeby mnie przetestować. Przekonać się, że i tak będę go kochać, nawet gdy jest taki okropny. A z drugiej strony, kiedy się uspokajał, mówił, że zawsze będzie i żebym się nie bała. 

– Góry były jego narkotykiem. Kiedyś był uzależniony. Zamienił jedno na drugie?

Być może tak. Jednak dla mnie tak proste przełożenie fascynacji górami na kompensację uzależnienia jest zbyt prostym wytłumaczeniem. Dążenie do euforii i spełnienia to najważniejsza motywacja ludzkiego działania. Jednak droga na szczyt jest tak trudna, że owo dążenie do spełnienia staje się szlachetne, nie jest drogą na skróty, jest głęboko ludzkim, mistycznym doznaniem. Nie zmuszałam więc Tomka, żeby obiecał, że przestanie się wspinać. A on obiecywał, że nie zginie.

– A jednak przechodziłaś piekło, kiedy był w górach.

Tak, i trzymały mnie dzieci, za które jestem odpowiedzialna. Ale cały czas miałam w sobie coś takiego, że muszę Tomka ratować, robić coś dla niego. Dlatego walczyłam z hejtem, jakiemu go poddawano. Dyskutowałam z tymi, którzy twierdzili, że Tomek jest tylko amatorem. Walczyłam z zawiścią. On bardzo boleśnie jej w życiu doświadczał. Miałam siłę do walki o jego dobre imię, ale dostawałam też bardzo dużo dobra. Byli ludzie, którzy rozumieli, że Tomek w górach odnajdywał siebie i że uciekał tam od przymusów, jakie stwarza życie. On w te góry uciekał, w wolność. I przecież nikomu nie wyrządzał tym krzywdy, a jeżeli już, to tylko mnie i dzieciom. Tyle tylko, że ja nie czuję się skrzywdzona. Jakim prawem więc ktoś pisze, że Tomek to niedobry ojciec i niedobry partner?

– A teraz masz poczucie krzywdy?

Nie, jestem tylko zmęczona.

– Czułaś, że w tych górach umiera i się z Tobą żegna?

Dostałam wiele znaków, myślę, że od niego. Zakwitł kwiat, który nie kwitnie. Szukałam znaków, że on odchodzi i nie chce, żebym się bała, bo już przechodzi na drugą stronę. Myślę, że nie bał się śmierci. Do dziś natomiast nie mogę sobie poradzić z myślami, że był tam sam, choć nie wiem, czy dotarło do niego, że Elisabeth schodzi, a on zostaje. Wiem, że tracił przytomność i ją odzyskiwał. Najgorszy chyba moment nastąpił, gdy stracił nadzieję. Pytałam lekarzy o śmierć wskutek choroby wysokościowej. Otrzymałam odpowiedź, że takie odchodzenie nie jest bolesne, że to przejście w błogi sen. Elisabeth też potwierdziła, że to przyjemne uczucie, bo ona również zaczęła zamarzać i zapadła w półsen. Nie cierpiał, to jest dla mnie najważniejsze. 

– Ale Ty cierpiałaś za dwoje. Jak przeżyłaś ostatnie dni, gdy wierzyłaś, że Tomek jeszcze żyje?

Czułam rozpacz bezradności. Cały czas się z nim żegnałam, mając przeczucie, że nie wróci. Wiedziałam, że umrze, i wiedziałam też, że Eli ocaleje. 

– Odszedł szczęśliwy, bo dokonał tego, o czym marzył. Wszedł na szczyt Nagiej Góry. 

Tak, ale nie zobaczył go i to mnie strasznie uwiera. Wiedział, że jest na szczycie, ale nie zdążył się tym ucieszyć. Od razu poczuł, że dzieje się z nim coś złego. Były tak gęste chmury, że niewiele mogli zobaczyć. 

– Aniu, jak będziesz teraz żyć? 

Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Tomek wypełniał cały mój świat, był jego treścią. Ale mam też swoje światy, są dzieci. Nasza córka Zoja ma prawie siedem lat, dużo mówi o ojcu, tęskni za nim. A ja utwierdzam ją w tym, że on na nią patrzy i nad nią czuwa. To daje jej siłę.

– A Ty? Co Tobie tę siłę daje?

Mam przyjaciół. Jednocześnie dobrze się czuję sama ze sobą. Czasem nawet brakuje mi tej mojej samotności. A Tomek często mi się śni i mnie uspokaja. Miałam piękny sen, w którym byliśmy z dziećmi na wycieczce. Śniło mi się, że się obudziłam i zaczęłam strasznie płakać, opowiadając, że zginął na Nandze. A on mnie objął i powiedział: „Dobrze, to już minęło, to tylko sen, przecież nic się nie stało”. Ja wierzę, że gdy umieramy, to zmieniamy tylko rodzaj energii. Często z nim rozmawiam: „Tomek, Tomek”. I nie przeszkadza mi, że nie odpowiada. A jego kombinezon… ciągle nim pachnie.

Rozmawiała
Krystyna Pytlakowska

Zdjęcia Szymon Szcześniak/ LAF AM

Stylizacja Paweł Wybański

Makijaż Julita Jaskółka

Fryzury Kamil Pecka

Produkcja Blanka Poksińska

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.