Joanna Brodzik kończy 45 lat! „Po czterdziestce towarzyszy mi absolutne przekonanie, że nie muszę chodzić w szpilkach Louboutina i świat się nie zawali. Wręcz przeciwnie, jest mi wygodnie w trampkach i zamierzam właśnie w nich iść dalej przez świat. To jest dobrodziejstwo bycia dojrzałą kobietą, że możesz sobie pozwolić na to, żeby być dokładnie taką, jaką chcesz być, nie interesując się szczególnie tym, co na ten temat pomyślą inni” - wyznała Beacie Nowickiej.

WIDEO

player placeholder

Urodziny Joanny Brodzik

Piękna, silna, energiczna i utalentowana aktorka. Joanna Brodzik rodziła się optymistką, w najtrudniejszych momentach zawsze wierzy w to, że nadejdą lepsze dni. Razem z Pawłem Wilczakiem tworzą zgraną rodzinę, wychowują dwóch synów, przy tym doskonale chronią swoją prywatność.

Joanna Brodzik wcieliła się w ponad 30 ról. Sympatię widzów pozyskała przede wszystkim rolą zakręconej, zwariowanej i nieprzewidywalnej Kasi, w kultowym serialu TVN - „Kasia i Tomek”. I tu też poznała swoją miłość. Fani pokochali ją za żartobliwy dystans do siebie samej.

Zobacz także:

„Bez dystansu byłoby kiepsko, chociaż czasami tego dystansu oczywiście brakuje i wtedy bywa trudno. Każdego z nas dopada moment, kiedy po prostu nie bardzo wie, jak sobie poradzić z tak zwanym życiem rodzinnym. Jak leżysz sobie z ukochanym pod palmą, to jest fajniej, niż kiedy spotykasz się z nim przy stole w kuchni, a w siatce czekają ziemniaki, które trzeba poobierać, ugotować, umyć naczynia i wynieść śmieci” - mówiła w wywiadzie VIVIE!.

Zdobyła wiele nagród i wyróżnień. Między innymi nagrodę dla najlepszej aktorki komediowej, „Wiktor" za rolę w serialu „Kasia i Tomek” czy tytuł „Najpiękniejszej 2006” przyznaną przez VIVĘ!. O życiowych priorytetach, o tym, co pozwala jej przetrwać trudne chwile, i komu się zwierza, opowiedziała Beacie Nowickiej w 2015 roku.

imgwUfvak-91eeac6
Mateusz Stankiewicz/ AF PHOTO
imgdY7Hhz-50ebfe0
Piotr Porębski /

– Jed­na prze­szko­da po­ko­na­na. Ko­lej­na: masz aler­gię na sierść, a w „Mag­dzie M.” je­steś dum­ną wła­ści­ciel­ką ko­ta.
Nie uła­twia­ją mi tej pra­cy, to praw­da. Kot jest, i to bar­dzo ko­cha­ny. Uta­len­to­wa­ny ak­tor, spe­cja­li­zu­ją­cy się w im­pro­wi­za­cjach. Na szczę­ście je­stem za­bez­pie­czo­na far­ma­ko­lo­gicz­nie, więc jest szan­sa, że ja­koś prze­ży­ję zdję­cia.


– Na­sza pra­sa już ob­wo­ła­ła „Mag­dę M.” pol­ską „Al­ly McBe­al”.
Ach, ci dzien­ni­ka­rze! Uwiel­bia­ją wy­god­ne szu­flad­ki! Mag­da M. to nie jest pol­ska Al­ly McBe­al! Z Al­ly łą­czy ją tyl­ko to, że jest ad­wo­ka­tem. I na tym ko­niec. „Mag­da M.” to ory­gi­nal­ny pol­ski sce­na­riusz, du­żo bar­dziej ro­man­tycz­ny. Hmm... to hi­sto­ria o świe­tli­kach w brzu­chu.


– Na pew­no ma je wła­śnie Mag­da, czy­li Two­ja bo­ha­ter­ka.
Mag­da Mi­ło­wicz jest kil­ka lat po apli­ka­cji. Jest oso­bą uczci­wą, do­brą, ob­da­rzo­ną po­czu­ciem hu­mo­ru. Pa­trzy na ży­cie w czar­no­-bia­łych ka­te­go­riach. Nie bar­dzo chce zga­dzać się na kom­pro­mi­sy i oczy­wi­ście nie naj­le­piej na tym wy­cho­dzi. Ale wie­rzy w baj­ki o ry­ce­rzu na bia­łym ko­niu i dwóch po­łów­kach jabł­ka.


– Lu­bisz ją?
Bar­dzo! Od prze­szło mie­sią­ca świet­nie mi się z nią ży­je. Jest nor­mal­ną dziew­czy­ną. Nie anio­łem, nie two­rem bez ska­zy, ale ba­becz­ką, jak każ­da z nas. Kie­dy wy­cho­dzi do świa­ta, tej dzi­kiej, nie­okieł­zna­nej i pę­dzą­cej War­sza­wy, kie­dy w są­dzie zma­ga się z ko­lej­ny­mi spra­wa­mi, sta­ra się być twar­da, obiek­tyw­na, rze­czo­wa. Ale kie­dy wra­ca do do­mu, wska­ku­je w fu­trza­ne kap­cie, za du­żą pi­ża­mę i wy­pła­ku­je się przez te­le­fon przy­ja­cio­łom al­bo ma­mie, któ­ra zresz­tą nie do koń­ca chce jej słu­chać. Jak my mie­wa lep­sze i gor­sze mo­men­ty, jak my czu­je się sła­ba, czę­sto nie ma opar­cia, ale ma pra­wo do tej sła­bo­ści i pła­czu.


– Ty też w tych gor­szych mo­men­tach dzwo­nisz do ma­my?
Cza­sem na­wet o dru­giej w no­cy... Ona na szczę­ście za­wsze od­bie­ra. Jak ona to ro­bi, że ni­gdy nie prze­sy­pia mo­je­go te­le­fo­nu?! Dzwo­nię, bo prze­ga­da­nie na go­rą­co na­wet naj­bar­dziej ab­sur­dal­ne­go pro­ble­mu bar­dzo mi po­ma­ga.


– Ko­bie­ty w Two­im ży­ciu za­wsze by­ły bar­dzo waż­ne, zo­sta­łaś wy­cho­wa­na przez ma­mę i bab­cię. Co zy­sku­je, a co tra­ci ko­bie­ta wy­cho­wa­na przez ko­bie­ty?
Na pew­no uczy się, jak w peł­ni ko­rzy­stać z ko­bie­co­ści, zy­sku­je sil­ną ko­bie­cą toż­sa­mość. Do­sta­je też w spad­ku nie­umie­jęt­ność zrzu­ca­nia od­po­wie­dzial­no­ści na in­nych, co ma oczy­wi­ście do­bre i złe stro­ny. Złe, bo nie­bez­piecz­ne jest przyj­mo­wa­nie na przy­kład od­po­wie­dzial­no­ści za męż­czyzn, któ­rzy nie lu­bią jej brać na sie­bie. Mo­je ko­bie­ty wpo­iły mi ab­so­lut­ne prze­ko­na­nie, że mo­gę wszyst­ko. Je­śli cze­goś za­pra­gnę i od­po­wied­nio za­pla­nu­ję, na pew­no się uda. Jest we mnie nie­za­chwia­ne po­czu­cie, że co­kol­wiek się wy­da­rzy w mo­im ży­ciu, gdzie­kol­wiek wy­lą­du­ję: w No­wej Ze­lan­dii, na Księ­ży­cu czy Mar­sie, wszę­dzie znaj­dę po­mysł na speł­nie­nie. Znaj­dę swo­ją dro­gę i bę­dę po niej pew­nie szła.


– Do­bry ba­gaż!
Naj­lep­szy, ze ste­la­żem, wzmoc­nio­ny! To dzię­ki nim wie­rzę, że do­bro zwy­cię­ża, a zło za­wsze do­sta­nie po no­sie, że war­to być do­brym, mó­wić praw­dę i żyć w zgo­dzie ze so­bą. Te­go nikt mi nie od­bie­rze.

Zobacz też: O życiowych priorytetach, rodzinie i dystansie do siebie samej. Joanna Brodzik kończy 44 lata