TYLKO U NAS!

Aktorka, pianistka, malarka... Co znajduje się na obrazach Berenice Marlohe?

„Uwielbiam portrety, najbardziej pociągają mnie oczy, w nich widać duszę człowieka”

Beata Nowicka 26 stycznia 2020 12:41

Kocha Paryż, choć dopiero Hollywood w pełni doceniło jej talent i urodę. James Bond otworzył jej drzwi do wielkiej kariery, ale ona nadal jest bardzo wybredna, jeśli chodzi o role. Artystka, malarka, pianistka, aktorka. Media podkreślając jej urodę, piszą m.in.: „Jest uosobieniem paryskiego szyku”. Moda interesuje Berenice jako podkreślenie i przedłużenie osobowości. Lubi się nią bawić pokazując jaka jest. Na co dzień nosi sportowe buty, jeansy i T-shirty, ale wieczorami bawi się stylem glamour. Lubi zmysłowe, podkreślające kobiecość sukienki. Za najciekawsze w modzie uważa lata 90-te, wtedy wszystko było dozwolone, nikt nie ubierał się według szablonu, każdy miał swój styl, charakter, na ulicach była wielka różnorodność. Przyznaje się, że ma w szafie mnóstwo okularów przeciwsłonecznych i kapeluszy, to jej słabość.

Berenice Marlohe w intymniej rozmowie z BEATĄ NOWICKĄ opowiada o trudnych początkach, dojrzewaniu i o tym, co ją urzekło w twórczości Lecha Majewskiego, u którego zagrała w filmie pt. „Dolina Bogów”, obok między innymi Johna Malkovicha.

BEATA NOWICKA: Dzieciństwo i młodość spędziła Pani w Paryżu, dla wielu mieście marzeń.

Uwielbiałam Paryż kiedy byłam dzieckiem i młodą dziewczyną. Tu się urodziłam, tu miałam przyjaciół, ścieżki, które sama sobie wydeptałam. To jest cudowne, żywe miasto, ma fantastyczne zabytki, muzea, parki, kina, kawiarnie… Boskie w Paryżu są cukiernie i najpyszniejsze ciastka na świecie, les chouquettes, małe kulki z delikatnego ciasta obsypane ziarenkami cukru. Niebo w gębie (śmiech).

To prawda. W jakich dzielnicach wydeptała Pani swoje ścieżki?

Z przyjaciółka z dzieciństwa najbardziej lubiłyśmy Marais, z jego malowniczymi uliczkami i przepięknym Place de Vosges, zawsze podobał mi się Montmartre. Paryż jest idealnym miastem, żeby się zgubić. Idziesz przed siebie i za każdym razem odkrywasz coś nowego. Ze znajomymi potrafiliśmy godzinami snuć się po mieście, a potem na tarasach kawiarni, przy kawie albo winie do nocy rozprawialiśmy o życiu.

O czym Pani wtedy marzyła?

Kiedy byłam nastolatką interesowała mnie sztuka. Odkąd pamiętam malowałam, a w wieku 10 lat poszłam do Konserwatorium. Chciałam być malarką albo pianistką. Przez osiem lat studiowałam klasyczny fortepian. Miałam fantastyczną panią profesor, koncertującą artystkę, która była szalenie wymagająca. Szkoła muzyczna jest trochę jak nauki ścisłe: wymaga precyzji, ćwiczeń i poświęcenia. Nie zawsze masz ochotę siedzieć godzinami przy fortepianie i ćwiczyć jeden fragment. Dla nastolatki to duży stres. Pamiętam, że w każdy piątek szłam do niej z ciężkim sercem (śmiech). Na pewno wtedy nauczyłam się dyscypliny.

Płakała, kiedy jej Pani powiedziała, że rezygnuje z kariery pianistki?

Pamiętam ten dzień, miałam wtedy 18 lat. Powiedziałam jej, że przerywam naukę, bo jednak chciałabym spróbować swoich sił w czymś innym. Wiązała ze mną duże nadzieje, co było wspaniałe, nie ukrywam, ale nie zatrzymywała mnie na silę. Była artystką, rozumiała, że chcę poszukać własnej drogi. Poza tym nie porzuciłam fortepianu na zawsze. Pewnego dnia wróciłam do malowania, tak samo wrócę do grania. Dla mnie jest ważne, szczególnie w dzisiejszych czasach, żeby robić coś własnymi rękami: malować, rzeźbić, grać na jakimś instrumencie, pisać listy piórem na papierze.

Tego już prawie nikt nie robi.

Szkoda. Kiedy byłam w liceum w Paryżu jako trzeci język wybrałam arabski, bo zachwyciłam się kaligrafią, fascynowała mnie jako sztuka. Pamiętam, że pani profesor opowiadała nam na lekcjach wspaniałe historie, trochę jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Dzięki niej nauczyłam się literackiego arabskiego. Wierzę, że takie rzeczy nas wzbogacają.

Tato nie marzył, że pójdzie Pani w jego ślady i zostanie lekarzem?

Tata był zawsze dyskretny, nie narzucał się ze swoimi marzeniami na temat mojej przyszłości. Poza tym świetnie mnie zna. Słyszałam jak nie raz mówił innym: „Zobaczycie, uda jej się” i to było wspaniale. Mama na początku nie była zachwycona aktorstwem, ale widziała, że jestem bardzo wytrwała. Po dziesięciu latach wreszcie odetchnęła (śmiech).

Pewnie Pani również.

Moja filozofia jest prosta. Chciałabym, mając 90 lat i spoglądając wstecz na swoje życie, móc powiedzieć, że naprawdę zrobiłam, albo przynajmniej próbowałam zrobić wszystko, na co miałam ochotę. Nawet gdyby sporo z tych rzeczy mi nie wyszło. Dać sobie szansę pójścia za własnymi marzeniami - to jest dla mnie sukces.

Media podkreślając Pani urodę, piszą m.in.: „Jest uosobieniem paryskiego szyku”. Czym jest dla Pani moda?

Moda mnie interesuje jako podkreślenie i przedłużenie osobowości. Lubię się nią bawić pokazując jaka jestem. Na co dzień noszę sportowe buty, jeansy i T-shirty, ale wieczorami bawię się stylem glamour. Lubię zmysłowe, podkreślające kobiecość sukienki. Za najciekawsze w modzie uważam lata 90-te, wtedy wszystko było dozwolone, nikt nie ubierał się według szablonu, każdy miał swój styl, charakter, na ulicach była wielka różnorodność, to było fantastyczne. Przyznam się, że mam w szafie mnóstwo okularów przeciwsłonecznych i kapeluszy, to moja słabość (śmiech).

Aktorka, pianistka, malarka... Ciekawa jestem co jest na Pani obrazach?

Uwielbiam portrety, najbardziej pociągają mnie oczy, w nich widać duszę człowieka. Maluję też trochę pejzaży onirycznych, fantastycznych, trochę abstrakcji. Kiedy siadam do płótna nie zastanawiam się co dzisiaj będzie tematem, nie racjonalizuję. Po prostu maluję, co czuję, co mi podpowiada wyobraźnia.

 Jak się Pani znalazła w obsadzie „Doliny Bogów” Lecha Majewskiego?

Po Bondzie zagrałam w świetnym filmie „Romans na godziny” Victora Levina, ale wiele rzeczy odrzuciłam. W dzisiejszych czasach jest presja, żeby robić dużo i szybko. Większość filmów, które powstają w Hollywood jest bardzo zła. Nie mają w sobie żadnej treści, historii, oryginalności, finezji. Niczego. Jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o projekty, w których biorę udział. To ja wybieram artystów, z którymi chcę pracować. Zależy mi, by pracować z profesjonalistami, artystami z wizją, którzy mają swój własny świat, osobowość, nie starają się nikogo kopiować. Moje decyzje są bardzo przemyślane.

To widać jak się patrzy na Pani filmografię.

Wybieram rzeczy, które mi się naprawdę podobają, a tych, jak pani pewnie się domyśla, jest mało. Któregoś dnia jeden z moich agentów wysłał mi scenariusz Lecha Majewskiego. Scenariusz wyjątkowy, ponieważ prócz tekstu zawierał mnóstwo fantastycznych rysunków. Była w tym magia, poezja. Zachwyciłam się, bo nie przypominało to niczego, co do tej pory widziałam i czytałam. Spotkaliśmy się z Lechem i okazało się, że mamy wiele wspólnego jeśli chodzi o sposób postrzegania świata, poczucie wolności. Lech to artysta totalny: reżyser, poeta, malarz, filozof, rzeźbiarz, kompozytor. Ma niesamowite życie wewnętrzne.

Rozumiem, że nie wahała się Pani ani chwili?

W „Dolinie Bogów” widać bogatą, skomplikowaną osobowość człowieka, który ma coś do powiedzenia o współczesnym świecie. Żyjemy w szalenie ciekawych czasach, niezwykle dziwnych, niekiedy bardzo trudnych. Nigdy nie znajdziesz takiego poziomu magii w zwykłych filmach. Chodzi zarówno o światło, jak i budowanie postaci. Czujesz się, jak podczas oglądania starych malowideł. Gdy wchodzisz podziwiać je w kościołach, czas przestaje istnieć. Dla mnie jedynym powodem do grania jest otrzymanie szansy do stworzenia filmów, które będą dla ludzi jak lustra. Filmów, które pozwalają widzom zadawać pytania o życie, wiarę, poezję czy cokolwiek innego, rozstrzygać wewnętrzne sprzeczności, które niosą w sobie nadzieję, to coś, co pozwala ludzkiej duszy rozwijać się, osiągać stan spełnienia i szczęścia. ZOBACZ ZDJĘCIA

TAGI #film

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Akcje

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Ciąża Małgosi to ukoronowanie tego, o co walczyliśmy”, mówi RADOSŁAW MAJDAN i nie ukrywa, że z powodu epidemii on i jego żona są pełni obaw. LESZEK MILLER z wnuczką MONIKĄ o tym, jak dziś wygląda ich życie po bolesnej stracie syna i ojca. Legendarny aktor WITOLD SADOWY niedawno skończył sto lat i zdobył się na niezwykle szczere wyznanie. „Widziałam, jak czai się śmierć” – ELISABETH REVOL wspomina ostatnie chwile z TOMKIEM MACKIEWICZEM podczas wspinaczki na Nanga Parbat.