Sukces „Magdy M.” otworzył Pawłowi Małaszyńskiemu drzwi do ogromnej popularności, ale nie zagwarantował zawodowego spełnienia. Aktor, przez lata kojarzony z wizerunkiem ekranowego amanta, dziś otwarcie mówi o rozczarowaniach, odrzuconych propozycjach i decyzjach, których konsekwencje odczuwa do dziś. Szczerze opowiada o trudnych doświadczeniach zawodowych, choć nie zamierza rezygnować z dalszej pracy. Jak dziś się realizuje i jak ma plany? We wszystkim ważnym oparciem pozostaje dla niego rodzina, a zwłaszcza żona, z którą łączy go historia sięgająca jeszcze czasów przedszkolnych.
WIDEO…
Paweł Małaszyński gorzko podsumował swoją karierę. „Zawiodłem siebie samego”
Paweł Małaszyński przez lata należał do najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów. Ogromną popularność przyniosła mu rola Piotra Korzeckiego w serialu „Magda M.”, w którym partnerował Joannie Brodzik. Dziś jednak nie ukrywa, że jego zawodowa droga nie potoczyła się tak, jak oczekiwał.
W programie „Kultura WPełni” Małaszyński wspomniał o złotych czasach swojej kariery, a także o tym, jak z biegiem lat zmieniała się jego niegdyś niezwykle mocna pozycja wśród polskich aktorów.
Ewidentnie szedłem po prostu jak burza. Aż w pewnym momencie wychyliłem się za bardzo z tego pociągu i przywaliłem w semafor. Przywaliłem w semafor i zostałem na tym bocznym torze, czego się nie spodziewałem. (...) Tutaj mogę powiedzieć śmiało, że zawiodłem siebie samego. Też otaczałem się ludźmi, którymi nie powinienem się otaczać
- wyznał.
Aktor otwarcie opowiedział o malejącej liczbie propozycji i braku zaproszeń na castingi do produkcji filmowych oraz telewizyjnych. Przyznał, że nie zauważył momentu, w którym jego pozycja w branży zaczęła się zmieniać.
W pewnym momencie zaczęli przychodzić nowi, młodzi, być może zdolniejsi. Gdzieś tam rzeczywiście nie zauważyłem tego momentu, gdzie zjechałem na boczny tor w pewien sposób. Może gdzieś tam mój wizerunek został już wyeksploatowany.
Dopytany o castingi, podzielił się gorzkim wyznaniem, pokazującym, jak rzadko miał okazję w nich uczestniczyć w ostatnich latach.
Nie, po prostu nie jestem zapraszany. (...) Od ostatniej dekady byłem może dwa, trzy razy.
Mimo gorzkiego bilansu aktor nadal liczy na interesujące propozycje filmowe i serialowe. Choć szorstko opisuje dzisiejsze realia branży oraz swoje w niej miejsce, nie traci nadziei, że po przekroczeniu symbolicznej granicy 50. roku życia jego kariera aktorska nabierze jeszcze rozpędu.
Cały czas wierzę, że przyjdzie fantastyczna rola, czy w serialu, czy w filmie. Wierzę, że ktoś znajdzie mnie, złamie nagle i będzie nowe rozdanie.
W niedawnej rozmowie Małaszyński szczegółowo opowiedział również o decyzjach, które podejmował po sukcesie „Magdy M.”, i ich możliwych konsekwencjach dla dalszej kariery.
Etykieta amanta po „Magdzie M.”. Dlaczego Paweł Małaszyński odrzucał kolejne role?
Sukces serialu „Magda M.” przyniósł Pawłowi Małaszyńskiemu ogromną popularność. Rola Piotra Korzeckiego sprawiła jednak, że aktor zaczął otrzymywać podobne propozycje zawodowe. Choć mógł dalej wykorzystywać zainteresowanie swoją osobą, rozwijając w ten sposób swoją karierę, świadomie odrzucał kolejne scenariusze, w których miał wcielać się w bohaterów przypominających dobrze znanego widzom Piotra Korzeckiego.
Podczas wizyty w „Pytaniu na Śniadanie” 30 października 2026 roku Małaszyński wyjaśnił, dlaczego nie chciał korzystać z propozycji, które pojawiły się po sukcesie serialu.
Ale mi nigdy na tym nie zależało. Ja nie chciałem, żeby mój wizerunek się gdzieś tam w pewien sposób wyeksploatował. (...) Zawsze chciałem łączyć mainstream z kinem niezależnym. To mi oczywiście się nigdy nie udało.
Aktor nie ukrywał, że po występie w „Magdzie M.” nie chciał wielokrotnie powtarzać tego samego rodzaju kreacji.
Jeżeli zrobiłem 55 odcinków Magdy, wspaniale to wspominam, to nie chciałem wchodzić (...) do tej samej rzeki po raz trzeci, czwarty, piąty, siódmy, dziesiąty.
Z perspektywy czasu Małaszyński dopuszcza możliwość, że jego decyzje wpłynęły na sposób, w jaki postrzegano go w środowisku filmowym. Nie wyklucza, że kolejne odmowy mogły przyczynić się do ograniczenia liczby otrzymywanych później propozycji.
Być może gdzieś tam wyszło w kuluarach, że ja wszystkiego odmawiam
- powiedział, zaznaczając jednocześnie, że otrzymywane scenariusze były bardzo podobne.
Nie oznaczało to jednak, że aktor całkowicie odwrócił się od komedii romantycznych. Wspomniał między innymi o filmie „Listy do M.”, w którym zdecydował się zagrać mniejszą rolę niż pierwotnie mu zaproponowano. Wybrał ją, ponieważ bardziej odpowiadała mu sama postać.
Więc dla mnie nigdy nie nie miało znaczenia, czy to jest duża rola, czy to jest mała. Liczy się doświadczenie i liczy się spotkanie z drugim człowiekiem
- podkreślił.
Jedną z produkcji, które szczególnie dobrze wspomina po sukcesie „Magdy M.”, pozostają „Skrzydlate świnie”. Mimo zawodowych rozczarowań Małaszyński nadal liczy na możliwość zagrania postaci, która pozwoli mu pokazać inne oblicze aktorskie. Co więcej, bolesne doświadczenia przyniosła mu nie tylko branża filmowo-serialowa, lecz także działalność teatralna.
Trudne kulisy rozstania Pawła Małaszyńskiego z Teatrem Kwadrat
Kolejnym bolesnym momentem w życiu Pawła Małaszyńskiego okazało się zakończenie współpracy z warszawskim Teatrem Kwadrat w 2024 roku, po 22 latach. Aktor nie ukrywa, że było to dla niego trudne doświadczenie, na które zupełnie nie był przygotowany.
Po latach spędzonych w teatrze musiał zmierzyć się z nieoczekiwaną zmianą zawodową. W „Pytaniu na Śniadanie” przyznał, że rozstanie z dotychczasowym miejscem pracy zmieniło jego sposób patrzenia na życie, a także relacje relacje z ludźmi.
Zacząłem zdawać sobie z tego sprawę, że nie wszystko jest dane na zawsze. A tego oczywiście absolutnie nie planowałem, (...) to był taki moment w moim życiu, kiedy rzeczywiście musiałem się zastanowić, przewartościować całkowicie wszystko, a nie byłem na to przygotowany, nie byłem na to gotowy. Potrzebowałem do tego pomocy.
W tym trudnym czasie szczególne znaczenie miało dla niego wsparcie najbliższych oraz kolegów z zespołu muzycznego. Po przepracowaniu bolesnych doświadczeń aktor nie zamierzał jednak rezygnować ze swoich marzeń.
Trzeba było przeżyć to, co miałem do przeżycia, stanąć na nogi, (...) mocno wbić się w ziemię, ale głowa cały czas w chmurach, i spełniać dalej swoje marzenia.
Czym dziś zajmuje się Paweł Małaszyński?
Jedną z najważniejszych przestrzeni artystycznej działalności Małaszyńskiego pozostaje dziś muzyka. Jest wokalistą zespołu Cochise, z którym od lat koncertuje i nagrywa kolejne albumy. Występy rockowe pozwalają mu pokazać publiczności siebie, bez konieczności wcielania się w fikcyjne postacie.
Na scenie (...) rockowej, powiedzmy, ja to zawsze mówię: wychodzę nagi, wychodzi Paweł.
Cochise przygotowuje już dziewiąty album, na którym znajdą znane słuchaczom z ostatnich 20 lat działalności zespołu covery. Wydanie płyty zaplanowano na grudzień 2026 roku. Muzycy planują także dziesiąte, jubileuszowe wydawnictwo z własnymi kompozycjami. Małaszyński wyraził nadzieję, że album ukaże się jesienią 2027 roku.
Kontakt z publicznością, zarówno podczas koncertów, jak i przedstawień teatralnych, jest dla Małaszyńskiego bardzo ważny. Teatr i muzykę określa jako rodzaj terapii. Właśnie dlatego artysta równolegle angażuje się w nowe przedsięwzięcia teatralne. Obecnie bierze udział w próby do spektaklu „Escape Room”, w którym wystąpi m.in. z Mateuszem Banasiukiem, Anną Kaczmarczyk i Joanną Liszowską. Premierę zaplanowano na marzec 2027 roku.
Paweł Małaszyński i Joanna Chitruszko znają się od przedszkola. Tak mówi o ich miłości
Choć zawodowa droga Pawła Małaszyńskiego nie była pozbawiona trudnych doświadczeń, w życiu prywatnym od lat towarzyszy mu ta sama kobieta. Jego żoną jest Joanna Chitruszko, tancerka, choreografka i pedagożka. Para zna się z Białegostoku, a w 2002 roku stanęła na ślubnym kobiercu. Małżonkowie mają dwoje dzieci - Jeremiasza i Leę - a początki ich znajomości sięgają czasów przedszkolnych.
Znamy się 45 lat, od przedszkola
- zdradził Małaszyński.
Zapytany w „Pytaniu na Śniadanie” o wieloletnią miłość aktor szczerze przyznał, że związek z żoną, choć niezwykle trwały, wymagał i wciąż wymaga codziennej pracy oraz mierzenia się z trudnościami.
Ja nie ja nie jestem i nie chcę być autorytetem w tym względzie, bo my (...) też jesteśmy ludźmi. Mamy swoje słabości, z którymi walczymy (...) To rzeczywiście jest codzienna, trudna, ciężka praca, ale myślę, że w pewien sposób nie wyobrażamy sobie życia bez siebie.
Aktor przyznał, że małżeństwo stało się dla niego i jego ukochanej swego rodzaju bezpieczną przystanią. Nie ukrywał przy tym, że ich wspólne życie miało zarówno lepsze, jak i trudniejsze momenty. Mimo to oboje nadal idą przez życie razem.
Gdzieś tam stworzyliśmy tą naszą przystań, ten nasz port (...) i jest nam dobrze. (...) Szczerze mówiąc, nie wiem, dokąd nas to zaprowadzi, ale na pewno dojdziemy tam razem.
Po ukończeniu 50 lat Paweł Małaszyński coraz częściej zastanawia się nad upływem czasu, własnymi wyborami i relacjami z ludźmi. Choć nie wszystkie zawodowe marzenia udało mu się zrealizować, nadal pracuje nad nowymi projektami teatralnymi i muzycznymi. W życiu prywatnym pozostaje natomiast u boku kobiety, którą zna niemal od początku swojego życia.
Źródła: Wirtualna Polska „Kultura WPełni”, Pytanie na Śniadanie