Jeszcze niedawno nic nie wskazywało, że rutynowe badania przyniosą Tomaszowi Kammelowi tak trudną diagnozę. W marcu usłyszał, że ma nowotwór pęcherza. Szybka diagnostyka i operacja przyniosły jednak wiadomość, na którą czekał najbardziej. Dziennikarz zaapelował o jedno.
WIDEO…
Tomasz Kammel usłyszał diagnozę w marcu
Tomasz Kammel zdecydował się opowiedzieć o bardzo osobistym doświadczeniu. W marcu tego roku usłyszał diagnozę, która całkowicie zmieniła perspektywę: rak pęcherza. Nowotwór był złośliwy, ale został wykryty na tyle wcześnie, że szybko można było podjąć dalsze działania.
„W marcu tego roku zdiagnozowano mi raka. Namierzony w pęcherzu. Złośliwy. U mnie?! Abstynent, zero używek. Uprawiam sport, zdrowo się odżywiam i ogólnie nieźle się prowadzę. Jaki rak? Wprawdzie u mojego ojca zdiagnozowano przed laty ten sam nowotwór. Ale on miał wtedy 70-tkę i przez kilkadziesiąt lat bardzo dużo palił. A rak pęcherza jest nawet nazywany rakiem palacza”, pisał Tomasz Kammel.
Tomasz Kammel nie ukrywa, że diagnoza była dla niego tym większym zaskoczeniem, że nigdy nie palił papierosów. Wcześniej wykonał również testy genetyczne sprawdzające skłonność do poważnych chorób. Jak sam jednak zauważył, choroba nie zawsze daje ostrzeżenie i nie pyta o okoliczności — może po prostu pojawić się niespodziewanie.
Czytaj też: Anna Radwan i Roman Gancarczyk byli razem przez 20 lat. Po rozstaniu nadal pozostali sobie bliscy
Tomasz Kammel: "Nie wiem, co by było u mnie, gdybym nosił w sobie tego dziada przez trzy kolejne miesiące"
Na szczęście w jego przypadku ta historia zakończyła się dobrze. Choroba została wykryta szybko, a równie szybko podjęto działania. Kammel podsumował to w charakterystyczny dla siebie sposób: „A więc jeszcze raz: jak? Ano tak, że rak się nie zastanawia. Po prostu nagle jest i już. Na szczęście ta historia ma szczęśliwy finał. W moim przypadku nowotwór został szybko wykryty i równie szybko wyproszony z organizmu”.
Co szczególnie poruszające, wszystko zaczęło się od badań, na które namówili go znajomi. To właśnie wtedy, podczas rezonansu magnetycznego, dostrzeżono niepokojącą zmianę wymagającą dokładniejszej diagnostyki. Nie było gwałtownych objawów ani dramatycznego ostrzeżenia ze strony organizmu. Był za to jeden wynik, który sprawił, że kolejne decyzje trzeba było podjąć bez zwłoki.
„Po wszystkim usłyszałem pochwały za formę i trening... i jedno nieoczekiwane zdanie na końcu: "Zastanawia mnie ten dwumilimetrowy punkt w pęcherzu. 2 mm! Naprawdę trzeba mieć oko, żeby coś takiego wypatrzeć. Dalej sprawy potoczyły się szybko. Kontrast, jeszcze jeden skan. Po dwóch miał cystoskopię. (...) To, co zobaczyliśmy na ekranie, rozwiało wszelkie wątpliwości. Zmiana nowotworowa. Najniższy stopień złośliwości. Nie minęły trzy kolejne dni, a ja już byłem po operacji. Czy brałem chemię? Nie. Tak wczesne stadium tego na szczęście nie wymagało. Usłyszałem, że muszę zgłosić się po trzech miesiącach, by przez cystoskop sprawdzić, czy nie ma wznowy. Zrobiłem to pod koniec czerwca. Jest czysto”, opisywał prezenter.
Tomasz Kammel apeluje o badania. Jego historia ma konkretny przekaz
W przypadku Tomasza Kammela kluczowy okazał się czas. Rak został wykryty na tyle wcześnie, że lekarze mogli szybko podjąć dalsze działania. Sam prezenter dziś szczególnie mocno podkreśla znaczenie badań profilaktycznych. Jego historia pokazuje bowiem, że czasem właśnie jedno badanie może całkowicie zmienić bieg wydarzeń.
„Ale po co ja Wam o tym piszę? Przecież to prywatne, wręcz intymne sprawy. Powód jest prosty. Chcę, żebyście się badali. Nie co tydzień czy co miesiąc, ale raz na jakiś czas. Nie wiem, co byłoby u mnie, gdybym nosił w sobie tego dziada przez kolejne trzy miesiące. Ale wiem, że jeśli choć jedna osoba pójdzie na badania po przeczytaniu tego posta i na czas wykryje u siebie niepożądane zmiany – to było warto się tym podzielić”, przekazał.
Życzymy dużo zdrowia!