Wojciech Młynarski, VIVA! 2002
Fot. Robert Wolański
WSPOMNIENIE

„Przeszedł przez piekło”... Tak wyglądały ostatnie chwile Wojciecha Młynarskiego

Urodził się i odszedł na przedwiośniu. 7 lat temu pożegnaliśmy wybitnego artystę

Damian Brillowski 15 marca 2024 11:54
Wojciech Młynarski, VIVA! 2002
Fot. Robert Wolański

Mija 7. rocznica śmierci wspaniałego artysty. Wojciech Młynarski zmarł 15 marca 2017 roku po długiej walce z chorobą. Przeżył 76 lat. Jego odejście było bolesnym ciosem dla całej rodziny. To właśnie dzieci poety oraz jego siostra ujawnili, jak wyglądały ostatnie chwile ukochanego ojca i brata. Ich wspomnienia są niezwykle poruszające... „Odwiedziłam go na parę dni przed śmiercią. Wiedziałam, że nie ma z nim kontaktu. Patrzyłam na tę jego mękę. Głaskałam go po ręku. Powiedziałam: „Wojtek, jeżeli masz świadomość, że tu jestem, daj mi znak”. Minął moment, a on zaczął walić głową w poduszkę. Przeszedł przez piekło”, opowiadała ze łzami w oczach siostra autora tekstów piosenek, Barbara Młynarska-Ahrens. Więcej zdradziła w książce Michała Ostrowskiego, która ukazała się na rynku wydawniczym w 2022 roku. 

W rocznicę śmierci, bliscy wspominają wybitnego artystę w poruszających słowach. 

Trudne chwile w życiu Wojciecha Młynarskiego

Wojciech Młynarski przyszedł na świat 26 marca 1941 roku w Warszawie. Był cenionym poetą, reżyserem, artystą kabaretowym i autorem niezliczonej ilości tekstów piosenek. Wiele z nich na zawsze pozostanie w pamięci Polaków m.in. „Niedziela na Głównym”, „W Polskę idziemy”, „W co się bawić”, „Jesteśmy na wczasach” czy „Ach ty w życiu”.

Wielokrotnie podkreślał, że dla niego najważniejsza jest treść piosenki, dlatego starał się w swoich utworach przekazać słuchaczom coś istotnego. Twierdził, że gdy tworzy daną piosenkę, zawsze myśli o jej odbiorcy. Śpiewając na estradzie, chciał widzieć reakcję publiczności, dlatego lubił,  gdy widownia była mocno podświetlona. 

Nie każdy jednak miał pojęcie, że artysta przez lata zmagał się z afektywną chorobą dwubiegunową. Pierwsze objawy choroby mężczyzna dostrzegł już w latach 70. XX wieku. „Ja już w czasie pisania Henryka VI (lata 70., przyp. red.) stwierdziłem objawy, które potem zdiagnozowano, że jestem chory na tak zwaną chorobę maniakalno-depresyjną. To znaczy, że mam okresy wzmożonego dobrego samopoczucia i mam okresy depresyjne. To choroba, którą się leczy i na którą choruję do dziś”, ujawnił w swojej książce Wojciech Młynarski.

Zobacz też:  Agata Młynarska ma powody do dumy. Jej syn robi zawrotną karierę za oceanem

Mimo choroby maniakalno-depresyjnej artysta był w stanie dalej tworzyć i komponować wspaniałe utwory. Pierwszy poważny kryzys zdrowotny pojawił się dopiero w 2014 roku. Właśnie wtedy Wojciech Młynarski trafił do szpitala z ostrym bólem serca. Po wyjściu ze szpitala poeta spędził wiele miesięcy w domu, leżąc w łóżku. Opiekę nad ojcem przejęły wówczas jego dzieci: Agata, Paulina i Jan.  O chorobie ojca we wrześniu 2016 roku opowiedziała Agata Młynarska. W rozmowie z dwutygodnikiem „SHOW” przyznała, że artysta niejednokrotnie stoczył walkę o własne życie. „Nie ma co udawać, że będzie dużo lepiej. Cieszymy się każdym dniem, a przez ostatni rok mieliśmy sytuacje, w których tata walczył o życie. Teraz stan jest stabilny, choć trudny. Tata jest cierpiący, przebywa w domu, ma jednak komfortowe warunki, wspaniałą opiekę i nas. Paulina, Janek i ja oraz nasze dzieci jesteśmy przy nim niemalże każdego dnia. Pogodziliśmy się z tym, że tata jest chory, a każdy dzień z nim jest prezentem od losu. Wspieramy się wzajemnie, mam kochaną rodzinę i sprawdzonych przyjaciół. Bez nich byłoby marnie”, wyznała wówczas dziennikarka. 

Wojciech Młynarski, 31.08.2011 rok
Fot. Engelbrecht/AKPA

Wojciech Młynarski, 31.08.2011 rok

Agata Młynarska, Wojciech Młynarski, VIVA! 24/2007
Fot. Jacek Poremba

Agata Młynarska, Wojciech Młynarski, VIVA! grudzień 2007 rok

Wojciech Młynarski zmarł w otoczeniu rodziny. Dzieci były przy nim do samego końca

Wojciech Młynarski odszedł 15 marca 2017 roku w wieku 76 lat. O śmierci ojca poinformowały jego dzieci. „Dziś o godzinie 20.40, po bardzo długiej chorobie umarł nasz tata Wojciech Młynarski. Bardzo prosimy media o danie nam czasu na przeżycie tego w pokoju. Paulina, Agata i Jan Młynarscy”, napisała Paulina Młynarska

Jan Młynarski przekazując wiadomość o śmierci ojca przyznał, że do ostatnich chwil trzymał tatę za rękę. „Dzisiaj o godz. 20.40 zmarł mój tata Wojciech Młynarski. Trzymałem go za rękę. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali jego i nas przez ostatnie 15 miesięcy. Proszę puścić sobie jakiś jego kawałek i wspomnieć przez chwilę”, pisał.

Uroczystości pogrzebowe Wojciecha Młynarskiego odbyły się w kościele pw. św. Karola Boromeusza w Warszawie. Urna z prochami poety została złożona w Alei Zasłużonych na warszawskich Starych Powązkach. Podczas pogrzebu głos zabrał syn artysty. Jan Młynarski zdradził, że najgorsze dla ojca było 15 ostatnich miesięcy życia. „Stan ojca pogorszył się 15 miesięcy temu i było to 15 bardzo ciężkich miesięcy. Bardzo trudnych, bardzo cierpiał. Nie widziałem jeszcze takiego cierpienia w swoim życiu. Dlatego też dzień jego śmierci był wyzwoleniem z tego ziemskiego stanu”, oznajmił nad mogiłą ojca, Jan Młynarski.

Czytaj także: Mijają 44 lata od katastrofy. O tym, jak zginęła Anna Jantar, bardzo długo wiedzieliśmy niewiele

Jan Młynarski, pogrzeb Wojciecha Młynarskiego, 24.03.2017 Warszawa Cmentarz Stare Powązki
Fot. MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER

Jan Młynarski, pogrzeb Wojciecha Młynarskiego, Warszawa Cmentarz Stare Powązki, 24.03.2017 rok

Wojciech Młynarski we wspomnieniach siostry. Łączyła ich silna więź

W 2020 roku, z okazji trzeciej rocznicy śmierci Wojciecha Młynarskiego, wspomnieniami o trudnym losie artysty postanowiła podzielić się jego siostra Barbara Młynarska-Ahrens. W niezwykle poruszających słowach opowiedziała o ostatnich chwilach życia ukochanego brata. Kobieta przyznała, że sama informacja, że jej brat poważnie zachorował, była dla niej ogromnym ciosem. Nie była w stanie w to uwierzyć. Wspominała, że Wojciech Młynarski bardzo często dzwonił do niej i to w środku nocy, co kończyło się długimi i szczerymi rozmowami. 

Barbara Młynarska-Ahrens ujawniła, że ostatnie chwile dla jej brata były niezwykle trudne. Mężczyzna nie mógł pogodzić się z chorobą. Gdy go odwiedziła w domu na moment przed jego śmiercią, nie potrafiła powstrzymać łez. Zobaczywszy stan, w jakim znajduje się jej brat, kobieta mocno się załamała. Okazało się, że stan artysty jest praktycznie agonalny.  „Odwiedziłam go na parę dni przed śmiercią. Wiedziałam, że nie ma z nim kontaktu. Patrzyłam na tę jego mękę. Głaskałam go po ręku. Powiedziałam: „Wojtek, jeżeli masz świadomość, że tu jestem, daj mi znak”. Minął moment, a on zaczął walić głową w poduszkę. Przeszedł przez piekło”, opowiadała w 2020 roku ze łzami w oczach Barbara Młynarska-Ahrens.

Z kolei w biografii artysty Młynarski. Światowe życie wyjawiła Michałowi Ostrowskiemu coś więcej. „W tych dwóch ostatnich latach jego życia wielokrotnie go odwiedzałam. Czasami w ogóle nie rozmawialiśmy, tylko siedziałam i głaskałam go po ręku. Jedynie naszej matce, kiedy jeszcze żyła, pozwolił się objąć za głowę. Na krótko przed śmiercią mojego brata spotkałam się z nim. Już nie miał siły otworzyć oczu, nie mówił, ale dał mi znak. Wiedział, że jestem. Nie zapomnę tego do końca życia. Byłam bardzo złamana jego śmiercią, zrozpaczona. […] Cierpiał, ale odchodził niezwykle pięknie. Nie skarżył się. Odchodził, był coraz bardziej milczący. Coraz mniej go było w życiu…”, czytamy… Gdy życie poety dobiegło końca, jego siostra była „bardzo złamana, zrozpaczona”.

Brat pojawiał się, gdy spała... „Kiedy umarł, strasznie rozpaczałam. Dwa razy mi się śnił”, szczerze wyznała Barbara Młynarska-Ahrens kilka lat temu. Śmierć bliskiej osoby tak nią wstrząsnęła, że nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. W końcu zdecydowała wspólnie z mężem, że wybiorą się w podróż do Amsterdamu do Holandii. Podczas rejsu po rzece Ren siostra stworzyła na cześć zmarłego brata wiersz pt.: „Upomniały się niebiosa o poetę”.

Czytaj także: Tak Natalia Kukulska dowiedziała się o stracie mamy. Po jej śmierci miała niezwykły sen: „Stała na rusztowa­niu i…”

Barbara Młynarska-Ahrens, Wojciech Młynarski, rok 1998
Fot. archiwum prywatne/fotografie Barbara Młynarska-Ahrens

Barbara Młynarska-Ahrens, Wojciech Młynarski, 1998 rok

Wojciech Młynarski, VIVA! 2002
Fot. Robert Wolański
Wojciech Młynarski, VIVA! 2002 rok

7. rocznica śmierci Wojciecha Młynarskiego. Tak bliscy wspominają artystę

Dzieci artysty czule wspominają ukochanego tatę, pielęgnują pamięć o nim. Rok temu, w szóstą rocznicę śmierci Wojciecha Młynarskiego, jego córka Agata zamieściła w sieci poruszający wpis, w którym przypomniała, że każda z jego piosenek niesie refleksję i pocieszenie. „Upodobał sobie marzec. Urodził się i odszedł na przedwiośniu. „Przedwiośnie” to była także jedna z jego ulubionych powieści. Nie wierzył w szklane domy. Wierzył w pracę u podstaw i tak też traktował swoją twórczość, nazywając ją pracą rzemieślniczą. Mawiał, że natchnienie miewa w godzinach pracy. Każda z jego piosenek o Polsce jest niezmiennie, niestety przerażająco aktualna. Każde z jego słów niesie refleksję i pocieszenie dla spragnionych oddechu wolności i humoru umysłów. [...] Nie ma Cię Tato już 6 lat. Rozmowa była ratunkiem. Jest cisza", pisała. 

W siódmą rocznicę śmierci artysty, wyjątkowy post pojawił się na profilu Jana Młynarskiego. "25.03.1941-15.03.2017 7 lat. #wojciechmłynarski #mlynarski #wojtekmlynarski #róbmyswoje #poeta #piosenka", pisał pod fotografią z dzieciństwa, na której widzimy go wraz z tatą. Jak wyznała Agata Młynarska, kadr powstał w ogrodzie na Łowickiej. 

Dziennikarka wkrótce potem dodała poruszający wpis. Tak wspomina w nim tatę. "Kilka dni temu dostałam zdjęcia z jubileuszu wybitnego muzyka i kompozytora Janusza Senta z 2005 roku. Ich autorem jest Cezary Piwowarski dokumentujący różne wydarzenia artystyczne. Nie miałam żadnego śladu po wieczorze z udziałem wielkich artystów, którego miałam zaszczyt być gospodynią. Tata i Janusz już razem na górze.
Byli wielkimi przyjaciółmi. Kumplami od piosenek, estrady, towarzyskich imprez, rodzinnych spotkań, kilometrów spędzanych w trasach koncertowych. Janusz Sent czuł Tatę na scenie jako akompaniator. Bo komponować to jedno, a grać do śpiewania, to drugie. Razem stworzyli mnóstwo pięknych piosenek, które dla Pucio Pucio czyli W. Młynarskiego stały się trampoliną do wielkiej popularności.

Bardzo rzadko zdarzało mi się tańczyć z Tatą na scenie. Ale poniosła nas swingująca muzyka, a jazz Tata kochał nad życie. Świetnie też tańczył. Jak się domyślacie takie chwile zaskoczenia sprawiają, że publiczność jest zachwycona. Tata, który zawsze mówił, że improwizacja jest wtedy najlepsza, jak jest dobrze przygotowana, musiał czuć się pewnie w … ramionach prowadzącej wieczór! Bo ja w jego ramionach w tańcu zawsze! Jeszcze raz publicznie zatańczyliśmy podczas jubileuszu Dwójki w teatrze Polskim.
Pamiętam też szalone tańce do rana podczas pamiętnego Sylwestra 1979. Zima stulecia! A impreza stulecia odbyła się w naszym domu. Nie schodziłam z parkietu, tańcząc z Tatą „kroki” z Hybryd, czego z pokorą musiałam się nauczyć! Dziękuję za tę pamiątkę. Otworzyła drzwi do kolejnych wspomnień w dniu rocznicy śmierci Taty."

Tak bardzo go brakuje...  

Czytaj też: Znajomi zazdroszczą im takiej miłości. "Jestem szczęściarą, że tak wcześnie trafił mi się właściwy facet", mówi Katarzyna Żak

Wojciech Młynarski, Warszawa, 25.02.2015 rok, Teatr 6 Piętro. Przedstawienie „Młynarski obowiązkowo!”
Fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

Wojciech Młynarski, Warszawa, 25.02.2015 rok, Teatr 6 Piętro. Przedstawienie „Młynarski obowiązkowo!”

Leonard Pietraszak, Wojciech Młynarski, benefis Wojciecha Młynarskiego, 15.10.2011 rok
Fot. Wojtalewicz Jarosław/AKPA

Leonard Pietraszak, Wojciech Młynarski, benefis Wojciecha Młynarskiego, 15.10.2011 rok

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zamieszkali razem. Teraz czeka ich wielka zmiana!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ o poczuciu zawodowego niedocenienia, związkach – tych „gorszych, lepszych, bardziej udanych” i swoim azylu. KAROLINA GILON I MATEUSZ ŚWIERCZYŃSKI: ona pojechała do pracy na planie telewizyjnego show, on miał przeżyć przygodę życia jako uczestnik programu… MAREK TORZEWSKI mówi: „W miłości, która niejedno ma imię, są dwa kolory. Albo biel, albo czerń. A ja mam tę biel, a to wielkie szczęście…”.