O niełatwych początkach w branży filmowej Robert Więckiewicz opowiedział podczas spotkania z widzami na Festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym. Pretekstem do zwierzeń stało się wyznanie jednej z pań, która powiedziała mu, że jest jej ulubionym aktorem i pamięta go jeszcze z roli strażaka Felka w „Na dobre i na złe”. Aktor wystąpił co prawda tylko w czterech odcinkach, ale ta postać zapadła w pamięć. To skłoniło Więckiewicza do wspomnień.

WIDEO

player placeholder

Nie wygrał castingu i... bardzo się z tego cieszy  

„Pamiętam, kiedy w 1998 roku przyjechałem do Warszawy. Dzisiaj się to nazywa jako „no name”. Czyli działa to tak, że ja znam wszystkich, nikt nie zna mnie. Często to wspominam, jak stałem jesienią pod Pałacem Kultury, padał na mnie deszcz, i myślałem sobie: „Co, to już koniec? To już? Tylko tyle? Że te wszystkie marzenia, że te wszystkie chęci, te pragnienia ? - wyznał Więckiewicz. 

Czytaj także: Robert Więckiewicz przeszedł dla niej ogromną przemianę. Ukochana postawiła jeden warunek

Zobacz także:

A potem wyjawił, że zanim zagrał strażaka Felka, dostał propozycję wzięcia udziału w castingu do bardzo popularnego już wówczas serialu „Klan”. „Pewnego dnia zadzwonił telefon: "Mam dla pana propozycję. Zapraszam pana na casting do serialu „Klan”. Mi się nogi ugięły. Szedłem wtedy Nowym Światem, blisko Placu Trzech Krzyży. Zatrzymałem się na chodniku, musiałem opanować drżenie, musiałem wyregulować oddech. Mówię, "przepraszam, kto dzwoni?". "Jest pan zaproszony na casting do „Klanu”, do dużej roli". 

Robert Więckiewicz

Na casting Więckiewicz czekał tydzień. "To był bardzo długi tydzień. Nie mogłem spać. Przypominałem sobie wszystkie moje szkolne egzaminy. Przypominałem sobie te teksty. Czego oni będą chcieli? O co będą pytać? Jakie będą wymagania? Muszę to mieć" - wyznał. Na tej roli bardzo mu zależało, bo mogła być przepustką do kariery.

Przesłuchania odbywały się pod Warszawą. Więckiewicz pojechał tam autobusem. "Jak tam dotarłem, to coś już mnie zaczęło niepokoić. Zbliżając się do tego miejsca, zacząłem zauważać ludzi, mężczyzn w moim wieku. Niektórych rozpoznawałem. Okazało się, że to nie jest tak, że ja jestem jeden zaproszony na casting. Tam przejechało 250 osób" wspominał. 

„Przełknąłem tę porażkę, chociaż gula była olbrzymia"

Gdy w końcu zaproszono go do sali, był tam reżyser i znany aktor. Reżyser kazał im zagrać jedną scenę ze scenariusza. "Zrobiliśmy to i potem on powiedział do tego aktora, żeby nas zostawił na chwilę samych, bo chce ze mną porozmawiać" - opowiedział Więckiewicz. A po chwili usłyszał, że roli nie dostanie. Do dziś nie wie, dlaczego jego gra nie spodobała się reżyserowi. Ale wtedy przyjął to jako porażkę.

Zobacz również: Najtrudniejsze życiowe próby jej nie złamały. Poruszające wyznanie legendy polskiego teatru: „Wcześnie zaczęłam doceniać każdy dzień”

„Przełknąłem tę porażkę, chociaż gula była olbrzymia. No i poszedłem dalej. I później to już się zadziało. Był strażak Felek, potem grałem w różnych codziennych serialach. I dopiero później przyszedł „Vinci”, moja pierwsza duża rola u Machulskiego" - wyznał Więckiewicz. Całą anegdotę zakończył wyznaniem, że nie żałuje tej straconej roli w "Klanie. "Bo gdybym wygrał ten casting, to czy siedziałbym teraz tutaj z Grażyną Torbicką i z Państwem?".