Ich historia zaczęła się w miejscu, w którym trudno było przewidzieć szczęśliwe zakończenie — przed kamerami telewizyjnego eksperymentu. Anita Szydłowska i Adrian Szymaniak poznali się w trzeciej edycji „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Po zakończeniu programu postanowili zostać razem, stworzyli rodzinę i doczekali się dwojga dzieci. Po latach ponownie powiedzieli sobie „tak” — 12 grudnia 2025 roku wzięli ślub kościelny. Kilka miesięcy później słowa wypowiedzianej wówczas przysięgi nabrały dla Anity znaczenia, którego nikt nie chciałby poznawać tak szybko.
WIDEO…
Miesiąc bez Adriana. Anita Szydłowska i dzieci mierzą się z bolesną stratą
Adrian Szymaniak zmarł 4 września 2026 roku. Miał za sobą wiele miesięcy walki z chorobą nowotworową — w lipcu 2025 roku zdiagnozowano u niego glejaka IV stopnia. W tym czasie Anita pozostawała przy jego boku, a małżonkowie dzielili się częścią swojej codzienności z osobami, które od lat śledziły ich historię. Jednocześnie starali się chronić to, co należało tylko do nich: dom, dzieci i zwyczajne rodzinne chwile.
Po Adrianie została nie tylko historia znana widzom programu, lecz przede wszystkim najbliżsi. Anita oraz ich dwoje dzieci — Jerzy i Bianka — stracili męża i ojca. To właśnie rodzina wielokrotnie pojawiała się w ich wspólnych publikacjach jako najważniejszy punkt odniesienia. Jeszcze podczas choroby małżonkowie starali się zachowywać normalność, choć ich życie podporządkowane było leczeniu i kolejnym badaniom.
Informację o odejściu Adriana przekazali bliscy, prosząc jednocześnie o ciszę i uszanowanie prywatności rodziny. Po jego śmierci Anita niemal zniknęła z mediów społecznościowych. Nie próbowała na bieżąco relacjonować żałoby ani odpowiadać na ogrom zainteresowania. Dopiero miesiąc później zdecydowała się napisać kilka słów — i zrobiła to w niezwykle osobisty sposób.
Anita Szydlowska, Adrian Szymaniak Warszawa, 26.11.2019 Na planie programu Dzien Dobry TVN
Anita Szydłowska wróciła do słów przysięgi. „Nasza miłość przetrwa wieczność”
Wpis opublikowany miesiąc po śmierci Adriana rozpoczyna się od słów doskonale znanych każdej osobie, która składała małżeńską przysięgę. W przypadku Anity Szydłowskiej ich znaczenie jest jednak wyjątkowo przejmujące. Wróciła do momentu, gdy zaledwie kilka miesięcy wcześniej obiecywała Adrianowi miłość, wierność i obecność „aż do śmierci”.
„Ja, Anita, biorę Ciebie, Adriana, za męża i ślubuję Ci: miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że Cię nie opuszczę… aż do śmierci...”
Po tych słowach wyjaśniła, że już w chwili składania przysięgi była świadoma ich ciężaru. Adrian był wówczas chory, dlatego perspektywa straty nie była dla małżonków zupełnie abstrakcyjna.
„Mówiąc tą przysięgę zaledwie kilka miesięcy temu, dokładnie znałam wagę tych słów. Wiedziałam też w środku, że śmierć nas nie rozłączy, bo nasza miłość przetrwa wieczność. Będzie w naszym domu, dzieciach i sercach pełnych wspomnień”.
Anita dodała również, że ich spotkanie traktuje jako coś więcej niż przypadek. Ona i Adrian poznali się przecież w okolicznościach, które same w sobie wydawały się nieprawdopodobne: jako obcy sobie ludzie stanęli przed ołtarzem w telewizyjnym programie, a później zbudowali wspólne życie.
„Taka miłość po prostu się nie zdarza, i chociaż może wydawać się, że poznaliśmy się przez przypadek — wierzę, że było to po prostu przeznaczenie”.
Najbardziej osobiste fragmenty wpisu Anity Szydłowskiej są opowieścią o tych najbardziej zwyczajnych rzeczach, których po odejściu bliskiego człowieka zaczyna brakować najmocniej.
„Wciąż mam nadzieję, że obudzę się z tego złego snu i staniesz jutro w drzwiach z kawą, znów zaczniesz żartować i tak mocno mnie przytulisz. Każdego dnia wypatruję znaków, które dadzą mi siłę”.
W dalszej części wpisu Anita Szydłowska zwraca się do męża bezpośrednio. Przypomina, jak wiele osób śledziło jego historię, ale przede wszystkim składa mu własną obietnicę. Nie dotyczy ona już walki z chorobą ani przeszłości. Jest skierowana w przyszłość.
„Adi, poruszyłeś miliony serc, a ja obiecuję, że dokończę to wszystko, co rozpoczęliśmy razem, tak abyś był ze mnie dumny”.
Ostatnie zdania są jeszcze bardziej osobiste. Anita kieruje do Adriana prośbę, która mocno koresponduje z początkiem wpisu i przywołaną tam przysięgą.
„A Ty obiecaj, że jak przyjdzie na mnie czas, to zabierzesz mnie ze sobą i będziesz się mną opiekował, tak jak ja Tobą”.
Wpis zakończyła datą 04.09.2026 oraz dwoma krótkimi zdaniami, w których nie mówi już wyłącznie we własnym imieniu: „Kochamy. Tęsknimy”.
- SPRAWDŹ TEŻ: To była ostatnia prośba Anny Przybylskiej do Jarosława Bieniuka. Myślała przede wszystkim o dzieciach