W wywiadzie z Michałem Misiorkiem dla Plejady Maria Pakulnis nie unikała trudnych tematów. Mówiła o lękach dotyczących przyszłości, samotności i żałobie po ukochanych zwierzętach. Szczególnie poruszające okazało się wspomnienie kotki Wierusi, której zachowanie aktorka połączyła z momentem odkrycia własnej choroby.

WIDEO…

player placeholder

Maria Pakulnis i kotka Wierusia. Jej zachowanie wzbudziło niepokój

Wierusia miała zwyczaj, który z czasem zaczął zastanawiać Marię Pakulnis. Kotka przychodziła do aktorki i za każdym razem wybierała dokładnie to samo miejsce.

„Wierusia przychodziła do mnie, kładła się na mojej prawej piersi, przytulała się i sobie na niej leżała” – wspominała aktorka.

Zobacz także:

Początkowo nie rozumiała tego zachowania. Z czasem zaczęło jednak budzić w niej coraz większe obawy.

„Nie wiedziałam, dlaczego zawsze wybiera to samo miejsce. Nie ukrywam, trochę zaczęło mnie to niepokoić” – przyznała w rozmowie z Plejadą.

Badania podczas pandemii. Maria Pakulnis dowiedziała się, że ma raka

Wybuch pandemii obudził w aktorce kolejne lęki. Martwiła się również o to, czy będzie miała za co żyć. Właśnie wtedy zdecydowała, że wykona badania, aby przynajmniej upewnić się, że z jej zdrowiem wszystko jest w porządku.

„Postanowiłam, że zrobię sobie badania, żeby uspokoić się, że przynajmniej z moim zdrowiem wszystko w porządku” – opowiedziała Michałowi Misiorkowi.

Wyniki przyniosły jednak wiadomość, której się nie spodziewała. Aktorka dowiedziała się, że ma raka. Do dziś uważa, że w podjęciu decyzji o badaniach pomogła jej ukochana Wierusia.

„Okazało się, że mam raka. Moja koteczka uratowała mi życie” – wyznała Maria Pakulnis.

Wierusia zmarła na gruczolaka. Aktorka wspomina ukochaną kotkę

Historia Wierusi ma również bolesny finał. Kotka zmarła na gruczolaka, który rozwinął się po prawej stronie jej drogi mlecznej. Dla Marii Pakulnis ta zbieżność miała szczególne znaczenie. Zwierzę wcześniej tak często układało się przecież na jej prawej piersi.

„Zupełnie tak, jakby przejęła tę chorobę ode mnie” – mówiła aktorka, wracając pamięcią do ukochanej kotki.

Po śmierci Wierusi pozostał z nią Fiodor, drugi kot syberyjski, z którym wspólnie się starzała. Niestety, także z nim musiała się pożegnać.

Maria Pakulnis pożegnała także 17-letniego Fiodora. Bolesna strata

Fiodor bardzo chorował i aktorka musiała podjąć decyzję o jego uśpieniu. Opiekowała się nim wspólnie z synem. Kiedy była w pracy, Janek podawał kotu insulinę.

Pakulnis z ogromną czułością wspomina codzienne chwile spędzane z pupilem. Szczególnie pamięta, jak Fiodor witał ją po powrocie do domu.

„Nie wiem, jakim cudem on zawsze wiedział, że zbliżam się do domu. Czekał z nosem przy drzwiach i witał się ze mną” – opowiadała.

Śmierć zwierzęcia była dla niej i syna niezwykle trudnym doświadczeniem. Aktorka przyznała, że nadal odczuwa obecność Fiodora.

„Mimo że fizycznie go już z nami nie ma, wciąż czuję jego energię w domu, czuję, jak co wieczór wskakuje mi na łóżko. Tęsknię za nim” – wyznała.

Samotność i kolejna tragiczna wiadomość. Maria Pakulnis mówi o swoich lękach

Pakulnis nie ukrywa, że odczuwa samotność, szczególnie po pożegnaniu Fiodora. Niestety, niedługo później spotkało ją kolejne bolesne doświadczenie.

„Najpierw zmarł mój ukochany kot, a kilka dni później dowiedziałam się, że mój siostrzeniec zginął na motorze. Bardzo to przeżyłam” – powiedziała.

W rozmowie aktorka podzieliła się również refleksjami dotyczącymi przemijania i śmierci. Nie uważa, by należało unikać rozmów na ten temat.

„Śmierć nie powinna być tematem tabu. Przecież wszyscy kiedyś umrzemy” – podkreśliła.

Maria Pakulnis mówiła także o strachu przed wojną oraz obawach dotyczących przyszłości Polski i jej miejsca w Unii Europejskiej. Pomimo trudnych doświadczeń stara się jednak pielęgnować wdzięczność i nadzieję na lepsze chwile.

„Wierzę w to, że spotka mnie jeszcze coś dobrego. Że wkrótce wyjdzie słońce” – powiedziała w rozmowie z Michałem Misiorkiem.

Maria Pakulnis, VIVA! 4/2019
Szymon Szcześniak