O TYM JEST GŁOŚNO

Orina Krajewska, córka Małgorzaty Braunek, spełniła ostatnie życzenie swojej mamy...

„Wiem, że to, co robimy, jest ważne”

Beata Nowicka 22 września 2018 14:26
Orina Krajewska, VIVA! marzec 2015
Fot. Adam Plucinski/Move

Od śmierci mamy, Małgorzaty Braunek, Orina Krajewska aktywnie działa jako współzałożycielka i prezes Fundacji Bądź, która pomaga osobom chorym na raka. W najnowszym, wzruszającym wywiadzie dla Urody Życia Orina mówi, że bardzo chciałaby, żeby mama poznała ją dzisiejszą, bo bardzo się zmieniła. Artystka uważa, że nie przeszłaby tej przemiany, gdyby nie choroba mamy i jej odejście.

Oświecona miłość

Skąd pochodzi jej nietypowe imię? Okazuje się, że „Orin” oznacza Oświeconą Miłość. Rodzice artystki, zafascynowani buddyzmem, wybrali jej imię po rozmowie z mistrzem zen. Małgorzata Braunek zdradziła w jednym z wywiadów: „Chcieliśmy, żeby imię było dla niej drogowskazem na życie. Nie pasowały do naszej córki Julie, Marysie czy Kasie”. Właśnie ukazała się książka Oriny Holistyczne ścieżki zdrowia. Zapytana dlaczego zajęła się tym tematem, powiedziała Urodzie Życia:

„To naturalna konsekwencja tego, co od trzech lat stało się ważną częścią mojego życia – razem z rodziną prowadzę Fundację Małgosi Braunek „Bądź”. Założyliśmy ją po śmierci mamy, to było w pewnym sensie jej życzenie. Mama chorowała na raka, korzystała oczywiście z medycyny konwencjonalnej, ale starała się robić coś więcej – stosowała rozmaite terapie naturalne, praktyki duchowe. (…) Wszystko – umysł, ciało i stan ducha – ma na siebie wpływ. Zaniedbanie jednego z tych obszarów może zaburzać cały system. Moja mama, niestety, nie zdążyła pojechać do kliniki, która oferowała taki rodzaj integralnego leczenia, ale jej wolą było utworzenie czegoś na kształt centrum informacji i studiów nad holistycznym podejściem w medycynie”.

Trzy najważniejsze rady dotyczące jedzenia. Orina głęboko wierzy w moc holistycznego spojrzenia na swoje zdrowie, na życie. Sprawdziła tę moc na sobie. Wiele rzeczy testowała na sobie, na bieżąco, pisząc swoją książkę. I nie zawiodła się. Bezpowrotnie zmieniła dietę. Je uważnie, to znaczy czyta etykiety, skład tego, co wkłada do koszyka. Poza tym stara się wiedzieć, skąd pochodzi jedzenie, które kupuje, bo jeśli coś podróżuje przez pół kuli ziemskiej, musi być solidnie spryskane chemią, a tym samym nie jest zdrowe. 

„Wsłuchuję się też w to, co podpowiada mi ciało. Bo ono często wysyła nam dość jasne sygnały, trzeba tylko chcieć zwrócić na nie uwagę. I to są trzy najważniejsze, najcenniejsze rady dotyczące jedzenia. Poza mądrym odżywianiem dbam o zdrowy, regenerujący sen. No i aktywność fizyczna! Ale to wszystko powinno być „uszyte na naszą miarę”, do tego trzeba dojść metodą prób i błędów – organizm sam podpowie, co jest dla niego najlepsze”, mówi.

„Na przykład dzięki rozmowie z profesorem Tanaką odkryłam potęgę slow joggingu. Choć zawsze uważałam, że bieganie to kompletnie nie moja bajka. Tymczasem okazało się, że to powolne truchtanie jest dla mnie idealne. Przy każdym spadku energii działa jak zastrzyk mocy. No i jest jeszcze jedna arcyważna sprawa – trzeba znaleźć swój sposób na redukowanie stresu”, dodaje.

Recepta na odosobnienie

Jedna z rozmów w książce Oriny to wywiad z profesorem medycyny chińskiej Li Jie. Mówi w nim o dwóch rodzajach postu w medycynie chińskiej. Jeden z nich to post żywieniowy, drugi to post psychiczny. Profesor powiedział, że jednym z lekarstw w medycynie chińskiej jest odosobnienie. W Chinach zapisuje się je „na receptę”. Ten lek to nic innego, jak czas na pobycie ze sobą, skontaktowanie się z tym, co się w nas dzieje. „Zaczęłam ten medykament stosować”, mówi Urodzie Życia Orina.

„Pozwoliłam sobie na to, by się od czasu do czasu wyłączać. Ale wyłączać się bez wyrzutów sumienia, bez myśli: „A może ktoś mnie teraz bardzo potrzebuje, dzieje się coś ważnego, a ja o tym nie wiem”. Tego można się nauczyć. Z czasem i praktyką jest coraz łatwiej. Dziś potrafię odciąć się na kilka dni, nie odbierać telefonu, nie odpisywać na maile. To się naprawdę da zorganizować, nawet jeśli pracuje się zawodowo, nawet jeśli ma się dom, rodzinę”.

Na spotkanie miłości

Kiedy odchodziła mama Oriny, Małgorzata Braunek jej córce przydarzyła się miłość. Na jej drodze stanął Piotr „Vienio” Więcławski, raper, który z Pawłem „Włodim” Włodkowskim założył zespół Molesta Ewenement. To spotkanie miłości i pożegnanie mamy zazębiły się ze sobą. Orina wspomina:

„Zdążyli się poznać. Bardzo się z tego cieszę i wierzę, że tak to miało być. Piotrek bardzo pięknie się mną wtedy opiekował. Po prostu był, wniósł w tamten trudny, ostateczny czas dużo... życia. A ten podmuch życia był mi wtedy bardzo potrzebny. Piotrek z natury jest bardzo wspierający. Angażuje się w pomoc w fundacji. Prowadzi warsztaty kulinarne, które organizujemy razem z Fundacją Onkolandia w Centrum Zdrowia Dziecka. Wiem, że to, co robimy, to co robi nasza fundacja, jest dla niego ważne. Nieprzerwanie wierzył też, że uda mi się skończyć tę książkę, której napisanie było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Jego przyjaźń i wsparcie są dla mnie wielką siłą”.

Cały wywiad z Oriną Krajewską w październikowym numerze Urody Życia!  

Uroda Życia, okładka siostry Przybysz
Fot. Monika Kmita

Małgorzata Braunek, Orina Krajewska, 1996 rok
Fot. Archiwum prywatne

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Pierwszy wywiad Agnieszki Radwańskiej po zakończeniu kariery! Andrzej Piaseczny szczerze o… seksie!