Nie sposób przejść obojętnie obok tej historii. Siostra Małgorzata Chmielewska od około 37 lat otacza miłością i opieką swojego przybranego syna Artura. Ich wspólne życie zaczęło się w dramatycznych okolicznościach. Chłopca znaleziono w Kętach, bez ubrania, zmarzniętego i pozostawionego bez opieki. Dziś siostra wraca do tych wydarzeń i opowiada o decyzji, która odmieniła ich losy.
Siostra Małgorzata Chmielewska opowiedziała, jak Artur trafił do jej życia
Za tą historią kryje się dramat małego chłopca, ale także niezwykła solidarność ludzi, którzy sami potrzebowali pomocy. Siostra Małgorzata Chmielewska w rozmowie z Vivą! wróciła wspomnieniami do początków swojej relacji z Arturem. Dziś jest on dorosłym mężczyzną, ale okoliczności, w jakich trafił pod jej opiekę, trudno zapomnieć.
Wszystko zaczęło się na początku lat 90. Siostra wraz ze swoją przyjaciółką Tamarą prowadziła pierwszy dom dla osób bezdomnych w miejscowości położonej pod Bielskiem-Białą. Pewnego dnia trafiła tam młoda kobieta, Ewa, skierowana przez znajomego z Warszawy. Okazało się, że ma małego synka, który przebywał w domu dziecka.
„To nie był żaden impuls, po pierwsze, nie był pierwszy. Po drugie, była u nas matka. To był początek lat 90. Miałyśmy tu z moją przyjaciółką, założyłyśmy pierwszy dom dla ludzi bezdomnych (...) i z Warszawy przysłał nam kolega, który tu zbierał ludzi bezdomnych z dworca, dziewczynę młodą. Okazało się, że ma dziecko. To dziecko było w domu dziecka” – wspominała siostra Małgorzata Chmielewska.
Wkrótce udało się odnaleźć chłopca. Niestety, to nie był koniec jego trudnych doświadczeń. Jego matka opuściła dom, w którym otrzymała schronienie, a sytuacja przybrała dramatyczny obrót.
Artura znaleziono w Kętach. Leżał bez ubrania, całkowicie zmarznięty
To właśnie ten moment stał się jednym z najważniejszych w życiu siostry Małgorzaty i małego Artura. Kobiety rozpoczęły poszukiwania chłopca i jego matki. W końcu, przy udziale policji, dotarły do Kęt. To, co zastały na miejscu, było wstrząsające.
„I później, niestety, Ewa, mama Artura, wybyła z domu. Znaleźliśmy ją w Kętach, w pobliskim miasteczku, zresztą z policją, nie tyle ją, co Artura leżącego kompletnie bez ubrania, zmarzniętego. Nikogo nie było w melinie, najzwyczajniej w świecie” – opowiadała siostra.
Chłopiec leżał sam, pozbawiony ubrania i narażony na zimno. Siostra nie zdecydowała się pozostawić go w tych warunkach. Artur został zabrany do prowadzonego przez nią domu. Tam pojawiło się pytanie, które miało zaważyć na jego przyszłości: czy ponownie umieścić dziecko w placówce opiekuńczej, czy spróbować dać mu rodzinę?
„Nie oddamy”. Tak mieszkańcy domu pomogli siostrze stworzyć Arturowi rodzinę
O dalszym losie Artura nie zdecydowała sama siostra Małgorzata. Ważną rolę odegrali także mieszkańcy domu dla osób bezdomnych. To właśnie oni stanowczo sprzeciwili się pomysłowi oddania chłopca do sierocińca.
„I wtedy przywieźliśmy Artura, i wtedy było pytanie: Ja mam takie poczucie, że Pan Bóg wysyła nam proroków. Można oddać dziecko do sierocińca, można też próbować stworzyć mu rodzinę. Ludzie bezdomni, mieszkańcy, którzy z nami byli, wszyscy powiedzieli: «Nie oddamy». Ja mówię: «Dobrze, nie oddamy. Wezmę Artura tylko pod warunkiem, że mi pomożecie». I tak było. Póki ci ludzie byli w naszych domach, to bardzo pomagali” – wspominała.
W ten sposób chłopiec znalazł nie tylko opiekunkę, lecz także ludzi gotowych wspierać ją w codziennych obowiązkach. Siostra podkreśliła, że nie była to decyzja podjęta pod wpływem nagłego wzruszenia. Za wszystkim stał świadomy wybór i gotowość do wzięcia odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Artur jest jej przybranym synem od około 37 lat. Dlaczego nie został adoptowany?
Choć Artur jest nazywany przybranym synem siostry Małgorzaty Chmielewskiej, jego sytuacja prawna wyglądała inaczej niż w przypadku adopcji. Zakonnica zwróciła na to szczególną uwagę podczas wywiadu. Chciała, by historia ich rodziny została przedstawiona zgodnie z rzeczywistością.
„Artur nie był adoptowany, był w rodzinie zawsze. (...) Artur był w rodzinie zastępczej. Adopcja wiązałaby się z przybraniem mojego nazwiska. Co zresztą, Artur nie jest jedynym moim dzieckiem, co mogłoby w jakimś sensie go stygmatyzować. Wiadomo, dziecko zakonnicy. Natomiast był w rodzinie zastępczej do 18 roku życia, bo później teraz jestem jego opiekunem prawnym” – wyjaśniła.
Dziś Artur jest dorosłym mężczyzną, a siostra Małgorzata nadal troszczy się o jego codzienne potrzeby. W rozmowie opowiadała również o drobnych przyjemnościach, które sprawiają synowi radość, między innymi o wspólnych wyjazdach po ulubione gadżety. Podkreśliła, że choć jego życie wygląda inaczej niż życie wielu dorosłych mężczyzn, on także ma swoje pragnienia i rzeczy, które chce mieć.
Historia Artura zaczęła się od dramatycznego odnalezienia w Kętach. Potem przyszła decyzja siostry, wsparcie mieszkańców domu i wspólne życie, które trwa od dziesięcioleci. A wszystko zaczęło się od słów ludzi, którzy nie chcieli pozwolić, by chłopiec ponownie trafił do sierocińca: „Nie oddamy”.
Siostra Małgorzata Chmielewska jest laureatką ubiegłorocznej edycji Viva! People Power. A kto zasługuje na wyróżnienie w tym roku? Trwa kolejna edycja naszego plebiscytu! Wybierz swoich faworytów i zdecyduj, kogo chcesz docenić. TUTAJ możesz oddać głos w poszczególnych kategoriach tegorocznej edycji plebiscytu.
Źródło: Plejada