TYLKO U NAS

Blanka Lipińska: „Pierwszy film pornograficzny obejrzałam, jak miałam siedem lat”

„Pierwsza ciekawość zaspokojona, ale długo byłam ostrożna”

Roman Praszyński 11 maja 2019 18:49

Hipnotyzerka, menedżerka nocnych klubów, pisarka. Blanka Lipińska tworzy powieści ostre jak żyletki. Jej „365 dni” i „Ten dzień” są bestsellerami. Mówią o niej: „»Ojciec chrzestny« i »Pięćdziesiąt twarzy Greya« w jednym”. Jak brak seksu wpłynął na jej pisanie? Dlaczego nie wstydzi się sztucznych piersi? I gdzie dała się poderwać młodszemu partnerowi? W zmysłowej rozmowie z Romanem Praszyńskim dla magazynu VIVA!. Wywiad z Blanką Lipińską ukazał się w listopadzie 2018 roku. Przypominamy, co autorka polskiego Greya mówi o operacjach biustu, seksie z młodszym i łóżkowych perwersjach! 

Gratuluję, utrafiła Pani w potrzeby Polek. Ostry seks kręci. 

Nie planowałam wydać tych książek ani trafiać w gusta. Napisałam je cztery lata temu dla siebie. Z głodu seksu i emocji. Żyłam z człowiekiem, którego bardzo kochałam, który był fantastycznym, ciepłym facetem i wszystko było z nim super. Ale nie uprawiał ze mną seksu.

Dramat.

Tak. Naprawdę. Powiedzenie, że seks to zdrowie, nie bierze się znikąd. Najpierw zdrowie psychiczne pada, a później sypie się fizyczne. Żeby z nim być, stworzyłam alternatywną rzeczywistość, czyli „365 dni”. Żyłam seksem moich bohaterów.

Freud by zacierał rączki.

Na jego kozetce miejsce miałabym dożywotnio. Każdemu polecam napisanie książki o tym, czego mu brakuje. To były cztery najlepsze miesiące mojego życia. Mimo że traciłam bliską osobę. 

A co na to KM, któremu mimo wszystko dziękuje Pani na końcu swojej pierwszej książki?

Widział, jak się męczę. Widział moją kobiecą desperację – płacz, krzyki. Ale nie czuł potrzeby zmiany. Powiedział: „Ja już się w życiu naruch…”. Rzeczywiście, miał szalone powodzenie u kobiet. Był bardzo inteligentny i niezwykle przez to czarujący. Podjęłam próby leczenia. Jego i siebie. Nawet wpadłam na pomysł, że zacznę jeść brom. Zadzwoniłam z tym pomysłem do serdecznego kumpla z dzieciństwa, ginekologa. Wybił mi to z głowy bardzo szybko. 

Jak się rozstaliście?

Skończyłam pisać. Oboje byliśmy zmęczeni sobą. Usiadłam przed nim i powiedziałam: „Nie wytrzymuję już. Boję się, że cię zdradzę”. Pomógł mi w przeprowadzce. Po półtora roku mój organizm i głowa błagały o litość. Podobał mi się każdy facet. Pracuję dla federacji KSW, gdzie walczą mężczyźni napakowani testosteronem. Myślałam, że zwariuję, jeżdżąc wtedy na gale. Tylu sportowców i ja – wyposzczona i wierna.

Po rozstaniu rzuciła się Pani w wyuzdany seks?

Szczerze? Nie. Mama mnie tak wychowała, by szanować siebie. Nie na dzisiejsze czasy. 

A co mama na Pani książki?

Nie czytała. Wręczając rodzicom egzemplarz z dedykacją, poprosiłam, żeby nie czytali. Większość czytelników, jeżeli zajrzała na moje social media, widzi w tej książce mnie. Zdawałam sobie sprawę, że rodzice także zobaczą mnie w mojej bohaterce.

Połykającą penisa?

Dokładnie. O ile mój tata był w stanie to znieść, bo przeczytał oba tomy i czeka na trzeci, to moja mama, dama, mogła nie udźwignąć. 

Z troski się Pani ukrywa przed mamą? Czy ze wstydu?

Dlaczego ze wstydu? Tak mnie rodzice wychowali. Jestem, jaka jestem.

Bezwstydna?

Nie. Mam bardzo duży bufor, jeżeli chodzi o seksualność.

Chyba dwa bufory?

Też. Stosunkowo nowe, dziękuję, że zwrócił pan na nie uwagę. Powiększyłam sobie piersi, bo matka natura dała mi rozmiar zero. 

Tak odważnie mówi Pani o silikonie?

W tym kraju mamy za dużo tematów tabu. Nie powiem, jaki seks uprawiałam przedwczoraj. Ale mogę czytelnikowi powiedzieć, jaki to jest dobry seks. Mogę powiedzieć Polakom: „Macie prawo do jakości”. Zwłaszcza kobiety. Nie musicie iść na ilość. Jeżeli macie mniejsze potrzeby niż mężczyzna, to i tak wasze są równie ważne. A panie bardzo często zapominają o tym, idąc do łóżka. Przewracają oczami: „O Boże, on znowu chce. Dam mu, bo jak ja mu nie dam, to da mu inna”. Nie zgadzam się z takim myśleniem. Ja tak już nie robię od bardzo dawna, chociaż też taka byłam, więc wiem, o czym mówię.

Skąd Pani się wzięła?

Z Ochoty przyjechałam, ale jeśli pyta pan o przeszłość, pochodzę z Puław na Lubelszczyźnie. Byłam niesfornym dzieckiem. Zawsze wolałam towarzystwo chłopców niż dziewczynek. Dziewczyny wydawały mi się takie nijakie i ciągle ryczały. A chłopcy bawili się w wojnę.

Strzelała Pani z procy?

Strzelałam ze wszystkiego, z czego dało się strzelać, także z hacelówek. To gumeczka recepturka przywiązana do drutu. Strzela się kuleczkami z przeżutego papieru, obrzydliwe. Od siódmego roku życia trenowałam sztuki walki. Miałam dużo energii, byłam nadpobudliwa ruchowo, trenowałam, co popadnie – karate, taniec, pływanie. Wszystkiego po troszku. Słomiany zapał mam na drugie. 

Ma Pani rodzeństwo?

Mam starszego o rok brata, Jakuba. Geniusza matematycznego. Był lepszy we wszystkim i bardziej dyplomatyczny, nauczyciele go uwielbiali. Przez niego mam przerost ambicji, potrzebę udowadniania całemu światu, że nie jestem gorsza. 

Biliście się?

Tłukliśmy się okrutnie. Zwykle interweniował tata ze styropianowym klapkiem w ręce. Co nas bardziej bawiło, niż bolało. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, coś jak „Dzieci z Bullerbyn”. Rodzice pracowali na paru etatach, nie zawsze byli jednocześnie, ale poświęcali nam dużo czasu. Gdy miałam cztery lata, tata bawił się z nami w kelnera. Przynosił na tacy różne rzeczy do jedzenia, zasłaniał nam oczy i musieliśmy zgadywać, co jemy. Uczył nas smaków. A mama, no cóż, jest najlepsza na świecie, wystarczy, że była. 

Jak poznawała Pani seks? 

Pierwszy film pornograficzny obejrzałam, jak miałam siedem lat. Znaleźliśmy z bratem u taty w szafie. Pierwsza ciekawość zaspokojona, ale długo byłam ostrożna. Moja najlepsza przyjaciółka wpadła i urodziła córkę, gdy miała 16 lat. Widziałam, jak jej życie uległo zmianie i w mojej głowie pojawił się szlaban. Ja się jeszcze dobrze nie całowałam, a ona ma dziecko! To ochroniło mnie przed głupotami.

I mama?

Moja mama ze swoją siostrą ładowały mi przekaz podprogowy. Że pierwszy raz boli, że nie ma co się śpieszyć. Najlepiej z tym czekać do ślubu. Głęboko w to wierzyłam, bo wierzę mojej mamie. Choć żadna z nas do ślubu nie wytrzymała. 

Chłopcy w Pani życiu?

Pierwsza moja miłość, Piotr, był spadochroniarzem w Szkole Orląt w Dęblinie. Był piękny. Wtedy nauczyłam się, że nie należy igrać z uczuciami. Był we mnie wpatrzony, a ja bawiłam się nim, regularnie go zostawiając i wracając.

Okrutne.

Tak. I w pewnym momencie, gdy po roku powiedział „dość”, dowiedziałam się, co znaczy rozczarowanie miłosne i zaczęłam go kochać bardziej niż powinnam. I był moją niespełnioną miłością przez osiem lat. 

I przez ten czas zero seksu?

Ależ skąd. Po prostu przez te osiem lat, gdy go widziałam, odbierało mi zdolność mowy, poruszania się. Coś nieprawdopodobnego. Ale przez rok, kiedy byliśmy parą, miałam 16 lat, nawet się nie całowaliśmy. Chodzenie za rękę i buziaczki w usta. Takie, jak z ciocią można się pocałować. 

Kiedy nauczyła się Pani z języczkiem?

Na obozie harcerskim. Sierpniowa noc i straszna burza wokół. On nazywał się Adam i wrócił ze szpitala, bo miał udar słoneczny. Zakradłam się do jego namiotu, żeby dać mu buzi na dobranoc. Pochyliłam się nad nim, a on złapał mnie za głowę, przycisnął i wsadził język do gardła. 

Pierwszy pocałunek i od razu przemoc?

Można tak to nazwać. Gdyby nie ten przymus, w życiu bym się nie całowała, tak strasznie się tego bałam. 

Pani bohaterka mówi: „Lubię, jak mnie trochę boli”. Pani lubi?

A to zależy. Ciężko wyjaśnić mężczyźnie, o jaki ból chodzi, bo was nic nie boli w trakcie. Tak mi się wydaje.

Orgazm zawsze jest mieszanką przyjemności i bólu.

Bardzo bym chciała przeżyć orgazm jako mężczyzna, choć to mało prawdopodobne. Proszę wyobrazić sobie ciągnięcie za włosy. Ono boli. Tak samo klepnięcie. Ale w sytuacji seksualnej ból podbija doznania. Jest wystrzał endorfin, adrenalina. Przyjemny ból, bolesna rozkosz. Wiadomo, że wszystko z umiarem i w granicach rozsądku tych dwóch osób. Chociaż znam przypadki, że ludzie lubią mocno się uderzyć. I też ich to kręci. Wiadomo, każdy może mieć granice, gdzie chce. 

Pani pierwszy narzeczony…

To był straszny sadysta. Nie tylko w łóżku. Długo nie mogłam odejść. Byłam za młoda i za głupia. 

Rozmawiała Pani o nim z mamą?

Nie. Uznałam, że skoro nie ma na to wpływu, nie będę jej obciążać tą wiedzą i martwić. On groził, że skrzywdzi moją rodzinę. W warunkach puławskich było to możliwe. 

Sytuacja jak w Pani książce?

W tej książce naprawdę jest dużo mnie. Wtedy wolałam nie ryzykować. Z perspektywy czasu myślę, że nic by nie zrobił. Ale miałam niecałe 20 lat, bałam się. Byłam siksą. 

I jak sobie Pani poradziła?

Zakochał się w innej. Zrobił podmiankę, a ja z ulgą wyjechałam do Warszawy. Dostałam propozycję bycia menedżerem sprzedaży w jednym z hoteli. Po maturze zrobiłam studium kosmetyczne, ale potem odkryłam, że kocham hotelarstwo.

Jak życie w Warszawie?

Super. Wielkie miasto, wielki świat. Po opłaceniu mieszkania zostawało mi tysiąc złotych na rękę. Byłam szczęśliwa, to był czas beztroski. Pracowałam z najlepszą przyjaciółką Dody, Anetą. W ten sposób poznałam Dorotę. Po czterech miesiącach życia w Warszawie poznałam największą gwiazdę w Polsce! Przychodziła do mojego domu pogadać i jeść. Uwielbiam gotować. To moja największa pasja życiowa – karmienie ludzi. 

Czym karmiła Pani Dodę?

Serami. Ona uwielbia ser. Czułam się jak w filmie. Doda w mojej kuchni. A ja jeszcze kilka miesięcy wcześniej płakałam do jej piosenek! Zrobiłam dwie przystawki do wyboru, dwie zupy do wyboru, trzy dania główne, dwa desery. Była zachwycona, że ktoś ją próbuje tak ugościć, tak szczerze, bezinteresownie. Zakumplowałyśmy się. Pokazała mi świat, o którym nie miałam pojęcia. Imprezy, gdzie się wchodzi i dostaje ochroniarza i szampana. Dla dziewczyny z Puław to Himalaje. 

Pomogła promować książkę?

Pomogła. Na Instagramie mam z nią zdjęcie. Dzięki temu podchwycił to wszechwiedzący Pudelek. Bardzo mi pomogła życiowo. Zawsze jest bardzo szczera. Czasem chlaśnie mnie tą szczerością w twarz, aż się ledwo zbieram. Nie była zbyt wielką fanką mojego promowania książki w gazecie dla panów. 

Czemu się Pani pokazała w „CKM”?

Bo mogłam. Gdy zapytali, czy się dla nich rozbiorę, powiedziałam, że tak, jeżeli będę pierwszą osobą na okładce pisma dla panów, która trzyma w rękach książkę.

Perwersja!

Wielka. Literatura i seks – ojej! Akurat jechałam na wakacje. Ponieważ nie wstydzę się swego ciała i biegam jedynie w najmniejszych stringach, jakie mam, wiedziałam, że w końcu ktoś zrobi mi zdjęcie. A tak mogłam rozebrać się na swoich warunkach. 

Piersi nowe już Pani miała?

Och, pewnie. Od dwóch lat jestem szczęśliwą posiadaczką tej dwójki. Polecam każdej kobiecie, której ich brakuje. Poczucie wyjątkowości 1000+. 

Mniej czucia w piersiach nie przeszkadza w seksie?

Jeżeli kobieta wsadzi sobie duży implant, to część skóry z boku może być mniej wrażliwa. Ale dla nas ważny jest sutek. Tylko mężczyzn bawi „miętoszenie” skóry. Dla nas nie jest to erotycznie podniecające. To tak, jakbym ja teraz pana miętosiła po ręce. Mniej więcej taki poziom przyjemności. 

Mam mętlik w głowie. Wróćmy do Dody.

Biedna, pewnie uszy ją pieką. Dużo mnie nauczyła. Uratowała mnie przed błędami, jako kobietę. Pamiętam, rzucił mnie chłopak, nie mogłam tego znieść. Byłam gotowa jechać do niego i podjąć próbę powrotu (żenujące). Doda, nie przebierając w słowach, zakazała mi tego. Powiedziała, że jeżeli pojadę, ona ruszy za mną i wyprowadzi za głowę. 

A co radziła przy KM?

Wszystko mi przepowiedziała. Doda jest świetna w czytaniu znaków zodiaku. Po pierwszej randce KM podwiózł mnie pod dom Dody. Weszłam do niej zachwycona, cała promieniałam. „Dzwoń do niego”, powiedziała. „Zapytaj o datę i godzinę urodzenia”. Potem wyciągnęła wielkie księgi, jak z Hogwartu, i zagłębiła się w czytaniu. „Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość”, powiedziała. „Najpierw zła. Nigdy w życiu nie będziecie dopasowani w łóżku”. A on wielki, łysy, ze złamanym nosem. Byłam pewna, że wióry będą lecieć, więc ją wyśmiałam. „A teraz dobra. Będziecie superdopasowani w życiu”.

Jasnowidzka?

To wszystko było zapisane w jej księgach. Dlatego, gdy była miesiąc temu u mnie na kolacji i powiedziała: „Podaj mi datę urodzenia Macieja”, krzyknęłam: „W życiu!”. 

„Kochanie – nie ma takich słów, którymi mogłabym wyrazić wdzięczność za Twoją cierpliwość, opiekuńczość i zaangażowanie”, dziękuje Pani w drugiej książce Maciejowi Buzale. Miłość?

Z całą pewnością. Jest cudowny. Zawsze zakochiwałam się w dużo starszych mężczyznach. A teraz trafił mi się małolat. Maciek jest młodszy o pięć lat. I jest moim wielkim spokojem. Nie wiem, jak to robi, bo gnojek ma zaledwie 28 lat. Gdy wpadłam w wir hejtu i nienawiści po wydaniu „365 dni”, Maciej był dla mnie ogromnym wsparciem. 

Rodaczki zniszczyły Panią?

Jeżeli chodzi o nienawiść, to panuje parytet. Może tylko gdybym była starszą, brzydką kobietą, ominąłby mnie hejt, że jestem kurwą, bo skądś muszę czerpać doświadczenie. Co było najtrudniejsze? Że ja nie mogę tym ludziom odpowiedzieć. Oni wylewają na mnie wiadra pomyj anonimowo. A ja nie mogę ich wszystkich wciągnąć dziurką od nosa moim intelektem. Gdybym każdego dostała tak, jak pan tu siedzi, zmiażdżyłabym 99 procent. Ta niemoc jest najbardziej frustrująca. Bezradność to coś, czego nienawidzę. 

Seks budzi demony?

Wiedziałam, że moje życie się zmieni. Ale nie byłam przygotowana na tyle tego. Nie byłam przygotowana, że moi rodzice będą tak przeżywać. Ochrzaniałam ich wiele razy: „Przeczytajcie artykuł, ale nie zjeżdżajcie niżej na komentarze”. Chcą bronić swego dziecka, to naturalne. I płacą za to cenę. 

Reaguje Pani na agresję internetową?

Dopóki nie ruszają mojej rodziny, nie reaguję. Była taka dziewczyna, która zjechała na temat mojego taty. Pokazałam ją wtedy na moich social mediach, napisałam, że polskie prawo ściga ludzi, którzy zniesławiają w internecie. I że dołożę wszelkich starań, żeby zamienić jej życie w piekło. Bardzo szybko mnie przepraszała. Ale to nie chodzi o mnie, a o moich rodziców. Jeżeli chodzi o moją rodzinę, nie mam skrupułów. Będę ich bronić za wszelką cenę. Bo są miłością mojego życia.

Może Pani podwinąć lewy rękaw?

Na całym ramieniu mam tatuaże twarzy mojej mamy, taty i brata. 

Dlaczego?

Bo w taki sposób zawsze są ze mną. A na plecach mam czaszki, ćmy, pająki i sowy.

Też rodzina?

Ta starsza. Chciałam Matkę Boską, ale mój przyjaciel od tatuażu, straszny prawicowiec, powiedział, że to profanacja. A takiemu „pomiotowi szatana” jak ja pasują demony.

 Wrzuca Pani na Instagram zdjęcia z Maćkiem. Jak się poznaliście?

W El Gounie, w polskiej bazie dla kitesurferów, gdzie pojechałam z przyjaciółką Anką. Był znajomym Anki, myślałam, że zabrała go ze sobą, aby skonsumować, więc w ogóle nie patrzyłam na niego jak na mężczyznę. Nawet myślałam, że jest gejem, kiedy okazało się, że Anna nic od niego nie chce. My z Anką brutalnie obgadywałyśmy mojego faceta, z którym rozstałam się kilka dni wcześniej, a Maciek słuchał, nie odzywał się i pił wino. Anka przeniosła się na tydzień do pokoju naszego znajomego, z którym się lepiej bawiła niż ze mną, a do mnie wprowadził się Maciek, bo u niego popsuła się klimatyzacja. Ale dalej nic się nie wydarzyło.

Wszystko zmieniło się, gdy poprosiłam Maćka, żeby nauczył mnie pływać na głębokiej wodzie – to zmora kitesurferów. Zaimponował mi wtedy umiejętnościami i spokojem. Zobaczyłam w nim autorytet. I mężczyznę. Powiedziałam do Anki i mojej mamy: „Niezła dupa z tego Maćka”. „Cieszę się, że w końcu zauważyłaś, że ten chłopiec czyni ci awanse”, powiedziała moja mama. „On mnie podrywa?”, zdziwiłam się. „Dlaczego ja nic o tym nie wiem?”. I w tej chwili włączył się we mnie łowca – będzie mój, pomyślałam. Gdy wróciliśmy do Warszawy, Maciek pod głupim pretekstem podwiózł mnie do Trójmiasta. I został. 

Co Maciek na to, że stała się Pani „kobietą publiczną”?

Rozmawialiśmy o tym. Ma tak duże poczucie własnej zajebistości, że mówi dumnie: „Kochanie, mam dupeczkę z okładki »CKM«. Zawsze chciałem!”. Ja: „Super, kochanie. A wiesz, że połowa Polski bzyka w myślach tę dupeczkę?”. Uśmiecha się: „A kto ją bzyka naprawdę?”. Ma duży dystans.

Zahipnotyzowała go Pani?

Raczej on mnie. Choć jestem dyplomowaną hipnotyzerką, to nie jest  takie proste. Poszłam na kurs z miłości do byłego faceta. Był mądry, miał wspaniałe poczucie humoru, wielki intelekt, nieprawdopodobną wrażliwość. I był alkoholikiem. A kiedy pił, stawał się facetem bez klasy. 

Jego chciała Pani zahipnotyzować?

Sprawdziłam, że hipnoza jest jedyną stuprocentowo skuteczną metodą wyleczenia alkoholizmu. Ale już na pierwszych zajęciach zrozumiałam, że nie mogę robić terapii swojemu mężczyźnie. Więc wysłałam go do mojego nauczyciela, najlepszego hipnotyzera w Polsce. „Nie uda się”, powiedział mój guru. „On nie chce”. Mój facet poszedł na terapię dla świętego spokoju. Nie dla siebie. Jego nie ma, mi została hipnoza. Teraz nie mam czasu na praktykę, czasem tylko hipnotyzuję Ankę. Jest świetnym materiałem do hipnozy, bo mi ufa i jest podatna na sugestie. 

Ma Pani już setki tysięcy czytelniczek. Zahipnotyzowała Pani pół Polski.

Im więcej będziemy uprawiać dobrego seksu, tym będziemy szczęśliwsi. Im bardziej będziemy szczęśliwi, tym będziemy spokojniejsi. Ten kraj potrzebuje spokojnych ludzi.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.