Wielkie role, prestiżowe produkcje i zawodowe spełnienie. Mogłoby się wydawać, że Sandra Drzymalska ma dziś wszystko, o czym marzy niejedna aktorka. Jednak za kulisami pracy nad postaciami Violetty Villas i Izabeli Łęckiej rozgrywał się jej osobisty dramat. Intensywne zdjęcia, ogromne emocje i całkowite zanurzenie w świecie bohaterek sprawiły, że w pewnym momencie przestała wiedzieć, kim naprawdę jest. „Stałam się postacią, a zapomniałam o sobie. I to było strasznie bolesne” – wyznała w poruszającej rozmowie z magazynem „ELLE”. To jednak nie wszystko. Jej organizm zaczął wysyłać alarmujące sygnały, a podczas przygotowań do „Lalki” doszło do sytuacji, której skutki odczuwała przez kilka dni.
WIDEO…
Sandra Drzymalska zatraciła się w rolach Villas i Łęckiej. „Zapomniałam o sobie”
Z zewnątrz wszystko wyglądało jak spełnienie aktorskich marzeń. Dwie duże role, wymagające postacie i możliwość pracy przy wyjątkowych produkcjach. Sandra Drzymalska przygotowywała się do wcielenia w Violettę Villas, a jednocześnie pracowała nad Izabelą Łęcką w nowej adaptacji „Lalki” dla Netflixa. Za tym zawodowym sukcesem kryła się jednak historia, o której dotąd niewiele mówiła. Historia samotności, wyczerpania i momentu, w którym przestała rozpoznawać samą siebie.
W wywiadzie dla magazynu „ELLE” aktorka przyznała, że samotność towarzyszy jej od dzieciństwa. Przez lata nauczyła się z nią żyć, a nawet odnajdywać w niej coś wartościowego. Jednak podczas intensywnej pracy na planach zdjęciowych doświadczyła zupełnie innego uczucia.
„Ta nowa pojawiła się nagle i spowodowała dojmujące poczucie pustki. Samotność może być wypełniająca, pustka nigdy. Towarzyszył jej ból” – wyznała.
Przechodzenie między rolami, zmiany harmonogramów i ogromne emocjonalne zaangażowanie sprawiły, że granica między życiem Sandry a światem odgrywanych przez nią bohaterek zaczęła się zacierać. Aktorka, która zazwyczaj doskonale wiedziała, kim jest i czego pragnie, nagle straciła tę pewność.
„Nie potrafiłam zrozumieć, gdzie podziała się Sandra” – przyznała, a chwilę później wypowiedziała słowa, które najlepiej oddają cenę jej zawodowego zaangażowania.
„Stałam się postacią, a zapomniałam o sobie. I to było strasznie bolesne”.
Nie chodziło więc wyłącznie o zmęczenie po wymagających zdjęciach. Drzymalska opowiedziała o doświadczeniu, w którym emocje fikcyjnych postaci zajmowały coraz więcej miejsca, a przestrzeń na jej własne życie stopniowo znikała.
ZOBACZ TEŻ: Dziś gra Łęcką i Violettę Villas. Mało kto wie, jak zaczynała Sandra Drzymalska. Dużą rolę odegrała jej mama
Dwie wielkie role, ale gdzie szczęście? Aktorka opowiedziała o bolesnej samotności
Szczególnie poruszająca jest historia przypadkowego spotkania z koleżanką po fachu. Aktorka pogratulowała Sandrze dwóch dużych ról. Wydawałoby się, że trudno o bardziej naturalną reakcję. Dla Drzymalskiej ta rozmowa stała się jednak momentem zaskakującej szczerości.
„Myślisz, że jestem przez to szczęśliwsza?” – odpowiedziała koleżance.
Jak przyznała w rozmowie z „ELLE”, sama była zaskoczona tym pytaniem. Nie planowała go ani wcześniej nie analizowała. Dopiero później zrozumiała, jak wiele mówiło o jej ówczesnym stanie emocjonalnym.
Praca nadal przynosiła jej satysfakcję, ale zabrakło miejsca na osobiste szczęście. Rzeczy, które wcześniej dawały jej radość, przestały działać tak samo. Aktorka, czerpiąca inspirację z podróży, sztuki i obserwowania ludzi, nie znajdowała już przestrzeni na własne doświadczenia.
„Nagle zabrakło miejsca na moje życie. A jednocześnie moje postacie rosły. Oddałam im ogromną część siebie” – powiedziała.
Jeszcze trudniejszy okazał się proces powrotu do codzienności. Drzymalska zdradziła, że emocji nagromadzonych podczas pracy nie udało jej się zostawić za sobą wraz z zakończeniem zdjęć. Szczególnie mocno odczuwała to po roli Violetty Villas.
„Nie wyregulowałam się przed wejściem na kolejny plan, gdy siedziałam jeszcze mocno w postaci Villas” – wyjaśniła.
W chwili przeprowadzania wywiadu, dwa miesiące po zakończeniu zdjęć, nadal przechodziła proces wychodzenia z roli. Opisała również pustkę pojawiającą się wtedy, kiedy intensywne emocje, które przez długi czas towarzyszyły budowaniu postaci, nagle przestają być potrzebne.
Sposobem na poradzenie sobie z najtrudniejszym momentem okazał się płacz. Aktorka przyznała, że właśnie w ten sposób reguluje silne emocje. Po tym doświadczeniu złożyła sobie jednak ważną obietnicę: nigdy więcej nie chce doprowadzić do sytuacji, w której pogubi samą siebie.
Sandra Drzymalska, 24.09.2026 Gdynia, Festiwal Polskich Filmow Fabularnych FPFF 51. Edycja, Dzien 4 Konferencja prasowa filmu Violetta Villas w rezyserii Karoliny Bielawskiej
Organizm Sandry Drzymalskiej zaczął się buntować. Tak wyglądała praca nad „Villas”
Emocjonalne wyczerpanie nie było jedyną ceną intensywnej pracy. Sandra Drzymalska opowiedziała także o fizycznych konsekwencjach głębokiego wchodzenia w postać. Jej zdaniem aktor może doskonale wiedzieć, że odgrywane wydarzenia są fikcją, ale ciało nadal doświadcza ogromnego wysiłku.
Szczególnie mocno poczuła to pod koniec zdjęć do produkcji o Violetcie Villas.
„Poczułam to pod koniec zdjęć do „Villas”, gdy rano jechałam na plan, moje ciało jakby się przed tym broniło, tak było zmęczone” – wspominała.
W rozmowie przyznała też, że zdarzało jej się przekraczać własne granice podczas realizacji wymagających emocjonalnie scen. Chociaż wiedziała, że kolejne ujęcia mogą być dla niej obciążające, nie zawsze potrafiła w porę przerwać pracę.
To szczególnie mocne świadectwo tego, jak Drzymalska doświadcza swojego zawodu. Aktorka nie ukrywa, że jest perfekcjonistką, osobą ambitną i bardzo krytyczną wobec siebie. Poczucie odpowiedzialności potrafi odbierać jej sen, a nadmiar obowiązków powodować ogromne napięcie.
Jednocześnie coraz lepiej rozpoznaje sygnały wysyłane przez organizm. Wie, kiedy powinna ograniczyć liczbę kolejnych ujęć, i stara się mówić o swoich potrzebach. Nie jest to jednak łatwe dla osoby, która sama przyznaje, że ma problem z odpuszczaniem.
Drzymalska otwarcie mówi, że miłość do aktorstwa potrafi skłaniać do ogromnych poświęceń. Coraz wyraźniej dostrzega jednak, że nie mogą one odbywać się bez końca kosztem zdrowia.
Dramatyczna przymiarka kostiumu do „Lalki”. Sandra Drzymalska straciła czucie w nodze
Jak wielkim wyzwaniem może być przygotowanie do roli, pokazała także praca nad postacią Izabeli Łęckiej. W nowej adaptacji „Lalki” dla Netflixa niezwykle ważnym elementem budowania bohaterki były kostiumy przygotowane we współpracy z Dorotą Roqueplo.
Sandra Drzymalska zachwycała się ich kunsztem. Suknie powstawały na miarę, podobnie jak buty i gorset. Do wykonania niektórych elementów wykorzystano nawet oryginalne materiały z XIX wieku. Piękno historycznych strojów miało jednak swoją bardzo konkretną, fizyczną cenę.
Pierwsze spotkanie z gorsetem okazało się dla aktorki wyjątkowo trudne. Jak wspominała, początkowo nie mogła w nim oddychać. Z czasem pojawił się znacznie poważniejszy problem.
„Przymiarki trwały po trzy-cztery godziny, aż pewnego razu gorset tak nacisnął na nerw, że ścierpła mi noga. Utrata czucia trwała kilka dni” – opowiedziała w „ELLE”.
To jednak nie był koniec fizycznych trudności związanych z kostiumami. Drzymalska przyznała, że jeszcze większym wyzwaniem okazał się ciężar historycznych strojów. Po wielu godzinach spędzonych na planie ich noszenie stawało się znaczącym obciążeniem dla ciała.
Choć aktorka podkreśla, że kostium pomagał jej budować postać, doświadczenie pozwoliło jej również inaczej spojrzeć na codzienność kobiet żyjących w XIX wieku. Zwróciła uwagę na ograniczenia ruchu, ucisk talii i dyskomfort, który towarzyszył noszeniu podobnych ubrań.
Sandra Drzymalska uczy się mówić „stop”. Nie chce ponownie zatracić siebie
Po doświadczeniach związanych z pracą nad „Villas” i „Lalką” Sandra Drzymalska coraz większą wagę przykłada do własnych granic. Jak sama podkreśla, nie zawsze umiała ich bronić.
Gdy zaczynała karierę, miała 21 lat i często zgadzała się na wszystko. Zdarzało jej się również doświadczać protekcjonalnego traktowania. Z czasem, dzięki kolejnym doświadczeniom, terapii i pracy nad poczuciem własnej wartości, zaczęła inaczej podchodzić do swoich potrzeb.
Dziś mówi konkretnie o warunkach, które pozwalają jej bezpiecznie wykonywać zawód.
„Choćby 10-godzinna przerwa między zdjęciami, żebym mogła się zregenerować” – wskazała jako jeden z przykładów.
Przyznała również, że kiedy zdarza jej się pracować na planie 16 godzin, nie chce skracać czasu przeznaczonego na odpoczynek nawet przez wcześniejszy transport. Wie już, że nieustanne przekraczanie własnych możliwości nikomu nie służy.
Nie oznacza to jednak, że stawianie granic przychodzi jej bez trudu. Aktorka opowiedziała o sytuacji, w której zdecydowała się ograniczyć przygotowania do kolejnej produkcji. Mimo świadomości, że robi to dla własnego dobra, towarzyszyło jej poczucie, że kogoś zawodzi.
W tym doświadczeniu kryje się jeden z najbardziej osobistych wątków całego wywiadu. Drzymalska nie zamierza rezygnować z ambicji ani z głębokiego przeżywania swoich ról. Chce jednak nauczyć się chronić tę część siebie, która nie należy do żadnej z odgrywanych postaci.
„Zrozumiałam, że zdrowie jest najważniejsze, bez niego nic nie zrobię” – podkreśliła.
Jej opowieść jest daleka od prostego obrazu aktorskiego sukcesu. Za kolejnymi rolami, które przynoszą zawodową satysfakcję, mogą stać ogromny wysiłek, samotność i trudne emocje. Sandra Drzymalska przekonała się o tym podczas pracy nad dwiema wymagającymi bohaterkami.
Dziś, jak wynika z jej wyznań, równie ważne jak stworzenie przekonującej postaci stało się dla niej coś znacznie bardziej osobistego: umiejętność powrotu do samej siebie.
Sandra Drzymalska