Nie ścigał się tym razem o sekundy, miejsca ani kolejne trofeum. Przez kilka kolejnych dni Sobiesław Zasada prowadził Porsche 911 Dakar z numerem 405, przejeżdżając pełną trasę imprezy. Ten sam numer widniał na samochodzie, którym w 1967 roku dokonał czegoś, co do dziś pamiętają miejscowi kibice. Na trasie znów czekali na niego Argentyńczycy, przedstawiciele tamtejszej Polonii i ludzie, którzy pamiętali słynne zwycięstwo Polaka sprzed blisko sześciu dekad.

WIDEO…

player placeholder

Kim jest Sobiesław Zasada? Jego nazwisko od dziesięcioleci należy do historii światowych rajdów

Żeby właściwie zrozumieć wagę wydarzeń z Argentyny, trzeba cofnąć się znacznie dalej niż do 1967 roku. Sobiesław Zasada urodził się 27 stycznia 1930 roku w Dąbrowie Górniczej. Sport był obecny w jego życiu na długo przed tym, zanim świat poznał go jako kierowcę rajdowego. 

Najbardziej imponująca pozostaje jego sportowa karta. Sobiesław Zasada trzykrotnie zdobywał rajdowe mistrzostwo Europy — w 1966, 1967 i 1971 roku — oraz trzykrotnie zostawał wicemistrzem Europy. Zdobywał te tytuły w czasach poprzedzających powstanie znanych dziś Rajdowych Mistrzostw Świata. Był kierowcą fabrycznym takich marek jak Steyr-Puch, Porsche, BMW i Mercedes-Benz, a według jego oficjalnej biografii wygrał w całej karierze 148 rajdów na pięciu kontynentach.

Zobacz także:

Jednym z najważniejszych miejsc w tej historii przez dziesięciolecia pozostawała także jego żona Ewa Zasada. Poznali się jeszcze w szkole, a pobrali 27 grudnia 1952 roku. Ewa wielokrotnie zasiadała obok męża jako pilotka rajdowa. Ewa Zasada zmarła 19 sierpnia 2021 roku w Krakowie. 

Sobiesław Zasada, Ewa Zasada, Kraków, 17.06.2015.
Fot. PAP/Jacek Bednarczyk

Sportowa długowieczność Sobiesława Zasady już wcześniej zadziwiała. W 2021 roku, mając 91 lat, wystartował w Safari Rally Kenya, zapisując się w historii jako najstarszy kierowca startujący w rundzie WRC. Pięć lat później znów postanowił zrobić coś, czego trudno byłoby od niego oczekiwać nawet po tak niezwykłej karierze.

„Latający Polak”. Tak Sobiesław Zasada podbił Argentynę i zdobył pseudonim, który przetrwał 59 lat

Jest rok 1967. Sobiesław Zasada ma 37 lat i właśnie zdobył drugi tytuł mistrza Europy. W październiku pojawia się w Argentynie, by wystartować w Gran Premio Internacional de Turismo — niezwykle wymagającej imprezie prowadzącej przez tysiące kilometrów argentyńskich dróg. Towarzyszy mu pilot Jerzy Dobrzański, a na drzwiach ich czerwonego Porsche 911 widnieje numer 405.

Dla Europejczyka była to wyjątkowo trudna próba. Lokalni zawodnicy znali teren, pogodę i specyfikę tras. Zasada musiał mierzyć się z długimi etapami, szutrami, kamieniami, górami i zmieniającymi się warunkami. Porsche przypomina dziś, że podczas pierwszego etapu Polak mimo odległej pozycji startowej szybko znalazł się w ścisłej czołówce, a kolejne fragmenty rajdu tylko potwierdziły jego tempo. W finałowej części zawodów wypracował przewagę, która zapewniła mu zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.

Skala tego triumfu robi wrażenie również po latach. Według materiałów przypominających wydarzenia z 1967 roku na starcie pojawiło się 376 samochodów, a do mety dotarło 91. Zasada wraz z Dobrzańskim pokonali ponad 300 rywali. Dla argentyńskiej publiczności zwycięstwo przybysza z Polski było sensacją.

Właśnie wtedy narodził się „El Polaco Volador” — „Latający Polak”.

Tak zaczęły określać Zasadę miejscowe media. Pseudonim miał oddawać sposób, w jaki polski kierowca przemierzał niezwykle trudne argentyńskie drogi i pokonywał zawodników doskonale znających miejscowe warunki. Pseudonim przetrwał dziesięciolecia. Kiedy Zasada w 2026 roku ponownie pojawił się w Argentynie, „Polaco Volador” znów powrócił w tamtejszych publikacjach i materiałach poświęconych jego wizycie. Porsche Argentina właśnie tym określeniem zatytułowało komunikat dotyczący powrotu polskiego kierowcy.

Sobiesław Zasada, Warszawa 09.11.1972.
Fot. PAP/Jan Morek / Sobiesław Zasada, Warszawa 09.11.1972.

Ma 96 lat i przejechał 3351 kilometrów. Sobiesław Zasada znów dotarł do mety w Argentynie

We wrześniu 2026 roku Sobiesław Zasada wrócił do Argentyny jako gość specjalny XXIII Gran Premio Argentino Histórico. Od jego zwycięstwa minęło 59 lat. Zmieniły się samochody, drogi i formuła samej imprezy. Nie zmieniło się jedno: za kierownicą znów siedział on.

Tegoroczne Gran Premio nie było dokładnym odpowiednikiem wyścigu, który Zasada wygrał w 1967 roku. Współczesna impreza organizowana przez Automóvil Club Argentino jest rajdem regularności, prowadzonym zgodnie z obowiązującymi przepisami ruchu drogowego. Polski kierowca uczestniczył w nim jako gość honorowy i nie podlegał klasyfikacji.

Zasada za kierownicą Porsche 911 Dakar z numerem 405 przejechał jednak całą trasę. 3351 kilometrów. Sześć etapów. Kilka dni jazdy. Trasa prowadziła z Buenos Aires przez Luján, Alta Gracię, Catamarcę i San Juan, a finał odbył się w Córdobie. Jego pilotem był Krzysztof Bąk.

25 września 2026 roku 96-letni Sobiesław Zasada dotarł do mety.

Czekali na niego kibice, przedstawiciele lokalnych władz i argentyńskiej Polonii. Był witany przez ludzi, dla których nazwisko polskiego kierowcy nie jest jedynie informacją z archiwalnych tabel wyników. Niektórzy pamiętali 1967 rok. Inni znali historię „Latającego Polaka” z opowieści. Powrót Zasady szeroko relacjonowały media w Polsce i Argentynie.

„Właśnie przejechałem przez Argentynę, mam 96 lat i czuję się świetnie! 3351 kilometrów, sześć etapów i sześć dni za kierownicą. Dziś w Córdobie zakończyliśmy Gran Premio Argentino Histórico. Kiedy jechałem ten rajd 59 lat temu, około 80 procent trasy stanowiły szutry. Dzisiaj niemal wszędzie jest asfalt. Tamten rajd był nieporównywalnie trudniejszy, ale przez te kilka dni wiele razy wracałem myślami do 1967 roku. Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak to, jak byliśmy przyjmowani. Ludzie czekający przy trasie, rozmowy z tymi, którzy pamiętają mój poprzedni start, spotkania z Polonią, z mediami. Nadal nazywają mnie „Latającym Polakiem”. Nie spodziewałem się aż tylu emocji. Gratulacje dla mojego pilota Krzysztofa Bąka. Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami” — napisał na Instagramie.