Carolyn Bessette-Kennedy do dziś pozostaje jedną z najbardziej fascynujących ikon lat 90. Zachwycała stylem, intrygowała swoją powściągliwością i budziła ogromne zainteresowanie jako żona Johna F. Kennedy’ego Jr. Jej życie zakończyło się jednak nagle i tragicznie.

WIDEO…

player placeholder

30 września 2026 roku nakładem Wydawnictwa Muza ukaże się książka Elizabeth Beller „Była sobie dziewczyna... Poruszająca historia Carolyn Bessette-Kennedy”, która przybliża nie tylko jej związek z synem prezydenta USA, lecz także samą Carolyn — jej charakter, relacje i życie z dala od oficjalnego wizerunku.

Publikujemy fragment rozdziału „Po drugiej stronie”, obejmującego wydarzenia z 16–24 lipca 1999 roku. To zapis nocy, podczas której bliscy Carolyn, Johna i jej siostry Lauren z rosnącym niepokojem próbowali ustalić, dlaczego ich samolot nie dotarł na miejsce.

Zobacz także:

Ostatnie godziny Carolyn Bessette-Kennedy. Fragment książki Elizabeth Beller

Czekali na nich bliscy. Czekali po drugiej stronie – błękitu, nieba i wody. W piątkowy wieczór o 22 na lotnisku Martha’s Vineyard małżeństwo z małą córeczką czekało na Lauren, by zabrać ją do siebie. Dan Samson czekał na Johna i Carolyn na lotnisku w Hyannis Port. John poprosił go, żeby przyleciał z Seattle na Wschodnie Wy brzeże i wspólnie z nim opracował w ten weekend plan nowego przedsięwzięcia biznesowego. Samson nie wiedział, czy chodzi o prze kształcenie „George’a” w magazyn internetowy, czy może o wznowie nie przez Random Ventures masowej produkcji ręcznie robionych kajaków. Wiedział tylko, że ma odebrać parę z lotniska i zawieźć ją do posiadłości Kennedych, gdzie trwały już uroczystości związane ze ślubem Rory z pisarzem Markiem Baileyem.

Przed domem stał ogromny biały namiot przygotowany na sobotnią ceremonię. W domu rozbrzmiewały śmiechy i toasty. Wręczano prezenty, wśród nich dużą patchworkową kapę, której każdy segment ozdobiono motywem symbolizującym jednego z członków rodziny Kennedych. Wszyscy byli w dobrych humorach i cieszyli się szczęściem Rory i Marka, którzy dopiero co skończyli wspólną pracę nad jej najnowszym dokumentem American Hollow. Na przyjęciu bawiło się 275 gości, a wraz z upływem wieczoru rósł zarówno gwar, jak i radosny nastrój. Niektórzy wiedzieli, że Carolyn i John wystartowali z opóźnieniem i mieli najpierw wysadzić Lauren. Może po drodze zatrzymali się na kolację. Jednak małżeństwo z córką czekające na Lauren zaczęło się niepokoić i zapytało pracownika obsługi lotniska, czy wie, gdzie znajduje się samolot. Ten z kolei zwrócił się do wieży kontroli lotów z pytaniem, czy dla Pipera Saratogi złożono plan lotu. Okazało się, że nie. Znajomi Lauren odczekali jeszcze jakiś czas, po czym ponowili pytanie, ponieważ lotnisko miało zostać zamknięte o 22. Na ich prośbę kilka minut po zamknięciu pracownik obsługi technicznej zadzwonił do placówki Federal Aviation Agency w Bridgeport w stanie Connecticut.

Dan Samson zadzwonił do Carole Radziwill, która spędzała lato z Anthonym w Red Gate Farm. Carolyn i John mieli pomagać jej w opiece nad mężem w ostatnich tygodniach jego życia, a właściwie zaopiekować się obojgiem. Była już północ i Carole początkowo myślała, że dzwoni John, gdy Anthony bez słowa podał jej telefon. Samson przeprosił za późną porę i wyjaśnił, że miał odebrać Carolyn i Johna z lotniska, ale nie doczekał się ich. Zapytał, czy nie zatrzymali się w Red Gate Farm.

Carole napisała później: „Jest północ, kiedy ludzie zwykle nie dzwonią. Słyszę obcy głos i już wszystko wiem”.

Carole przeszła korytarzem do kuchni, a Friday podążył za nią. Zwróciła uwagę na piankę, którą Carolyn w poprzedni weekend rozwiesiła na krześle do wyschnięcia, i obliczyła, że minęły cztery godziny, odkąd przyjaciółka zatelefonowała do niej tuż przed startem.

Zadzwoniła na lotnisko w Hyannis Port, a potem czekała na telefon zwrotny, podczas gdy pracownik obsługi technicznej szukał samolotu Johna. Oddzwonił – samolotu nie było. Carole spytała go, czy jest tego pewien. Przypomniała mu, że to nowa maszyna.

– Hm, przykro mi, ale John na pewno nie wylądował tu dziś wieczorem – powiedział.

John F. Kennedy Jr. i Carolyn Bessette
Richard Corkery/NY Daily News Archive via Getty Images /

John F. Kennedy Jr. i Carolyn Bessette, 1997 r. 

Następnie Carole skontaktowała się z lotniskiem Caldwell. Tak, wystartowali około 20.30; samochód Johna wciąż stał na parkingu. Potem zadzwoniła do Bridgeport, by dowiedzieć się, że nie ma tam o nich żadnej wzmianki, ponieważ nie złożono planu lotu. Na Martha’s Vineyard początkowo nikt nie odbierał, ale później do Carole oddzwonił pracownik lotniska i odczytał jej wiadomość, którą zostawili przyjaciele Lauren. Czekali, ale w końcu pojechali do domu.

„Odezwij się, kiedy przylecisz. Przyjadę po ciebie. Daniel”.

Carole zadzwoniła do Daniela, który odebrał telefon z nadzieją, że to Lauren. Nadal wybierała także numer Dana Samsona, który próbował skontaktować się z Tedem Kennedym. Zadzwoniła też do mieszkania Carolyn i Johna. Początkowo była przekonana, że słuchawkę podniosła Carolyn, była to jednak RoseMarie, która nocowała tam z powodu awarii klimatyzacji w swoim mieszkaniu. Rose również dołączyła do pełnego niepokoju czuwania przy telefonie.

Carole znalazła numer Jaya Biedermana, instruktora latania, który szkolił Johna. Gdy dowiedziała się, że Jay nie leciał z nimi, zgasła kolejna iskierka nadziei. W końcu, kiedy jej i Samsonowi nie udało się skontaktować z Tedem, zadzwoniła do Straży Przybrzeżnej.

W swoich wspomnieniach Carole wyznała, że Anthony obudził się wśród całego zamieszania, a kiedy zobaczył jej notatki i numery telefonów zapisane na kartce, ukrył twarz w dłoniach i się rozpłakał.

W końcu odezwał się Ted Kennedy. Był spokojny i starał się wszystkim dodawać otuchy. Mimo to uczestnicy przyjęcia, które miało być radosną uroczystością, zaczęli pogrążać się w rozpaczy. Carole była kłębkiem nerwów już od północy, gdy zadzwonił do niej Samson.

Natarczywe telefony Carole do Straży Przybrzeżnej w Woods Hole postawiły w stan pełnej gotowości wszystkie służby ratunkowe. Woods Hole skontaktowało się z Pierwszym Okręgiem Straży Przybrzeżnej w Bostonie, który z kolei zawiadomił FAA. Agencja w końcu sprawdziła, czy samolot Johna nie zmienił trasy i nie wylądował gdzieś indziej niż w Hyannis Port lub na Martha’s Vineyard.

Nie zdoławszy zlokalizować maszyny, FAA ponownie skontaktowała się ze Strażą Przybrzeżną, a także z Ośrodkiem Koordynacji Ratownictwa Sił Powietrznych w bazie lotniczej Langley w Wirginii. Kutry Straży Przybrzeżnej rozpoczęły oficjalną akcję poszukiwawczą.

Wkrótce John Podesta, ówczesny szef personelu Białego Domu, zadzwonił do prezydenta Clintona przebywającego w Camp David. Clinton nakazał podjęcie wszelkich środków niezbędnych do odnalezienia samolotu i poprosił o stałe raporty z przebiegu poszukiwań.

Carole i Anthony musieli przeprowadzić jeszcze dwie rozmowy. Caroline przebywała z Edem i dziećmi na spływie w Idaho, w rejonie znanym jako Rzeka Bez Powrotu. Ponieważ nie było kontaktu z ich schroniskiem, Anthony zdołał namierzyć komendanta lokalnej policji Philipa Enrighta, który o 4.30 nad ranem pojechał na miejsce i przekazał Caroline, że dzwoni jej kuzyn z Massachusetts i sprawa jest pilna.

John F. Kennedy Jr. i Carolyn Bessette
Ron Galella/Ron Galella Collection via Getty Images /

John F. Kennedy Jr. i Carolyn Bessette

Następnie Carole wybrała numer do domu Freemanów w Connecticut. Telefon odebrał doktor Freeman, a Carole szybko wyjaśniła, że nie ma kontaktu z Carolyn i Johnem, ale już trwają poszukiwania. Jak później napisała w „What Remains”, powiedziała mu:

„Jestem pewna, że wszystko jest w porządku, ale nie chciałam, żebyście dowiedzieli się o tym z wiadomości”.

Ann Freeman natychmiast do niej oddzwoniła. W napięciu wysłuchała relacji Carole o nocnych telefonach i rozpaczliwych próbach ustalenia, co się stało.

– Ale wszystko jest w porządku, prawda? Czy ktoś jeszcze leciał z nimi samolotem?

Carole milczała. Wystarczająco długo, by Ann krzyknęła z przerażenia.

Tej nocy nikt nie spał. A gdy nastał świt 17 lipca, wiadomość dotarła już do wszystkich. Kamery telewizyjne były wszędzie – na North Moore Street, gdzie ułożono już setki kwiatów i dowodów współczucia, a także wokół posiadłości Kennedych w Hyannis Port. W serwisach informacyjnych dziennikarze z powagą podsumowywali życie Johna i Carolyn między kolejnymi komunikatami o… braku jakichkolwiek nowych doniesień.

Nikt nie chciał powiedzieć tego głośno, choć nadzieja nie zgasła całkowicie, szybko stawała się coraz mniej realna.

Okładka książki
mat. prasowe wyd. MUZA