Olga Figaszewska 1 listopada 2016 13:30
Maria Czubaszek odeszła w maju w wieku 76 lat.
1/5
Maria Czubaszek
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM
1/5

Maria Czubaszek, słynna satyryczka, pisarka i felietonistka zmarła 12 maja 2016 roku w wieku 76 lat.  


Była jedną z najbarwniejszych osobowości radia i telewizji. Wzbudzała emocje: śmieszyła, rozbawiała. Ciętym językiem i celnym dowcipem potrafiła też dzielić Polaków.

 

Będziemy pamiętać! Wspominamy ludzi, którzy odeszli w 2016


Swoją osobowością i nieposkromionym poczuciem humoru potrafiła rozbroić każdego, nawet w politycznych sporach. Mówiła, że „śmierć to już po balu”. Nie wierzyła w życie pozagrobowe, choć chciałaby, by istniało bo… spotkałaby w nim wszystkie swoje psy. Do wszystkiego potrafiła podejść z dystansem, czym skradła serca milionów fanów.


Nie bała się śmierci, wręcz przeciwnie, twierdziła, że już się nażyła. Martwiła się tylko o swojego męża jazzmana Wojtka Karolaka, że będzie bardzo przeżywał jej odejście. Nie wiedziała jak da sobie bez niej radę -  Krystyna Pytlakowska wspominała tak Marię Czubaszek.

 

Polecamy też: "Nie bała się śmierci. Martwiła się tylko o męża". Krystyna Pytlakowska wspomina Marię Czubaszek


W 2013 roku Maria Czubaszek udzieliła VIVIE! wywiadu Krystynie Pytlakowskiej. Zapozowała w wyjątkowej sesji autorstwa Zuzy Krajewskiej i Bartka Wieczorka, w swoim stylu - z przymrużeniem oka. Luksusowe stylizacje, błyszcząca biżuteria i papierosy, które lubiła bardziej niż seks.

 

Polecamy też: Gwiazdy żegnają Marię Czubaszek! Wojewódzki, Biedroń, Kuźniar. "Wielki smutek"

 

Jesteś zadowolona ze swojej urody po chirurgicznych poprawkach?
Maria Czubaszek: Wszyscy mnie o to pytają, a ja szczerze odpowiadam, że właściwie nie mam do tego żadnego stosunku. Przedtem też nie widziałam swoich zmarszczek, bo przysięgam, nie wpatruję się w lustro. Gdy się wygląda tak, jak ja, błędem jest pytać, czy się sobie podobam, czy nie.


– Nie przesadzaj z tą samokrytyką. Mam Twoje zdjęcie ze ślubu z Karolakiem, wyglądałaś całkiem dobrze.
Maria Czubaszek: Ale nawet jako młoda osoba nie podobałam się sobie, a zwłaszcza nie lubiłam swojej twarzy w lustrze. Najlepszy dowód – nie potrafię się malować i nigdy tego nie umiałam.

 

Polecamy też: NASZE WSPOMNIENIA. Andrzej Żuławski: „Ważne jest mieć poczucie, że nie zmarnowałem ani jednego roku”


– Dlaczego więc poddałaś się operacji plastycznej?
Maria Czubaszek: Musiałam, ponieważ w wywiadach często zadawano mi pytanie: „Co bym zrobiła, gdybym była bogata?”. Otóż najpierw bym zbudowała wypasione schronisko dla zwierząt, a gdyby zostały mi jeszcze pieniądze, fundnęłabym Karolakowi operację, bo on ma obsesję podgardla. A gdyby jeszcze trochę zostało, zrobiłabym sobie dwa zastrzyki na te straszne bruzdy przy nosie. One mnie denerwują. No i pewnego dnia dzwoni pani z TVN Style, mówiąc, że czytała te wywiady i wie, że chciałabym zafundować mężowi i mnie taką operację. Jest więc okazja, bo robią program o chirurgii plastycznej i zależy im na tym, żeby wzięły w nim udział osoby chociaż troszkę znane. Można by więc męża zaprosić do tego programu. Karolak ucieszył się jak dziecko. Oddzwoniłam więc do niej i mówię, że tak – on operację, a ja tylko te zastrzyki. I że mnie nie przeszkadza obecność przy tym kamery, bo nie mam nic do ukrycia. Bardzo mnie śmieszy, gdy różne świetnie wyglądające panie opowiadają, że to zasługa albo genów, albo seksu. A ja przecież nie powiem, że się w tym wieku rzucam w seks, a nawet gdy się jeszcze rzucałam, to mi twarzy nie wygładzał.


– Mój znajomy psycholog uważa, że seks należy uprawiać do śmierci, bo utrzymuje nas w dobrej kondycji.
Maria Czubaszek: Zgoda, jak się komuś chce. Ale mnie chce się już tylko palić, i Karolakowi również. Ja nie lubię pracy fizycznej, pocenia się i tak dalej. Nigdy nie byłam pazerna na seks, nawet w młodości. Wolałam z kimś pogadać, a jeśli seks, to na tej zasadzie, że gdy facetowi na tym zależało, to myślałam: No dobra, co mi szkodzi. Ja lubiłam spotkać się w Spatif-ie na wódeczce. Seks był w pakiecie jako dodatek. Kocham Woody Allena, bo napisał: „Żeby człowiek w czasie aktu kopulacji tak śmiesznie nie wyglądał…”. Mnie się wydaje, że wtedy ludzie śmiesznie się zachowują.  

 

Polecamy też: NASZE WSPOMNIENIA. Ks. Jan Kaczkowski: „Chciałbym Cię, Panie Boże, prosić o zbawienie”

 

NASZE WSPOMNIENIA. Janina Paradowska: „Życie składa się też ze śmierci”

2/5
Maria Czubaszek w "Vivie!"
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM/ Viva!
2/5

– Kiedyś jednak tak nie myślałaś, bo dziewicą przecież nie jesteś?
Dziewictwo straciłam z ciekawości. Byłam wtedy dosyć młoda i chyba nawet to ja go sprowokowałam. Pamiętam, że miał na imię Paweł i był ode mnie starszy.


– Trzydzieści lat starszy?
No nie, ale ja mogłam mieć wtedy 14 czy 15 lat, a on ze 20. I jakoś specjalnie się tym seksem nie zachwyciłam. W każdym razie nie odczułam takiej euforii, jak wtedy, gdy mając 16 lat pierwszy raz zapaliłam papierosa. Od razu wiedziałam, że to jest to, i dla tego warto żyć. Było wspaniale.  


– Ale przecież seks jest podstawą, od niego się zaczyna związek z facetem. Karolak przyznał się niedawno, że na początku zachwycił go Twój biust.
I nogi. Ale dla małżeństwa najważniejsze, żeby się lubić, a nie podobać się sobie. Najlepszy dowód, że rozwodzą się nawet tak piękne kobiety, jak Angelina Jolie. Uroda się nudzi i wtedy się chce czegoś nowego. Dlatego ja wolę z facetem pogadać, chociaż muszę przyznać, że jak facet jest brzydszy od musztardy, to też mnie w rozmowie od niego odrzuca. Zawsze powtarzam, że mężczyzna nie musi być brzydki. Wolę się lubić z facetem raczej przystojnym niż z jakimś paskudą. Ale to nie znaczy, że od razu po głowie mi chodzi: A może by z nim wskoczyć do łóżka?


– Wyjaśniłyśmy więc sobie, że operację plastyczną zrobiłaś nie dla seksu, tylko dla Karolaka.
No tak, ale w ostatniej chwili się okazało, że Karolak nie może sobie tego podgardla zoperować, bo ma za dużą krzepliwość krwi. A ja miałam już podpisaną umowę. Chodziły zajawki, że będziemy w tym programie. Panie producentki więc wymogły na mnie, że skoro nie będzie męża, to ja muszę poddać się czemuś więcej niż zastrzykom. Protestowałam, że nie, że nie chcę, ale pan doktor Szczyt zaczął się we mnie wpatrywać i mówi: „Powieki się pani marszczą”. Ja na to, że cała się już pomarszczyłam. A on: „Jak pani boi się mieć większą operację, to chociaż te powieki zróbmy”. Poprosiłam go tylko, żeby mu się nożyk nie obsunął. Obiecał, że nie: „Wie pani, ile ja takich zabiegów robię?”. No to przestałam się bać. I rzeczywiście – na drugi dzień po zabiegu byłam już w „Szkle kontaktowym”, tylko w okularach przeciwsłonecznych. Ale przecież nawet Miś Uszatek wkłada ciemne okulary, a jak je potem zdejmuje, świat wydaje mu się piękniejszy. W programie mówiliśmy o różnych sprawach, lecz SMS-y i telefony dotyczyły tylko moich ciemnych okularów. Ktoś nawet spytał, czy może ja stan wojenny będę ogłaszać. A następnego dnia dziennikarze z brukowców telefonowali do mnie: „Co się stało z pani oczami?”. No to opowiedziałam o tej umowie z TVN Style i powiekach. „A jak się pani czuje?”. A ja, że trochę ściąga i nie wiem, czy teraz lepiej wyglądam.

Polecamy też: Fani kochali poczucie humoru Marii Czubaszek, a ona do końca go nie straciła INSTAGRAM

3/5
Maria Czubaszek w "Vivie!"
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM/ Viva!
3/5

– I tak Twoje powieki stały się sprawą narodową.
No właśnie, wczoraj jestem w sklepie, jedna pani z kolejki ciągnie mnie za rękę: „Pani Mario, proszę podejść do okna”. Zdziwiona pytam, o co chodzi, a ona: „Chciałam zobaczyć, jak te pani oczy wyglądają”. Albo lecę samolotem do Gdańska – latam głównie samolotami, bo krótko, a w pociągu zapalić nie można. Czytam jakieś pismo kolorowe i widzę wielki tytuł: „Czubaszek pocięła się dla męża”. Nie dla męża, tylko za męża – powinni napisać. Wracam do domu, dzwoni do mnie młoda osoba z firmy kosmetycznej, że oni też różne zabiegi robią i proponują mi masaż na szyję. I jeszcze mi za to zapłacą. Odmówiłam, bo ja chodzę w golfach, właśnie żeby starczej szyi nie pokazywać.


– Mimo wszystko wygląd ma dla Ciebie znaczenie?
Oczywiście, że ma, chociaż nie mam na tym punkcie kompleksu. Śmieszy mnie, kiedy do „Szkła…” ktoś pisze: „Pani Mario, bardzo panią lubię, ale w tym wieku to już kolanka nie uchodzi pokazywać. Trzeba nosić dłuższe spódniczki”. A co ja zrobię, że spódnica mi podjeżdża? To Grzegorz Markowski się denerwuje, bo on jest bardzo dobrze wychowany. A ja dziwię się, że mnie tak zapraszają do tych telewizji, kiedy wokoło są takie młode, świetnie zrobione, ładne dziewczyny. Chociaż ja piękna nigdy nie byłam. Gdybym miała teraz dwadzieścia parę lat i pieniądze, tobym się może zdecydowała poprawić urodę. A teraz to przysięgam, zrobiłam to tylko ze względu na Karolaka.


– Był chociaż zachwycony?
W ogóle nie zwrócił żadnej uwagi, tylko mi bardzo współczuł, gdy rzucałam mięsem, jadąc na tę operację. I wyrzucałam mu, że on nie mógł i ja teraz przez niego muszę. A najbardziej się denerwowałam, czy będę mogła zaraz po tym zabiegu zapalić i gdzie. Ale zapaliłam u pielęgniarek. A narkozy to się wcale nie bałam. Już miewałam ją, przy aborcji chociażby.


– Co chciałaś osiągnąć, przyznając się do aborcji? Kobiety zwykle trzymają to w wielkiej tajemnicy.
To było tak. Zadzwonił do mnie jakiś facet z TVN, chciał przeprowadzić ze mną rozmowę. Umówiliśmy się w kawiarni, wysiadam z taksówki, a tam kręci się mnóstwo dzieci. Przychodzi dziennikarz, mówię mu: „Ale pan trafił, bo ja dzieci nie lubię, a tu jakiś kinderbal”. Zrobił oczy, bo w Polsce przyznać się, że się nie lubi dzieci, to zgroza. Ale włączył kamerę i zaczynamy rozmowę. Tylko że on pyta: „Pani naprawdę dzieci nie lubi?”. A ja, że nie robię im krzywdy, ale mnie nie wzruszają, mimo że sama byłam dzieckiem, Stalin był dzieckiem, Kadafi był dzieckiem. Nigdy nie kolegowałam się z dziećmi, a w piaskownicy chłopcu w moim wieku nadziałam wiaderko na głowę, aż musieli wzywać ślusarza, żeby się nie udusił. I on pyta: „To pani nie chciała mieć dzieci?”. A ja, że nie chciałam i nie mam. „A jakby się przytrafiło?”. Jak to przytrafiło? Tobym usunęła. On na to, że się tylko tak mówi. „Ależ, proszę pana, ja to zrobiłam, w tamtych czasach nie robiono szumu z tego powodu”. Ten dziennikarz potem do mnie nie zadzwonił, pomyślałam, że wywiad poszedł do kosza. Ale po roku jestem w niedzielę w „Szkle…”, a w poniedziałek rano idę do apteki. Pani aptekarka się do mnie nachyla: „Pani Mario, gratuluję, tak samo uważam”. Wróciłam do domu i mówię do Wojtka: „Nasza aptekarka mi czegoś gratuluje, a ja nie mam pojęcia, czego”. A potem na ulicy podchodzi do mnie kilka pań: „Pani Mario, jesteśmy z panią”. Znowu nie miałam pojęcia, o co chodzi. I dopiero po trzech dniach jechałam taksówką ze znajomym kierowcą. I on mnie uświadomił, że chodzi o program niedzielny. O „Szkło kontaktowe”? Nie, nie, o „Uwagę”. Ale ja przecież byłam tylko w „Szkle kontaktowym”. Okazało się, że tamten dziennikarz po roku, bez mojej wiedzy, puścił to, co powiedziałam o aborcji. Ale nawet jakby to mi wcześniej pokazał, to i tak bym się z tego nie wycofała.

Polecamy też: Fani kochali poczucie humoru Marii Czubaszek, a ona do końca go nie straciła INSTAGRAM

4/5
Maria Czubaszek w "Vivie!"
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM/ Viva!
4/5

– Niechcący więc podzieliłaś Polskę na pół. Jedni gratulowali Ci odwagi, inni chcieli Cię zamordować.
Zupełny koszmar. Kiedy w zeszłym roku miałam w Nowym Sączu spotkanie z czytelnikami, ksiądz kazał zdzierać plakaty, a w Internecie pisali: „Nie chcemy Czubaszek!”. Gdy wchodziłam do sali, pierwszy raz w życiu poczułam się jak gwiazda. Przed wejściem stała pikieta, dyrektorka biblioteki zadzwoniła do burmistrza, żeby przysłał straż miejską. Pod jej ochroną mogłam przejść przez drzwi. Sala była pełna ludzi, którzy mnie przepraszali za tę pikietę, a niektórzy uważali, że to sprytna akcja promocyjna, bo akurat ukazała się książka „Każdy szczyt ma swój Czubaszek”. A jeszcze całkiem niedawno jakaś elegancka starsza pani łapie mnie za rękę, przez trzy dni miałam siniaki. „Ja nie umiem patrzeć na panią w telewizji”. Ja na to, że ja też, więc zmieniam na inny program. Ona: „Niech mi tu pani nie opowiada, więcej szacunku dla matki Polki”. Zawsze powtarzam, że chcę, aby się jak najwięcej dzieci rodziło, ale tylko tych chcianych i kochanych. A nie takich, którymi tatuś o ścianę rzuca czy matka zamyka je martwe w wersalce. Tego znieść nie mogę.


– No widzisz, masz miękkie serce.
Ale tylko w stosunku do zwierząt. Najchętniej to bym wszystkie psy adoptowała. Natomiast nie wyobrażam sobie, że miałabym adoptować dziecko. Karolak jest tego samego zdania. On wprost powtarza, że jest za dużym egoistą, żeby być ojcem.


– O tym najczęściej rozmawiacie z Karolakiem?
Gadamy głównie o polityce, ona interesuje mnie najbardziej. Natomiast zupełnie nie obchodzi mnie życie gwiazd. Bardziej interesuje, czy Gowin wyleci z Platformy albo gdzie pójdzie Ryszard Kalisz. Poza tym rozmawiamy z Wojtkiem często tak ogólnie, o życiu. On jest wielkim pesymistą. A ja pesymistką pogodną. Chociaż za Woody Allenem twierdzę, że świat zmierza ku katastrofie. Ta agresja i ten pieniądz są winne, choć sama mówię, że pieniądze są najważniejsze.


– À propos pieniędzy, jak książka się sprzedała?
Świetnie, były cztery dodruki. Teraz piszemy z Andrusem drugą. Wojtek też w niej będzie.


– Jesteś więc wreszcie bogata?
Bogata to za dużo powiedziane, ale dałam Wojtkowi 80 tysięcy na samochód. Nie mógł uwierzyć, kiedy zobaczył je na wyciągu z banku. W tej chwili zostało mi na koncie 12 tysięcy złotych. Ale ja dla siebie wiele nie potrzebuję. Na parówki, które głównie jadam, to i tak mi wystarcza. Kupuję je nie z nędzy, bo są tanie, tylko dlatego, że je lubię.

– Zrobiłaś może zapas papierosów?
Papierosy zawsze mam, chociaż były momenty, że pożyczałam na nie od Andrusa – zawsze pożyczam od Andrusa. A kiedyś, jak nie było Karolaka w domu i Andrusa pod ręką, to nawet zaczęłam szukać po kieszeniach Wojtka i znalazłam w jednej 20, a drugiej 10 złotych. Na papierosy starczyło.

– Dobrze, że nie znalazłaś kartki z telefonem do jakiejś Marioli.
Wojtek nie jest dziwkarzem, chociaż niektórzy go o to posądzali. Mówili, że chyba jest gejem, bo był przystojny i jeździły za nim dziewczyny, a on z tego nie korzystał. Jest monogamistą. Pierwszej żony nigdy nie zdradził, to ona zaczęła go zdradzać. Ale gdyby był babiarzem i gdybym się dowiedziała o zdradzie, to nie przywiązywałabym do tego wagi. Gdyby się jednak zakochał, na pewno bym zakończyła naszą znajomość. A tak na marginesie, nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby szukać telefonów po kieszeniach czy SMS-ów w komórce. Czasem Wojtek pokazuje mi jakiś od wielbicielek i ja jestem bardzo z tego dumna, że jeszcze się podoba. Na spotkaniach zawsze mówię o nim per Karolak i dodaję: „Tylko proszę nie mylić z tym pięknym Tomaszem”.

Zobacz także: Maria Czubaszek wczoraj trafiła do szpitala. Grzegorz Miecugow: "Przeszła ciężki czas tam w szpitalu"

5/5
Maria Czubaszek w "Vivie!"
Copyright @Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF AM/ Viva!
5/5

– A Karolak dumny, że telewidzowie chcą umawiać się z Tobą na randki?
Bardzo to lubi. Opowiada: „Mam koncert, a zagadują do mnie tylko twoi adoratorzy”. On wie, że nigdy bym go nie zdradziła.  


– Naprawdę?
Nawet kiedy uprawiałam seks – na początku też go z Karolakiem uprawialiśmy – to nie była dla nas najważniejsza sprawa. Jego koledzy opowiadali, że jeszcze jak był z pierwszą żoną, w hotelu w łóżku czekała na niego śliczna dziewczyna. Bardzo grzecznie ją po prostu wyprosił. Zawsze wolał z kolegami wypić wódkę. Ja, niestety, nie znalazłam w łóżku rozebranego obcego faceta, ale też pewnie grzecznie bym się go pozbyła.


– Bo Wasz związek jest taki uczciwy i aż do śmierci?
Teraz to już na pewno do śmierci. I jeśli się kłócimy, to właśnie o tę śmierć. Wojtek nie może słuchać, że ktoś umiera albo że my umrzemy. A gdy słyszy, że ktoś popełnił samobójstwo, od razu patrzy na mnie i mówi: „A tobie to imponuje”. Bo nie może mi wybaczyć, że ja się śmierci nie boję. A ostatnio Artur Andrus spytał mnie, czy byłabym w stanie zabić człowieka. Mnie się wydaje, że byłabym. Wojtek powiedział za to, że nigdy. Natomiast ja z zimną krwią zabiłabym tych facetów, co wzięli ze schroniska suczkę i potem jej głowę urwali. Są ludzie, którzy nie zasługują na życie i tyle.


– Wierzysz w życie pozagrobowe?
Nie, uważam, że śmierć to już po balu. Bardzo bym chciała jednak, żeby istniało, bo spotkałabym tam wszystkie moje pieski. Popatrz, nie pamiętam imion facetów, a przewinęło się ich u mnie sporo, za to imiona psów pamiętam doskonale. I to we właściwej kolejności. Powtarzam za Oscarem Wilde’em, że „im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”. Uważam, że ludzie są źli z natury, choć oczywiście zdarzają się wyjątki.


– A Ty jesteś dobra?
Wszyscy mi to wmawiają, ja jednak dobra nie jestem. To moja wada, że jestem mało emocjonalna i nie wzruszam się tak, jak inni. Powiem szczerze, że kiedy umarli moi rodzice, nie płakałam. Było to dla mnie okropne, ale powiedziałam sobie, że tak musiało być i koniec. Zresztą z mamą zawsze się kłóciłyśmy.


– Nie jesteś też sentymentalna.
Zdecydowanie nie. Nie trzymam listów przewiązanych wstążeczkami ani innych pamiątek. Podchodzę do wszystkiego pragmatycznie. Mama zapisała mi mieszkanie przy Rozbrat, a ja postanowiłam przepisać je na Karolaka, żeby w razie mojego odejścia nie miał problemów ze spadkiem.  Wojtek wpadł w szał. Dla mnie oczywiste jest, że sprawy trzeba załatwiać za życia. To tak naturalne, jak narodziny czy śmierć.   


– Czy jest więc coś, czego się boisz?
Myszy. Reaguję na nie histerią, choć wiem, że to idiotyczne. Boję się też kalectwa i zniedołężnienia. A także zakazu palenia nawet we własnych domach. Wtedy dla mnie życie straciłoby sens. I straciłabym nawet poczucie humoru.


– Na te myszy reagujesz jak baba.
Ale jestem nietypowa. Na ogół kobiety, gdy mężowie pytają, ile to kosztowało, mówią, że było tańsze, niż było. Natomiast ja Karolakowi podaję wyższą cenę. Bo jak powiem, że kosztowało 300 złotych, kazałby oddać to badziewie. A jak powiem, że 800, to jest zadowolony. Kiedy poznałam Karolaka, miałam parę dżinsów i kilka bluzek, dopiero przy nim zaczęłam sobie kupować, bo on się stroił. Ostatnio jednak przymierzyłam okulary przeciwsłoneczne w małym sklepiku przy Silver Screen – normalnie kupuję je ze stojaków na ulicy. Mówię: „No to wezmę”, bo świeciło mocne słońce. „Ile płacę?”. A sprzedawca: „Siedemset złotych”. Zatkało mnie, ale wstydziłam się zrezygnować. Dopiero potem Ola Kwaśniewska powiedziała mi, że to okulary znanej marki Rainbow. Karolak był szczęśliwy.   

Zobacz także: Maria Czubaszek wczoraj trafiła do szpitala. Grzegorz Miecugow: "Przeszła ciężki czas tam w szpitalu"

Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Jak wyglądają przygotowania do sesji?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą VIVY! jest Karolina Szostak. Zobacz, co jeszcze w nowym numerze!